niedziela, 5 kwietnia 2015

Chance- rozdział IX i X + Ryśkowe gadanie xD

Haloooo~ 
Na AYZ (właśnie odkryłam, że to brzmi jak EYES xD) zawitał... *werble plz* ZAJĄCZEK WIELKANOCNY!!! Z tej okazji 2 rozdziały i 2 zapowiedzi nowych serii <3333 (tak, nie mam co robić w życiu xD). Wesołych Świąt, mokrego dyngusa etc. 
I co ja będę przedłużać, miłego czytania 
~Naree



Weszliśmy do Luhanlandu ostrożnie. Posłałem towarzyszowi ostre spojrzenie.

-Nikt nie może nas zobaczyć, jasne?

-To jak masz zamiar złożyć zamówienie?

-Już ja mam pomysł- posłałem mu nieśmiały uśmiech. Coraz bardziej się do niego przekonywałem, chociaż nie powinienem.

            Odczekałem chwilę, aż postać Luhana zniknęła na zapleczu, i podszedłem do lady razem z Jonginem.

-Cześć, Tao- skinąłem głową pandzie.

-O, Dyo! I… Co tu robi Ka…

-Shhhhhh! Nikomu ani słowa. Jasne?- syknąłem. Chłopak pokiwał głową z entuzjazmem.

-Jesteście No wiesz Na RANDCE?- zapytał teatralnym szeptem. Głupia mała panda. Chciałem mu coś powiedzieć, ale Kai mnie uprzedził.

-Dokładnie. Więc cicho, bo Luhan mnie zabije. A to by oznaczało, że rozdzieli mnie i moją kochaną sówkę- spojrzał na mnie z udawaną czułością. Kopnąłem go z całej siły w kostkę. Przewrócił oczami. ZiTao podskoczył entuzjastycznie.

-Jejku! Jesteście tacy słodcy, omo~

-Dziękujemy- Kim uśmiechnął się szeroko.

-Co wam podać?

-Największą bubble tea z- zaczął wymieniać, a ja przestałem go słuchać. Zamiast tego skupiłem się na jego palcach, które jakby żyły własnym życiem i zaczęły zaczepiać moje. Zmarszczyłem brwi. Nie powinien tego robić. Nie powinienem się na to zgadzać.

-…jaki chcesz kolor słomki, kochanie?- spojrzał na mnie. A ja, jako, że nie jestem zbyt asertywny, odpowiedziałem tylko słabym głosem:

-Niebieski.

Jego palce wykorzystały moją nieuwagę i mocno splotły nasze dłonie. Chłopak w drugą złapał bubble tea i słomki, po czym poprowadził mnie do stolika. Usiadłem na krześle, zdecydowanie za blisko niego.

-Kupiłeś jedną?- zapytałem, patrząc na kubek. Z lekkim uśmiechem wbił słomkę i pociągnął łyka. Po chwili zmierzył mnie spojrzeniem.

-Wsadzić ci?

-CO?- zapowietrzyłem się. Zrobiło mi się gorąco.

-Miałem na myśli słomkę do bubble tea Podobno to ja jestem zboczony.

-Trzeba było mówić jasno!- oburzyłem się. Ja naprawdę nie jestem zboczony. Nie moja wina, że Lay i Chanyeol ciągle gadają na różne tematy!

            Upiłem trochę napoju. Jongin nachylił się i pił w tym samym czasie. Nagle jego wargi przelotnie musnęły moje.

-Co ty robisz?- mruknąłem, mając nadzieję, że się nie zarumieniłem.

-Tao na nas patrzy. A kłamstwo musi być wiarygodne, nie?- posłał mi kolejny, drapieżny uśmiech. Serce głośno tłukło mi się w piersiach, gdy tak patrzyliśmy sobie w oczy.

-Hej! Przeszkadzamy?

Z ulgą podniosłem wzrok na Baekhyuna i Chanyeola.

-Jasne- warknął Kai. Był widocznie zirytowany.

-…że nie! Siadajcie!- wypaliłem, patrząc na niższego w niemym błaganiu o pomoc.

-Super! Ale muszę iść do łazienki. Dyo-ah, chodź- pociągnął mnie za sobą.

-Co z nim jest?- zapytałem, gdy zamknęły się za nami drzwi.

-Nie mam pojęcia. Ale patrzy na ciebie tak

-…jakby chciał mnie zgwałcić- dokończyłem, za co dostałem po głowie.

-Tak, jakbyś był całym jego światem.

-Ciekawe, kiedy- prychnąłem, ale moje serce znów zabiło troszkę szybciej.

-Zupełnie nie przypomina sam siebie. Coś tak czułem, że to on jest twoim gościem, gdy Chan wspomniał o jakimś Jonginie. Chociaż Kai rzadko używa swojego prawdziwego imienia. Dziwne, ale taki już jest.

-To jedna wielka zagadka- mruknąłem. Byun posłał mi znaczące spojrzenie.

-Ale coś cię do tej zagadki ciągnie, nie zaprzeczysz.

-Wcale nie!- zaprotestowałem, ale jednocześnie poczerwieniałem.

-Ha! Rumienisz się! Channie mówił, że zawsze tak się dzieje, gdy kłamiesz.

-Jezu, Baek-ssi, ja sam nie wiem…- ukryłem twarz w dłoniach. Poczułem jego dłoń na ramieniu.

-Spokojnie. Potrzebujesz trochę czasu, by zrozumieć.

-Ale co tu jest do zrozumienia?

-Powiedz mi, ale szczerze. Czy kiedy go widzisz, myślisz o nim, cokolwiek, serce ci przyśpiesza? Kiedy cię dotyka, czujesz ciepło w tym miejscu?- spojrzał na mnie badawczo.

-I niby co z tego?- burknąłem.

-Zrozumiesz niedługo. Chodź tu- wyciągnął eyeliner. Zmarszczyłem nos, ale posłusznie zamknąłem oczy. Chwilę rysował na moich powiekach. Kiedy skończył, stanąłem przed lustrem. Moje oczy wydawały się jeszcze bardziej okrągłe.

-Wyglądam jak sowa- zachichotałem. Baekhyun posłał mi rozbawione spojrzenie.

-Kai uwielbia twoje oczy. Naprawdę.

-Dziękuję… Jest ślicznie- powiedziałem z uznaniem.

-Nie ma sprawy. Mocne głosy powinny się trzymać razem.

Uśmiechnąłem się i przybiłem z nim piątkę.

                                      POV KAI

-No kiedy oni wrócą?- zapytałem, patrząc na drzwi łazienki.

-Nie mam pojęcia. I przestań z łaski swojej zarywać do Kyungsoo. Jeśli masz zamiar go potem zranić…

-Kto powiedział, że chcę go zranić?- zagotowało się we mnie. Gdyby coś mu się stało Sam nie wiem, co bym sobie zrobił, gdyby cierpiał z mojego powodu.

-Kai, ty tak na serio? Ty się w nim

-Jesteśmy!- Baekhyun wybawił mnie od kłopotliwej odpowiedzi. Soo usiadł obok mnie. Spojrzałem na niego i zakrztusiłem się pitą bubble tea. Przez kreski na powiekach wyglądał jeszcze lepiej niż zwykle. A gdy spojrzał centralnie na mnie

-Wszystko w porządku, Kkamjong? 

No świetnie. Musiał jeszcze zwrócić się do mnie w ten sposób. Cholera, przecież on wie, jak ja na to reaguję…

-Alarm, chłopaki. Luhan chyba nas zauważył- mruknął Chanyeol. Chwyciłem Dyo za rękę i pociągnąłem do wyjścia.

-Fajnie się gadało!- rzuciłem chłopakom i wybiegłem, prowadząc czerwonowłosego i ciesząc się faktem, że mocno ściskał moją dłoń. Zatrzymaliśmy się  dopiero w jakimś parku. Było pusto, czemu się nie dziwiłem, bo nagle zrobiło się zimno. Ja co prawda miałem zimową kurtkę, ale Kyungsoo ubrał jesienny płaszczyk.

-Nie marzniesz?

-N-nie…- powiedział, szczękając zębami.

-Głupek, dam ci swoją kurtkę- zacząłem rozpinać zamek. Jego dłonie od razu spoczęły na moich, by mnie powstrzymać.

-To nic takiego. Tylko odrobina zimna- przekonywał mnie. Pokręciłem głową, wpadając na genialny pomysł.

-Zaraz ją zapnę z powrotem- zapewniłem. Powoli puścił moje ręce. Rozpiąłem kurtkę do końca i przygarnąłem go do siebie, tak, że patrzyliśmy sobie w oczy. Błyskawicznie zapiąłem kurtkę, więżąc go w środku. Zza kołnierza wystawał tylko kawałek jego nosa i ogromne oczy. Opłacało się kupować za dużą kurtkę. Zaśmiałem się, widząc jego minę.

-Co do…

-Musisz przyznać, że jest cieplej.

Zarumienił się. Może to z zimna, ale naprawdę się zarumienił.

-No jest- mruknął, jednocześnie wtulając się we mnie. Uśmiechnąłem się szatańsko.

-A chcesz, żeby było jeszcze cieplej?- złapałem go za podbródek.

-Yah, ty chyba nie masz zamiaru… Kkamjong, nawet nie…

Zamknąłem mu usta pocałunkiem. Wbrew swoim słowom zaczął go odwzajemniać. Kiedy przez przypadek potarł nasze języki o siebie, zamruczałem. Natychmiast się zarumienił. No proszę, bycie takim słodziakiem powinno być zakazane. Z każdą sekundą całowaliśmy się coraz namiętniej, próbując sobie przekazać uczucia, jakie owładnęły nami w tej chwili.

-M-musimy iść. Teraz. Już- powiedział nerwowo, a ja uśmiechnąłem się. Znowu na chwilę zgubił wątek.

-Ale musimy? Tu jest fajnie- powiedziałem, niby niechcący oblizując wargi.

-Nieee… Znaczy… Musimy… Khhh- jęknął, patrząc w bok. Zaśmiałem się cicho i pozwoliłem mu wyjść spod swojej kurtki.

                   Rozdział X- POV D.O.

            Cały pobyt Jongina przebiegł dość spokojnie. Nawet Wigilia (może dlatego, że wystrzegałem się każdej jemioły jak diabeł wody święconej). Wieczorem, tuż przed wyjazdem, Kai stanął przede mną i spojrzał na mnie wyzywająco. Zrobiło mi się trochę smutno, bo w sumie to oprócz tych dziwnych sytuacji (czyli takich, kiedy po wszystkim zamykałem się gdzieś i wyrzucałem sobie, że nie potrafię się opanować), staliśmy się całkiem niezłymi kumplami.

-Nie dałeś mi nic na święta- powiedział tonem małego dziecka.

-Ty mi też nic- przypomniałem. Staliśmy w moim pokoju, drzwi były zamknięte, więc nikt nie mógł wejść.

-Myślę, że mam pomysł, jak możemy to sobie wynagrodzić.

Uniosłem brwi. Jego mina nie zdradzała żadnych złych zamiarów.

-No jak?

-Zrobię coś, czego pragniesz najbardziej, a w zamian pomożesz mi zeswatać Sehuna i Luhana.

Parsknąłem śmiechem.

-Swatanie to dobry pomysł. Ale skąd możesz wiedzieć, czego pragnę?- zapytałem. Szczerze mówiąc, sam do końca nie wiedziałem.

-Widzę to w twoich oczach. Gotowy?

Niepewnie skinąłem głową. Co takiego mógł wymyśleć Jongin?

            Zostałem nagle przyparty do ściany. W mgnieniu oka chłopak połączył nasze wargi zupełnie inaczej niż wcześniej. Zamiast protestować przyciągnąłem go możliwie najbliżej siebie i uczestniczyłem w tej agresywnej wymianie pocałunków. Powędrował dłońmi na moje biodra, budząc we mnie uczucia, które nie powinny zostać obudzone. Nigdy. Moje palce znalazły się w jego włosach, nasze ciała przylgnęły do siebie. Chciałem go mieć na własność, tylko dla siebie. Z tego, co rozumiałem ze sposobu, w jaki mnie całował i dotykał, wnioskowałem, że to była chęć dwustronna.

-JONGIN! POŚPIESZ SIĘ!- rozległ się głos jego siostry. Powoli, z żalem oderwał się ode mnie i spojrzał mi w oczy.

-Jesteś cholernie seksowny, gdy patrzysz na mnie w ten sposób- wydyszał. Dreszcz przebiegł mi po plecach.

-KIM JONGIN DO JASNEJ…

-Do poniedziałku- wyszeptał.

-Do zobaczenia, Kkamjong- odpowiedziałem. Jęknął.

-Torturujesz mnie- z tymi słowami wyszedł z pokoju. Padłem na łóżko. Serce znowu biło jak oszalałe. Złapałem komórkę.

-Baek-ssi?

Dyo-ah? Coś się stało?

-Musisz przyjść. Teraz.

Ok. Wiem, gdzie mieszkasz, Yeollie mówił. Będę za piętnaście minut.

Zacisnąłem palce na poduszce.

-Błagam, stary, pośpiesz się.

            Leżałem i analizowałem każdy szczegół mojego pożegnania z Kai’em.  Kiedy on zaczął tak na mnie działać? Aha. Od naszej pierwszej rozmowy, notabene zakończonej pocałunkiem. Zamknąłem oczy. Nasza relacja była tak popieprzona Przecież większość ludzi zaczyna od poznania się, przyjaźni, a dopiero potem przechodzi do całowania.

-Kyung? Ktoś do ciebie! Wpuszczać czy masz depresję?

-Wygląda jak kobieta i ma pomalowane oczy?

-JACIDAMJAKKOBIETA!!!- do rozmowy dołączył znajomy głos. Wyszedłem z pokoju i stanąłem na schodach.

-Noona, wpuść go- zaśmiałem się, widząc wkurwionego do granic możliwości Baekhyuna.

-No patrz… Ledwo jeden chłopak wyjeżdża, to ty znajdujesz pociechę w drugim.

Uniosłem brwi, widząc złośliwy uśmieszek przyjaciela.

-Bez obaw. Ja i Kyungsoo gramy w jednej drużynie.

KaRya uniosła brwi.

-Kyung i sport? Co wy robicie?

-Jesteśmy na dole- powiedział radośnie Byun, po czym ignorując zszokowaną minę mojej noony ruszył do mojego pokoju. Poszedłem za nim.

-Dzięki. Tak dokładnie miałem zamiar powiedzieć siostrze, że jestem gejem.

-Nie ma za co, stary- zachichotał chłopak. Usiadłem na łóżku, a on obok.

-A teraz mów, co się stało.

-Baek-ssi, czy kiedy mówiłeś, że zrozumiem niedługo”… Miałeś na myśli, że ja mogę być zakochany w Jonginie?

-Tysiąc punktów dla Do Kyungsoo- powiedział ironicznie.

-A… Jak sądzisz, co on do mnie czuje?- zapytałem nieśmiało.  Byun strzelił facepalma.

-Wy jesteście po prostu niemożliwi. Znam Kai’a już naprawdę szmat czasu i nigdy nie widziałem, żeby patrzył na kogoś z taką miłością.

-Czyli sądzisz, że on mnie

-Błagam, zachowujecie się, jakbyście mieli po dziesięć lat- wymamrotał.

-Co?- zapytałem ze zdziwieniem.

-No wy wszyscy.  Sehun łazi za tym Luhanem, jakby miał klapki na oczach. Ty i Kai bawicie się w podchody. Kris ostatnio chodzi jakiś zamyślony, uśmiechnięty, strach się bać… Czy tylko ja i Chanyeol żyjemy w dojrzałym związku?- gderał.

-Dojrzałym związku?- uniosłem brwi, przypominając sobie, że to ta dwójka najbardziej przypomina parę wiecznie napalonych nastolatków

-Zamknij się. Jak ci mogę pomóc z Kai’em?

-Sam nie wiem- powiedziałem cicho. Chwilę na mnie patrzył, po czym zachichotał.

-W sumie nic nie muszę robić… To tylko kwestia czasu. Mogę lecieć? Chan na mnie czeka- na jego twarzy wykwitł podejrzany uśmiech.

-Błagam, przez ciebie nie uwolnię się od wizji tego, co macie zamiar robić.

-Nara!- zaśmiał się. Znowu zostałem sam ze swoimi myślami.

            Już leżałem pod kołdrą, gdy telefon zapiszczał.

Masz 1 nową wiadomość od Wszechmocny Kkamjong

Prychnąłem. Kiedy on zdążył zapisać swój numer? I to jeszcze pod taką głupią nazwą?

Wszechmocny Kkamjong: Śpisz już?

Ja: Tak.

Zaśmiałem się cicho. Głupek.

Wszechmocny Kkamjong: Też nie możesz spać?

Ja: Mhm… A jutro szkoła :c

Serce zabiło mi szybciej, gdy przyszła kolejna wiadomość.

Wszechmocny Kkamjong: Ale przynajmniej się zobaczymy.

Pisnąłem w poduszkę. Co z tego, że zachowywałem się jak nastolatka.

Wszechmocny Kkamjong: Śpij już lepiej, Soowko.

Ja: Soowka? ^-^

Wszechmocny Kkamjong: No a co?

Uśmiechnąłem się do telefonu.

Ja: Nic. Podoba mi się ^-^

Wszechmocny Kkamjong: Idź spać, naprawdę. I ubierz się ciepło jutro, nie chcę, żebyś zmarzł.

Troszczył się o mnie? Przygryzłem wargę.

Ja: Dobrze, oppa, dobranoc~

Zaraz po wciśnięciu wyślij jęknąłem. Dlaczego napisałem oppa?

Wszechmocny Kkamjong: Słodkich snów Mrrrrr~

Ukryłem twarz w poduszce i zasnąłem z szerokim uśmiechem.

            Rano byłem w szkole dwie godziny przed czasem. Przechadzałem się po korytarzu, gdy zobaczyłem usłyszałem muzykę. Poszedłem za nią aż do sali tanecznej. Wsunąłem się przez szparę w drzwiach i usiadłem w kącie, obserwując tancerza. Był nim nikt inny jak Kim Jongin. Szczerze mówiąc, nie mogłem oderwać wzroku od jego kocich ruchów i przede wszystkim wygimnastykowanego ciała. Gdy piosenka się skończyła, nagrodziłem go gromkimi brawami. Natychmiast obrócił się w moją stronę.

-Soo? Co ty tu robisz?

-Oglądam, jak tańczysz, nie widać?- nadąłem policzki.

-Mam na myśli: co robisz w szkole o tej porze. Jest masakrycznie wcześnie- usiadł obok mnie i uśmiechnął się lekko.

-Nie mogłem zasnąć, jak już raz się obudziłem To co miałem robić?

-A w czym dzisiaj przyszedłeś do szkoły?

-W płaszczu- odpowiedziałem, zaskoczony nagłą zmianą tematu. Wyglądał, jakby chciał mnie udusić.

-Miałeś się ciepło ubrać! Co będzie, jak się przeziębisz, huh?- oprócz dominującej złości usłyszałem też troskę.

-To wtedy przyjedzie Baekhyun i będzie się mną opiekował- wytknąłem na niego język. Zmarszczył brwi.

-Diva? Sam o siebie nie potrafi zadbać…

-Jongin-ah, słyszałem to- powiedział mój przyjaciel, wchodząc do sali. Pomachałem do niego, a on odmachał z uśmiechem.

-Taka prawda. Nawet przy durnym skaleczeniu papierem Chanyeol hyung musi przyjeżdżać i zakładać ci plasterek.

Zaśmiałem się, widząc wkurzonego Baekhyuna.

-Ale… To nie tak…

-Błagam cię. Jestem jedyną osobą kompetentną na tyle, żeby opiekować się Kyungsoo.

-Jeszcze byś skorzystał z okazji i go zgwałcił czy coś…

-Jak śmiesz!

Uniosłem brwi, widząc tą dziwną kłótnię

-Zacznijmy od tego, że nie mam zamiaru chorować- powiedziałem głośno.

-Ale jakbyś zachorował, to który z nas miałby się tobą zajmować?- zapytał zdenerwowany Baekhyun.

-Yixing.

-CO?!- zapytali jednocześnie, a ja parsknąłem śmiechem. Po chwili dołączył do mnie Kai, jednocześnie nachylając się do mnie.

- I tak wiem, że chciałbyś, żebym to był ja- szepnął mi do ucha. Posłałem mu rozbawione spojrzenie.

-Jak już skończycie szeptać sobie czułe słówka, to mi powiedzcie- skomentował znudzony Baek. Zarumieniłem się, a Jongin walnął go w ramię.

-Bądź tak miły i zamknij mordę.

-Ała! Debilu!

-O, sorry. Dzwonić po Chanyeola, żeby się tobą zajął?

Pokręciłem głową z rezygnacją. Nagle powieki zaczęły mi ciążyć.

            Zasnąłem przy głosach kłócących się chłopaków.

2 komentarze:

  1. Wszechmocny Kkjamjong hahahahaha <3 I ZNOWU BYŁO TAK BLISKO SEKSUF kdjfjfidkdkd >< torturujesz mnie.....^^
    ~ S. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo ^-^
      Huehuehuehue~
      I tak mnie uwielbiasz, Unnie XDDD

      Usuń