wtorek, 7 kwietnia 2015

Chance- aż do końca

W ramach bonusu poświątecznego (i mobilizacji mnie do ruszenia tyłka ;_;) dzisiaj rozdziały XII-XIV w jednym poście! Z tym postem ogłaszam też miesięczną (woah, ciekawe, czy wytrzymam) przerwę od historii naszych drogich bohaterów "Chance". Prawdopodobnie zaczną się pojawiać one-shoty, a może nawet uda mi się opublikować "Good boy, bad..." 
Trzymajcie za mnie kciuki. 
~Naree


-Jak to kogo? Kyungsoo- Kai spojrzał na mnie entuzjastycznie.
-I myślisz, że ci pozwolimy? Jesteś szaleńcem- prychnął Yixing.
-Wolę określenie człowiek z wyobraźnią”. O nieobecności się nie martwcie, Suho już je usprawiedliwił. Co by tu jeszcze dodać? Aha, Baekhyun, dzisiaj twoja kolej na pranie. Chyba to już wszystko- ciemnowłosy bez najmniejszego problemu wziął mnie na ręce.
-Puść go!- zawołał Luhan.
-Sam se pierz swoje brudne i spocone ciuchy- oburzył się Baek.
-Nara!- zawołał chłopak i wciąż trzymając mnie na rękach wybiegł ze szkoły. Przez drzwi do stolików na zewnątrz, przez boisko, park, aż do lasu. Szkoła była przecież na granicy z parkolasem, w którym naprawdę łatwo było się zgubić.
-Kkamjong! Co robisz!- śmiałem się, obejmując go za szyję, żeby nie spaść.
-Robię ci niespodziankę- ostrożnie postawił mnie na ziemi i wyciągnął z plecaka mój płaszcz. Spojrzał na niego krzywo.
-Zmarzniesz- stwierdził, rzucając mi ubiór. Szybko się otuliłem, a on założył kurtkę.
-Jezu… Luhan mnie zabije!- śmiałem się. Zawtórował mi.
-Może Daj mi telefon- poprosił. Kiedy spełniłem prośbę, zaczął grzebać mi w kontaktach.
-Lulu? Serio?- zaśmiał się i wcisnął połączenie- Halo? Lu Han? Mówi Kai. Czy mógłbyś dać na głośnomówiący, żebyście wszyscy mnie słyszeli? Dzięki. Chciałem wam tylko powiedzieć, że D.O. nic nie grozi i zobaczycie go dzisiaj w Luhanladzie w nienaruszonym stanie. I Baekhyun, naprawdę masz wyprać te ciuchy.
Zaśmiałem się cicho.
-Tak, jest tu ze mną. Tak, to on się tak śmieje. Soo, powiedz im coś, bo chyba myślą, że cię zamordowałem- podał mi na chwilę telefon.
-Cześć, chłopaki- nagle usłyszałem masę wrzasków. Większość chyba należała do Luhana.
-Dyo-ah? To było w planach od początku, nie?- chichotał Baekhyun.
-W planach Kai’a owszem. Uspokoisz ich jakoś?
-Jasne.
-Co to ma być? Uciekaj stamtąd!- znowu Lu.
-Hej, wyluzuj, Jeleniu. Nie mam jak. Nawet okup tu nie pomoże. Musicie przetrwać jakoś to pół dnia. Będzie dobrze. A teraz kończę. Pa!- szybko rozłączyłem.
-Żyjesz?- Jongin znowu wziął mnie na ręce.
-Jasne. Czemu mnie nosisz?
-A czemu nie? Tak jest zabawniej- powiedział, ruszając w sobie tylko znanym kierunku. Zacząłem przyglądać się jego twarzy. Z każdą kolejną chwilą zakochiwałem się w nim coraz bardziej.
-Oppa? Kim jest Suho?- zapytałem z zaciekawieniem.
-Przewodniczący samorządu uczniowskiego. W praktyce może wszystko. Jest moim starym kolegą, więc z nieobecnościami nie mam problemów. Wiesz, że uwielbiam, gdy tak do mnie mówisz?- uśmiechnął się lekko.
-Kkamjong oppa- zamruczałem. Miałem głowę dosyć blisko jego serca, więc natychmiast usłyszałem, że zadudniło. Czy możliwe, że odczuwał to samo, co ja?
-Co chciałbyś robić?- zapytał szybko, widząc, że zauważyłem. Dłuższą chwilę milczałem, zastanawiając się.
-Hmmmm… Ostatnio nie dokończyliśmy bubble tea- powiedziałem.
-Dobry pomysł- posłał mi jeden ze swoich ślicznych uśmiechów. Przeszedł jakimś tajnym skrótem i chwilę później byliśmy koło kawiarenki Luhana.
-Jak… Jakim cudem…- gapiłem się na niego szeroko otwartymi oczami. Delikatnie cmoknął mnie w usta. Gdyby nie to, że byłem nad ziemią, najpewniej ugięłyby się pode mną nogi.
-Znam ten las lepiej niż ktokolwiek inny. Jak przyjdzie wiosna, pokażę ci kilka pięknych miejsc- uśmiechnął się i postawił mnie na chodniku. Wspólnie weszliśmy do Luhanlandu.
-Ojej! Jesteście!- zawołał radośnie Tao.
-Cześć. To samo co ostatnio. I jak Luhan przyjdzie, to nas nie widziałeś.
-Jasne- uśmiechnął się chłopak.
-Skąd wy się znacie?- zapytałem. Ciekawość zżerała mnie od środka.
-Trenowałem z Krisem wushu. Kilka razy byłem u niego w domu i poznałem całą hałastrę.
-Ahaaaa…- skinąłem głową. Kai odebrał zamówienie i wybrał jakiś prywatniejszy stolik.
            Siedzieliśmy i popijaliśmy bubble tea z jednego kubka. Jongin splótł nasze palce.
-Podtrzymujemy kłamstwo, tak?
Chwilę walczyłem sam ze sobą.
-Oppa, czy kłamstwo może się czasami stać prawdą?
Nie odpowiedział mi. Powoli, ze strachem, uniosłem wzrok. Co, jeśli się myliłem? Jeśli mi się tylko wydawało?
Patrzył na mnie z fascynacją, niedowierzaniem, radością i miłością?
-Soo, czasami kłamstwo od początku jest niezauważoną prawdą- powiedział cicho, głaszcząc moją dłoń. To jest… Czy on właśnie
-KYUNG! TY ŻYJESZ!- coś rzuciło mi się na szyję. Nigdy nie miałem tak wielkiej ochoty na zabicie Luhana. Po minie Kai’a poznałem, że czuł mniej więcej to samo.
-Co wy tu robicie?- zapytał, piorunując wzrokiem rozbawionego Chanyeola i uśmiechającego się przepraszająco Baekhyuna.
-Suho hyung nas puścił. Obiecałem, że umówię go z Chenem, jak się zgodzi. Szach mat, porywaczu-debilu - Lu wytknął na niego język.
-Sorry- wyszeptał do nas bezgłośnie Baek.
-Więc spa~daj- zanucił Chińczyk. Jongin rzucił mi ostatnie spojrzenie i wyszedł.
-Możesz już ze mnie zejść?- zapytałem, patrząc na blondyna. Tylko spokojnie. On nie wiedział, że źle robi. Myślał, że mi pomoże.
-Jasne. Lay kazał przeprosić, że go nie ma, ale zaraz po lekcjach ma korepetycje. Kujon.
-Po prostu Kris mu się spodobał- ocenił Chanyeol.
-Myślisz?- jelonek uśmiechnął się, przysiadając na krawędzi krzesła.
-Dyo-ah, chodź na chwilę. Zamówimy bubble tea- powiedział Baekhyun. Chwilę później staliśmy w kącie, z dala od zgiełku.
-Naprawdę cię przepraszam.
-Nie gniewam się- mruknąłem, bezmyślnie patrząc na swoje dłonie.
-Próbowałem powstrzymać tego ogłupiałego jelenia, ale on jest strasznie uparty
-Baek-ssi, nic się nie stało- powtórzyłem.
-Na pocieszenie powiem ci, że to nie ty będziesz siedzieć z Kai’em dzisiaj wieczorem, kiedy będzie chciał wszystkim pourywać głowy.
Miałem go znowu uspokoić, ale nagle mnie oświeciło. 
-A może jednak?- uśmiechnąłem się szeroko. Na jego twarzy pojawił się wyraz zrozumienia.
-Wiesz, stary, jesteś genialny- powiedział radośnie.
-Oczywiście, że jestem.
-Ej, chłopaki, mieliście nam kupić picie, a nie plotkować!- zawołał Luhan.
                                   POV YIXING
            Wyszedłem ze szkoły, rozglądając się. Ciekawe, czy chłopaki znaleźli już Dyo.
-Hej! Mały!- ktoś stuknął mnie w ramię. Uniosłem głowę do góry, na uśmiechniętego Krisa.
-Ile razy mam ci mówić…
-Oj tam, przestań zrzędzić. Idziemy czy nie?
-Przeżyjesz tę ujmę na swojej godności? Ty i kurczaki- zaśmiałem się cicho. Posłał mi rozbawione spojrzenie.
-Jakoś… Skoro wszyscy je jedzą, nie mogą być takie złe.
            Piętnaście minut później siedzieliśmy w KFC i rozmawialiśmy. Dawno już przeszliśmy na chiński, w końcu to był nasz język. Pogryzałem kurczaka, a chłopak patrzył na mnie z zaciekawieniem.
-Spróbuj- podsunąłem mu kubełek.
-No nie wiem… Jakoś nie czuję się przekonany.
Przewróciłem oczami, po czym złapałem skrzydełko.
-Powiedz „aaa”- mruknąłem z uśmiechem. Zaskoczony Yifan posłusznie otworzył usta i ugryzł. Jego twarz powoli rozjaśniała się.
-Dobre- przyznał z uznaniem. Uśmiechnąłem się do niego.
-Widzisz? Mówiłem.
Po chwili oboje jedliśmy, rozmawiając na najróżniejsze tematy. Przede wszystkim o Kanadzie, gdzie Kris się wychowywał. Zapytałem go, czy w takim razie pomógłby mi jeszcze z angielskim, bo nie szło mi za dobrze w mówieniu i czytaniu.
-Właśnie! Nauka! Siedzimy tu jakąś godzinę, a nawet nie tknęliśmy podręczników.
-No dobrze, ge- mruknąłem. Wyciągnęliśmy historię i Wu zaczął mi coś tłumaczyć. Starałem się go słuchać, ale po chwili słowa zlały się w jedno, a ja skupiłem się na wyglądzie swojego korepetytora. Emanował silną, męską aurą, był nieco przerażający. Ale coś w tym mnie przyciągało. To było dziwne, nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego. Zwłaszcza w stosunku do faceta.
-Ej, mały, słuchasz mnie w ogóle?
Wyprostowałem się gwałtownie.
-P-przepraszam, ge… Zamyśliłem się.
-Zauważyłem. 
-Po prostu historia jest taka nuuudna…- jęknąłem, wznosząc oczy do sufitu. Zaśmiał się cicho, sięgając po kawałek kurczaka.
-Nie mów tak od samego początku. Postaraj się skupić.
Westchnąłem z niezadowoleniem i wróciliśmy do nauki.

                   Rozdział XIII- POV D.O.
            Wieczorem po pracy razem z Baekhyunem pojechaliśmy do niego. Mieszkał razem z przyjaciółmi w wysokim wieżowcu. Wjechaliśmy na 13 piętro windą. 
-Jest jedno mieszkanie na każde piętro. Więc mieszkam pod jakże szczęśliwą trzynastką.
Uśmiechnąłem się pod nosem, gdy otworzył drzwi. Od razu widać było, że mieszkało tu czterech chłopaków. W korytarzu stało około dziesięciu par butów, a w nieoddzielonej ścianą kuchni pełno było brudnych naczyń. Dodatkowo na stole siedziała jakaś… dziewczyna? Musiałem się chwilę zastanowić, zanim na 100 % stwierdziłem jej płeć. Rapowała cicho razem z wykonawcą w radiu nastawionym na jakąś stację muzyczną.
-Siemka, Baek- rzuciła.
-Cześć, Amber. Dyo, to jest Amber. Przyjaciółka Kai’a, nasz dobry anioł. Czasami nawet zgadza się nam gotować- uśmiechnął się chłopak. Na słowa przyjaciółka Kai’a” zesztywniałem. Tylko tyle? Czy może jest między nimi coś więcej?
-Hej- powiedziałem cicho, mierząc ją uważnym spojrzeniem.
-Gdzie są wszyscy?- spytał Byun, rozglądając się.
-Kris jeszcze nie wrócił z tych całych korepetycji, Sehun wyszedł na imprezę, trochę pomaca i przyjdzie, a do pokoju Jongina radzę się nie zbliżać. Wrócił tak wkurwiony, że stłukł trzy talerze, wywalił stołek przez okno i jeszcze na mnie nawrzeszczał.
-Aż tak?- uśmiechnął się Baekhyun.
-Co cię tak bawi? To ja musiałam przepraszać panią Lee za to, że na jej tarasie, w jacuzzi, znalazł się plastikowy designerski stołek- narzekała czarnowłosa.
-Dyo, idź do niego lepiej. Pierwsze drzwi po prawej, te w czarnym kolorze- mruknął chłopak. Skinąłem głową i bez słowa ruszyłem tam. Nawet nie trudziłem się pukaniem. Bezgłośnie otworzyłem drzwi i wszedłem na palcach do środka.
            Pokój mojego przyjaciela był dość duży i jasny. Na ścianach wisiały plakaty różnych znanych piosenkarzy, piłkarzy i tancerzy. Kai miał też profesjonalny sprzęt muzyczny. Uśmiechnąłem się lekko. Pomieszczenie dokładnie odzwierciedlało jego. Właśnie, gdzie Mój wzrok spoczął na chłopaku w kącie. Patrzył przez okno i tylko lekko drgnął, słysząc delikatne trzaśnięcie drzwiami.
-Nie, Amber, nie mam zamiaru wychodzić. A jeśli Baek już przyszedł, to przekaż mu, że ma czekać na bolesną śmierć- powiedział cicho. Wow, naprawdę jest w złym humorze. Stanąłem tuż za nim i dotknąłem nosem jego szyi. Odwrócił się i spojrzał na mnie wielkimi ze zdziwienia oczami. Pierwszy raz naszły mnie wątpliwości.
A jeżeli źle zinterpretowałem jego słowa?
Czy teraz mnie porzuci?
                                   POV BAEKHYUN
            Z całej siły powstrzymywałem się od podsłuchiwania.
-To on? TEN Dyo?- Amber uśmiechnęła się z niedowierzaniem.
-Tak. A co?- uniosłem brwi. Dziewczyna pokręciła głową.
-Nie wiem… Taki niepozorny… I jak na mnie patrzył, jakby chciał mnie zabić!
-Wydaje mi się, że był zazdrosny- rzuciłem z uśmiechem, siadając na blacie kuchennym.
-Że niby o co?
-Przedstawiłem cię jako przyjaciółkę Kai’a. To wtedy zaczął się tak na ciebie patrzeć.
-A Jongin od powrotu wyrzucał sobie, że niepotrzebnie powiedział mu za dużo Oni są jak dzieci bawiące się w chowanego.
-Też tak sądzę!
-A jak tam z Chanyeolem?- zapytała, schodząc ze stołu i wstawiając wodę na herbatę.
-Świetnie O wiele łatwiej mi się żyje, kiedy nie boję się przyznać, że go kocham- uśmiechnąłem się szerzej na samą myśl o swoim gigancie.
-Och, błagam cię. Tylko bez takiego cukru, bo będę rzygać - jęknęła. Rzuciłem w nią ścierką, którą akurat miałem pod ręką, po czym złapałem za komórkę.
-Halo? Channie?- zaświergotałem do słuchawki.
-Baekkie? Znowu znęcasz się nad Amber?- w głosie chłopaka usłyszałem rozbawienie zmieszane z czułością.
-Shhhh. Chciałem po prostu usłyszeć głos najukochańszej osóbki pod słońcem- uśmiechnąłem się, widząc minę dziewczyny.
-Biedna. Znowu będzie rzygać tęczą. Ale i tak cię kocham.
-Ja ciebie też.
-Ale ja cię bardziej.
-Wcale nie, bo ja cię bardziej- zaśmiałem się cicho, przygryzając wargę.
-Co ty na to, żeby dokończyć tę rozmowę jutro przed lekcjami?
Zamarłem, kiedy zrozumiałem, o co mu chodzi.
-G-gdzie?- zapytałem, czując przyjemny dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa.
-Wezmę od Suho hyunga klucze od jakiejś wolnej sali- jego głos zmienił się, był teraz niski i dudnił mi w czaszce.
-Jezu, błagam, tylko nie mów, że świntuszycie przez telefon- syknęła Amber. Gestem kazałem jej się uciszyć.
-I co dalej?- zadrżałem.
-I naszą rozmowę będziemy kontynuować na biurku nauczyciela Kiedy będziemy jednym Prawda, Baekhyun?
Od samego tonu, jakim mówił, zrobiło mi się ciasno w spodniach. Dodatkowo jeszcze wypowiedział moje imię… Wydałem z siebie stłumiony jęk.
-P-prawda.
-To do zobaczenia jutro. Kocham cię.
-Ja ciebie też- mruknąłem. Rozłączyłem się szybko, a dziewczyna obok zmierzyła mnie rozbawionym spojrzeniem.
-Fuuuj… Nie znoszę cię. To obrzydliwe- prychnęła, podając mi herbatę. Posłałem jej rozkojarzone spojrzenie. Słowa Chanyeola wciąż brzmiały mi w uszach, powodując przyjemne drżenie całego ciała.
Kurwa mać, nie wytrzymam do jutra.
-Yeol?- rzuciłem do słuchawki, wychodząc z kuchni.
-Tak coś czułem, że to ty.
-Przyjedź po mnie. Już- zignorowałem jego rozbawienie. 
-Ktoś tutaj się napalił.
-Nawet nie udawaj, że tylko ja- syknąłem.
-Dobra, Baekkie, masz mnie.
-Kiedy będziesz?
-Od trzech minut czekam w aucie pod domem, skarbie.
Aish, ten gigant mnie przejrzał.
-Amber! Wychodzę!- zawołałem, łapiąc płaszcz. Dziewczyna parsknęła śmiechem.
-Miłej zabawy, zboczeńcy.
Chwilę później znalazłem się w znajomych objęciach, a znajome usta namiętnie całowały moje.
-Tęskniłem za tobą- wyszeptał ochryple Chanyeol.
-Nie tak, jak ja za tobą.
Jego zwinne palce zaczęły rozpinać mój płaszcz. Szybko przenieśliśmy się na tylne siedzenia. Zawisł nade mną.
-Chcesz o tym podyskutować?
-Jasne.
                  Rozdział XIV- POV KAI
            Wpatrywałem się w chłopaka obok. Przyszedł? Nie wystraszył się? Nie zaprzepaściłem jedynej szansy na wyznanie swoich uczuć?
            Wyglądał na zaniepokojonego. Jego ogromne oczy śledziły każdy mój ruch.
-Kkamjong… Czy kiedy mówiłeś to, co mówiłeś, miałeś na myśli to, co myślę, że miałeś na myśli? Nie, zaraz, to nie ma sensu- jęknął, ukrywając twarz w dłoniach. Serce zabiło mi szybciej. Był tak niesamowicie uroczy.
-Jeśli dobrze zinterpretowałem co myślisz, to właśnie to miałem na myśli- odpowiedziałem, zabierając jego ręce ze ślicznej buzi i patrząc mu w oczy.
-Ale… Masz na myśli, że
-Skończmy już te gierki. Ja- na chwilę zamarłem, zbierając w sobie odwagę. Czas się zatrzymał, byliśmy tylko my- Kyungsoo, kocham cię- wyszeptałem, gładząc go po zaczerwienionym policzku.
-Ja ciebie też…
Złożyłem na jego ustach krótki pocałunek. Westchnął i objął mnie za szyję, przedłużając go. Zamruczałem, na co zarumienił się. Śliczny. Uroczy. Mój.
-Nie wyobrażasz sobie, jak się cieszę- szepnąłem mu do ucha, przytulając go mocno. Przysunął się do mnie jeszcze bliżej, słyszałem szybkie bicie jego serca.
-Od kiedy…?
-Zaczęło się, kiedy tylko cię zobaczyłem. Z każdym dniem czułem coraz więcej- mówiłem cicho, gładząc go po włosach. Uśmiechnął się lekko i spojrzał mi w oczy.
-Naprawdę? Cały ten czas?
-Mhmmm…- wymruczałem. Cmoknął mnie w usta.
-Pomyśleć, że tyle czasu zmarnowaliśmy, nic sobie nie mówiąc
-Cholerny Byun Baekhyun znowu miał rację- westchnąłem, uśmiechając się. Będę musiał mu podziękować.
-Kazał przekazać, żebyś go nie zabijał.
Zaśmiałem się cicho.
-Teraz moim celem staje się Luhan.
Jego oczy stały się ogromne.
-Luhan…- powtórzył głucho- On mnie chyba zabije, jak mu powiem.
-Myślę, że nie musisz nic mówić. Przynajmniej będzie zabawa- zachichotałem, wyobrażając sobie minę tego nadętego jelenia, gdy w końcu zrozumie, co się dzieje.
-Ale jak już się dowie, to oboje będziemy martwi- powiedział, wciąż nie do końca przekonany. Pokręciłem głową z rozbawieniem.
-Według mojego planu będzie zbyt zajęty Sehunem, żeby przejmować się nami.
-I jak masz nazwać ten genialny plan?- zapytał sceptycznie.
-Jak to? „Operacja: HunHan”!- podzieliłem się z nim swoim geniuszem.
-Co to do cholery jest ten cały hunhan?
Pokręciłem głową z niezadowoleniem.
-SeHUN i LuHAN. HunHan. Tak samo, jak jest BaekYeol czy…
-A my jak się nazywamy?- jego sowie oczy stały się jeszcze większe. Zaśmiałem się cicho, cmokając go w nos. Nie mogłem się powstrzymać od takich czułości, tak po prostu na mnie działał.
-KaiSoo- odpowiedziałem bez zastanowienia. Znowu się zarumienił, ale wyglądał na zadowolonego.
-KaiSoo…- powtórzył powoli. Znowu się zaśmiałem.
-Tak, kochanie. Dokładnie- doskonale wiedziałem, że słodziłem bardziej niż Chanyeol i Baekhyun gdy chcieli powkurzać Amber, ale nie miałem nic przeciwko, dopóki moje słowa wywoływały na jego twarzy uśmiech.
            Siedzieliśmy na łóżku (właściwie to Soo znalazł się na moich kolanach, więc tylko ja siedziałem na łóżku), omawiając szczegóły Operacji: HunHan, gdy do pokoju wlazła Amber.
-Może byście coś zjed Oj, sorry- zachichotała. Posłałem jej zabójcze spojrzenie.
-Kiedyś wynaleziono przydatną czynność. Nazwano ją pukanie.
-Właśnie w tym wam przerwałam?- na jej twarz wypłynął złośliwy uśmiech.
-CHODZIŁO MI O PUKANIE DO DRZWI, DEBILKO!- wrzasnąłem, rzucając w nią poduszką.
-Na pewno?- uniosła brew i spojrzała na nas sugestywnie.
-Czy ja się wtrącam między ciebie a SooJung?- zapytałem.
-Yah! Krystal jest po prostu moją koleżanką z klasy!- zarumieniła się. I tu cię mam.
-Tylko ty mówisz do niej Krystal.
-Skąd niby to wiesz?
-Luna noona wszystko mi opowiedziała.
Zapadła absolutna cisza. Amber wyglądała, jakby chciała mnie zamordować, Kyungsoo patrzył na mnie nic nie rozumiejąc, a ja bawiłem się jego palcami.
-Punkt dla Kai’a!- zawołał ktoś z kuchni.
-Kris hyung wrócił?- spojrzałem na dziewczynę.
-Mhm… Ale coś jest z nim nie tak.
Bez słowa wziąłem swojego chłopaka na ręce. Uwielbiałem to robić. Było coś niesamowicie uroczego w sposobie, w jaki uczepiał się mojej szyi.
-Cześć, hyu… Whoa!- zawołałem, gapiąc się na starszego. Uśmiechał się. Kris. Wu. Yi. Fan. Uśmiechał się.
-No hej.
-Co ty brałeś na tych korepetycjach? A to jest Kyungsoo. Dyo, to jest Kris.
-Nie mów tak do mnie!- zawołał czerwonowłosy, marszcząc nos. Zachichotałem.
-Przepraszam, kochanie- cmoknąłem go w usta, a jego twarz się rozpogodziła.
-Jesteście do porzygu słodcy. Gorzej niż BaekYeol- mruknął Chińczyk. Wytknąłem na niego język, po czym usiadłem na krześle, biorąc Soo na kolana.
-To co się stało?- zapytałem, unosząc brwi.
-Nic takiego. Co miałoby się stać?
-Hyung, uśmiechasz się. Ty.
-Nic, byliśmy w KFC i się uczyliśmy.
-W KFC?- powtórzyłem- TY I KURCZAKI?
-Yixing bardzo mnie namawiał… Nawet był słodki.
Tym razem zapowietrzył się chłopak na moich kolanach.
-ZHANG YIXING? SŁODKI?- zawołał.
-Hej, sorry, że przeszkadzam- do kuchni wszedł Baekhyun.
-Co chcesz?- zapytałem chórem z Krisem.
-Dzwoniła KaRya noona Musimy jej oddać brata.
Kyungsoo nieco posmutniał.
-Odwiozę cię- szepnąłem mu.
            Jechaliśmy praktycznie w milczeniu, po prostu ciesząc się swoją obecnością. Gdy znaleźliśmy się pod domem, chłopak posłał mi smutne spojrzenie. Przyciągnąłem go do słodkiego i delikatnego pocałunku.
-Do jutra, skarbie- szepnąłem.
-Oppa?- zawahał się. Od razu zmiękłem. Ten słodki głos był stworzony do wypowiadania tego słowa.
-Słucham - pogłaskałem go po policzku.
-K-kocham cię- wyszeptał nieśmiało. Znów musnąłem jego wargi swoimi.
-Ja ciebie też.
Zaledwie pięć minut po tym, jak się rozstaliśmy, zacząłem za nim tęsknić.
                        POV D.O.
            Rano znowu byłem w szkole wcześniej. Stałem z Luhanem i Yixingiem pod szafkami i rozmawiałem o korepetycjach. Ja i Lulu mieliśmy dziwne wrażenie, że nasz przyjaciel skrywa jakąś opinię.
-No mów! Jaki jest ten Kris?- nalegał najstarszy z nas.
-Miły. Dobrze uczy.
Ciągle to samo. Pokręciłem głową. Yifan wczoraj zachowywał się podobnie.
            Uśmiechnąłem się do siebie. Wczoraj… Na samo wspomnienie zrobiło mi się ciepło.
-Dyo, uważaj, Kai za tobą!- panikował Luhan.
-Cholera, jeleniu, musiałeś zepsuć mu niespodziankę?
Serce zabiło mi szybciej, gdy usłyszałem jego głos.
-Kkamjong?- zapytałem tak cicho, by tylko postać oddychająca tuż przy mojej szyi mogła mnie usłyszeć.
-1000 punktów dla Do Kyungsoo- zanucił, obejmując mnie od tyłu.
-Puść go! Nie uda ci się znowu to samo- Lu podskoczył nerwowo. Wyglądał jak mały chihuahua szczekający na ogromnego rottweilera.
-Nie wolno mi go kraść codziennie, ciołku.
-Ty…
Uśmiechnąłem się pod nosem. Odwróciłem się przodem do Jongina, patrząc mu w oczy.
-Dzień dobry- powiedziałem radośnie.
-Dzień dobry- kiedy mówił, jego wargi praktycznie dotykały moich. Dopiero po takim przywitaniu się złapał mnie za skrawek koszulki i delikatnie mnie pocałował. Moje serce zatańczyło, a ja objąłem jego szyję i stanąłem na palcach, by naszym ustom było łatwiej. Nie obchodziło mnie za bardzo, że sporo ilość uczniów, która zgromadziła się na korytarzu, patrzyła na nas wielkimi oczami. Ani to, że prawdopodobnie Luhan mnie zamorduje. Po prostu całowałem się z Kai’em i było mi z tym zajebiście dobrze.
Przerwał nam dopiero dzwonek na lekcje. Po raz ostatni jego wargi musnęły moje.
-Do zobaczenia później, kochanie.
-Pa…- mruknąłem i uśmiechając się, ruszyłem pod salę od biologii.
            Co to było? Stary, wow.  
Pokręciłem głową z uśmiechem, odpisując na karteczkę od Yixinga.
Nigdy nie widziałeś całujących się ludzi?
Ale ty i KAI? A co z tym Jonginem? Wydawało mi się, że byłeś nim zainteresowany.
Lay, błagam cię. Wolno kojarzysz. Kai TO Jongin.
Czekaj… COCOCOCOCO?
No tak. Może Wyjaśnię ci to kiedy indziej, pani Kang dziwnie na nas patrzy.
Ok. Czekam.
            Westchnąłem, siadając przy stoliku i kończąc rozmowę z Yixingiem. Miał wielkie ze zdziwienia oczy.
-Wow! To takie… No wow!- powtarzał. Zaśmiałem się.
-Masz bogaty zasób słów, stary- skomentowałem.
-Ale… Romantycznie!
-Aish,  błagam cię.
-DO KYUNGSOO!- zawołał Luhan, z hukiem stawiając tacę na stoliku. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Słucham?- zapytałem niewinnie, podnosząc wzrok znad soczku marchewkowego.
-Co to było dzisiaj przed szafkami?- mój przyjaciel ciskał we mnie błyskawice spojrzeniem.
-Nie mam pojęcia o czym mówisz- starałem się ukryć śmiech.
-Cześć, mogę?- Baekhyun uśmiechnął się, siadając koło mnie.
-Gdzie gigant?- Lu spojrzał na niego wrogo.  
-Yeollie jest na meczu. Dyo, gratulacje i wielkie A NIE MÓWIŁEM IDIOCI?- zaśmiał się chłopak, trącając mnie w ramię. Obym tylko się nie rumienił.
-Kyungie...- czyjś pomruk rozbrzmiał tuż obok mojego ucha. Podskoczyłem.
-Idź sobie! Masz swój stolik!- jak zwykle czujny pies obronny a.k.a jelonek zmierzył postać nad moim ramieniem wzrokiem pełnym pogardy.
-Chciałem tylko się przywitać, a potem dalej będę męczył Krisa. Nie bój się.
Uśmiechnąłem się i przekręciłem głowę.
-Co on ci znowu zrobił?- zapytałem, patrząc chłopakowi w oczy.
-Chcę się dowiedzieć, o co chodziło wczoraj. Skarbie, on się autentycznie UŚMIECHAŁ- Kai pokręcił głową z niedowierzaniem, cały czas patrząc na mnie. Odwzajemniałem to spojrzenie, uwielbiałem jego oczy. Czułem się bezpieczny, kiedy mnie obserwowały.
-Pójdziesz sobie w końcu?- zapytał Luhan.
-Dobrze, dobrze. Odwiedzić cię w pracy?- zapytał mnie, głaszcząc przy okazji po policzku. Zarumieniłem się lekko, opierając twarz o jego dłoń.
-Oczywiście, że tak.
Szybko cmoknął mnie w usta, uśmiechając się.
-Podwiozę cię. Po lekcjach przy twojej szafce.
-Dobrze, oppa- powiedziałem mu do ucha, obserwując przy okazji zmianę jego wyrazu twarzy.
-Zrobiłeś to specjalnie, kochana cholero- burknął i poszedł.
-Co to było, Dyo?- zapytał Lu.
-A jak sądzisz?- odpaliłem. Pokręcił głową, mamrocząc coś o tym, że nie rozumie tego świata.

1 komentarz:

  1. Dziewczyno oh daim *.*
    TEN FICK JEST ZAJEBISTY <3
    JEDEN Z MOICH ULUBIONYCH, PISZESZ GENIALNIE :*
    życzę weny i jejku, to jest świetne <3

    OdpowiedzUsuń