Dzisiaj krótko c:
Ale postaram się jutro wstawić nowe~
Może xD
~Ree
Ale postaram się jutro wstawić nowe~
Może xD
~Ree
POV BAEKHYUN
Białe światło
oślepiało mnie. Zamrugałem kilkakrotnie, a obraz się wyostrzył.
Byłem w szpitalu.
Cudownie, lepiej być nie mogło… Co się właściwie stało?
-Hyung?
Obróciłem głowę w bok.
Na sąsiednim łóżku leżał Kai i patrzył na mnie z poczuciem winy wymalowanym na
twarzy.
-Co my tu do cholery
robimy?
-Lepiej się nie
ruszaj. Opatrunki ci się poprzekrzywiają.
-Co się stało?- byłem
zdezorientowany.
-Hmmmm… Próba
samobójcza. Jesteś pocięty po całym ciele, jakbyś kąpał się w odłamkach szkła. Przepraszam,
nie powinienem wspominać o Chan…
-Nie kończ. A ty co tu
robisz?- przerwałem mu. Uśmiechnął się smutno.
-Jak po ciebie
przyjechało pogotowie, to natknęło się na mnie w skrajnej histerii. Dostałem
ataku drgawek, na zmianę śmiałem się i płakałem… Chcieli mnie dać na obserwację
psychiatryczną, ale podali mi coś na uspokojenie i jest dobrze.
-Atak drgawek? Skrajna
histeria?- zaśmiałem się.
-No co?- naburmuszył
się trochę.
-Brzmi bardzo męsko-
skomentowałem, podnosząc się na łokciu. Nagle zrobiło mi się ciemno przed
oczami, poczułem, jak spadam.
-…trochę prywatności. Chodź, Kai. Przeniosą
cię do innej sali.
Głosy docierały do
mnie jak przez mgłę. Nie mogłem otworzyć oczu, słuchałem tylko odgłosów
przenoszenia, wstawania i ogólnego zamieszania. Potem zapadła cisza, przerywana
tylko czyimś oddechem. Brzmiał znajomo, ale nie mogłem sobie przypomnieć,
dlaczego. W każdym razie czułem się bezpieczny. Zacząłem odbierać więcej
bodźców. Przez moje powieki prześwitywało światło szpitalnych jarzeniówek.
Czyjś palec rysował po wierzchu mojej dłoni wzorki. Dlaczego nie mogłem
skojarzyć tego dotyku?
Skupiłem się na
wzorkach. Nie były zwyczajne. Kształty… Układały się w chińskie znaki. Kiedyś
uczyłem się ich z Krisem. Co to było?
Powtarzały się. Prosty
kod. Wo ai ni. Wo ai ni. Wo ai ni. Kocham
cię.
Otworzyłem oczy i
spojrzałem prosto w jego twarz.
-Baekhyunnie- szepnął
ochryple, patrząc na mnie. Miałem ochotę podnieść się, ale nie mogłem. Nie
miałem siły.
-Yeollie…- jak mogłem
wcześniej nie poznać?
-Co ty sobie do
cholery wyobrażałeś?- jego stwardniałe od gry na gitarze opuszki przejechały po
brzegu opatrunku na lewym nadgarstku. Zatrzymały się, by zbadać starsze blizny.
-Ja…- nie wiedziałem,
co mu powiedzieć.
-Chciałeś odebrać
sobie życie?
-I tak nie miało
sensu- miałem ochotę spojrzeć gdzieś w bok, ale nie mogłem oderwać wzroku od niego. Ostatnio widziałem go z tak
bliska, gdy…
Zerwałem z nim.
-Yeollie, nie
opuszczaj mnie już nigdy- starałem się nie myśleć o tym, że brzmię jak narkoman
po odwyku.
-Wykorzystałeś mnie- w
jego głosie usłyszałem nutkę niepewności.
-Nie… Ja… Na początku
chciałem, ale ty…- szukałem odpowiednich słów, by wyrazić swoje uczucia- Aish,
Park Chanyeol, nie rozumiesz, że cię kocham?
W jego oczach pojawiły
się ciepłe iskierki.
-Oczywiście, że
rozumiem, Baekkie.
Cholerny gigant, pomyślałem, zanim jego usta lekko musnęły
moje. Przymknąłem oczy i przybliżyłem się do niego na tyle, na ile
pozwalały mi opatrunki. Tęskniłem za takimi delikatnymi pocałunkami, za jego
dotykiem, za nim. Może porównanie do
narkomanii wcale nie było takie złe.
-Ewww, gejoza-
usłyszałem od strony drzwi. Oderwałem się na ułamek sekundy od chłopaka tylko w
jednym celu.
-Zamknij mordę, Sehun-
powiedziałem, posyłając tęczowowłosemu mordercze spojrzenie, po czym wróciłem
do zatracania się w całowaniu Chanyeola.
-Jaki ty miły-
prychnął Oh, ale zignorowałem go. Zirytowany wyszedł. Cudownie, znowu miałem
najważniejszą osobę na świecie TYLKO DLA SIEBIE.
-Chan… Sorry~
Mój gigant odsunął się
ode mnie niechętnie, patrząc z rezygnacją na bruneta w drzwiach.
-O co chodzi, Lay?
-Ten… Wracamy na
piechotę, Luhan wziął mój samochód.
-Z jakiej racji?
-Dyo boi się szpitali.
Myślałem, że zemdleje, jak tak siedzieliśmy.
-No tak, ale… Twój
samochód? Twoje ukochane auto? Pozwoliłeś nim jeździć LUHANOWI?
-Gdybyś zobaczył minę
Kyungsoo, też byś pozwolił.
♥ ♥ ♥ ♥ ♥
POV D.O.
-Luhan… Słabo mi…-
wyjęczałem, chowając twarz w dłoniach.
-Wytrzymaj jeszcze
troszkę.
-Ale mi naprawdę
niedobrze- zacisnąłem palce na krawędzi pasa bezpieczeństwa.
-Tylko nie mdlej mi w
samochodzie… Xingie by mnie zabił.
-No przecież się
staram.
-Super. Jeszcze tylko
chwilka… poradzisz so… Asdfghklljn… Khhdcevqre…
Słowa jelonka zaczęły
się zlewać w jedno, a obraz pokryły tańczące czarne plamki. Opadałem w nicość.
POV KAI
-…zdjęcie? Jaja sobie
robisz!
Na palcach wszedłem do
sali Baekhyuna, ale nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Cała trójka (Baek, Yixing i
Chanyeol) gapiła się w wyświetlacz telefonu.
-Daj
mi to- warknął Zhang, wyrywając gigantowi przedmiot i wciskając przycisk
łączenia.
-LU
HAN? CZY CIEBIE JUŻ DO RESZTY…- tu przeszedł na mandaryński. Kris też mówi w
tym języku, gdy jest zirytowany.
-Lay,
daj mi słuchawkę. Halo, Lu? Nie stresuj się. Jak to leży? Jak to nie możesz go
obudzić? Spokojnie, mówię. Oddycha? Serce w normie? Okej, ja i jednorożec już
jedziemy. Tak, pojedziemy moim autem… Zostań przy nim i się nie ruszaj. Wyluzuj,
to Kyungsoo. On jest silny. Zachowujesz się jak kobieta w ciąży…
Czy
mi się zdawało, czy Park powiedział KYUNGSOO? Momentalnie cały się spiąłem.
-Niedługo
cię znowu odwiedzę. Muszę pomóc temu jeleniowi. Zdrowiej, kochanie- Chanyeol
pocałował Baekhyuna! Ucieszyłem się, w końcu diva przestanie się smucić.
-Jadę
z wami- powiedziałem. Co z tego, że przy okazji się ujawniłem.
-Ummm,
Kai?- powiedział Chan z powątpiewaniem. Wymieniłem szybkie spojrzenia z
Baekiem.
-Yeollie,
pozwól mu.
-To
nie jest dobry pomy…
-Niech
jedzie- wtrącił się Yixing.
Pięć
minut później siedzieliśmy już w samochodzie i jechaliśmy w stronę domu Lu
Hana.
-Tam
są!- zauważyłem. Szczęście, że Chińczyk nie mieszkał daleko. Zobaczyłem też
drugą postać, leżącą w trawie. Gdy tylko zahamowaliśmy, podbiegłem tam.
Kyungsoo miał spokojną twarz, jakby spał. Zdradzała go jednak bladość.
-Kai,
bądź tak miły i wpakuj się razem z nim na tylne siedzenia. W domu się nim
zajmiemy. Dobrze?
Skinąłem
głową i wypełniłem polecenie Xinga. Szybko znalazłem się w samochodzie. Głowę
chłopaka ułożyłem sobie na kolanach, przy okazji bawiąc się jego czerwonymi
włosami. Ruszyliśmy szybko. Wpatrywałem się w anielską twarzyczkę, starając się
zapamiętać każdy szczegół.
-Jesteśmy
na miejscu.
Delikatnie
przeniosłem Soo do salonu na kanapę. Mój
porcelanowy chłopiec… Taki kruchy… Przysiadłem przy nim i tak postanowiłem
zostać.
-Kai?
Drgnąłem,
gdy jego wargi poruszyły się. Ciągle nie odzyskał przytomności.
-Kai?-
znów to samo.
-Jestem
tutaj… Spokojnie…- pogładziłem go po policzku. Jaką on miał miękką skórę…
-Co
ty robisz?
Uchyliłem
usta.
No, przynajmniej się obudził.
Awwwwww :3 to musiało tak być ^^ słoodkie~ tak bardzo xd u mnie atak wielkiej radości, no wreszcie Baekkie będzie szczęśliwy <3 i jeszcze rada dla Kai'a: siedzenie z Dyo razem na kanapie to świetna okazja do ...................... *lennyface*
OdpowiedzUsuńkpopowe przytulasy :*,
~ S. E. ^^