Na AYZ (właśnie odkryłam, że to brzmi jak EYES xD) zawitał... *werble plz* ZAJĄCZEK WIELKANOCNY!!! Z tej okazji 2 rozdziały i 2 zapowiedzi nowych serii <3333 (tak, nie mam co robić w życiu xD). Wesołych Świąt, mokrego dyngusa etc.
I co ja będę przedłużać, miłego czytania
~Naree
Weszliśmy do Luhanlandu ostrożnie. Posłałem „towarzyszowi” ostre spojrzenie.
-Nikt nie może nas zobaczyć, jasne?
-To jak masz zamiar złożyć zamówienie?
-Już ja mam pomysł- posłałem mu nieśmiały uśmiech. Coraz bardziej
się
do niego przekonywałem, chociaż nie powinienem.
Odczekałem chwilę, aż postać Luhana zniknęła
na zapleczu, i podszedłem do lady razem z Jonginem.
-Cześć, Tao- skinąłem
głową pandzie.
-O, Dyo! I… Co tu robi Ka…
-Shhhhhh! Nikomu ani słowa. Jasne?- syknąłem.
Chłopak
pokiwał głową z entuzjazmem.
-Jesteście… No wiesz… Na RANDCE?- zapytał teatralnym szeptem. Głupia mała panda. Chciałem mu coś powiedzieć, ale Kai mnie uprzedził.
-Dokładnie. Więc cicho, bo Luhan mnie
zabije. A to by oznaczało, że rozdzieli mnie i moją kochaną sówkę- spojrzał na mnie z udawaną czułością. Kopnąłem
go z całej siły w kostkę. Przewrócił oczami. ZiTao
podskoczył entuzjastycznie.
-Jejku! Jesteście tacy słodcy, omo~
-Dziękujemy- Kim uśmiechnął
się
szeroko.
-Co wam podać?
-Największą bubble tea z…- zaczął
wymieniać, a ja przestałem go słuchać. Zamiast tego skupiłem się na jego palcach, które jakby żyły własnym życiem i zaczęły
zaczepiać moje. Zmarszczyłem brwi. Nie powinien
tego robić. Nie powinienem się na to zgadzać.
-…jaki chcesz kolor słomki, kochanie?-
spojrzał na mnie. A ja, jako, że nie jestem zbyt
asertywny, odpowiedziałem tylko słabym głosem:
-Niebieski.
Jego palce wykorzystały moją nieuwagę i mocno splotły nasze dłonie. Chłopak w drugą złapał bubble tea i słomki, po czym
poprowadził mnie do stolika. Usiadłem na krześle, zdecydowanie za
blisko niego.
-Kupiłeś jedną?- zapytałem, patrząc na kubek. Z lekkim uśmiechem wbił słomkę i pociągnął
łyka.
Po chwili zmierzył mnie spojrzeniem.
-Wsadzić ci?
-CO?- zapowietrzyłem się. Zrobiło mi się gorąco.
-Miałem na myśli słomkę do bubble tea… Podobno to ja jestem
zboczony.
-Trzeba było mówić jasno!- oburzyłem się. Ja naprawdę nie jestem zboczony.
Nie moja wina, że Lay i Chanyeol ciągle gadają na różne
tematy!
Upiłem trochę napoju. Jongin nachylił się i pił w tym samym czasie.
Nagle jego wargi przelotnie musnęły moje.
-Co ty robisz?- mruknąłem,
mając
nadzieję, że się nie zarumieniłem.
-Tao na nas patrzy. A kłamstwo musi być wiarygodne, nie?- posłał mi kolejny, drapieżny uśmiech. Serce głośno tłukło mi się w piersiach, gdy tak
patrzyliśmy sobie w oczy.
-Hej! Przeszkadzamy?
Z ulgą podniosłem wzrok na Baekhyuna i
Chanyeola.
-Jasne- warknął
Kai. Był widocznie zirytowany.
-…że nie! Siadajcie!-
wypaliłem, patrząc na niższego w niemym błaganiu o pomoc.
-Super! Ale muszę iść
do łazienki.
Dyo-ah, chodź- pociągnął
mnie za sobą.
-Co z nim jest?- zapytałem, gdy zamknęły
się
za nami drzwi.
-Nie mam pojęcia. Ale patrzy na
ciebie tak…
-…jakby chciał mnie zgwałcić- dokończyłem, za co dostałem po głowie.
-Tak, jakbyś był całym jego światem.
-Ciekawe, kiedy- prychnąłem,
ale moje serce znów zabiło troszkę szybciej.
-Zupełnie nie przypomina sam
siebie. Coś tak czułem, że to on jest twoim gościem, gdy Chan wspomniał o „jakimś Jonginie”. Chociaż Kai rzadko używa swojego prawdziwego
imienia. Dziwne, ale taki już jest.
-To jedna wielka zagadka- mruknąłem.
Byun posłał mi znaczące spojrzenie.
-Ale coś cię do tej zagadki ciągnie, nie zaprzeczysz.
-Wcale nie!- zaprotestowałem, ale jednocześnie poczerwieniałem.
-Ha! Rumienisz się! Channie mówił, że zawsze tak się dzieje, gdy kłamiesz.
-Jezu, Baek-ssi, ja sam nie wiem…- ukryłem twarz w dłoniach. Poczułem jego dłoń na ramieniu.
-Spokojnie. Potrzebujesz trochę czasu, by zrozumieć.
-Ale co tu jest do zrozumienia?
-Powiedz mi, ale szczerze. Czy kiedy go
widzisz, myślisz o nim, cokolwiek, serce ci przyśpiesza? Kiedy cię dotyka, czujesz ciepło w tym miejscu?-
spojrzał na mnie badawczo.
-I niby co z tego?- burknąłem.
-Zrozumiesz niedługo. Chodź tu- wyciągnął
eyeliner. Zmarszczyłem nos, ale posłusznie zamknąłem
oczy. Chwilę rysował na moich powiekach.
Kiedy skończył, stanąłem
przed lustrem. Moje oczy wydawały się jeszcze bardziej okrągłe.
-Wyglądam jak sowa-
zachichotałem. Baekhyun posłał mi rozbawione
spojrzenie.
-Kai uwielbia twoje oczy. Naprawdę.
-Dziękuję…
Jest ślicznie-
powiedziałem z uznaniem.
-Nie ma sprawy. Mocne głosy powinny się trzymać razem.
Uśmiechnąłem
się
i przybiłem z nim piątkę.
POV
KAI
-No kiedy oni wrócą?- zapytałem, patrząc na drzwi łazienki.
-Nie mam pojęcia. I przestań z łaski swojej zarywać do Kyungsoo. Jeśli masz zamiar go potem
zranić…
-Kto powiedział, że chcę go zranić?- zagotowało się we mnie. Gdyby coś mu się stało… Sam nie wiem, co bym
sobie zrobił, gdyby cierpiał z mojego powodu.
-Kai, ty tak na serio? Ty się w nim…
-Jesteśmy!- Baekhyun wybawił mnie od kłopotliwej odpowiedzi.
Soo usiadł obok mnie. Spojrzałem na niego i zakrztusiłem się pitą bubble tea. Przez kreski
na powiekach wyglądał jeszcze lepiej niż zwykle. A gdy spojrzał centralnie na mnie…
-Wszystko w porządku, Kkamjong?
No świetnie. Musiał jeszcze zwrócić się do mnie w ten sposób. Cholera, przecież on wie, jak ja na to reaguję…
-Alarm, chłopaki. Luhan chyba nas
zauważył- mruknął
Chanyeol. Chwyciłem Dyo za rękę i pociągnąłem
do wyjścia.
-Fajnie się gadało!- rzuciłem chłopakom i wybiegłem, prowadząc czerwonowłosego i ciesząc się faktem, że mocno ściskał moją dłoń. Zatrzymaliśmy się dopiero w jakimś parku. Było pusto, czemu się nie dziwiłem, bo nagle zrobiło się zimno. Ja co prawda
miałem
zimową
kurtkę,
ale Kyungsoo ubrał jesienny płaszczyk.
-Nie marzniesz?
-N-nie…- powiedział, szczękając zębami.
-Głupek, dam ci swoją kurtkę- zacząłem
rozpinać zamek. Jego dłonie od razu spoczęły
na moich, by mnie powstrzymać.
-To nic takiego. Tylko odrobina zimna-
przekonywał mnie. Pokręciłem głową, wpadając na genialny pomysł.
-Zaraz ją zapnę z powrotem- zapewniłem. Powoli puścił moje ręce. Rozpiąłem
kurtkę
do końca
i przygarnąłem go do siebie, tak, że patrzyliśmy sobie w oczy. Błyskawicznie zapiąłem
kurtkę,
więżąc
go w środku.
Zza kołnierza wystawał tylko kawałek jego nosa i ogromne
oczy. Opłacało się kupować za dużą
kurtkę.
Zaśmiałem się, widząc jego minę.
-Co do…
-Musisz przyznać, że jest cieplej.
Zarumienił się. Może to z zimna, ale
naprawdę się zarumienił.
-No jest- mruknął,
jednocześnie wtulając się we mnie. Uśmiechnąłem
się
szatańsko.
-A chcesz, żeby było jeszcze cieplej?- złapałem go za podbródek.
-Yah, ty chyba nie masz zamiaru…
Kkamjong, nawet nie…
Zamknąłem mu usta pocałunkiem. Wbrew swoim słowom zaczął
go odwzajemniać. Kiedy przez przypadek potarł nasze języki o siebie, zamruczałem. Natychmiast się zarumienił. No proszę, bycie takim słodziakiem powinno być zakazane. Z każdą sekundą całowaliśmy się coraz namiętniej, próbując sobie przekazać uczucia, jakie owładnęły
nami w tej chwili.
-M-musimy iść.
Teraz. Już- powiedział nerwowo, a ja uśmiechnąłem
się.
Znowu na chwilę zgubił wątek.
-Ale musimy? Tu jest fajnie- powiedziałem, niby niechcący oblizując wargi.
-Nieee… Znaczy… Musimy… Khhh- jęknął,
patrząc
w bok. Zaśmiałem się cicho i pozwoliłem mu wyjść
spod swojej kurtki.
Rozdział X- POV D.O.
Cały pobyt Jongina
przebiegł dość spokojnie. Nawet
Wigilia (może dlatego, że wystrzegałem się każdej jemioły jak diabeł wody święconej). Wieczorem, tuż przed wyjazdem, Kai
stanął
przede mną i spojrzał na mnie wyzywająco. Zrobiło mi się trochę smutno, bo w sumie to
oprócz tych dziwnych sytuacji (czyli
takich, kiedy po wszystkim zamykałem się gdzieś i wyrzucałem sobie, że nie potrafię się opanować), staliśmy się całkiem niezłymi kumplami.
-Nie dałeś mi nic na święta- powiedział tonem małego dziecka.
-Ty mi też nic- przypomniałem. Staliśmy w moim pokoju, drzwi
były
zamknięte, więc nikt nie mógł wejść.
-Myślę, że mam pomysł, jak możemy to sobie wynagrodzić.
Uniosłem brwi. Jego mina nie
zdradzała żadnych złych zamiarów.
-No jak?
-Zrobię coś, czego pragniesz
najbardziej, a w zamian pomożesz mi zeswatać Sehuna i Luhana.
Parsknąłem śmiechem.
-Swatanie to dobry pomysł. Ale skąd możesz wiedzieć, czego pragnę?- zapytałem. Szczerze mówiąc, sam do końca nie wiedziałem.
-Widzę to w twoich oczach. Gotowy?
Niepewnie skinąłem
głową. Co takiego mógł wymyśleć Jongin?
Zostałem nagle przyparty do ściany. W mgnieniu oka
chłopak
połączył nasze wargi zupełnie inaczej niż wcześniej. Zamiast
protestować przyciągnąłem
go możliwie
najbliżej siebie i uczestniczyłem w tej agresywnej
wymianie pocałunków. Powędrował dłońmi na moje biodra, budząc we mnie uczucia, które nie powinny zostać obudzone. Nigdy. Moje
palce znalazły się w jego włosach, nasze ciała przylgnęły
do siebie. Chciałem go mieć na własność,
tylko dla siebie. Z tego, co rozumiałem ze sposobu, w jaki
mnie całował i dotykał, wnioskowałem, że to była chęć
dwustronna.
-JONGIN! POŚPIESZ SIĘ!- rozległ się głos jego siostry.
Powoli, z żalem oderwał się ode mnie i spojrzał mi w oczy.
-Jesteś cholernie seksowny,
gdy patrzysz na mnie w ten sposób- wydyszał. Dreszcz przebiegł mi po plecach.
-KIM JONGIN DO JASNEJ…
-Do poniedziałku- wyszeptał.
-Do zobaczenia, Kkamjong- odpowiedziałem. Jęknął.
-Torturujesz mnie- z tymi słowami wyszedł z pokoju. Padłem na łóżko.
Serce znowu biło jak oszalałe. Złapałem komórkę.
-Baek-ssi?
Dyo-ah? Coś się stało?
-Musisz przyjść.
Teraz.
Ok. Wiem, gdzie
mieszkasz, Yeollie mówił. Będę za piętnaście minut.
Zacisnąłem palce na poduszce.
-Błagam, stary, pośpiesz się.
Leżałem i analizowałem każdy szczegół
mojego pożegnania z Kai’em. Kiedy on zaczął tak na mnie działać? Aha. Od naszej pierwszej rozmowy, notabene zakończonej pocałunkiem. Zamknąłem oczy. Nasza relacja
była
tak popieprzona… Przecież większość
ludzi zaczyna od poznania się, przyjaźni, a dopiero potem
przechodzi do całowania.
-Kyung? Ktoś do ciebie! Wpuszczać czy masz depresję?
-Wygląda jak kobieta i ma
pomalowane oczy?
-JACIDAMJAKKOBIETA!!!- do rozmowy dołączył znajomy głos. Wyszedłem z pokoju i stanąłem
na schodach.
-Noona, wpuść
go- zaśmiałem się, widząc wkurwionego do granic
możliwości Baekhyuna.
-No patrz… Ledwo jeden chłopak wyjeżdża, to ty znajdujesz
pociechę w drugim.
Uniosłem brwi, widząc złośliwy uśmieszek przyjaciela.
-Bez obaw. Ja i Kyungsoo gramy w jednej
drużynie.
KaRya uniosła brwi.
-Kyung i sport? Co wy robicie?
-Jesteśmy na dole- powiedział radośnie Byun, po czym
ignorując zszokowaną minę mojej noony ruszył do mojego pokoju.
Poszedłem za nim.
-Dzięki. Tak dokładnie miałem zamiar powiedzieć siostrze, że jestem gejem.
-Nie ma za co, stary- zachichotał chłopak. Usiadłem na łóżku,
a on obok.
-A teraz mów, co się stało.
-Baek-ssi, czy kiedy mówiłeś, że „zrozumiem niedługo”…
Miałeś na myśli, że ja mogę być zakochany w Jonginie?
-Tysiąc punktów dla Do Kyungsoo-
powiedział ironicznie.
-A… Jak sądzisz, co on do mnie
czuje?- zapytałem nieśmiało. Byun strzelił facepalma.
-Wy jesteście po prostu niemożliwi. Znam Kai’a już naprawdę szmat czasu i nigdy
nie widziałem, żeby patrzył na kogoś z taką miłością.
-Czyli sądzisz, że on mnie…
-Błagam, zachowujecie się, jakbyście mieli po dziesięć
lat- wymamrotał.
-Co?- zapytałem ze zdziwieniem.
-No wy wszyscy. Sehun łazi za tym Luhanem,
jakby miał klapki na oczach. Ty i Kai bawicie się w podchody. Kris
ostatnio chodzi jakiś zamyślony, uśmiechnięty, strach się bać…
Czy tylko ja i Chanyeol żyjemy w dojrzałym związku?- gderał.
-Dojrzałym związku?- uniosłem brwi, przypominając sobie, że to ta dwójka najbardziej
przypomina parę wiecznie napalonych nastolatków…
-Zamknij się. Jak ci mogę pomóc z Kai’em?
-Sam nie wiem- powiedziałem cicho. Chwilę na mnie patrzył, po czym zachichotał.
-W sumie nic nie muszę robić…
To tylko kwestia czasu. Mogę lecieć? Chan na mnie czeka-
na jego twarzy wykwitł podejrzany uśmiech.
-Błagam, przez ciebie nie
uwolnię się od wizji tego, co
macie zamiar robić.
-Nara!- zaśmiał się. Znowu zostałem sam ze swoimi myślami.
Już leżałem pod kołdrą, gdy telefon zapiszczał.
Masz 1 nową wiadomość od Wszechmocny
Kkamjong
Prychnąłem. Kiedy on zdążył zapisać swój numer? I to jeszcze
pod taką głupią nazwą?
Wszechmocny Kkamjong: Śpisz już?
Ja: Tak.
Zaśmiałem się cicho. Głupek.
Wszechmocny Kkamjong:
Też nie możesz spać?
Ja: Mhm… A jutro szkoła :c
Serce zabiło mi szybciej, gdy
przyszła kolejna wiadomość.
Wszechmocny Kkamjong:
Ale przynajmniej się zobaczymy.
Pisnąłem w poduszkę. Co z tego, że zachowywałem się jak nastolatka.
Wszechmocny Kkamjong: Śpij już lepiej, Soowko.
Ja: Soowka? ^-^
Wszechmocny Kkamjong:
No a co?
Uśmiechnąłem
się
do telefonu.
Ja: Nic. Podoba mi się ^-^
Wszechmocny Kkamjong:
Idź spać, naprawdę. I ubierz się ciepło jutro, nie chcę, żebyś zmarzł.
Troszczył się o mnie? Przygryzłem wargę.
Ja: Dobrze, oppa,
dobranoc~
Zaraz po wciśnięciu „wyślij” jęknąłem.
Dlaczego napisałem „oppa”?
Wszechmocny Kkamjong: Słodkich snów… Mrrrrr~
Ukryłem twarz w poduszce i
zasnąłem
z szerokim uśmiechem.
Rano
byłem
w szkole dwie godziny przed czasem. Przechadzałem się po korytarzu, gdy zobaczyłem usłyszałem muzykę. Poszedłem za nią aż do sali tanecznej.
Wsunąłem
się
przez szparę w drzwiach i usiadłem w kącie, obserwując tancerza. Był nim nikt inny jak Kim
Jongin. Szczerze mówiąc, nie mogłem oderwać wzroku od jego kocich
ruchów
i przede wszystkim wygimnastykowanego ciała. Gdy piosenka się skończyła, nagrodziłem go gromkimi brawami.
Natychmiast obrócił się w moją stronę.
-Soo? Co ty tu robisz?
-Oglądam, jak tańczysz, nie widać?- nadąłem
policzki.
-Mam na myśli: co robisz w szkole
o tej porze. Jest masakrycznie wcześnie- usiadł obok mnie i uśmiechnął
się
lekko.
-Nie mogłem zasnąć,
jak już raz się obudziłem… To co miałem robić?
-A w czym dzisiaj przyszedłeś do szkoły?
-W płaszczu- odpowiedziałem, zaskoczony nagłą
zmianą
tematu. Wyglądał, jakby chciał mnie udusić.
-Miałeś się ciepło ubrać! Co będzie, jak się przeziębisz, huh?- oprócz dominującej złości usłyszałem też troskę.
-To wtedy przyjedzie Baekhyun i będzie się mną opiekował- wytknąłem
na niego język. Zmarszczył brwi.
-Diva? Sam o siebie nie potrafi zadbać…
-Jongin-ah, słyszałem to- powiedział mój przyjaciel, wchodząc do sali. Pomachałem do niego, a on
odmachał z uśmiechem.
-Taka prawda. Nawet przy durnym
skaleczeniu papierem Chanyeol hyung musi przyjeżdżać i zakładać ci plasterek.
Zaśmiałem się, widząc wkurzonego Baekhyuna.
-Ale… To nie tak…
-Błagam cię. Jestem jedyną osobą kompetentną na tyle, żeby opiekować się Kyungsoo.
-Jeszcze byś skorzystał z okazji i go zgwałcił czy coś…
-Jak śmiesz!
Uniosłem brwi, widząc tą dziwną kłótnię.
-Zacznijmy od tego, że nie mam zamiaru
chorować- powiedziałem głośno.
-Ale jakbyś zachorował, to który z nas miałby się tobą zajmować?- zapytał zdenerwowany Baekhyun.
-Yixing.
-CO?!- zapytali jednocześnie, a ja parsknąłem
śmiechem.
Po chwili dołączył do mnie Kai, jednocześnie nachylając się do mnie.
- I tak wiem, że chciałbyś, żebym to był ja- szepnął
mi do ucha. Posłałem mu rozbawione
spojrzenie.
-Jak już skończycie szeptać sobie czułe słówka,
to mi powiedzcie- skomentował znudzony Baek. Zarumieniłem się, a Jongin walnął
go w ramię.
-Bądź tak miły i zamknij mordę.
-Ała! Debilu!
-O, sorry. Dzwonić po Chanyeola, żeby się tobą zajął?
Pokręciłem głową z rezygnacją. Nagle powieki zaczęły
mi ciążyć.
Zasnąłem
przy głosach kłócących się chłopaków.
Wszechmocny Kkjamjong hahahahaha <3 I ZNOWU BYŁO TAK BLISKO SEKSUF kdjfjfidkdkd >< torturujesz mnie.....^^
OdpowiedzUsuń~ S. :3
Wiadomo ^-^
UsuńHuehuehuehue~
I tak mnie uwielbiasz, Unnie XDDD