czwartek, 30 kwietnia 2015

,,Kto się czubi, ten się lubi" Rozdział 2

,,Kto się czubi, ten się lubi"
Sezon 1
Rozdział 1
===============================
Reszta pobytu w szkole minęła dość spokojnie, pomijając dość burzliwą przerwę po muzyce. Cała trójka chciała spróbować swoich sił. Taemin jednak nie był zadowolony z towarzystwa w jakim miał przebywać. Przyjaciela rozumiał. Wiedział, że faktycznie ma dobry głos. Minho też miał dobry, ale.. Nie znosił go.
Siedział na ławce z Kibum'em, rozmawiając na ulubione i przyjemne tematy. Słońce skutecznie go denerwowało swoim blaskiem. Lubił je, ale czasem naprawdę sprawiało mu drobne problemy. Z widocznością. Wolał widzieć co się wokół niego działo. Ile rzeczy wcześniej go omijało, gdy nie był uważny, gdy nie obserwował. Chciał kojarzyć co się działo w jego pobliżu.
W pewnym momencie dostrzegł wychodzącego ze szkoły Choi, który spojrzał na niego z wyższością od razu, gdy napotkał jego spojrzenie. W rudzielce dziwnie się zagotowało.
Buc. Kretyn. Żaba. 
Z tymi myślami wrócił do rozmowy z przyjacielem, tracąc zainteresowanie otoczeniem. Obserwował tylko jedno miejsce. Jedną rzecz. Uważnie przyglądał się drzewu za ogrodzeniem. Było szerokie z wieloma rozgałęzieniami i wciąż posiadało zielone liście, pomimo bardzo bliskiej jesieni. Nie przepadał za obserwowaniem przyrody, ale to drzewo wydało mu się.. Sam nie wiedział jakie. Wtem przypomniał sobie jednak, że jako mały chłopiec uwielbiał się na takie wspinać. Ciekawiło go, czy dałby też radę i tym razem. Pewnie nie.. Będzie musiał spróbować.
Z rozmyślań wyrwał go przyjaciel, śmiejący się głośno. Tae natychmiast zwrócił na niego uwagę.
-Minnie, doprawdy. Jak mnie nie słuchasz, to przynajmniej nie myśl na głos- powiedział między salwami śmiechu. Rudzielec zarumienił się lekko, złapany na gorącym uczynku. Myślał, że wychodzi mu coraz lepiej siedzenie cicho, gdy myślał. Najwyraźniej będzie musiał jeszcze nad tym popracować. Więcej. Trochę więcej.
-Sorki, Key.
-Drzewa są takie.. majestatyczne, co nie?- zaśmiali się, rozbawieni tym stwierdzeniem.
-MOŻE.. Będziemy się zbierać czy jeszcze posiedzimy?
-Nie wiem, ale ja Ci do domu pójść nie pozwolę. Taka ładna pogoda, nie zezwalam, żebyś kisił się resztę dnia w domu.
Przytaknął, zgadzając się ze zdaniem kumpla. Niebo było czystsze niż kiedykolwiek widział. Słońce grzało jak nigdy. Miał wrażenie, że jest środek lata. Nie mylił się, lato faktycznie jeszcze trwało. Niestety zbliżał się jego koniec. Rudzielec już wyobrażał sobie ulice zasypane kolorowymi listkami drzew. Lubił ten widok. I wspomnienia z nim związane.
Poczuł dłoń na swojej głowie, która zmierzwiła jego włosy. Spojrzał na właściciela, który przyglądał się kosmykom z aprobatą. Doskonale wiedział, że Key uwielbiał miękkie włosy. Miał na ich punkcie drobny fetysz. Albo i mały.. No, takie niewielki.. W sumie nie. Wielki. Jak jego druga połówka nie będzie takich posiadała, może odpaść na starcie. Chyba, że miłość będzie większa.. Najwyżej zostałby fryzjerem, były spełniony poprzez dotykanie... Zresztą, to nie był taki zły pomysł.
Sekunda mijała za sekundą, minuta za minutą, potem godzina za godziną. Pochłonięci rozmową nie sprawdzali godziny. Zauważyli jednak jak dziedziniec i boisko pustoszeją.
-Teren tej szkoły jest naprawdę wielki, co nie?- spytał Taemin, ponieważ wiedział, że Kim doskonale orientował się po dniu otwartym co gdzie jest. Odpowiedzą na pytanie zostało ciche skinięcie głową.
-Taemin, wiesz.. Musimy o czymś porozmawiać
Ton głosu chłopaka o kocich oczach zmienił się na całkowicie poważny. Rudzielec westchnął, rozumiejąc, że od rozmowy się nie wywinie. Wiedział też iż zeszła ona na tor konkursu i grupy, którą mieli założyć tymczasowo z Choi. Znaczy.. Mogli, ale nie musieli.
-Chcę spróbować. Nie obiecuję jednak, że powstrzymam się przed szczerymi reakcjami na to, co robi Choi- powiedział. Twarzy Key rozpromieniła się.
-Czemu wy musicie tak na siebie reagować i to jeszcze w pierwszym dniu?- spytał, patrząc intensywnie na młodszego- I bez żadnego TO ON ZACZĄŁ.
-Nie mam pojęcia.
I tą odpowiedzą zdołał zakończyć niezbyt przyjemny dla niego temat.
----------------------------------------------
Kiedy wysiadł z auta przyjaciela był już późny wieczór. Kibum szybko dołączył do niego, aby odprowadzić go do domu i przywitać się z jego matką. Nastolatkowie znali się naprawdę długo, przez co kobieta traktowała chłopaka jak swojego drugiego syna.
Nie zawracał sobie głowy zabezpieczeniem samochodu i po prostu wkroczył do jego domu, gdzie natychmiast natknął się na daną kobietę.
-Cześć, mamo- rudzielec przytulił ją szybko, gdy tylko zdjął buty.
-Cześć, cioteczko!- przywitał się Kibum, przygotowany na atak z jej strony. Ta natychmiast spojrzała na niego z zaskoczeniem. Później jednak jej twarz rozjaśniła się, a ona odezwała się swoim przyjemnym dla ucha głosem.
-Bummie! Jak ja Cię dawno nie widziałam!
Taemin powstrzymywał śmiech, który mógłby zdradzić jego rozbawienie. W rzeczywistości ta dwójka widziała się tydzień temu. Kobieta po prostu nie wyobrażała sobie, żeby stracić z kimś bliskim kontakt nawet na krótki tydzień. Szybko zaczynała tęsknić i twierdziła, że takie rzeczy mogą zepsuć relacje między ludźmi. Rozumiała jednak potrzeby ludzi bardziej niż ktokolwiek mógłby u niej to podejrzewać. Była wieczną optymistką, która jeśli sytuacja tego wymagała, mogła w jednej chwili z radosnej zmienić się na poważną i bezlitosną.
Po prostu była perfekcyjną matką, żoną, córką, babcią, siostrą oraz przyjaciółką..
-Mamo, kto przyszedł?- z głębi domu rozległ się ciekawy, dziewczęcy głos.
-Taemin z przyjacielem!- odpowiedziała. Reakcja na te słowa była natychmiastowa. Trójka w przedpokoju słyszała szybkie kroki, które z każdą chwilą przybierały na głośności, aż do momentu, w którym do zebrania dołączyła jedna osoba.
Niska, szczupła z kobiecymi kształtami, nie wiadomo po kim niebieskie oczy oraz ciemniejsze włosy od Taemin'a, wciąż jednak rude.
Spojrzała na zebranych z uśmiechem, a zza jej nóg wyjrzała dwójka dzieci, niesamowicie do siebie podobnych.
-Minnie, braciszku! Mógłbyś czasem zadzwonić, wiesz?- wyściskała chłopaka.
-Puszczaj, zła kobieto!- spojrzał na nią z wyrzutem i ulgą, gdy tylko go puściła. Wtedy zwróciła uwagę na Kibum'a.
-Jak się nie mylę, nazywasz się Kim Kibum, nie? Fajnie Cię wreszcie poznać, nazywam się Lee Chokyo- wyciągnęła ku niemu dłoń, którą ten uścisnął.
-No to w takim razie, ja będę się zbierał- uśmiechnął się. Pożegnał wszystkich i przeprosił, tłumacząc się, że wpadł tylko się przywitać i musi wracać do siebie. Zostało mu to wybaczone.
Kibum odjechał, zapowiadając napad na komunikatorze i SMS'ach, gdy tylko będzie u siebie. Taemin został sam ze swoją rodziną. Martwił się jednak o swoich siostrzeńców, którzy nie spuszczali z niego wzroku, uśmiechając się naprawdę wrednie.
-Brat, chodź do salonu albo pokoju. Nie będziemy stać w przedpokoju, nie?
Tym oto sposobem znalazł się w pokoju siostry z nią samą oraz dwójką dzieci, nie będąc pewnym czy się cieszyć, czy bać.
====================================
Dzisiaj krócej niż zazwyczaj, ale nie mam jak na razie pomysłów na to, co chcę teraz dokładnie napisać. Następnym razem będzie dłuższe.. Może..
Pokornie proszę o komentarze ;3

wtorek, 28 kwietnia 2015

Opętany cz. I

Meh... Jakie to stare xDD
Niebetowane, dodaję z fona. Specjalnie dla Netts, bo czekała od stycznia xD
Tradycyjnie miłego czytania ~Kim Naree
"Eksperci od spraw paranormalnych twierdzą, że jeżeli zobaczyłeś we śnie kogoś obcego, to oznacza to, że podczas snu przygląda ci się duch".
Minho wpatrywał się w ekran komputera coraz większymi oczami. Nigdy nie fascynował się sprawami duchów czy UFO, dopóki...
Dopóki nie ujrzał we śnie tej twarzy. Twarzy anioła. Karmelowe włosy opadające na czekoladowe, lśniące oczy. Blada, gładka cera. Chłopak, który mu się śnił, był po prostu IDEALNY. Ale był całkowicie pewien, że nigdy go nie widział.
Złapał komórkę, przypominając sobie osobę, która mogłaby mu pomóc. Jeśli nawiedzał go duch, to chciałby go zapytać, skąd zna tego chłopaka.
-Key? Ciągle bawisz się w wywoływanie duchów?
-Mówi się "cześć", wiesz? A poza tym tak, na co ci to?- zapytała urażona diva.
-Pamiętasz tego chłopaka, który wciąż mi się śnił? No to właśnie przeczytałem...- Minho powtórzył to, czego się dowiedział.
-Mówisz poważnie? Ty zawsze najbardziej trzymałeś się ziemi. Skoro aż tak martwisz się tym gościem, to...
-Key. Ja się nim nie martwię. Chcę wiedzieć, kim on jest. Dlaczego pojawia się w moich snach. Tyle.
-Jasne. Zadzwonię po Jjonga i Onew, Dino kiedyś mi już pomagał, a Kurczak jest potrzebny, bo ty będziesz spał.
-Co przepraszam?
-Dobrze słyszysz. Skoro duch obserwuje cię podczas snu, to możemy to wykorzystać.
-Dobra. Zostawiam to tobie. Kiedy?
-Dzisiaj w nocy. Do zobaczenia.
-Dzięki, o ile wstanę. Nara- Choi rozłączył się, zamykając oczy. Ale się wkopał.
Płomień świeczki migotał i chybotał się, usiłując rozgonić mrok, który panował na strychu. Trzech chłopaków siedziało przy okrągłym, czarnym stoliku. Jinki rozglądał się ze zdenerwowaniem.
-Czy coś nie powinno się dziać?
-Dajmy panu Żabie trochę czasu. O!- Key zadrżał, wyczuwając znajomą obecność. Jego oczy rozbłysły tajemniczym blaskiem.
-Nawet nie musieliśmy go wzywać... Ten ktoś naprawdę przywiązał się do Choi- mruknął, uchylając szerzej powieki. Czuł siłę tego stworzenia niemalże namacalnie.
-Witaj. Jak brzmi twe imię?- zapytał zmienionym głosem i obserwował, jak szklanka- wskaźnik przesuwa się po literkach. Powtórzył to nazwisko szeptem.
-Lee Taemin... To ty co nocy obserwujesz Minho?
Onew wziął głęboki oddech, gdy szklanka wskazała "TAK". Kibum westchnął.
-Jesteś duchem?
"NIE". Przygryzł wargę. Demon?
-Czym jesteś?
Wskaźnik zaczął się szybko przesuwać. "Obudźcie go". W pomieszczeniu zrobiło się zimno.
-Czym jesteś, Lee Taeminie?
"Obudźcie go". Zawiał ostry wiatr.
-Key... Może daj mu to, czego chce...- Jinki zadrżał. Starszy Kim poparł go, kiwając głową.
-Dobra, Dino, budź go.
Nie musieli już nic robić, bo Choi zerwał się z materaca, na którym spał. Wszystko stało się spokojne, a obecność zniknęła.
-Zniknął. Już po wszystkim, Minho.
-Kibum...- mruknął brunet, próbując się skupić.
-Bezużyteczny duch. Chociaż sądzi, że nie jest duchem. Pheh.
-Key...
-Że też daliście się zastraszyć- diva ofuknęła teraz dwóch pozostałych chłopaków.
-KIM KIBUM! MÓWIĘ DO CIEBIE!- wrzasnął Choi ze złością. Jonghyun, który chciał wstać od stolika, przewrócił się na ziemię.
-Co się stało?
-On nie zniknął. Siedzi obok mnie. I mówi do mnie.
Key zamarł. Zamknął oczy i jeszcze raz skorzystał ze swoich umiejętności medium. Musiał się naprawdę mocno skupić, by wyczuć cokolwiek. I nagle poczuł tę samą falę mocy płynącą... od chłopaka stojącego przy materacu.
-Minho... tylko nie panikuj, usiądź najlepiej...
-Co jest?
-Siadaj mówię. Przepraszam, jestem idiotą...
-Cholera, Key, co się stało???

-Minho... Zostałeś opętany.

sobota, 25 kwietnia 2015

Chance- Operacja: HunHan cz. 1

NAREE'S BACK
Ej, to nawet brzmi. Już słyszę ten szept xD
Annyeong, to znowu ja :3 Po długim zastoju twórczym postanowiłam opublikować ten nieszczęsny 1 rozdział. Nie wiem, czy przypadnie do gustu. Niebetowany, bo Dragon Alice odmawia współpracy. Wredota mała. W każdym razie: oto jest. No i myślę, że nadchodzi czas, w którym dodam "Opętanego".
Saranghae~
~Naree oppa
POV LUHAN


Siadłem przy stoliku, kładąc na nim tacę. Chyba pierwszy raz od miesiąca nie było tutaj Baekhyuna, którego dalej nie znosiłem. Nie potrafiłem zaufać komuś takiemu. Zniszczył życie Chanyeola, a potem nagle wrócił i był słodko- niewinny. Fuj, jakie to fałszywe.
            Zamiast tego przy stoliku miziali się Dyo i Kai. Po trzech miesiącach ich związku pogodziłem się z tym. Byli nawet słodcy, Jongin (tak, w końcu poznaliśmy prawdę) bardzo dbał o swojego chłopaka, miał wręcz fioła na jego punkcie. Sposób, w jaki na siebie patrzyli, był po prostu cukierkowy.
            Obok mnie siedział Yixing, wystukujący coś na smartfonie. Próbowałem mu zajrzeć przez ramię, ale zdzielił mnie w głowę.
-Nikt cię nigdy nie uczył, że nie wolno się wtrącać w czyjeś sprawy?- zapytał z irytacją.
-Z kim tak piszesz?- uniosłem brwi z ciekawością. Mój przyjaciel od kilku dni wręcz nie odrywał palców od ekranu.
-Nie twoja sprawa.
-Czyżbyś umawiał się na randkę ze swoim przystojnym korepetytorem?- uniosłem brwi, patrząc na stolik gangu. Kris też gapił się w komórkę.
-Nie. Mówiłem ci już wiele razy: on mnie tylko uczy, nic więcej. Pilnuj swojego nosa, jeleniu.
-Ej, Luhan. Może nie potraficie się dogadać z Baekhyunem, bo jesteście do siebie zbyt podobni?- Kyungsoo spojrzał na mnie, opierając głowę o ramię Kai'a.
-Czy ty coś insynuujesz?
-Że obydwoje wtrącacie się tam, gdzie nie powinniście. Z tym wyjątkiem, że on zajmuje się przy okazji swoim związkiem, a ty wciąż nikogo nie masz- Kim wytknął na mnie język. Prychnąłem.
-Dyo, każ swojemu chłopakowi trzymać język na wodzy.
-Oppa...- mruknął wspomniany, nieudolnie próbując ukryć rozbawienie. Taki przyjaciel!
-To jest meganiepoprawne- mruknął Xing, patrząc na tę dwójkę.
-Słodkie - sprostowałem, mimo wszystko zauroczony ich zachowaniem.
-Soo, możemy dzisiaj do ciebie wpaść? Lulu wciąż nie wyjaśnił Saeun czym jest abs, ja chciałbym poćwiczyć taniec z Taeminem, a przy okazji poobserwować gejozę kwitnącą w twoim domu- Zhang uśmiechnął się. Wielkooki pokiwał głową.
-To mi się wymyka spod kontroli. Key cały czas nawija o tym Jonghyunie, Minnie ogląda się za Minho, a to wszystko są jeszcze dzieciaki w podstawówce!
Parsknąłem śmiechem. Zabawne było, że chłopaka tak męczyły "problemy" w domu, podczas gdy sam dawał braciom i małemu przyjacielowi przykład, nie mogąc się odkleić od Kai'a choćby na sekundę.
-To wpadniemy po szkole... Prawda, Luhan?
-Ale... Praca...- przypomniałem.
-Żadna praca. Nei i Tao dzisiaj zajmą się kawiarnią, a po wizycie u mnie idziemy na imprezę. Jasne?- Dyo posłał mi zdecydowane spojrzenie. Oni coś knują! Jestem tego pewien!
-Eh... No dobra- burknąłem.
-Zobaczysz, będzie zabawa!- zapewnił mnie Lay. Bez wątpienia coś knują.

***********

           Uśmiechnąłem się do małej dziewczynki, która rzuciła się na mnie. Przykucnąłem, by wziąć ją na ręce.
-Hej, znowu urosłaś- zaśmiałem się.
-Luhan oppa! Yey! Myślałam, zie tylko Kai oppa będzie teraz przychodził. A on, jak przychodzi, to nawet się ze mną nie bawi, tylko zamykają się w pokoju z Kyungsio i siedzą tam cały czas! I unnie zawsze mówi "Nie przeszkadziaj im". Oppa, a cio oni tam robią?
Zamarłem, słysząc ten potok słów z ust czterolatki.
-Może... Pójdziemy zapytać ich o to?- wybrnąłem, słysząc śmiech Yixinga.
-Dobzie, oppa!- pisnęła Saeun. Wciąż niosąc ją na rękach, wszedłem do pokoju Soo. 
-Hej, chłopaki! Mała księżniczka ma do was pytanie!- zawołałem od progu.
-Zamilknij- mruknął Kai.
-Co jest?- zapytałem, zerkając na załamanego Kyungsoo.
-Mój kuzyn przyjeżdża...- jęknął.
-To fajnie! Kiedy?
-Za chwilę.
-Co?- wykrztusiłem, unosząc brwi.
-KaRya noona właśnie mi powiedziała... To daleki krewny, ostatnio widziałem go 8 lat temu i był okropny- mój przyjaciel skrzywił się.
-Kai, a ty czym się martwisz?
-Kuzyn i ciocia Soo są homofobami- wymamrotał chłopak.
-Co z tego? Aaaa... Czekaj... Łapię- mruknąłem. Trzasnęły drzwi. Milczący Yixing wymienił z chłopakami tajemnicze spojrzenia.
-Musimy odwołać wyjście na imprezę, co nie?- zapytałem z nadzieją.
-Nie. Najwyżej zabierzemy go ze sobą- powiedział Lay stanowczo.
-Cześć, hyung!
Wszyscy spojrzeliśmy w stronę drzwi i... odetchnęliśmy z ulgą.
-Cześć, Taemin- mruknął Dyo z lekkim uśmiechem.
-Minnie!- ucieszył się Zhang.
-Yixing hyung!- jasnowłosy chłopczyk radośnie podskoczył. Słodziak.
            Siedzieliśmy tak: ja chichotałem z Saeun, jednorożec i mały chłopiec ćwiczyli taniec, a KaiSoo tulili się do siebie i szeptali coś na ucho.
-Oppa, mogę cię umalować? Kyungsio oppa nigdy się nie daje, a ja chcę zostać kosmetyczką i nie mam jak ćwiczić!- wyjęczała dziewczynka.
-No dobrze- westchnąłem, patrząc, jak wybiega i wraca z kasetką.
-Stary, w co ty się wkopałeś...- zaśmiał się Lay, a Taemin zawtórował mu.
-Mnie też umalujesz?
-Na pewno, Taemin oppa?- zapytała radośnie. Skinął głową. Sae zaczęła ode mnie.
-Oppa, zamknij oczy- poleciła. Co miałem zrobić? Podporządkowałem się.
            Miałem na twarzy masę różnych kosmetyków. Słyszałem śmiechy przyjaciół.
-Gotowe!- oznajmiła przyszła kosmetyczka.
-Teraz ja!- wołał Taemin entuzjastycznie. Otworzyłem oczy i spojrzałem w lusterko.
-Boże...
-Ładna z ciebie laska, Luhan- Yixing puścił do mnie oczko.
-To nie jest śmieszne! Głupek!- zawołałem, powstrzymując śmiech.
-Wiesz, komu by się to spodobało? Sehunowi- dodał złośliwie Kyungsoo. Prychnąłem.
-Ej, chłopaki...- do pokoju weszła KaRya, za nią jakiś chłopak mniej więcej w naszym wieku i dziewczyna. Uniosłem brwi, bo na pewno nie była ciocią mojego kumpla.
-Wejdźcie... Na pewno sobie poradzicie, ja porozmawiam z ajummą- powiedziała starsza siostra Dyo i zostawiła nas samych z tajemniczą dwójką. Zapadła kłopotliwa cisza, przerywana tylko chichotami Taemina, gdy pędzelek od pudru łaskotał go w policzki.
-Cześć, jestem Choi Uija, a to Jo, moja dziewczyna- przedstawił się nam chłopak.
-Jestem Lu Han, to Zhang Yixing, Kim Jongin, Lee Taemin, Do Saeun, Do Kyungsoo... W sumie tyle- uśmiechnąłem się.
-Miło mi cię poznać, Lu- ten cały kuzyn Dyo mrugnął do mnie! W obecności swojej dziewczyny!
-Uija, nie chcę być wredny czy coś... Ale nasz Lulu wcale nie jest dziewczyną- zaśmiał się Lay. Oczy "nowego" powiększyły się.
-CO?
-Mała nie miała na kim trenować- mruknąłem z uśmiechem, słysząc chichot D.O.
-Właściwie to czemu witasz nas ty, a nie mój kuzyn?- zirytował się chłopak.
-Bo Dyo jest bardzo nieśmia...
-Spójrzmy prawdzie w oczy, po prostu wszędzie się wpieprzasz, jeleniu- uśmiechnął się słodko Jongin. Jo gapiła się na niego błyszczącymi oczami.
-Kai! Hamuj język przy dzieciach!- Soo trącił go łokciem, powstrzymując śmiech.
-Po prostu mówię na głos to, o czym wszyscy myślą.
-Siadajcie- powiedział gościom gospodarz. Dziewczyna cały czas otwarcie śliniła się do Jongina. Zastanawiałem się, ile Kyung wytrzyma bez złośliwego komentarza. Przyjrzałem się jej. Typowa laska jakiegoś bogatego luzaka. Cycki jak arbuzy, króciutka spódniczka i tona makijażu. Na Kai'a zupełnie to nie działało.
-Kiedy idziemy na imprezkę?- zapytał znudzony Lay.
-Przestań zrzędzić. Przed ósmą nas nie wpuszczą- przypomniał Dyo.
-Skąd wy się znacie?- zapytał Uija, wskazując na naszą czwórkę.
-Ze szkoły- odpowiedziałem szybko. Trudno by było mu wyjaśnić, że KaiSoo są parą. W końcu sam zauważy. Na mój twarz wypełzł radosny uśmiech.
-Xing, czemu nie jesteś na korepetycjach?
-Hę? Aha, korepetycje. Kris gdzieś wychodził.
-Zazdrosny jesteś?- zachichotałem, widząc jego minę.
-Ile razy mam ci jeszcze tłumaczyć? Między mną a Yifanem nie ma NIC.
-Na pewno?- uniosłem brew.
-Czy ty sugerujesz miłość między mężczyzną a mężczyzną?- zapytał wstrząśnięty Choi.
-Tae, Saeun, wyjdźcie się pobawić do salonu- mruknął cicho Kyungsoo. Dzieci pokiwały głowami i już ich nie było. Rozsiadłem się wygodnie na łóżku.
-Owszem, dokładnie to sugeruję. A co?- posłałem mu słodki uśmiech. Jo zrobiła wielkie oczy i patrzyła na swojego chłopaka, jakby się przestraszyła.
-To nienaturalne, niemoralne i obrzydliwe.
-Na jakiej podstawie tak sądzisz? Próbowałeś kiedyś?- teraz zaatakował Kai. Ok, nigdy wcześniej nie widziałem go tak wściekłego.
-Posądzasz mnie o bycie ciotą?
-Radzę ci uspokoić swojego chłopaka, zanim dojdzie do rękoczynów- syknąłem do Jo. Dyo na szczęście sam na to wpadł i zaczął prawie niezauważalnie gładzić wierzch dłoni Jongina, mamrocząc przy tym coś.
-Może bez takich ostrych słów- zwróciłem się do gościa.
-Bez ostrych słów? Takich popaprańców powinno się trzymać z dala od ludzi!
-Uija- głos czerwonowłosego zmroził powietrze. Chyba przeoczyłem moment, w którym role się zamieniły. Wielkie oczy, jeszcze przed chwilą uspokajające, teraz ciskały gromy.
-Kyung, o co chodzi? Twoi rodzice zawsze…
-...mówili, żeby kierować się uczuciami. Uczuciami, Uija, nie cyckami.
Przygryzłem wargę, starając się nie roześmiać. Cóż, bliżsi znajomi tego chłopaka wiedzieli, że poza słodyczą i niewinnością siedzi w nim mały diabełek.
-Co ty właśnie powiedziałeś?
-To, co usłyszałeś.
-Może… Chodźmy na imprezę- powiedział szybko Yixing, wyczuwając rosnące napięcie. Ja i Kai szybko mu przytaknęliśmy.

                   POV D.O.

            Kiedy Lay i Luhan poszli się wyszykować, zszedłem na dół, ciągnąc za sobą Jongina.
-Kyung! Szukałam cię!- zawołała KaRya.
-Gdzie ciocia?
-Bierze prysznic. Słuchajcie, chłopaki, jest sprawa…
Uniosłem brwi, bo wyglądała na spiętą.
-Coś się stało, noona?- zapytałem.
-Właściwie to mam taką prośbę… Żebyście tak się nie afiszowali ze swoim związkiem… Na czas ich wizyty.
-Ile tu będą?
-Ajumma mówiła coś o miesiącu, dwóch…
Zakrztusiłem się. Przez taki czas mam udawać, że nie ma mnie i Kai’a? Nas?
-Nie ma mowy.
-Kyung, to siostra taty… Znasz jej podejście do homoseksualizmu…
-I co rozumiesz przez „nieafiszowanie się”?- z każdym momentem coraz mniej podobało mi się to, co mówiła.
-Umpf. Teraz ta mniej przyjemna część. Koniec wizyt u siebie na noc. Zwykłe wizyty ograniczone do dwóch razy w tygodniu. Żadnego trzymania się za ręce, przytulania, o całowaniu już nie wspomnę. Ok?
Nie wierzę.
-Nie. Bardzo nie ok. Równie dobrze mogę od razu iść spakować walizki.
-Nie masz gdzie iść…- powiedziała moja siostra, ale w jej głosie dosłyszałem nutkę niepewności. Wtedy do rozmowy wtrącił się milczący dotąd Kai.
-Właściwie to ma- powiedział, obejmując mnie w pasie. Niech ktoś spróbuje powiedzieć, że mój chłopak nie jest najcudowniejszy na świecie.
-Nie gadajcie głupot… Puść go, ona w każdej chwili może tu przyjść…- syknęła, wiercąc się niespokojnie.
-Kkamjong, pomożesz mi z pakowaniem?- zacisnąłem zęby. Nie było opcji, żeby przez jedną osobę mój związek stał się czymś zakazanym w moim własnym domu.
-Kyungsoo, nie rób tego…
-Może wrócę, jak przypomnisz sobie o tym, jaka to ty tolerancyjna. Jesteś dorosła, a przejmujesz się tym, co inni powiedzą bardziej niż ja. Co ludzie powiedzą? Co powiedzą? Co oni powiedzą?- zadrwiłem, patrząc na nią. Nigdy bym nie pomyślał, że potrafiłaby się tak wyrzec czegoś, co zawsze uważała za normalne.
-Kyu…
Pobiegłem do pokoju i szybko złapałem swoje walizki, żeby spakować się przed wyjściem na imprezę.
            Zignorowałem łzy cisnące mi się do oczu i starałem się dalej przekładać ubrania.
-Nie musisz tego robić, Soo.
Westchnąłem cicho, czując delikatny pocałunek na swoim karku.
-Jak inaczej mam jej pokazać, gdzie może wsadzić sobie te durne zasady?
-Po prostu je olej.
Odwróciłem się, patrząc w oczy chłopakowi.
-Zabije mnie- szepnąłem, mimo woli uśmiechając się szeroko.
-Uważasz, że bym jej pozwolił?
-Olać zasady powiadasz…- pokiwałem głową z zadowoleniem.
-Dokładnie- także się uśmiechnął, delikatnie gładząc moje włosy.
-Kocham cię- mruknąłem po czym cmoknąłem go w usta.
-Ja ciebie też- przyciągnął mnie do siebie, odpowiadając na mój pocałunek.
-A fuj. Pośpieszcie się, bo Luhan nam zwieje- powiedział Yixing, stając w drzwiach.
-Jasne- skinąłem głową. Czas rozpocząć misterną Operację: HunHan.

sobota, 18 kwietnia 2015

,,Kto się czubi, ten się lubi" Rozdział 1, część 2

,,Kto się czubi, ten się lubi"
Sezon 1
Rozdział 1 -,,Pierwsze starcie"
Część 2
( 01.01 )
======================================
Taemin oparł się o jedną ze ścian na korytarzu, uważnie słuchając słów przyjaciela. Byli przy drzwiach sali, w której miała mieć miejsce kolejna lekcja, pełna powitań, zasad, ocen i kto wie czego jeszcze. Wcześniej, jak dobrze zapamiętał, było spotkanie z wychowawcą.. Albo i nie?
Ważne jednak to, że mężczyzna, który posiadał mnóstwo niepotrzebnego ciała miał nauczać ich fizyki. Irytujący przedmiot, irytujący nauczyciel, idealne dobranie.
-Jak myślisz, jakie będę lekcje z tym dziadem?- słysząc to pytanie, odwrócił się w stronę, z której dochodził dziewczęcy głos.
Przed oczami oczywiście zauważył dziewczynę, nieco wyższą od niego. Szare oczy i blond włosy z jaskrawym, czerwonym pasemkiem. Szczupła. Lekko opalona. Zaśmiał się, ponieważ gdyby była niższa mogłaby być w typie Kibum'a. Nie znał jednak charakteru, dlatego wstrzymywał się od podobnych myśli.
-Nudne. Chyba, że siedzisz z kimś, z kim możesz pośmiać się z faceta- Kim odpowiedział za rudzielca, zwracając tym na siebie uwagę dziewczyny, która uśmiechnęła się lekko. Pokiwała głową i otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć. Szybko jednak je zamknęła, prawdopodobnie myśląc nad wypowiedzią.
-W sumie to racja. Nie ma nic lepszego niż bycie w pobliżu zaufanej bądź zabawnej osoby, nie?
-Dokładnie.
Tae przyglądał się rozmowie, kiwając głową. Jego przyjaciel świetnie się dogadywał prawie ze wszystkimi. Potrafił świetnie przekonywać ludzi do swojej osoby.
Rudzielec pozwolił ich rozmowie ciągnąć się w nieznanym mu kierunku. Bardziej zainteresowały go oczy. Czekoladowe oczy wpatrzone w te należące do niego. Zamyślił się. Podejść? Zapowiedzieć swoją chwilową nieobecność? Czy lepiej zostać i zignorować te gardzące spojrzenie?
Myśli pędziły w różnych kierunkach, by znaleźć wady i zalety każdego wyjścia. Ale tylko jedno miało tak samo dużo plusów i minusów. Niezmiernie go też kusiło. Mianowicie..
Spojrzał na przyjaciela, który okazał się nadal zajęty rozmową z dziewczyną. Wziął głęboki oddech i cicho wycofał z towarzystwa. Odwrócił się w stronę właściciela czekoladowych oczu i ruszył w jego kierunku. Kilkanaście kroków później stanął dosłownie przed nim. Automatycznie zmarszczył brwi, by wyglądać nieco groźniej niż, jak się okazało, wyższy o prawie głowę chłopak. Zaraz jednak wrócił do normalnego ich ułożenia, uspokajając się i ogarniając w jakiej jest sytuacji.
-O co Ci chodziło?- spytał, wzdychając.
-Mi?- chłopak uśmiechnął się ironicznie.
-A to nie pan spojrzał na nas z tą pogardą?
-Możliwe.
-Więc czym sobie zasłużyliśmy albo co Ci chodziło po głowie, że tak na nas spojrzałeś?
-Nic szczególnego. Nie Twoja sprawa, mały..
Obaj mierzyli się spojrzeniami, jakby oceniając przeciwnika. Lee był zirytowany podejściem chłopaka, natomiast ten świetnie się bawił. Chyba.
Co z nim?
Taemin westchnął po raz któryś z rzędu.
Uno- był niższy.
Dos- ale i tak nadal dość wysoki.. Chyba..
Tres- to jednak nie wyjaśnia, czemu wyższy tak się zachował.
Cuatro- a mu te wyjaśnienia są należne, bo dotyczą jego.
I sam nie załapał, kiedy zaczął odliczać po hiszpańsku. Podniósł wzrok, znowu napotykając czekoladowe oczy. Zastanawiał się, co powiedzieć. Miał do wyboru dopytywanie, zganienie albo odpuszczenie. Chociaż.. Nie był do końca pewien, czy nie istnieje więcej opcji, czy po prostu nie miał siły myśleć w jego towarzystwie. Chłopak go irytował, to prawda, ale.. Nie chciał sprawiać sobie żadnych wrogów. Wolał być postrzegany jako zwykłego, dość optymistycznego nastolatka. Wielokrotnie słyszał, że ma przed sobą najlepszy okres życia. Marnowanie go przez nieprzyjazne mu osoby było nieopłacalne.
Rozejrzał się, szukając punktu, na którym mógłby zatrzymać wzrok i bez wahania kontynuować w jakiś sposób rozmowę. W końcu jednak przestał, rozumiejąc, że to bezcelowe działanie. Czuł się, jakby uciekał. Spojrzeniem. Tak też w rzeczywistości było.
-Jak się nazywasz?- zadał kolejne pytanie. W sumie, ciągle je zadawał. Od początku rozmowy, która niezbyt mu przypadła do gustu.
-Choi Minho- teraz to on zmarszczył brwi, nieco zdezorientowany. Taemin'owi wystarczyło. Miał dość towarzystwa tego chłopaka.
-Lee Taemin.
Kiwnął głową, siląc się na dalsze zachowywanie spokoju. Choi Minho. Kojarzył nazwisko.
Dzwonek zawiadomił młodzież na korytarzu o końcu przerwy. Wszyscy niechętnie zwrócili na niego uwagę i ustawiali się pod klasami. Minnie tymczasem odczuł niewyobrażalną ulgę. Mógł zakończyć rozmowę. Spojrzał na chłopaka, który.. jakby nigdy nic go wyminął, nie próbując nawet zaszczycić jego osoby żadnym spojrzeniem. Ani pogardliwym, ani obojętnym, ani ,co gorsza albo i lepsze, wesołym.
Co z nim jest do cholery nie tak?
Z tą myślą wrócił do przyjaciela, który zgromił go spojrzeniem, wypytując o pobyt. On jednak nie chciał mówić przyjacielowi o tym, co zaszło. Uratował się od gniewnego spojrzenia tekstem, że był w toalecie. Nawet jeśli Kim nie do końca uwierzył w te słowa, zrozumiał iż powinien przestać wnikać.
Dlatego wzdychając, niechętnie zatrzymał się przed zadaniem kolejnych pytań i przedstawił go nowo poznanej dziewczynie. Kim Naree jak się okazało, była tak samo rozmowna jak diva. W chwili, gdy wchodzili do klasy, byli całkowicie zajęci rozmową. Udało im się jednak znaleźć miejsca, by być jak najbliżej siebie. Rudzielec zajął tym razem miejsce przy oknie, dumny ze swojej decyzji. Przez okno widział dziedziniec, na którym zawsze ktoś siedział, niezależnie od tego czy były lekcje, czy ich nie było.
Każdy, kto usłyszał melodyjny, kobiecy głos, zwrócił się w stronę tablicy, napotykając przed nią nauczycielkę. Długie, czarne włosy do talii, niemalże biała cera i duże oczy. Uśmiechała się przyjaźnie.
-Dzień dobry wszystkim! Nazywam się Park Sekyo i będę nauczała was muzyki. Mam nadzieję, że się dogadamy!
W klasie było cicho. Nikt nie śmiał odezwać się, gdy kobieta coś mówiła. Nawet przyjaciele milczeli. Taemin domyślał się, że to przez urodę oraz głos kobiety. Nie podejrzewał, by zachowanie uczniów było spowodowane innym powodem niż zachwytem.
Po chwili jednak dotarło do niego coś innego. Dostali plany lekcji na pierwszych zajęciach, ale nawet nie zerknął na ten maleńki świstek. Dlatego był teraz tak bardzo zdziwiony. Od zawsze uwielbiał muzykę. Miał niesamowite wyczucie rytmu, co sprowadzało się do dwóch rzeczy: potrafił śpiewać oraz tańczyć. Oczywiście w tym drugim był całkowicie nieprzeciętny. Co do śpiewu.. Poza Key'em oraz rodzicami nikt nie słyszał jego głosu. Dlatego na ten temat siedział cicho.
Kiedy został szturchnięty w ramię przez kumpla, zaprzestał rozmyślania. Zauważył też, że uczniowie normalnie się miedzy sobą porozumiewali, a kobieta ustawiała coś w radiu. W końcu po klasie rozeszła się jedna z bardziej znanych piosenek, w którą wszyscy wczuli się bardziej niż powinni. Jedyną osobą, która siedziała cicho i nie próbowała nic zaśpiewać, był Choi. Rudzielec czuł się jakoś obojętnie. Podążył jednak za przyjacielem i wydał z siebie pierwsze, pewne dźwięki, skupiając na sobie uwagę kilku osób, łącznie z panią Park, która bez zbędnych ceregieli podeszła do niego i poprosiła cicho, by został na chwilę po lekcji. Kibum uśmiechnął się szeroko, kontynuując śpiewanie. Kobieta zwróciła się do niego, nieco go dezorientując. Słysząc krótkie TY TEŻ, zamilkł. Naree tymczasem zdawała się być zadowolona.
W przeciwieństwo do Choi, który jak każdy domyślał się, o co nauczycielce chodziło, gdy mówiła o zostanie po lekcji przyjaciół. On czuł tylko irytację, zmieszaną z pogardą. Sam nie wiedział jednak co wywołało te drugie uczucie. Siedział więc cicho, obserwując całą sytuację i zachowanie innych. Czekał na dzwonek, który wyratuje go od dłuższego przebywania w klasie.
---------------------------------------
Dzwonek rozbrzmiał w uszach każdego ucznia. Wszyscy wlekli się z wyjściem, żegnając nauczycielkę, która odpowiadała im uśmiechem. Stała pod tablicą zmywając fragment tekstu napisanego przez jakiegoś ucznia. Przy niej stał Choi, wyglądający na nieszczęśliwego przez to, że w pewnym momencie również został poproszony o zostanie po lekcji. Taemin doskonale widział, jak w pewnym momencie Minho przełamał się i zaśpiewał jakiś fragment piosenki. Nie umknęło to również kobiecie.
Klasa opustoszała. Została tylko dwójka przyjaciół, Choi i pani Park.
-Dobra, nie chcę zabierać wam zbytnio przerwy więc..
-Już i tak to pani zrobiła- przerwał kobiecie, niezrażony krytykującym spojrzeniem.
-Przestań zachowywać się jak buc i słuchaj, matole- powiedział żartobliwie Kibum. Taemin przełamał się i mniej więcej wyjaśnił krótko swą nieobecność na przerwie. Key westchnął jedynie, twierdząc, że Choi nie wyglądał na złego i że zdania zmieniać nie będzie, bo niedługo chłopakowi przejdzie. Minnie wiedział jednak swoje.
-Wracając do rzeczy... Za jakiś miesiąc jest konkurs muzyczny i chciałabym poprosić was o założenie grupy. Świetnie śpiewacie i pewnie nieźle się też możecie dopełniać. Nie wiem co chcecie robić w przyszłości, ale jeżelibyście wygrali ten konkurs, moglibyście przez jakiś czas śpiewać w jakiś knajpach, barach i zarabiać niezłe pieniądze, dlatego.. Proszę, zastanówcie się i dajcie mi znać i później postanowimy, co dalej.
W ten oto sposób trójka nastolatków wyszła w dziwnym nastroju z sali, nie wiedząc w sumie jak zareagować na informację i propozycję kobiety.
Kibum czuł się niepewnie, gdy Choi i Lee byli w swoim towarzystwie. Tymczasem oni.. Byli rozdarci, pomiędzy chęcią osiągnięcia czegoś w branży muzycznej, a.. rzuceniem się sobie do gardeł.
========================================
I oto 2 część rozdziału 1. Mam nadzieję, że przypadła komuś do gustu.
Pokornie proszę o komentarze =^.^=

wtorek, 7 kwietnia 2015

,,Kto się czubi, ten się lubi" Rozdział 1, część 1

,,Kto się czubi, ten się lubi"
Sezon 1
Rozdział 1- ,,Pierwsze starcie"
Część 1
( 01.0,5 )
=====================
Lee Taemin usiadł na skraju łóżka, przecierając zaspane oczy i odgarniając rudy kosmyk. Pomimo wieloletnich pobudek o wczesnych godzinach, nadal samo wstanie z posłania graniczyło z cudem. Chwycił telefon w dłoń i wyłączył alarm, który zdołałby obudzić nieboszczyka. Przy okazji zerknął na godzinę, nie będąc pewnym, czy wyrobi się z czasem.
Szybko został wyprowadzony z chwilowej niepewności.
-Kurwa mać!- wrzasnął, mając wrażenie, że ktoś wylał na niego kubeł lodowatej wody. Całkowicie rozbudzony wstał z łóżka i skierował w stronę szafy, gdzie szybko wybrał jakieś wygodne ciuchy. Czerwone, luźne spodnie i biały podkoszulek w czarne paski dobrze się ze sobą komponowały. Lee uwielbiał nakładać do tego połączenia pewną bluzę, co zrobił i tym razem. W międzyczasie zadzwonił do swojego najlepszego przyjaciela, kładąc telefon na biurku z włączoną opcją głośnomówiącą.
-Kibum, pomocy!
-Co jest młody?- zaśmiał się, słysząc ton rudzielca.
-Zaspałem..!- te wytłumaczenie spotkało się z jeszcze większym śmiechem po drugiej stronie słuchawki. Chłopak już chciał ofuknąć przyjaciela, że nie ma w tej sytuacji nic śmiesznego, ale w ostatniej chwili powstrzymał się przed tą czynnością. Kim Kibum już wyjaśniał powód swojego rozbawienia.
-Minnie, mamy dziś wolne, zapomniałeś?
Blondyn stanął jakby sparaliżowany.
Wolne..?
-Jak to?
-Przecież mówiłem Ci wczoraj, że jakieś chwilowe problemy w szkole mają i postanowili, że nie ma co sprowadzać nas do niej dzisiaj.
Lee rozluźnił się, postanawiając usiąść na łóżku. Chwila spokoju nie trwała jednak zbyt długo. Blondyn przypomniał sobie o drobnym fakcie, a dokładniej o tym, że.. poprzedniego dnia nie rozmawiał z Key'em. Słowa przyjaciela uświadomiły go również o tym, że nieświadomie podzielił się swoim spostrzeżeniem.
-Teraz na poważnie. Minnie, czekam pod domem, spiesz się.- zachichotał. Taemin wyjrzał przez okno, zauważając samochód i oczekującego nastolatka z telefonem przy uchu, który natychmiast mu pomachał na powitanie. Rudzielec chwycił torbę w dłoń i błyskawicznie przygotował się do wyjścia.
Wybiegając z domu niemalże nie usłyszał głosu zatroskanej matki, pytającej o drugie śniadanie.
Odpowiedział jej krótkim i znanym zdaniem:
-Nie jestem głodny.
W rzeczywistości jednak był. Nie miał jednak czasu na posilenie się czymkolwiek. Wsiadając do auta rzucił przyjacielowi złowrogie spojrzenie. Przyjaciel tylko przewrócił kocimi oczami, które oczywiście podkreślił czarną kredką.
-To jedziemy. Kanapki masz w schowku.- uśmiechnął się po raz kolejny, tym razem jak do młodszego brata. Chociaż.. Znali się od lat dziecięcych i wielokrotnie składali sobie dawniej obietnicę, że już na zawsze będą braćmi.
Kibum odpalił samochód, który natychmiast ryknął, wprawiając nieprzyzwyczajonego Taemin'a w lekki szok. Auto było nowe, mógł się tego spodziewać, prawda?
Zaskoczenie szybko jednak minęło na rzecz zachwytu znalezionym w schowku mlekiem bananowym. Z radością zabrał się za opróżnianie kartonika. Wydało mu się smaczniejsze niż wcześniej.
-Key~?
-Tak, Minnie?- spytał, wiedząc, że nie jest już narażony na śmierć ze strony Tae.
-I tak zginiesz marnie- powiedział, pałaszując kanapki. Kibum zbity z tropu postanowił skupić się na drodze. Wolał nie czuć zawiedzenia faktem, że młodszy chłopak jednak nie zapomniał pod wpływem zetknięcia się z mlekiem bananowym, o wcześniejszej sytuacji. Po chwili obaj eksplodowali niepohamowanym śmiechem. Pierwszy dzień szkoły zapowiadał się świetnie.
--------------------------
Chłopcy wysiedli z auta, które Kibum zamknął. Wydało charakterystyczny dla blokady dźwięk, na co obaj kiwnęli głową i ruszyli ku głównemu wejściu. Przekraczając je, spotkali się z masą ludu.
Jakieś zebranie, czy jak?
Taemin rozejrzał się, szukając jakiejś luki między zebranymi. Bez skutku. Wyglądało to tak, jakby musieli stanąć akurat tutaj, aby przybyli nie mogli przejść. W rzeczywistości, gdzieś pośrodku tłumu stała jakaś dziewczyna, którą z łatwością zdołał usłyszeć. Powitanie w nowym roku szkolnym było raczej czymś codziennym, nie rozumiał więc po co wszyscy stoją i słuchają tak uważnie.
-Dobra ludzie, niektórzy też chcą przejść!- wrzasnął Kibum po nabraniu mnóstwa powietrza. Lee przez chwilę zapomniał o obecności przyjaciela. Wszyscy spojrzeli zdziwieni na właściciela kocich oczu, zaraz jednak rozstąpili się, tworząc lukę, którą przyjaciele przeszli. Kim szedł z dumnie wypiętą klatką piersiową, a Taemin z trudem powstrzymywał śmiech.
-Nieźle, Key.
-Wiem. No to idziemy do klasy, nie? Nie ma co zwlekać, za chwilę dzwonek..
-Jasne- kiwnął rudzielec, wyrównując krok z Kim'em. Starszy wydawał się doskonale wiedzieć gdzie idzie, dlatego postanowił się na niego zdać. Po niecałej minucie zrozumiał, że miał rację. Stali pod drzwiami sali, w której zaraz jakiś nauczyciel zacznie prowadzić lekcję.
Kibum wymienił spojrzenie z rudzielcem. Biorąc wdech popchnął drzwi i wszedł do pomieszczenia. Taemin podążył za nim. W środku stanął przy szatynie i rozejrzał po klasie. Zaśmiał się cicho. Ludzie już potworzyli grupki, a niektórzy po prostu latali po kilku, poznając nowych znajomych i możliwe kolejnych przyjaciół. Czyli to, co zwykle. Ledwo wymienili kolejne spojrzenie, gdy zadzwonił dzwonek oznajmujący lekcje. W mgnieniu oka ławki zostały pozajmowane. Dwójka przyjaciół szybko rozejrzała się za jakimiś wolnymi miejscami, byle być jak najbliżej siebie. Znaleźli. Pędem ruszyli w ich kierunku i usiedli, kładąc torby przy nogach ławki, którą zajęli. Nauczyciel wkroczył do klasy, rozpoczynając mowę wstępną..
Mocny, ale i zakatarzony głos mężczyzny upewnił Taemin'a, że przerwa po lekcji będzie wypełniona śmiechem.
Mężczyzna stał przy środku gigantycznej tablicy, witając klasę. Rudzielec uważnie go obserwował, próbując nie zachichotać. Łysa, błyszcząca od światła głowa, świńskie oczka i brak szyi to tylko część przyszłych żartów z nauczyciela. Guziki jego koszuli wydawały się zaraz odskoczyć i ukazać to, na czym się trzymała. Obszerne spodnie tymczasem wyglądały na nieco.. za małe. Taemin spojrzał w bok, po klasie, która z trudem powstrzymywała się od śmiechu. Chłopcy rzucali do siebie liściki i tak samo jak dziewczęta, wymieniali rozbawione oraz zniesmaczone spojrzenia.
Jeszcze przez chwilę rozglądał się po klasie, gdy poczuł jak towarzysz z ławki szturcha go w ramię. Natychmiast poświęcił mu swoją uwagę.
-Zero elegancji, zero stylu. Jak mogli to tu wpuścić?- zacmokał, kończąc swoją cichą uwagę.
-Nie mam pojęcia, diva- uśmiechnął się wrednie, zerkając na mężczyznę z nadzieją, że nie zauważy masywnej głowy wpatrzonej w ich ławkę.
-Ja Ci dam diva!- zagroził, jednak Minnie wiedział, że słodkie oczka uratują go od rychłej śmierci z rąk kumpla.
Nikt nie spostrzegł, że lekcja dobiega końca, do momentu, w którym dzwonek oznajmił przerwę. Poza przyjaciółmi i jakimś obcym im kolesiem, wszyscy pospiesznie opuścili klasę. Obcy rzucił im zaciekawione spojrzenie, którego nie przegapili. Zaciekawienie w czekoladowych oczach tamtego, zmieniło się w pogardę, gdy napotkał oczy Taemin'a.
Zaraz jednak chłopak opuścił salę, zostawiając zdziwionych przyjaciół.
-A temu co?
-Nie mam pojęcia, Key.
Kiedy opuścili pomieszczenie, wrócili do normalności, niemalże zapominając o zdarzeniu, które wcześniej zaszło.
================================
A więc.. Dobry wszystkim, "czytacie" mnie dopiero po raz drugi, ze względu na moje lenistwo i niepisanie czegokolwiek. Postanowiłam, że zacznę pisać jakieś opowiadanie i padło na to.. Mam nadzieję, że się spodoba! ^^

Chance- aż do końca

W ramach bonusu poświątecznego (i mobilizacji mnie do ruszenia tyłka ;_;) dzisiaj rozdziały XII-XIV w jednym poście! Z tym postem ogłaszam też miesięczną (woah, ciekawe, czy wytrzymam) przerwę od historii naszych drogich bohaterów "Chance". Prawdopodobnie zaczną się pojawiać one-shoty, a może nawet uda mi się opublikować "Good boy, bad..." 
Trzymajcie za mnie kciuki. 
~Naree


-Jak to kogo? Kyungsoo- Kai spojrzał na mnie entuzjastycznie.
-I myślisz, że ci pozwolimy? Jesteś szaleńcem- prychnął Yixing.
-Wolę określenie człowiek z wyobraźnią”. O nieobecności się nie martwcie, Suho już je usprawiedliwił. Co by tu jeszcze dodać? Aha, Baekhyun, dzisiaj twoja kolej na pranie. Chyba to już wszystko- ciemnowłosy bez najmniejszego problemu wziął mnie na ręce.
-Puść go!- zawołał Luhan.
-Sam se pierz swoje brudne i spocone ciuchy- oburzył się Baek.
-Nara!- zawołał chłopak i wciąż trzymając mnie na rękach wybiegł ze szkoły. Przez drzwi do stolików na zewnątrz, przez boisko, park, aż do lasu. Szkoła była przecież na granicy z parkolasem, w którym naprawdę łatwo było się zgubić.
-Kkamjong! Co robisz!- śmiałem się, obejmując go za szyję, żeby nie spaść.
-Robię ci niespodziankę- ostrożnie postawił mnie na ziemi i wyciągnął z plecaka mój płaszcz. Spojrzał na niego krzywo.
-Zmarzniesz- stwierdził, rzucając mi ubiór. Szybko się otuliłem, a on założył kurtkę.
-Jezu… Luhan mnie zabije!- śmiałem się. Zawtórował mi.
-Może Daj mi telefon- poprosił. Kiedy spełniłem prośbę, zaczął grzebać mi w kontaktach.
-Lulu? Serio?- zaśmiał się i wcisnął połączenie- Halo? Lu Han? Mówi Kai. Czy mógłbyś dać na głośnomówiący, żebyście wszyscy mnie słyszeli? Dzięki. Chciałem wam tylko powiedzieć, że D.O. nic nie grozi i zobaczycie go dzisiaj w Luhanladzie w nienaruszonym stanie. I Baekhyun, naprawdę masz wyprać te ciuchy.
Zaśmiałem się cicho.
-Tak, jest tu ze mną. Tak, to on się tak śmieje. Soo, powiedz im coś, bo chyba myślą, że cię zamordowałem- podał mi na chwilę telefon.
-Cześć, chłopaki- nagle usłyszałem masę wrzasków. Większość chyba należała do Luhana.
-Dyo-ah? To było w planach od początku, nie?- chichotał Baekhyun.
-W planach Kai’a owszem. Uspokoisz ich jakoś?
-Jasne.
-Co to ma być? Uciekaj stamtąd!- znowu Lu.
-Hej, wyluzuj, Jeleniu. Nie mam jak. Nawet okup tu nie pomoże. Musicie przetrwać jakoś to pół dnia. Będzie dobrze. A teraz kończę. Pa!- szybko rozłączyłem.
-Żyjesz?- Jongin znowu wziął mnie na ręce.
-Jasne. Czemu mnie nosisz?
-A czemu nie? Tak jest zabawniej- powiedział, ruszając w sobie tylko znanym kierunku. Zacząłem przyglądać się jego twarzy. Z każdą kolejną chwilą zakochiwałem się w nim coraz bardziej.
-Oppa? Kim jest Suho?- zapytałem z zaciekawieniem.
-Przewodniczący samorządu uczniowskiego. W praktyce może wszystko. Jest moim starym kolegą, więc z nieobecnościami nie mam problemów. Wiesz, że uwielbiam, gdy tak do mnie mówisz?- uśmiechnął się lekko.
-Kkamjong oppa- zamruczałem. Miałem głowę dosyć blisko jego serca, więc natychmiast usłyszałem, że zadudniło. Czy możliwe, że odczuwał to samo, co ja?
-Co chciałbyś robić?- zapytał szybko, widząc, że zauważyłem. Dłuższą chwilę milczałem, zastanawiając się.
-Hmmmm… Ostatnio nie dokończyliśmy bubble tea- powiedziałem.
-Dobry pomysł- posłał mi jeden ze swoich ślicznych uśmiechów. Przeszedł jakimś tajnym skrótem i chwilę później byliśmy koło kawiarenki Luhana.
-Jak… Jakim cudem…- gapiłem się na niego szeroko otwartymi oczami. Delikatnie cmoknął mnie w usta. Gdyby nie to, że byłem nad ziemią, najpewniej ugięłyby się pode mną nogi.
-Znam ten las lepiej niż ktokolwiek inny. Jak przyjdzie wiosna, pokażę ci kilka pięknych miejsc- uśmiechnął się i postawił mnie na chodniku. Wspólnie weszliśmy do Luhanlandu.
-Ojej! Jesteście!- zawołał radośnie Tao.
-Cześć. To samo co ostatnio. I jak Luhan przyjdzie, to nas nie widziałeś.
-Jasne- uśmiechnął się chłopak.
-Skąd wy się znacie?- zapytałem. Ciekawość zżerała mnie od środka.
-Trenowałem z Krisem wushu. Kilka razy byłem u niego w domu i poznałem całą hałastrę.
-Ahaaaa…- skinąłem głową. Kai odebrał zamówienie i wybrał jakiś prywatniejszy stolik.
            Siedzieliśmy i popijaliśmy bubble tea z jednego kubka. Jongin splótł nasze palce.
-Podtrzymujemy kłamstwo, tak?
Chwilę walczyłem sam ze sobą.
-Oppa, czy kłamstwo może się czasami stać prawdą?
Nie odpowiedział mi. Powoli, ze strachem, uniosłem wzrok. Co, jeśli się myliłem? Jeśli mi się tylko wydawało?
Patrzył na mnie z fascynacją, niedowierzaniem, radością i miłością?
-Soo, czasami kłamstwo od początku jest niezauważoną prawdą- powiedział cicho, głaszcząc moją dłoń. To jest… Czy on właśnie
-KYUNG! TY ŻYJESZ!- coś rzuciło mi się na szyję. Nigdy nie miałem tak wielkiej ochoty na zabicie Luhana. Po minie Kai’a poznałem, że czuł mniej więcej to samo.
-Co wy tu robicie?- zapytał, piorunując wzrokiem rozbawionego Chanyeola i uśmiechającego się przepraszająco Baekhyuna.
-Suho hyung nas puścił. Obiecałem, że umówię go z Chenem, jak się zgodzi. Szach mat, porywaczu-debilu - Lu wytknął na niego język.
-Sorry- wyszeptał do nas bezgłośnie Baek.
-Więc spa~daj- zanucił Chińczyk. Jongin rzucił mi ostatnie spojrzenie i wyszedł.
-Możesz już ze mnie zejść?- zapytałem, patrząc na blondyna. Tylko spokojnie. On nie wiedział, że źle robi. Myślał, że mi pomoże.
-Jasne. Lay kazał przeprosić, że go nie ma, ale zaraz po lekcjach ma korepetycje. Kujon.
-Po prostu Kris mu się spodobał- ocenił Chanyeol.
-Myślisz?- jelonek uśmiechnął się, przysiadając na krawędzi krzesła.
-Dyo-ah, chodź na chwilę. Zamówimy bubble tea- powiedział Baekhyun. Chwilę później staliśmy w kącie, z dala od zgiełku.
-Naprawdę cię przepraszam.
-Nie gniewam się- mruknąłem, bezmyślnie patrząc na swoje dłonie.
-Próbowałem powstrzymać tego ogłupiałego jelenia, ale on jest strasznie uparty
-Baek-ssi, nic się nie stało- powtórzyłem.
-Na pocieszenie powiem ci, że to nie ty będziesz siedzieć z Kai’em dzisiaj wieczorem, kiedy będzie chciał wszystkim pourywać głowy.
Miałem go znowu uspokoić, ale nagle mnie oświeciło. 
-A może jednak?- uśmiechnąłem się szeroko. Na jego twarzy pojawił się wyraz zrozumienia.
-Wiesz, stary, jesteś genialny- powiedział radośnie.
-Oczywiście, że jestem.
-Ej, chłopaki, mieliście nam kupić picie, a nie plotkować!- zawołał Luhan.
                                   POV YIXING
            Wyszedłem ze szkoły, rozglądając się. Ciekawe, czy chłopaki znaleźli już Dyo.
-Hej! Mały!- ktoś stuknął mnie w ramię. Uniosłem głowę do góry, na uśmiechniętego Krisa.
-Ile razy mam ci mówić…
-Oj tam, przestań zrzędzić. Idziemy czy nie?
-Przeżyjesz tę ujmę na swojej godności? Ty i kurczaki- zaśmiałem się cicho. Posłał mi rozbawione spojrzenie.
-Jakoś… Skoro wszyscy je jedzą, nie mogą być takie złe.
            Piętnaście minut później siedzieliśmy w KFC i rozmawialiśmy. Dawno już przeszliśmy na chiński, w końcu to był nasz język. Pogryzałem kurczaka, a chłopak patrzył na mnie z zaciekawieniem.
-Spróbuj- podsunąłem mu kubełek.
-No nie wiem… Jakoś nie czuję się przekonany.
Przewróciłem oczami, po czym złapałem skrzydełko.
-Powiedz „aaa”- mruknąłem z uśmiechem. Zaskoczony Yifan posłusznie otworzył usta i ugryzł. Jego twarz powoli rozjaśniała się.
-Dobre- przyznał z uznaniem. Uśmiechnąłem się do niego.
-Widzisz? Mówiłem.
Po chwili oboje jedliśmy, rozmawiając na najróżniejsze tematy. Przede wszystkim o Kanadzie, gdzie Kris się wychowywał. Zapytałem go, czy w takim razie pomógłby mi jeszcze z angielskim, bo nie szło mi za dobrze w mówieniu i czytaniu.
-Właśnie! Nauka! Siedzimy tu jakąś godzinę, a nawet nie tknęliśmy podręczników.
-No dobrze, ge- mruknąłem. Wyciągnęliśmy historię i Wu zaczął mi coś tłumaczyć. Starałem się go słuchać, ale po chwili słowa zlały się w jedno, a ja skupiłem się na wyglądzie swojego korepetytora. Emanował silną, męską aurą, był nieco przerażający. Ale coś w tym mnie przyciągało. To było dziwne, nigdy wcześniej nie czułem czegoś takiego. Zwłaszcza w stosunku do faceta.
-Ej, mały, słuchasz mnie w ogóle?
Wyprostowałem się gwałtownie.
-P-przepraszam, ge… Zamyśliłem się.
-Zauważyłem. 
-Po prostu historia jest taka nuuudna…- jęknąłem, wznosząc oczy do sufitu. Zaśmiał się cicho, sięgając po kawałek kurczaka.
-Nie mów tak od samego początku. Postaraj się skupić.
Westchnąłem z niezadowoleniem i wróciliśmy do nauki.

                   Rozdział XIII- POV D.O.
            Wieczorem po pracy razem z Baekhyunem pojechaliśmy do niego. Mieszkał razem z przyjaciółmi w wysokim wieżowcu. Wjechaliśmy na 13 piętro windą. 
-Jest jedno mieszkanie na każde piętro. Więc mieszkam pod jakże szczęśliwą trzynastką.
Uśmiechnąłem się pod nosem, gdy otworzył drzwi. Od razu widać było, że mieszkało tu czterech chłopaków. W korytarzu stało około dziesięciu par butów, a w nieoddzielonej ścianą kuchni pełno było brudnych naczyń. Dodatkowo na stole siedziała jakaś… dziewczyna? Musiałem się chwilę zastanowić, zanim na 100 % stwierdziłem jej płeć. Rapowała cicho razem z wykonawcą w radiu nastawionym na jakąś stację muzyczną.
-Siemka, Baek- rzuciła.
-Cześć, Amber. Dyo, to jest Amber. Przyjaciółka Kai’a, nasz dobry anioł. Czasami nawet zgadza się nam gotować- uśmiechnął się chłopak. Na słowa przyjaciółka Kai’a” zesztywniałem. Tylko tyle? Czy może jest między nimi coś więcej?
-Hej- powiedziałem cicho, mierząc ją uważnym spojrzeniem.
-Gdzie są wszyscy?- spytał Byun, rozglądając się.
-Kris jeszcze nie wrócił z tych całych korepetycji, Sehun wyszedł na imprezę, trochę pomaca i przyjdzie, a do pokoju Jongina radzę się nie zbliżać. Wrócił tak wkurwiony, że stłukł trzy talerze, wywalił stołek przez okno i jeszcze na mnie nawrzeszczał.
-Aż tak?- uśmiechnął się Baekhyun.
-Co cię tak bawi? To ja musiałam przepraszać panią Lee za to, że na jej tarasie, w jacuzzi, znalazł się plastikowy designerski stołek- narzekała czarnowłosa.
-Dyo, idź do niego lepiej. Pierwsze drzwi po prawej, te w czarnym kolorze- mruknął chłopak. Skinąłem głową i bez słowa ruszyłem tam. Nawet nie trudziłem się pukaniem. Bezgłośnie otworzyłem drzwi i wszedłem na palcach do środka.
            Pokój mojego przyjaciela był dość duży i jasny. Na ścianach wisiały plakaty różnych znanych piosenkarzy, piłkarzy i tancerzy. Kai miał też profesjonalny sprzęt muzyczny. Uśmiechnąłem się lekko. Pomieszczenie dokładnie odzwierciedlało jego. Właśnie, gdzie Mój wzrok spoczął na chłopaku w kącie. Patrzył przez okno i tylko lekko drgnął, słysząc delikatne trzaśnięcie drzwiami.
-Nie, Amber, nie mam zamiaru wychodzić. A jeśli Baek już przyszedł, to przekaż mu, że ma czekać na bolesną śmierć- powiedział cicho. Wow, naprawdę jest w złym humorze. Stanąłem tuż za nim i dotknąłem nosem jego szyi. Odwrócił się i spojrzał na mnie wielkimi ze zdziwienia oczami. Pierwszy raz naszły mnie wątpliwości.
A jeżeli źle zinterpretowałem jego słowa?
Czy teraz mnie porzuci?
                                   POV BAEKHYUN
            Z całej siły powstrzymywałem się od podsłuchiwania.
-To on? TEN Dyo?- Amber uśmiechnęła się z niedowierzaniem.
-Tak. A co?- uniosłem brwi. Dziewczyna pokręciła głową.
-Nie wiem… Taki niepozorny… I jak na mnie patrzył, jakby chciał mnie zabić!
-Wydaje mi się, że był zazdrosny- rzuciłem z uśmiechem, siadając na blacie kuchennym.
-Że niby o co?
-Przedstawiłem cię jako przyjaciółkę Kai’a. To wtedy zaczął się tak na ciebie patrzeć.
-A Jongin od powrotu wyrzucał sobie, że niepotrzebnie powiedział mu za dużo Oni są jak dzieci bawiące się w chowanego.
-Też tak sądzę!
-A jak tam z Chanyeolem?- zapytała, schodząc ze stołu i wstawiając wodę na herbatę.
-Świetnie O wiele łatwiej mi się żyje, kiedy nie boję się przyznać, że go kocham- uśmiechnąłem się szerzej na samą myśl o swoim gigancie.
-Och, błagam cię. Tylko bez takiego cukru, bo będę rzygać - jęknęła. Rzuciłem w nią ścierką, którą akurat miałem pod ręką, po czym złapałem za komórkę.
-Halo? Channie?- zaświergotałem do słuchawki.
-Baekkie? Znowu znęcasz się nad Amber?- w głosie chłopaka usłyszałem rozbawienie zmieszane z czułością.
-Shhhh. Chciałem po prostu usłyszeć głos najukochańszej osóbki pod słońcem- uśmiechnąłem się, widząc minę dziewczyny.
-Biedna. Znowu będzie rzygać tęczą. Ale i tak cię kocham.
-Ja ciebie też.
-Ale ja cię bardziej.
-Wcale nie, bo ja cię bardziej- zaśmiałem się cicho, przygryzając wargę.
-Co ty na to, żeby dokończyć tę rozmowę jutro przed lekcjami?
Zamarłem, kiedy zrozumiałem, o co mu chodzi.
-G-gdzie?- zapytałem, czując przyjemny dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa.
-Wezmę od Suho hyunga klucze od jakiejś wolnej sali- jego głos zmienił się, był teraz niski i dudnił mi w czaszce.
-Jezu, błagam, tylko nie mów, że świntuszycie przez telefon- syknęła Amber. Gestem kazałem jej się uciszyć.
-I co dalej?- zadrżałem.
-I naszą rozmowę będziemy kontynuować na biurku nauczyciela Kiedy będziemy jednym Prawda, Baekhyun?
Od samego tonu, jakim mówił, zrobiło mi się ciasno w spodniach. Dodatkowo jeszcze wypowiedział moje imię… Wydałem z siebie stłumiony jęk.
-P-prawda.
-To do zobaczenia jutro. Kocham cię.
-Ja ciebie też- mruknąłem. Rozłączyłem się szybko, a dziewczyna obok zmierzyła mnie rozbawionym spojrzeniem.
-Fuuuj… Nie znoszę cię. To obrzydliwe- prychnęła, podając mi herbatę. Posłałem jej rozkojarzone spojrzenie. Słowa Chanyeola wciąż brzmiały mi w uszach, powodując przyjemne drżenie całego ciała.
Kurwa mać, nie wytrzymam do jutra.
-Yeol?- rzuciłem do słuchawki, wychodząc z kuchni.
-Tak coś czułem, że to ty.
-Przyjedź po mnie. Już- zignorowałem jego rozbawienie. 
-Ktoś tutaj się napalił.
-Nawet nie udawaj, że tylko ja- syknąłem.
-Dobra, Baekkie, masz mnie.
-Kiedy będziesz?
-Od trzech minut czekam w aucie pod domem, skarbie.
Aish, ten gigant mnie przejrzał.
-Amber! Wychodzę!- zawołałem, łapiąc płaszcz. Dziewczyna parsknęła śmiechem.
-Miłej zabawy, zboczeńcy.
Chwilę później znalazłem się w znajomych objęciach, a znajome usta namiętnie całowały moje.
-Tęskniłem za tobą- wyszeptał ochryple Chanyeol.
-Nie tak, jak ja za tobą.
Jego zwinne palce zaczęły rozpinać mój płaszcz. Szybko przenieśliśmy się na tylne siedzenia. Zawisł nade mną.
-Chcesz o tym podyskutować?
-Jasne.
                  Rozdział XIV- POV KAI
            Wpatrywałem się w chłopaka obok. Przyszedł? Nie wystraszył się? Nie zaprzepaściłem jedynej szansy na wyznanie swoich uczuć?
            Wyglądał na zaniepokojonego. Jego ogromne oczy śledziły każdy mój ruch.
-Kkamjong… Czy kiedy mówiłeś to, co mówiłeś, miałeś na myśli to, co myślę, że miałeś na myśli? Nie, zaraz, to nie ma sensu- jęknął, ukrywając twarz w dłoniach. Serce zabiło mi szybciej. Był tak niesamowicie uroczy.
-Jeśli dobrze zinterpretowałem co myślisz, to właśnie to miałem na myśli- odpowiedziałem, zabierając jego ręce ze ślicznej buzi i patrząc mu w oczy.
-Ale… Masz na myśli, że
-Skończmy już te gierki. Ja- na chwilę zamarłem, zbierając w sobie odwagę. Czas się zatrzymał, byliśmy tylko my- Kyungsoo, kocham cię- wyszeptałem, gładząc go po zaczerwienionym policzku.
-Ja ciebie też…
Złożyłem na jego ustach krótki pocałunek. Westchnął i objął mnie za szyję, przedłużając go. Zamruczałem, na co zarumienił się. Śliczny. Uroczy. Mój.
-Nie wyobrażasz sobie, jak się cieszę- szepnąłem mu do ucha, przytulając go mocno. Przysunął się do mnie jeszcze bliżej, słyszałem szybkie bicie jego serca.
-Od kiedy…?
-Zaczęło się, kiedy tylko cię zobaczyłem. Z każdym dniem czułem coraz więcej- mówiłem cicho, gładząc go po włosach. Uśmiechnął się lekko i spojrzał mi w oczy.
-Naprawdę? Cały ten czas?
-Mhmmm…- wymruczałem. Cmoknął mnie w usta.
-Pomyśleć, że tyle czasu zmarnowaliśmy, nic sobie nie mówiąc
-Cholerny Byun Baekhyun znowu miał rację- westchnąłem, uśmiechając się. Będę musiał mu podziękować.
-Kazał przekazać, żebyś go nie zabijał.
Zaśmiałem się cicho.
-Teraz moim celem staje się Luhan.
Jego oczy stały się ogromne.
-Luhan…- powtórzył głucho- On mnie chyba zabije, jak mu powiem.
-Myślę, że nie musisz nic mówić. Przynajmniej będzie zabawa- zachichotałem, wyobrażając sobie minę tego nadętego jelenia, gdy w końcu zrozumie, co się dzieje.
-Ale jak już się dowie, to oboje będziemy martwi- powiedział, wciąż nie do końca przekonany. Pokręciłem głową z rozbawieniem.
-Według mojego planu będzie zbyt zajęty Sehunem, żeby przejmować się nami.
-I jak masz nazwać ten genialny plan?- zapytał sceptycznie.
-Jak to? „Operacja: HunHan”!- podzieliłem się z nim swoim geniuszem.
-Co to do cholery jest ten cały hunhan?
Pokręciłem głową z niezadowoleniem.
-SeHUN i LuHAN. HunHan. Tak samo, jak jest BaekYeol czy…
-A my jak się nazywamy?- jego sowie oczy stały się jeszcze większe. Zaśmiałem się cicho, cmokając go w nos. Nie mogłem się powstrzymać od takich czułości, tak po prostu na mnie działał.
-KaiSoo- odpowiedziałem bez zastanowienia. Znowu się zarumienił, ale wyglądał na zadowolonego.
-KaiSoo…- powtórzył powoli. Znowu się zaśmiałem.
-Tak, kochanie. Dokładnie- doskonale wiedziałem, że słodziłem bardziej niż Chanyeol i Baekhyun gdy chcieli powkurzać Amber, ale nie miałem nic przeciwko, dopóki moje słowa wywoływały na jego twarzy uśmiech.
            Siedzieliśmy na łóżku (właściwie to Soo znalazł się na moich kolanach, więc tylko ja siedziałem na łóżku), omawiając szczegóły Operacji: HunHan, gdy do pokoju wlazła Amber.
-Może byście coś zjed Oj, sorry- zachichotała. Posłałem jej zabójcze spojrzenie.
-Kiedyś wynaleziono przydatną czynność. Nazwano ją pukanie.
-Właśnie w tym wam przerwałam?- na jej twarz wypłynął złośliwy uśmiech.
-CHODZIŁO MI O PUKANIE DO DRZWI, DEBILKO!- wrzasnąłem, rzucając w nią poduszką.
-Na pewno?- uniosła brew i spojrzała na nas sugestywnie.
-Czy ja się wtrącam między ciebie a SooJung?- zapytałem.
-Yah! Krystal jest po prostu moją koleżanką z klasy!- zarumieniła się. I tu cię mam.
-Tylko ty mówisz do niej Krystal.
-Skąd niby to wiesz?
-Luna noona wszystko mi opowiedziała.
Zapadła absolutna cisza. Amber wyglądała, jakby chciała mnie zamordować, Kyungsoo patrzył na mnie nic nie rozumiejąc, a ja bawiłem się jego palcami.
-Punkt dla Kai’a!- zawołał ktoś z kuchni.
-Kris hyung wrócił?- spojrzałem na dziewczynę.
-Mhm… Ale coś jest z nim nie tak.
Bez słowa wziąłem swojego chłopaka na ręce. Uwielbiałem to robić. Było coś niesamowicie uroczego w sposobie, w jaki uczepiał się mojej szyi.
-Cześć, hyu… Whoa!- zawołałem, gapiąc się na starszego. Uśmiechał się. Kris. Wu. Yi. Fan. Uśmiechał się.
-No hej.
-Co ty brałeś na tych korepetycjach? A to jest Kyungsoo. Dyo, to jest Kris.
-Nie mów tak do mnie!- zawołał czerwonowłosy, marszcząc nos. Zachichotałem.
-Przepraszam, kochanie- cmoknąłem go w usta, a jego twarz się rozpogodziła.
-Jesteście do porzygu słodcy. Gorzej niż BaekYeol- mruknął Chińczyk. Wytknąłem na niego język, po czym usiadłem na krześle, biorąc Soo na kolana.
-To co się stało?- zapytałem, unosząc brwi.
-Nic takiego. Co miałoby się stać?
-Hyung, uśmiechasz się. Ty.
-Nic, byliśmy w KFC i się uczyliśmy.
-W KFC?- powtórzyłem- TY I KURCZAKI?
-Yixing bardzo mnie namawiał… Nawet był słodki.
Tym razem zapowietrzył się chłopak na moich kolanach.
-ZHANG YIXING? SŁODKI?- zawołał.
-Hej, sorry, że przeszkadzam- do kuchni wszedł Baekhyun.
-Co chcesz?- zapytałem chórem z Krisem.
-Dzwoniła KaRya noona Musimy jej oddać brata.
Kyungsoo nieco posmutniał.
-Odwiozę cię- szepnąłem mu.
            Jechaliśmy praktycznie w milczeniu, po prostu ciesząc się swoją obecnością. Gdy znaleźliśmy się pod domem, chłopak posłał mi smutne spojrzenie. Przyciągnąłem go do słodkiego i delikatnego pocałunku.
-Do jutra, skarbie- szepnąłem.
-Oppa?- zawahał się. Od razu zmiękłem. Ten słodki głos był stworzony do wypowiadania tego słowa.
-Słucham - pogłaskałem go po policzku.
-K-kocham cię- wyszeptał nieśmiało. Znów musnąłem jego wargi swoimi.
-Ja ciebie też.
Zaledwie pięć minut po tym, jak się rozstaliśmy, zacząłem za nim tęsknić.
                        POV D.O.
            Rano znowu byłem w szkole wcześniej. Stałem z Luhanem i Yixingiem pod szafkami i rozmawiałem o korepetycjach. Ja i Lulu mieliśmy dziwne wrażenie, że nasz przyjaciel skrywa jakąś opinię.
-No mów! Jaki jest ten Kris?- nalegał najstarszy z nas.
-Miły. Dobrze uczy.
Ciągle to samo. Pokręciłem głową. Yifan wczoraj zachowywał się podobnie.
            Uśmiechnąłem się do siebie. Wczoraj… Na samo wspomnienie zrobiło mi się ciepło.
-Dyo, uważaj, Kai za tobą!- panikował Luhan.
-Cholera, jeleniu, musiałeś zepsuć mu niespodziankę?
Serce zabiło mi szybciej, gdy usłyszałem jego głos.
-Kkamjong?- zapytałem tak cicho, by tylko postać oddychająca tuż przy mojej szyi mogła mnie usłyszeć.
-1000 punktów dla Do Kyungsoo- zanucił, obejmując mnie od tyłu.
-Puść go! Nie uda ci się znowu to samo- Lu podskoczył nerwowo. Wyglądał jak mały chihuahua szczekający na ogromnego rottweilera.
-Nie wolno mi go kraść codziennie, ciołku.
-Ty…
Uśmiechnąłem się pod nosem. Odwróciłem się przodem do Jongina, patrząc mu w oczy.
-Dzień dobry- powiedziałem radośnie.
-Dzień dobry- kiedy mówił, jego wargi praktycznie dotykały moich. Dopiero po takim przywitaniu się złapał mnie za skrawek koszulki i delikatnie mnie pocałował. Moje serce zatańczyło, a ja objąłem jego szyję i stanąłem na palcach, by naszym ustom było łatwiej. Nie obchodziło mnie za bardzo, że sporo ilość uczniów, która zgromadziła się na korytarzu, patrzyła na nas wielkimi oczami. Ani to, że prawdopodobnie Luhan mnie zamorduje. Po prostu całowałem się z Kai’em i było mi z tym zajebiście dobrze.
Przerwał nam dopiero dzwonek na lekcje. Po raz ostatni jego wargi musnęły moje.
-Do zobaczenia później, kochanie.
-Pa…- mruknąłem i uśmiechając się, ruszyłem pod salę od biologii.
            Co to było? Stary, wow.  
Pokręciłem głową z uśmiechem, odpisując na karteczkę od Yixinga.
Nigdy nie widziałeś całujących się ludzi?
Ale ty i KAI? A co z tym Jonginem? Wydawało mi się, że byłeś nim zainteresowany.
Lay, błagam cię. Wolno kojarzysz. Kai TO Jongin.
Czekaj… COCOCOCOCO?
No tak. Może Wyjaśnię ci to kiedy indziej, pani Kang dziwnie na nas patrzy.
Ok. Czekam.
            Westchnąłem, siadając przy stoliku i kończąc rozmowę z Yixingiem. Miał wielkie ze zdziwienia oczy.
-Wow! To takie… No wow!- powtarzał. Zaśmiałem się.
-Masz bogaty zasób słów, stary- skomentowałem.
-Ale… Romantycznie!
-Aish,  błagam cię.
-DO KYUNGSOO!- zawołał Luhan, z hukiem stawiając tacę na stoliku. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Słucham?- zapytałem niewinnie, podnosząc wzrok znad soczku marchewkowego.
-Co to było dzisiaj przed szafkami?- mój przyjaciel ciskał we mnie błyskawice spojrzeniem.
-Nie mam pojęcia o czym mówisz- starałem się ukryć śmiech.
-Cześć, mogę?- Baekhyun uśmiechnął się, siadając koło mnie.
-Gdzie gigant?- Lu spojrzał na niego wrogo.  
-Yeollie jest na meczu. Dyo, gratulacje i wielkie A NIE MÓWIŁEM IDIOCI?- zaśmiał się chłopak, trącając mnie w ramię. Obym tylko się nie rumienił.
-Kyungie...- czyjś pomruk rozbrzmiał tuż obok mojego ucha. Podskoczyłem.
-Idź sobie! Masz swój stolik!- jak zwykle czujny pies obronny a.k.a jelonek zmierzył postać nad moim ramieniem wzrokiem pełnym pogardy.
-Chciałem tylko się przywitać, a potem dalej będę męczył Krisa. Nie bój się.
Uśmiechnąłem się i przekręciłem głowę.
-Co on ci znowu zrobił?- zapytałem, patrząc chłopakowi w oczy.
-Chcę się dowiedzieć, o co chodziło wczoraj. Skarbie, on się autentycznie UŚMIECHAŁ- Kai pokręcił głową z niedowierzaniem, cały czas patrząc na mnie. Odwzajemniałem to spojrzenie, uwielbiałem jego oczy. Czułem się bezpieczny, kiedy mnie obserwowały.
-Pójdziesz sobie w końcu?- zapytał Luhan.
-Dobrze, dobrze. Odwiedzić cię w pracy?- zapytał mnie, głaszcząc przy okazji po policzku. Zarumieniłem się lekko, opierając twarz o jego dłoń.
-Oczywiście, że tak.
Szybko cmoknął mnie w usta, uśmiechając się.
-Podwiozę cię. Po lekcjach przy twojej szafce.
-Dobrze, oppa- powiedziałem mu do ucha, obserwując przy okazji zmianę jego wyrazu twarzy.
-Zrobiłeś to specjalnie, kochana cholero- burknął i poszedł.
-Co to było, Dyo?- zapytał Lu.
-A jak sądzisz?- odpaliłem. Pokręcił głową, mamrocząc coś o tym, że nie rozumie tego świata.