wtorek, 24 marca 2015

Chance- rozdział IV

Omo~
Właśnie sobie uświadomiłam, że napisałam w sumie prawie 9 rozdziałów... A do piątku nic nie dodam. Więc zostawiam Was w niepewności :>
+ zostałam przewodnicząca towarzystwa wzajemnej demoralizacji XD
Miłego czytania
~Naree
                                             POV D.O.


Dzwonek oznajmił koniec lekcji na dziś. Zawsze wyglądało to tak: ja i Lay odwoziliśmy chłopaków na trening, a potem razem jechaliśmy do kawiarenki. Ja zakładałem idiotyczny fartuszek (Luhan uważał, że mi w nim do twarzy) i pracowałem z przerwami na pogawędki z przyjaciółmi. Przychodził Chanyeol i siedział z nami aż do zamknięcia. Zawsze odwoził mnie on albo Xing. To stało się taką małą tradycją.
            Teraz jednak było inaczej. Lulu został na cały dzień w lokalu, bo miał jakieś problemy, Nei była chora, tak samo jak Yixing. Do tego Chanyeol pojechał na jakiś superważny mecz koszykówki i też nie było go w szkole. Pierwszy raz od dwóch miesięcy wracałem sam. Chłopców dzisiaj odbierała KaRya, czyli miałem biec do kawiarenki pomagać Luhanowi. Wyszedłem więc na ulicę. Było mi zimno, nie powiem. Grudzień, właśnie zaczynały się mrozy. Skupiłem się na tym, by szybko znaleźć się w cieplutkim Luhanland, bo tak nazywało się moje miejsce pracy. Skromne ze strony Jelonka, nieprawdaż?
            Cały czas szło mi się jakoś dziwnie, jakbym nie był sam. Aish, jesteś głupi, Kyungsoo, to tylko twoja wyobraźnia, pomyślałem. Zatrzymałem się, by wyciągnąć rękawiczki. Strasznie szybko marzły mi dłonie. Zacząłem przeszukiwać kieszenie. Gdy w końcu wydobyłem zgubę, usłyszałem cichy śmiech.
-Zimno, co nie?
Uniosłem głowę. Tuż przede mną stał Kai. Jego ciemne włosy malowniczo wystawały spod białej czapki. Patrzył prosto na mnie i uśmiechał się w taki sposób, że zrobiło mi się słabo. Jak ja mam go unikać albo ignorować, kiedy tak na mnie działa? Dodatkowo, stał zdecydowanie za blisko.
-T-troszeczkę- wyjąkałem. Jego ciemne oczy przeszywały mnie na wylot. Błagam, niech on przestanie…
-Długo czekałem na to spotkanie- podszedł jeszcze bliżej, a ja zacząłem się cofać.
-N-no widzisz, co za pech… Akurat bardzo się spieszę do pracy…- przełknąłem ślinę nerwowo. Zaśmiał się, wciąż podchodząc. Oparłem się plecami o jakąś ścianę. O, cudownie. Nie ma możliwości ucieczki.
-Czekałem za długo, żeby teraz tak po prostu dać ci odejść, prawda?- oparł ręce o ścianę po dwóch stronach mojego ciała. Co powinienem zrobić? No tak, wołać o pomoc. Ale był taki problem, mianowicie byliśmy sami. Sami na ulicy.
-Jejku, jaki ty płochliwy- uśmiechnął się do mnie. Świadomość, że ten uśmiech jest przeznaczony tylko dla MNIE, nie pomagała mi w skupieniu się na ucieczce.
-Wcale nie- powiedziałem. Sukces, Kyungsoo, nie zająknąłeś się! On znowu się zaśmiał. Musi być bardzo optymistycznym człowiekiem, nic tylko się śmieje. Delikatnie złapał mnie za podbródek i skierował moją twarz ku sobie. Dłuższą chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. Byłem po prostu zaczarowany.
A potem po prostu nachylił się do mnie i pocałował mnie w usta. Zrobił to tak delikatnie, jakbym był ze szkła, zupełnie nie jak Kai, którego się bałem, którego ofiarą zostałem dwa miesiące temu. Cały ten czas Luhan i Yixing przekonywali mnie, że jak mnie zostawią na pięć minut, to czarnowłosy przyjdzie i mnie zgwałci. Tymczasem całował mnie w taki sposób, że moje serce przyśpieszyło gwałtownie. Zacząłem nieśmiało odwzajemniać jego pocałunki. Nie śpieszyło mu się nigdzie, zatrzymaliśmy się w czasie. Gdy przerwaliśmy, sam patrzył na mnie zaskoczony. I właśnie wtedy uciekłem, zostawiając go w tym szoku.
  Wpadłem do kawiarenki. Za ladą kręcił się Luhan i jakiś Chińczyk z podkrążonymi oczami. Przypominał trochę pandę. We dwoje ledwo uwijali się z zamówieniami. W końcu był piątek, wszyscy chcieli go uczcić wyjściem na kawę czy czymś takim. Szybko przedostałem się na zaplecze. Zamiast rzucić się do pracy usiadłem na różowym krześle z przejrzystego plastiku. Ukryłem twarz w dłoniach, mimowolnie przypominając sobie każdy szczegół spotkania sprzed kilku minut. Miękkie wargi ciemnowłosego tak perfekcyjnie dopasowane do moich. Jego zdezorientowane spojrzenie. Jakby sam siebie nie poznawał.
-Dyo? Wszystko w porządku? Gdzie jest Lay?
Uniosłem głowę. Luhan stał nade mną i przyglądał mi się zatroskany.
-Xing jest chory.
-A Chanyeol?
-Pojechał na ten superważny mecz.
-To z kim ty wracałeś ze szkoły?- coraz wyraźniej widziałem na jego twarzy niepokój.
-Z nikim- mruknąłem, unikając jego wzroku.
-JAK TO?!- wyglądał na wkurzonego.
-Huh?- uniosłem brwi.
-Mogłeś mi wysłać smsa! Przyszedłbym! A co, gdybyś spotkał Kai’a?
-Tak było- mruknąłem.
-NIE SŁYSZĘ!- był naprawdę zły, skoro zaczął krzyczeć.
-Spotkałem go.
Przez chwilę milczał. Na zmianę robił się czerwony i biały jak ściana.
-ZITAO TRZYMAJ MNIE BO ZEJDĘ NA ZAWAŁ!- wrzasnął. Na zaplecze wszedł ten chłopak przypominający pandę.
-Ge, teraz wszystko w rękach Minseoka, więc radzę się pośpieszyć z umieraniem… Huang ZiTao, mów mi Tao- wyciągnął do mnie rękę. Uścisnąłem ją.
-Do Kyungsoo. Absolutnie nie mów do mnie…
-DYO CZY MOŻESZ W KOŃCU POWIEDZIEĆ CO ON CI ZROBIŁ?
Spojrzałem na blondyna, starając się nie przypominać sobie całej tamtej sceny. Nie udało mi się to, poczułem gorąco na policzkach.
-P-pocałował- szepnąłem, odwracając wzrok.
-Jezu…- jęknął Luhan, opierając się o ścianę.
-Dyo, ubieraj fartuszek i do pracy. Nasz przełożony musi chyba chwilę odpocząć- mruknął Tao. Zignorowałem to, że zwrócił się do mnie w taki sposób, tylko pokiwałem głową. Lepiej dać chłopakowi ochłonąć.
-PIEPRZONY PARK CHANYEOL! NIECH ON TYLKO TU PRZYJDZIE!- wrzasnął Jelonek.
-Nie pieprzony, tylko pieprzący. Jestem u góry, głąbie.
Odwróciłem głowę, patrząc na wysokiego chłopaka stojącego w drzwiach od zaplecza. Pomachałem do niego. ZiTao zaciągnął mnie do pracy. Gdy mijaliśmy Yeola, wymieniłem z nim spojrzenia.
-Uciekaj. Schowaj się gdzieś, zanim mu przejdzie.
-Co?
Ale ja już zacząłem przyjmować zamówienia i nie mogłem go ostrzec przed Luhanem, którego opętała żądza mordu.
            Był późny wieczór, gdy zostawiliśmy kawiarenkę pod opieką Tao i Minseoka- Koreańczyka o chińskiej urodzie i chłopaka tego pierwszego. Dzisiaj zarówno ja, jak i Chanyeol nocowaliśmy u Luhana. Dotarliśmy na miejsce szybko, zważywszy na to, że był piątkowy wieczór.
            Musiałem powstrzymać opad szczęki, gdy zobaczyłem, że Lulu mieszka w luksusowej willi. Zarówno od zewnątrz, jak i od wewnątrz było biało. Nowoczesne, minimalistyczne meble utrzymane w szarościach i czerniach. Niekiedy czerwony akcent.
-Robi wrażenie, co nie?- mruknął Chanyeol, a ja pokiwałem głową.
-O, Lulu, już je… Chłopaki?- wychodzący z kuchni Lay zatrzymał się wpół kroku.
-ZHANG YIXING JESTEŚ MARTWY- blondynek rzucił się na niego i zaczął go okładać pięściami.
-Ej… Spokojnie… Co jest?- zdezorientowany chłopak z łatwością odsunął napastnika na bok.
-Przez ciebie Kyungsoo prawie został zgwałcony!
Uniosłem brwi.
-Dobrze, że tam byłeś i to widziałeś, gdyby nie ty, byłbym pewny, że nic mi nie jest.
-Jak to nic ci nie jest?- Jelonek spojrzał na mnie- Cały czas jesteś nieprzytomny! 
-Wcale nie!- zaprotestowałem, mając nadzieję, że się nie rumienię. To by była porażka. Bo mi się nie podobało spotkanie z ciemnowłosym. Wcale.
-Dyo? W porządku?
-Hę?- uniosłem wzrok, napotykając zmartwione spojrzenie Lay’a.
-O tym mówiłem! Zupełnie nieprzytomny.
-Co się stało, że Luhan wścieka się na wszystkich dookoła?- zapytał Xing.
-Właśnie?- Chanyeol uniósł brwi. Westchnąłem.
-Bo… ten… Spotkałem Kai’a.
-CO?!- zapytała chórem ta dwójka.
-Coś ci zrobił?- zaniepokoił się Chan. Skinąłem głową.
-Pocałował go- wyjaśnił Lu, nalewając coli do czterech szklanek. Odwróciłem głowę do okna, żeby nie zobaczyli czerwieni na moich policzkach. Dobiegł mnie charakterystyczny śmiech Happy Virusa.
-Lay, patrz na niego. On się autentycznie rumieni. To takie słodkie- chłopak rechotał. Yixing dołączył do niego i śmiali się ze mnie, dopóki Luhan nie walnął ich ścierką.
-To jest poważna sprawa! Soo, opowiedz im.
Dalej patrząc w okno przytoczyłem przebieg mojego spotkania z ciemnowłosym, pomijając jednak moje refleksje na temat jego ust. Pod koniec opowieści Chanyeol był naprawdę zainteresowany.
-To zupełnie nie w stylu Kai’a. On dąży do tego, by zaliczyć swoją ofiarę. A to, o czym mówisz… Jakby walczył sam ze sobą. Jakby ukrywał, że się w tobie zakochał.
Na samą myśl o tym, że tak mogłoby być, serce zabiło mi szybciej. Co do cholery się ze mną działo? Pokręciłem głową.
-Masz niezłą minę, Dyo. Jakby Gwiazdka została przełożona na jutro- zaśmiał się Xing.
-Wcale nie!- speszyłem się. On i Chan wymienili znaczące spojrzenia.
-Przyznaj, że po prostu się w nim zakochałeś- powiedział ten drugi.
-Ale…- zająknąłem się.
-Kyungsoo, nas nie oszukasz- dodał Lay. Przeklęty jednorożec. Opuściłem głowę. Czyżby mieli rację?
-Jutro idziemy na zakupy- powiedział nagle Luhan. Zbił mnie z tropu. Co? Zaraz puścił do mnie oczko, a ja zrozumiałem bez problemu. Odwrócił uwagę chłopaków.
-Jasne- pokiwałem głową energicznie.
-To może chodźmy spać- zaproponował blondyn. Zanim nasi przyjaciele zdążyli zareagować, już leżeliśmy w śpiworach.

1 komentarz:

  1. Furia Luhana bezcenna XD jak zwykle super ^^ a ta scena z całowankiem taka kawaii~ <3
    ~ Samara :3

    OdpowiedzUsuń