~Naree
POV D.O.
Kiedy
zamknęły się za nami drzwi, posłałem mu mordercze spojrzenie.
-Rozumiesz,
że teraz jestem na ciebie skazany?
Zrobiłem
wielkie oczy.
-No
chyba sobie żartujesz.
-Widzę,
że bardzo się za mną stęskniłeś.
-W
takim razie czas zainwestować w okulary- mruknąłem, siadając na swoim łóżku. On
rozejrzał się po pomieszczeniu i złapał szkicownik.
Proszę, niech on tego nie ogląda…
-Jak
się naprawdę nazywasz?- zapytałem szybko.
-Kim
Jongin. A co?
-Nic.
Oddaj- wskazałem na zeszyt. Zaśmiał się.
-Już
biegnę.
-Oddawaj!-
zezłościłem się. Zwłaszcza, że znowu podchodził coraz bliżej.
-Nie.
Ma. Mowy.
-Kkamjong!-
nawet nie wiem, jakim cudem stworzyłem ten dziwny wyraz, ale on zamarł. Po
chwili spojrzał na mnie błyszczącymi oczami.
-Powiedz
to jeszcze raz.
-Oddaj
mi szkicownik.
-Masz.
A teraz powtórz to- rzucił mi przedmiot, wciąż wpatrując się we mnie z tym
dziwnym wyrazem twarzy. Uśmiechnąłem się. Zemsta jest słodka.
-Nie.
Ma. Mowy.
-Kyungsoo…
-…hyung- dokończyłem.
-Że
co?
-Jestem
starszy- pouczyłem go. Przewrócił oczami.
-Nie
wyglądasz, więc będę do ciebie mówił jak mi się podoba. Masz zamiar wyczerpać
moją cierpliwość?
-Może-
mruknąłem, starając się nie patrzeć na jego minę. Bawiłem się tą dziwną władzą
nad nim. Usiadł tuż obok mnie.
-Do
cholery, Soo!
-Idziemy
na dół… Kkamjong- ostatnie słowo wyszeptałem mu do ucha. Widziałem, że to
doprowadzało go do szaleństwa. Wstałem jak gdyby nigdy nic i wyszedłem z
pokoju. Kai szedł za mną, co jakiś czas kręcąc głową sam na siebie.
-Zjecie
babeczki?- zapytała KaRya.
-To
bomba kaloryczna- powiedział Key, a Minho zmierzył go pełnym politowania
spojrzeniem.
-Wiesz,
że faceci lubią krągłości?
-Taemin,
rzuć mi babeczkę- rozkazał Kibum, a ja pokręciłem głową nad nimi.
Do wieczora siedzieliśmy w salonie.
Starałem się nie odzywać do Jongina, ale on usiadł koło mnie i zagadywał na
wszystkie możliwe tematy. Było to o tyle straszne, że bardzo dobrze nam się
rozmawiało.
-Hej,
chłopaki, może pójdziecie do pokoju i zrobicie sobie jakiś maraton filmowy?-
zasugerowała siostra Kai’a. Chłopak zaczął kręcić nosem, a ja zaśmiałem się.
-No
chodź- pociągnąłem go za rękę.
-Dlaczego?-
jęczał jak pięciolatek.
-Dziewczyńskie
sprawy. Dajże im pogadać w spokoju.
-Jasne,
umma- mruknął, na co kopnąłem go w kostkę.
Siedzieliśmy w ciszy w pokoju.
Właściwie to on leżał na materacu, a ja zasypiałem na siedząco na łóżku.
-D.O.~
-Czego?-
z trudem odróżniałem sen od jawy, ale skupiłem się na jego głosie.
-Tu
jest niewygodnie…
-To
chodź- wymamrotałem nieprzytomnie. Chwilę później czyjeś silne ręce przyciągały
mnie do siebie. Odruchowo wtuliłem się w jego tors. Nie powinienem tego robić,
ale Kai był taki ciepły i wygodny…
-Soo-
wymruczał przy moim uchu.
-Daj
mi spać, Kkamjong.
-Pocałuj
mnie.
Gwałtownie
otworzyłem oczy, gapiąc się na niego w całkowitym szoku.
-Poje…
-
Wiem, że tego chcesz- przerwał mi z uśmiechem. Skąd ta mała cholera mogła
wiedzieć? Chwilę się zastanawiałem, po czym ostrożnie złożyłem na jego wargach
delikatny pocałunek. Zaraz odsunąłem się, czerwieniejąc. Co mnie podkusiło?
-Dobranoc-
powiedziałem szybko.
-Kolorowych
snów- mocniej przytulił mnie do siebie, a ja zamknąłem oczy.
Światło przedostawało się przez moje
powieki. Dodatkowo coś ciepłego łaskotało mnie w ucho. Zmarszczyłem brwi,
mrucząc coś pod nosem.
-Kyungsoo…
Kyung… Kyungie…
-Pięć
minut…
-Miałeś
mi pokazać miasto.
Otworzyłem
szeroko oczy. Leżałem w swoim łóżku, a ktoś za mną mocno obejmował mnie w
pasie. Usta tego kogoś błądziły po mojej szyi.
-Yah!
Jongin! Won z mojego łóżka!
-Sam
mnie wczoraj zaprosiłeś.
Co?
Zamrugałem. Niemożliwe. Byłem aż tak zmęczony, że nie pamiętam, co się działo?
-Coś
jeszcze zrobiłem?- zapytałem niespokojnie.
-Mhm…
Zaczyna się na „c” a kończy na „e”.
-Czerpanie?
W sensie czerpałem papier?
-Wtf?
Skąd taki pomysł?
-Cwałowanie?-
mruknąłem nieprzytomnie, starając się przypomnieć sobie więcej słów.
-Nie
jesteś koniem. Chociaż blisko. Całowanie, tępaku.
-Jasne…-
schowałem twarz w poduszce, żeby nie zobaczył rumieńców. Przypomniałem sobie
tamten moment. Usta chłopaka wznowiły wędrówkę, aż do ucha, w którym zatopił
kiełki. Całą swoją siłą woli powstrzymałem się od jęku.
-Kai,
mówiłem ci, żebyś stąd wyszedł.
-Nie
wiem, gdzie jest łazienka.
Prychnąłem
pod nosem. Co za kłamca.
-Poproszę
Minho, żeby cię zaprowadził.
-Nie
zaopiekujesz się swoim gościem?- zapytał niewinnie. Szlag by go trafił…
-Chodź-
pociągnąłem go za sobą. Puściłem dopiero pod drzwiami łazienki.
-Dalej
chyba poradzisz sobie sam.
Wiedziałem,
że to był błąd, kiedy zobaczyłem złowieszczy uśmiech, który wykwitł na jego
twarzy.
-No
nie wiem… Mógłbyś mi towarzyszyć, trudno tak brać prysznic w samotności…
Potrzebuję twojej pomocy, hyung.
Po
raz pierwszy mnie tak nazwał i to po to, żeby mną manipulować.
-JONGIN-AH!
IDŹ SIĘ MYĆ I PRZESTAŃ GADAĆ TAKIE RZECZY!!!- krzyknąłem, odskakując od niego. Obym
tylko się nie rumienił…
-Na
pewno? Przemyśl to dobrze- zachichotał.
-Utop
się- burknąłem, kierując się z powrotem do łóżka. Skuliłem się pod kołdrą i
zamknąłem oczy. A co by było, gdybym się zgodził? Nie, chyba naprawdę się nie
wyspałem. Przecież on właśnie do tego dąży. Zdobyć, wykorzystać i zostawić.
-Kyungsoo?
Śniadanie czeka… A gdzie Jongin?
Spojrzałem
na KaRyę nieprzytomnym wzrokiem.
-Kai
poszedł się kąpać… Oby się utopił.
-Już
sobie wymyśliliście ksywki! Jak super!
-Noona-
jęknąłem, kręcąc głową.
-Mamy
na niego czekać ze śniadaniem?
Pokręciłem
głową.
-Sam
mu coś potem przygotuję.
-To
chodź.
♥ ♥ ♥ ♥ ♥
POV KAI
Wyszedłem
spod prysznica. Usłyszałem trzaśnięcie drzwiami, czyli noony już wyszły z
dzieciakami. Lepiej być nie mogło. Ubrałem spodnie i zacząłem się rozglądać za
koszulką. Czyżbym nie wziął jej z pokoju? Ok, czyli mogło.
Stanąłem
w drzwiach do kuchni. Czerwonowłosy krzątał się przy naczyniach. Zmierzyłem
wzrokiem całą jego sylwetkę. Poddaję się.
On jest perfekcyjny w każdym calu.
-Wróciłem!
-Mogłeś się utopić… Siadaj do stołu,
zaraz nałożę ci jajecz… O kurwa- powiedział, patrząc na mnie.
-Też kobieta, a w dodatku dobrze
zarabia. Widziałeś moją koszulkę?
-Widzę jej brak…- wykrztusił,
czerwieniąc się. Zauważyłem, że mimo zawstydzenia nie potrafił oderwać ode mnie
wzroku.
-No trudno… Obejdę się bez niej-
powiedziałem z udawanym żalem.
-Do miasta tak nie pójdziesz- ostrzegł,
a ja zaśmiałem się.
-Jasne. Czemu tak patrzysz?
-Nic…- burknął, odwracając wzrok i
kładąc na stole talerz z jajecznicą. Usiadłem zaraz na miejscu i zacząłem jeść,
przyglądając się, jak zmywa naczynia. Gdy talerz był już pusty, bezgłośnie
podszedłem do niego. Chciałem zachowywać się normalnie, ale moja natura mnie
przezwyciężyła. Równie cicho odłożyłem naczynie na bok i złapałem za jeden z
idealnych pośladków. Chłopak podskoczył.
-COTYODPIERDALASZ?!- wrzasnął. Zupełnie
jak Baekhyun. Tylko że diva nie ma takiego fajnego tyłka. Nie, żebym świadomie
sprawdzał. Po prostu różne dziwactwa się dzieją na imprezach…
-Nic takiego- mruknąłem z rozbawieniem,
jednocześnie lekko ściskając. Szybko odsunął się ode mnie, ale wcześniej
usłyszałem z jego ust jakby… Westchnięcie? Tak, D.O. zdecydowanie WESTCHNĄŁ.
Uśmiechnąłem się szeroko.
-Ubierz się, zaraz wychodzimy-
powiedział nieco zmienionym głosem. Wyszedłem z kuchni ze śmiechem. Zatrzymałem
się jednak, gdy usłyszałem, jak Kyungsoo gadał sam do siebie.
-Miałem być spokojny. Spo~koj~ny. Nie
wierzę. Kurwa, kurwa, kurwa…
Chyba
mój plan zaczyna działać…
"Też kobieta, a w dodatku dobrze zarabia" - głupawka level Samara :D Fajnie, że napisałaś tę scenę z obłapianiem przy zmywaniu <3, ale... KIEDY JAKIEŚ SEKSY NO!? XD ^^ a już było tak blisko c:
OdpowiedzUsuń~ WieszKto :3