Trzymajcie za mnie kciuki.
~Naree
-Jak to kogo? Kyungsoo- Kai spojrzał na mnie
entuzjastycznie.
-I myślisz, że ci pozwolimy? Jesteś szaleńcem- prychnął
Yixing.
-Wolę określenie „człowiek z wyobraźnią”.
O nieobecności się nie martwcie, Suho już je usprawiedliwił. Co by tu jeszcze dodać? Aha, Baekhyun,
dzisiaj twoja kolej na pranie. Chyba to już wszystko- ciemnowłosy bez najmniejszego
problemu wziął mnie na ręce.
-Puść go!- zawołał Luhan.
-Sam se pierz swoje brudne i spocone
ciuchy- oburzył się Baek.
-Nara!- zawołał chłopak i wciąż
trzymając mnie na rękach wybiegł ze szkoły. Przez drzwi do
stolików na zewnątrz, przez boisko,
park, aż do lasu. Szkoła była przecież na granicy z
parkolasem, w którym naprawdę łatwo było się zgubić.
-Kkamjong! Co robisz!- śmiałem się, obejmując go za szyję, żeby nie spaść.
-Robię ci niespodziankę- ostrożnie postawił mnie na ziemi i wyciągnął
z plecaka mój płaszcz. Spojrzał na niego krzywo.
-Zmarzniesz- stwierdził, rzucając mi ubiór. Szybko się otuliłem, a on założył kurtkę.
-Jezu… Luhan mnie zabije!- śmiałem się. Zawtórował mi.
-Może… Daj mi telefon-
poprosił. Kiedy spełniłem prośbę, zaczął
grzebać mi w kontaktach.
-Lulu? Serio?- zaśmiał się i wcisnął
połączenie-
Halo? Lu Han? Mówi Kai. Czy mógłbyś dać na głośnomówiący, żebyście wszyscy mnie słyszeli? Dzięki. Chciałem wam tylko powiedzieć, że D.O. nic nie grozi i
zobaczycie go dzisiaj w Luhanladzie w
nienaruszonym stanie. I Baekhyun, naprawdę masz wyprać te ciuchy.
Zaśmiałem się cicho.
-Tak, jest tu ze mną. Tak, to on się tak śmieje. Soo, powiedz im
coś,
bo chyba myślą, że cię zamordowałem- podał mi na chwilę telefon.
-Cześć, chłopaki…- nagle usłyszałem masę wrzasków. Większość
chyba należała do Luhana.
-Dyo-ah?
To było w planach od początku, nie?- chichotał Baekhyun.
-W planach Kai’a owszem. Uspokoisz ich
jakoś?
-Jasne.
-Co to ma być? Uciekaj stamtąd!- znowu Lu.
-Hej, wyluzuj, Jeleniu. Nie mam jak.
Nawet okup tu nie pomoże. Musicie przetrwać jakoś to pół
dnia. Będzie dobrze. A teraz kończę. Pa!- szybko rozłączyłem.
-Żyjesz?- Jongin znowu
wziął
mnie na ręce.
-Jasne. Czemu mnie nosisz?
-A czemu nie? Tak jest zabawniej-
powiedział, ruszając w sobie tylko znanym
kierunku. Zacząłem przyglądać się jego twarzy. Z każdą kolejną chwilą zakochiwałem się w nim coraz bardziej.
-Oppa? Kim jest Suho?- zapytałem z zaciekawieniem.
-Przewodniczący samorządu uczniowskiego. W
praktyce może wszystko. Jest moim starym kolegą, więc z nieobecnościami nie mam problemów. Wiesz, że uwielbiam, gdy tak do
mnie mówisz?- uśmiechnął
się
lekko.
-Kkamjong oppa- zamruczałem. Miałem głowę dosyć blisko jego serca, więc natychmiast usłyszałem, że zadudniło. Czy możliwe, że odczuwał to samo, co ja?
-Co chciałbyś robić?- zapytał szybko, widząc, że zauważyłem. Dłuższą chwilę milczałem, zastanawiając się.
-Hmmmm… Ostatnio nie dokończyliśmy bubble tea-
powiedziałem.
-Dobry pomysł- posłał mi jeden ze swoich ślicznych uśmiechów. Przeszedł jakimś tajnym skrótem i chwilę później
byliśmy
koło
kawiarenki Luhana.
-Jak… Jakim cudem…- gapiłem się na niego szeroko
otwartymi oczami. Delikatnie cmoknął mnie w usta. Gdyby nie
to, że
byłem
nad ziemią, najpewniej ugięłyby
się
pode mną nogi.
-Znam ten las lepiej niż ktokolwiek inny. Jak
przyjdzie wiosna, pokażę ci kilka pięknych miejsc…- uśmiechnął
się
i postawił mnie na chodniku. Wspólnie weszliśmy do Luhanlandu.
-Ojej! Jesteście!- zawołał radośnie Tao.
-Cześć. To samo co ostatnio.
I jak Luhan przyjdzie, to nas nie widziałeś.
-Jasne- uśmiechnął
się
chłopak.
-Skąd wy się znacie?- zapytałem. Ciekawość
zżerała mnie od środka.
-Trenowałem z Krisem wushu.
Kilka razy byłem u niego w domu i poznałem całą
hałastrę.
-Ahaaaa…- skinąłem
głową. Kai odebrał zamówienie i wybrał jakiś prywatniejszy stolik.
Siedzieliśmy i popijaliśmy bubble tea z jednego
kubka. Jongin splótł nasze palce.
-Podtrzymujemy kłamstwo, tak?
Chwilę walczyłem sam ze sobą.
-Oppa, czy kłamstwo może się czasami stać prawdą?
Nie odpowiedział mi. Powoli, ze
strachem, uniosłem wzrok. Co, jeśli się myliłem? Jeśli mi się tylko wydawało?
Patrzył na mnie z fascynacją, niedowierzaniem, radością i… miłością?
-Soo, czasami kłamstwo od początku jest niezauważoną prawdą- powiedział cicho, głaszcząc moją dłoń. To jest… Czy on właśnie…
-KYUNG! TY ŻYJESZ!- coś rzuciło mi się na szyję. Nigdy nie miałem tak wielkiej ochoty
na zabicie Luhana. Po minie Kai’a poznałem, że czuł mniej więcej to samo.
-Co wy tu robicie?- zapytał, piorunując wzrokiem rozbawionego
Chanyeola i uśmiechającego się przepraszająco Baekhyuna.
-Suho hyung nas puścił. Obiecałem, że umówię go z Chenem, jak się zgodzi. Szach mat,
porywaczu-debilu - Lu wytknął na niego język.
-Sorry- wyszeptał do nas bezgłośnie Baek.
-Więc spa~daj- zanucił Chińczyk. Jongin rzucił mi ostatnie spojrzenie
i wyszedł.
-Możesz już ze mnie zejść?-
zapytałem, patrząc na blondyna. Tylko spokojnie. On nie wiedział, że źle robi. Myślał, że mi pomoże.
-Jasne. Lay kazał przeprosić, że go nie ma, ale zaraz
po lekcjach ma korepetycje. Kujon.
-Po prostu Kris mu się spodobał- ocenił Chanyeol.
-Myślisz?- jelonek uśmiechnął
się,
przysiadając na krawędzi krzesła.
-Dyo-ah, chodź na chwilę. Zamówimy bubble tea-
powiedział Baekhyun. Chwilę później
staliśmy
w kącie,
z dala od zgiełku.
-Naprawdę cię przepraszam.
-Nie gniewam się- mruknąłem,
bezmyślnie
patrząc
na swoje dłonie.
-Próbowałem powstrzymać tego ogłupiałego jelenia, ale on
jest strasznie uparty…
-Baek-ssi, nic się nie stało- powtórzyłem.
-Na pocieszenie powiem ci, że to nie ty będziesz siedzieć z Kai’em dzisiaj
wieczorem, kiedy będzie chciał wszystkim pourywać głowy.
Miałem go znowu uspokoić, ale nagle mnie oświeciło.
-A może jednak?- uśmiechnąłem
się
szeroko. Na jego twarzy pojawił się wyraz zrozumienia.
-Wiesz, stary, jesteś genialny- powiedział radośnie.
-Oczywiście, że jestem.
-Ej, chłopaki, mieliście nam kupić picie, a nie plotkować!- zawołał Luhan.
POV YIXING
Wyszedłem ze szkoły, rozglądając się. Ciekawe, czy chłopaki znaleźli już Dyo.
-Hej! Mały!- ktoś stuknął
mnie w ramię. Uniosłem głowę do góry, na uśmiechniętego Krisa.
-Ile razy mam ci mówić…
-Oj tam, przestań zrzędzić. Idziemy czy nie?
-Przeżyjesz tę ujmę na swojej godności? Ty i kurczaki…- zaśmiałem się cicho. Posłał mi rozbawione
spojrzenie.
-Jakoś… Skoro wszyscy je jedzą, nie mogą być takie złe.
Piętnaście minut później
siedzieliśmy w KFC i rozmawialiśmy. Dawno już przeszliśmy na chiński, w końcu to był nasz język. Pogryzałem kurczaka, a chłopak patrzył na mnie z
zaciekawieniem.
-Spróbuj- podsunąłem
mu kubełek.
-No nie wiem… Jakoś nie czuję się przekonany.
Przewróciłem oczami, po czym złapałem skrzydełko.
-Powiedz „aaa”- mruknąłem
z uśmiechem.
Zaskoczony Yifan posłusznie otworzył usta i ugryzł. Jego twarz powoli
rozjaśniała się.
-Dobre- przyznał z uznaniem. Uśmiechnąłem
się
do niego.
-Widzisz? Mówiłem.
Po chwili oboje jedliśmy, rozmawiając na najróżniejsze
tematy. Przede wszystkim o Kanadzie, gdzie Kris się wychowywał. Zapytałem go, czy w takim
razie pomógłby mi jeszcze z
angielskim, bo nie szło mi za dobrze w mówieniu i czytaniu.
-Właśnie! Nauka! Siedzimy tu
jakąś
godzinę, a nawet nie tknęliśmy podręczników.
-No dobrze, ge- mruknąłem.
Wyciągnęliśmy historię i Wu zaczął
mi coś
tłumaczyć. Starałem się go słuchać, ale po chwili słowa zlały się w jedno, a ja skupiłem się na wyglądzie swojego
korepetytora. Emanował silną, męską aurą, był nieco przerażający. Ale coś w tym mnie przyciągało. To było dziwne, nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego. Zwłaszcza w stosunku do
faceta.
-Ej, mały, słuchasz mnie w ogóle?
Wyprostowałem się gwałtownie.
-P-przepraszam, ge… Zamyśliłem się.
-Zauważyłem.
-Po prostu historia jest taka nuuudna…-
jęknąłem,
wznosząc oczy do sufitu. Zaśmiał się cicho, sięgając po kawałek kurczaka.
-Nie mów tak od samego początku. Postaraj się skupić.
Westchnąłem z niezadowoleniem i
wróciliśmy do nauki.
Rozdział XIII- POV D.O.
Wieczorem po pracy razem z Baekhyunem
pojechaliśmy do niego. Mieszkał razem z przyjaciółmi
w wysokim wieżowcu. Wjechaliśmy na 13 piętro windą.
-Jest jedno mieszkanie na każde piętro. Więc mieszkam pod jakże szczęśliwą trzynastką.
Uśmiechnąłem
się
pod nosem, gdy otworzył drzwi. Od razu widać było, że mieszkało tu czterech chłopaków. W korytarzu stało około dziesięciu par butów, a w nieoddzielonej ścianą kuchni pełno było brudnych naczyń. Dodatkowo na stole
siedziała jakaś… dziewczyna? Musiałem się chwilę zastanowić, zanim na 100 %
stwierdziłem jej płeć. Rapowała cicho razem z
wykonawcą w radiu nastawionym na jakąś
stację
muzyczną.
-Siemka, Baek- rzuciła.
-Cześć, Amber. Dyo, to jest
Amber. Przyjaciółka Kai’a, nasz dobry anioł. Czasami nawet zgadza
się
nam gotować- uśmiechnął
się
chłopak.
Na słowa
„przyjaciółka
Kai’a” zesztywniałem. Tylko
tyle? Czy może jest między nimi coś więcej?
-Hej- powiedziałem cicho, mierząc ją uważnym spojrzeniem.
-Gdzie są wszyscy?- spytał Byun, rozglądając się.
-Kris jeszcze nie wrócił z tych całych korepetycji, Sehun
wyszedł na imprezę, trochę pomaca i przyjdzie, a
do pokoju Jongina radzę się nie zbliżać. Wrócił tak wkurwiony, że stłukł trzy talerze, wywalił stołek przez okno i jeszcze
na mnie nawrzeszczał.
-Aż tak?- uśmiechnął
się
Baekhyun.
-Co cię tak bawi? To ja musiałam przepraszać panią Lee za to, że na jej tarasie, w
jacuzzi, znalazł się plastikowy designerski
stołek-
narzekała czarnowłosa.
-Dyo, idź do niego lepiej.
Pierwsze drzwi po prawej, te w czarnym kolorze- mruknął
chłopak.
Skinąłem
głową i bez słowa ruszyłem tam. Nawet nie
trudziłem się pukaniem. Bezgłośnie otworzyłem drzwi i wszedłem na palcach do środka.
Pokój
mojego przyjaciela był dość duży i jasny. Na ścianach wisiały plakaty różnych
znanych piosenkarzy, piłkarzy i tancerzy. Kai miał też profesjonalny sprzęt muzyczny. Uśmiechnąłem
się
lekko. Pomieszczenie dokładnie odzwierciedlało jego. Właśnie, gdzie… Mój wzrok spoczął
na chłopaku
w kącie.
Patrzył przez okno i tylko lekko drgnął,
słysząc delikatne trzaśnięcie drzwiami.
-Nie, Amber, nie mam zamiaru wychodzić. A jeśli Baek już przyszedł, to przekaż mu, że ma czekać na bolesną śmierć- powiedział cicho. Wow, naprawdę jest w złym humorze. Stanąłem tuż za nim i dotknąłem
nosem jego szyi. Odwrócił się i spojrzał na mnie wielkimi ze
zdziwienia oczami. Pierwszy raz naszły mnie wątpliwości.
A jeżeli źle zinterpretowałem jego słowa?
Czy teraz mnie porzuci?
POV BAEKHYUN
Z
całej
siły
powstrzymywałem się od podsłuchiwania.
-To on? TEN Dyo?- Amber uśmiechnęła
się
z niedowierzaniem.
-Tak. A co?- uniosłem brwi. Dziewczyna
pokręciła głową.
-Nie wiem… Taki niepozorny… I jak na
mnie patrzył, jakby chciał mnie zabić!
-Wydaje mi się, że był zazdrosny- rzuciłem z uśmiechem, siadając na blacie kuchennym.
-Że niby o co?
-Przedstawiłem cię jako przyjaciółkę Kai’a. To wtedy zaczął
się
tak na ciebie patrzeć.
-A Jongin od powrotu wyrzucał sobie, że niepotrzebnie
powiedział mu za dużo… Oni są jak dzieci bawiące się w chowanego.
-Też tak sądzę!
-A jak tam z Chanyeolem?- zapytała, schodząc ze stołu i wstawiając wodę na herbatę.
-Świetnie… O wiele łatwiej mi się żyje, kiedy nie boję się przyznać, że go kocham- uśmiechnąłem
się
szerzej na samą myśl o swoim gigancie.
-Och, błagam cię. Tylko bez takiego
cukru, bo będę rzygać - jęknęła.
Rzuciłem
w nią
ścierką, którą akurat miałem pod ręką, po czym złapałem za komórkę.
-Halo? Channie?- zaświergotałem do słuchawki.
-Baekkie? Znowu znęcasz się nad Amber?- w głosie chłopaka usłyszałem rozbawienie
zmieszane z czułością.
-Shhhh. Chciałem po prostu usłyszeć głos najukochańszej osóbki pod słońcem- uśmiechnąłem
się,
widząc
minę
dziewczyny.
-Biedna.
Znowu będzie rzygać tęczą. Ale i tak cię kocham.
-Ja ciebie też.
-Ale
ja cię bardziej.
-Wcale nie, bo ja cię bardziej- zaśmiałem się cicho, przygryzając wargę.
-Co
ty na to, żeby dokończyć tę rozmowę jutro przed lekcjami?
Zamarłem, kiedy zrozumiałem, o co mu chodzi.
-G-gdzie?- zapytałem, czując przyjemny dreszcz
przebiegający wzdłuż kręgosłupa.
-Wezmę od Suho hyunga klucze
od jakiejś wolnej sali…- jego głos zmienił się, był teraz niski i dudnił mi w czaszce.
-Jezu, błagam, tylko nie mów, że świntuszycie przez
telefon- syknęła Amber. Gestem kazałem jej się uciszyć.
-I co dalej?- zadrżałem.
-I
naszą rozmowę będziemy kontynuować na biurku nauczyciela… Kiedy będziemy jednym… Prawda, Baekhyun?
Od samego tonu, jakim mówił, zrobiło mi się ciasno w spodniach.
Dodatkowo jeszcze wypowiedział moje imię… Wydałem z siebie stłumiony jęk.
-P-prawda.
-To
do zobaczenia jutro. Kocham cię.
-Ja ciebie też- mruknąłem.
Rozłączyłem się szybko, a dziewczyna
obok zmierzyła mnie rozbawionym spojrzeniem.
-Fuuuj… Nie znoszę cię. To obrzydliwe- prychnęła,
podając
mi herbatę. Posłałem jej rozkojarzone
spojrzenie. Słowa Chanyeola wciąż
brzmiały mi w uszach, powodując przyjemne drżenie całego ciała.
Kurwa mać, nie wytrzymam do
jutra.
-Yeol?- rzuciłem do słuchawki, wychodząc z kuchni.
-Tak coś czułem, że to ty.
-Przyjedź po mnie. Już- zignorowałem jego
rozbawienie.
-Ktoś tutaj się napalił.
-Nawet nie udawaj, że tylko ja- syknąłem.
-Dobra,
Baekkie, masz mnie.
-Kiedy będziesz?
-Od
trzech minut czekam w aucie pod domem, skarbie.
Aish, ten gigant mnie
przejrzał.
-Amber! Wychodzę!- zawołałem, łapiąc płaszcz. Dziewczyna
parsknęła śmiechem.
-Miłej zabawy, zboczeńcy.
Chwilę później
znalazłem się w znajomych objęciach, a znajome usta
namiętnie
całowały moje.
-Tęskniłem za tobą- wyszeptał ochryple Chanyeol.
-Nie tak, jak ja za tobą.
Jego zwinne palce zaczęły
rozpinać mój płaszcz. Szybko przenieśliśmy się na tylne siedzenia.
Zawisł
nade mną.
-Chcesz o tym podyskutować?
-Jasne.
Rozdział XIV- POV KAI
Wpatrywałem się w chłopaka obok. Przyszedł? Nie wystraszył się? Nie zaprzepaściłem jedynej szansy na
wyznanie swoich uczuć?
Wyglądał na zaniepokojonego.
Jego ogromne oczy śledziły każdy mój ruch.
-Kkamjong… Czy kiedy mówiłeś to, co mówiłeś, miałeś na myśli to, co myślę, że miałeś na myśli? Nie, zaraz, to nie
ma sensu…- jęknął,
ukrywając twarz w dłoniach. Serce zabiło mi szybciej. Był tak niesamowicie
uroczy.
-Jeśli dobrze zinterpretowałem co myślisz, to właśnie to miałem na myśli- odpowiedziałem, zabierając jego ręce ze ślicznej buzi i patrząc mu w oczy.
-Ale… Masz na myśli, że…
-Skończmy już te gierki. Ja…- na chwilę zamarłem, zbierając w sobie odwagę. Czas się zatrzymał, byliśmy tylko my- Kyungsoo,
kocham cię- wyszeptałem, gładząc go po zaczerwienionym
policzku.
-Ja ciebie też…
Złożyłem na jego ustach krótki pocałunek. Westchnął
i objął
mnie za szyję, przedłużając go. Zamruczałem, na co zarumienił się. Śliczny. Uroczy. Mój.
-Nie wyobrażasz sobie, jak się cieszę- szepnąłem
mu do ucha, przytulając go mocno. Przysunął
się
do mnie jeszcze bliżej, słyszałem szybkie bicie jego
serca.
-Od kiedy…?
-Zaczęło się, kiedy tylko cię zobaczyłem. Z każdym dniem czułem coraz więcej- mówiłem cicho, gładząc go po włosach. Uśmiechnął
się
lekko i spojrzał mi w oczy.
-Naprawdę? Cały ten czas?
-Mhmmm…- wymruczałem. Cmoknął
mnie w usta.
-Pomyśleć, że tyle czasu zmarnowaliśmy, nic sobie nie mówiąc…
-Cholerny Byun Baekhyun znowu miał rację- westchnąłem,
uśmiechając się. Będę musiał mu podziękować.
-Kazał przekazać, żebyś go nie zabijał.
Zaśmiałem się cicho.
-Teraz moim celem staje się Luhan.
Jego oczy stały się ogromne.
-Luhan…- powtórzył głucho- On mnie chyba
zabije, jak mu powiem.
-Myślę, że nie musisz nic mówić. Przynajmniej będzie zabawa- zachichotałem, wyobrażając sobie minę tego nadętego jelenia, gdy w końcu zrozumie, co się dzieje.
-Ale jak już się dowie, to oboje będziemy martwi…- powiedział, wciąż
nie do końca przekonany. Pokręciłem głową z rozbawieniem.
-Według mojego planu będzie zbyt zajęty Sehunem, żeby przejmować się nami.
-I jak masz nazwać ten „genialny plan”?- zapytał sceptycznie.
-Jak to? „Operacja: HunHan”!- podzieliłem się z nim swoim geniuszem.
-Co to do cholery jest ten cały hunhan?
Pokręciłem głową z niezadowoleniem.
-SeHUN i LuHAN. HunHan. Tak samo, jak
jest BaekYeol czy…
-A my jak się nazywamy?- jego sowie
oczy stały się jeszcze większe. Zaśmiałem się cicho, cmokając go w nos. Nie mogłem się powstrzymać od takich czułości, tak po prostu na
mnie działał.
-KaiSoo- odpowiedziałem bez zastanowienia.
Znowu się zarumienił, ale wyglądał na zadowolonego.
-KaiSoo…- powtórzył powoli. Znowu się zaśmiałem.
-Tak, kochanie. Dokładnie- doskonale
wiedziałem, że słodziłem bardziej niż Chanyeol i Baekhyun
gdy chcieli powkurzać Amber, ale nie miałem nic przeciwko, dopóki moje słowa wywoływały na jego twarzy uśmiech.
Siedzieliśmy na łóżku
(właściwie to Soo znalazł się na moich kolanach, więc tylko ja siedziałem na łóżku),
omawiając szczegóły „Operacji: HunHan”, gdy do pokoju wlazła Amber.
-Może byście coś zjed… Oj, sorry- zachichotała. Posłałem jej zabójcze spojrzenie.
-Kiedyś wynaleziono przydatną czynność.
Nazwano ją „pukanie”.
-Właśnie w tym wam przerwałam?- na jej twarz wypłynął
złośliwy uśmiech.
-CHODZIŁO MI O PUKANIE DO
DRZWI, DEBILKO!- wrzasnąłem, rzucając w nią poduszką.
-Na pewno?- uniosła brew i spojrzała na nas sugestywnie.
-Czy ja się wtrącam między ciebie a SooJung?- zapytałem.
-Yah! Krystal jest po prostu moją koleżanką z klasy!- zarumieniła się. I tu cię mam.
-Tylko ty mówisz do niej Krystal.
-Skąd niby to wiesz?
-Luna noona wszystko mi opowiedziała.
Zapadła absolutna cisza.
Amber wyglądała, jakby chciała mnie zamordować, Kyungsoo patrzył na mnie nic nie
rozumiejąc, a ja bawiłem się jego palcami.
-Punkt dla Kai’a!- zawołał ktoś z kuchni.
-Kris hyung wrócił?- spojrzałem na dziewczynę.
-Mhm… Ale coś jest z nim nie tak.
Bez słowa wziąłem
swojego chłopaka
na ręce.
Uwielbiałem to robić. Było coś niesamowicie uroczego
w sposobie, w jaki uczepiał się mojej szyi.
-Cześć, hyu… Whoa!- zawołałem, gapiąc się na starszego. Uśmiechał się. Kris. Wu. Yi. Fan. Uśmiechał się.
-No hej.
-Co ty brałeś na tych korepetycjach?
A to jest Kyungsoo. Dyo, to jest Kris.
-Nie mów tak do mnie!- zawołał czerwonowłosy, marszcząc nos. Zachichotałem.
-Przepraszam, kochanie- cmoknąłem
go w usta, a jego twarz się rozpogodziła.
-Jesteście do porzygu słodcy. Gorzej niż BaekYeol- mruknął
Chińczyk.
Wytknąłem
na niego język, po czym usiadłem na krześle, biorąc Soo na kolana.
-To co się stało?- zapytałem, unosząc brwi.
-Nic takiego. Co miałoby się stać?
-Hyung, uśmiechasz się. Ty.
-Nic, byliśmy w KFC i się uczyliśmy.
-W KFC?- powtórzyłem- TY I KURCZAKI?
-Yixing bardzo mnie namawiał…
Nawet był słodki.
Tym razem zapowietrzył się chłopak na moich kolanach.
-ZHANG YIXING? SŁODKI?- zawołał.
-Hej, sorry, że przeszkadzam- do
kuchni wszedł Baekhyun.
-Co chcesz?- zapytałem chórem z Krisem.
-Dzwoniła KaRya noona… Musimy jej oddać brata.
Kyungsoo nieco posmutniał.
-Odwiozę cię- szepnąłem
mu.
Jechaliśmy praktycznie w
milczeniu, po prostu ciesząc się swoją obecnością. Gdy znaleźliśmy się pod domem, chłopak posłał mi smutne spojrzenie.
Przyciągnąłem go do słodkiego i delikatnego
pocałunku.
-Do jutra, skarbie- szepnąłem.
-Oppa?- zawahał się. Od razu zmiękłem. Ten słodki głos był stworzony do
wypowiadania tego słowa.
-Słucham - pogłaskałem go po policzku.
-K-kocham cię- wyszeptał nieśmiało. Znów musnąłem
jego wargi swoimi.
-Ja ciebie też.
Zaledwie pięć
minut po tym, jak się rozstaliśmy, zacząłem
za nim tęsknić.
POV D.O.
Rano
znowu byłem w szkole wcześniej. Stałem z Luhanem i
Yixingiem pod szafkami i rozmawiałem o korepetycjach. Ja
i Lulu mieliśmy dziwne wrażenie, że nasz przyjaciel
skrywa jakąś opinię.
-No mów! Jaki jest ten Kris?- nalegał najstarszy z nas.
-Miły. Dobrze uczy.
Ciągle to samo. Pokręciłem głową. Yifan wczoraj
zachowywał się podobnie.
Uśmiechnąłem
się
do siebie. Wczoraj… Na samo
wspomnienie zrobiło mi się ciepło.
-Dyo, uważaj, Kai za tobą!- panikował Luhan.
-Cholera, jeleniu, musiałeś zepsuć mu niespodziankę?
Serce zabiło mi szybciej, gdy usłyszałem jego głos.
-Kkamjong?- zapytałem tak cicho, by tylko
postać
oddychająca tuż przy mojej szyi mogła mnie usłyszeć.
-1000 punktów dla Do Kyungsoo- zanucił, obejmując mnie od tyłu.
-Puść go! Nie uda ci się znowu to samo- Lu
podskoczył nerwowo. Wyglądał jak mały chihuahua szczekający na ogromnego
rottweilera.
-Nie wolno mi go kraść
codziennie, ciołku.
-Ty…
Uśmiechnąłem
się
pod nosem. Odwróciłem się przodem do Jongina,
patrząc
mu w oczy.
-Dzień dobry- powiedziałem radośnie.
-Dzień dobry- kiedy mówił, jego wargi
praktycznie dotykały moich. Dopiero po takim przywitaniu się złapał mnie za skrawek
koszulki i delikatnie mnie pocałował. Moje serce zatańczyło, a ja objąłem
jego szyję i stanąłem na palcach, by
naszym ustom było łatwiej. Nie obchodziło mnie za bardzo, że sporo ilość
uczniów,
która
zgromadziła się na korytarzu, patrzyła na nas wielkimi
oczami. Ani to, że prawdopodobnie Luhan mnie zamorduje.
Po prostu całowałem się z Kai’em i było mi z tym zajebiście dobrze.
Przerwał nam dopiero dzwonek na
lekcje. Po raz ostatni jego wargi musnęły moje.
-Do zobaczenia później, kochanie.
-Pa…- mruknąłem
i uśmiechając się, ruszyłem pod salę od biologii.
Co to było? Stary, wow.
Pokręciłem głową z uśmiechem, odpisując na karteczkę od Yixinga.
Nigdy nie widziałeś całujących się ludzi?
Ale ty i KAI? A co z
tym Jonginem? Wydawało mi się, że byłeś nim zainteresowany.
Lay, błagam cię. Wolno kojarzysz. Kai
TO Jongin.
Czekaj… COCOCOCOCO?
No tak. Może… Wyjaśnię ci to kiedy indziej,
pani Kang dziwnie na nas patrzy.
Ok. Czekam.
Westchnąłem,
siadając przy stoliku i kończąc rozmowę z Yixingiem. Miał wielkie ze zdziwienia
oczy.
-Wow! To takie… No wow!- powtarzał. Zaśmiałem się.
-Masz bogaty zasób słów,
stary- skomentowałem.
-Ale… Romantycznie!
-Aish, błagam cię.
-DO KYUNGSOO!- zawołał Luhan, z
hukiem stawiając tacę na stoliku. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Słucham?- zapytałem niewinnie,
podnosząc wzrok znad soczku marchewkowego.
-Co to było dzisiaj przed
szafkami?- mój przyjaciel ciskał we mnie błyskawice spojrzeniem.
-Nie mam pojęcia o czym mówisz-
starałem się ukryć śmiech.
-Cześć, mogę?- Baekhyun
uśmiechnął się, siadając koło mnie.
-Gdzie gigant?- Lu spojrzał na
niego wrogo.
-Yeollie jest na meczu. Dyo,
gratulacje i wielkie A NIE MÓWIŁEM IDIOCI?- zaśmiał się chłopak, trącając mnie
w ramię. Obym tylko się nie rumienił.
-Kyungie...- czyjś pomruk
rozbrzmiał tuż obok mojego ucha. Podskoczyłem.
-Idź sobie! Masz swój stolik!-
jak zwykle czujny pies obronny a.k.a jelonek zmierzył postać nad moim ramieniem
wzrokiem pełnym pogardy.
-Chciałem tylko się przywitać, a
potem dalej będę męczył Krisa. Nie bój się.
Uśmiechnąłem się i przekręciłem
głowę.
-Co on ci znowu zrobił?-
zapytałem, patrząc chłopakowi w oczy.
-Chcę się dowiedzieć, o co
chodziło wczoraj. Skarbie, on się autentycznie UŚMIECHAŁ- Kai pokręcił głową z
niedowierzaniem, cały czas patrząc na mnie. Odwzajemniałem to spojrzenie,
uwielbiałem jego oczy. Czułem się bezpieczny, kiedy mnie obserwowały.
-Pójdziesz sobie w końcu?-
zapytał Luhan.
-Dobrze, dobrze. Odwiedzić cię w
pracy?- zapytał mnie, głaszcząc przy okazji po policzku. Zarumieniłem się
lekko, opierając twarz o jego dłoń.
-Oczywiście, że tak.
Szybko cmoknął mnie w usta,
uśmiechając się.
-Podwiozę cię. Po lekcjach przy
twojej szafce.
-Dobrze, oppa- powiedziałem mu
do ucha, obserwując przy okazji zmianę jego wyrazu twarzy.
-Zrobiłeś to specjalnie, kochana
cholero- burknął i poszedł.
-Co to było, Dyo?- zapytał Lu.
-A jak sądzisz?- odpaliłem.
Pokręcił głową, mamrocząc coś o tym, że nie rozumie tego świata.
Dziewczyno oh daim *.*
OdpowiedzUsuńTEN FICK JEST ZAJEBISTY <3
JEDEN Z MOICH ULUBIONYCH, PISZESZ GENIALNIE :*
życzę weny i jejku, to jest świetne <3