Właśnie sobie uświadomiłam, że napisałam w sumie prawie 9 rozdziałów... A do piątku nic nie dodam. Więc zostawiam Was w niepewności :>
+ zostałam przewodnicząca towarzystwa wzajemnej demoralizacji XD
Miłego czytania
~Naree
POV D.O.
Dzwonek oznajmił
koniec lekcji na dziś. Zawsze wyglądało to tak: ja i Lay odwoziliśmy chłopaków
na trening, a potem razem jechaliśmy do kawiarenki. Ja zakładałem idiotyczny
fartuszek (Luhan uważał, że mi w nim do twarzy) i pracowałem z przerwami na
pogawędki z przyjaciółmi. Przychodził Chanyeol i siedział z nami aż do
zamknięcia. Zawsze odwoził mnie on albo Xing. To stało się taką małą tradycją.
Teraz jednak było inaczej. Lulu
został na cały dzień w lokalu, bo miał jakieś problemy, Nei była chora, tak samo
jak Yixing. Do tego Chanyeol pojechał na jakiś superważny mecz koszykówki i też
nie było go w szkole. Pierwszy raz od dwóch miesięcy wracałem sam. Chłopców
dzisiaj odbierała KaRya, czyli miałem biec do kawiarenki pomagać Luhanowi.
Wyszedłem więc na ulicę. Było mi zimno, nie powiem. Grudzień, właśnie zaczynały
się mrozy. Skupiłem się na tym, by szybko znaleźć się w cieplutkim Luhanland, bo tak nazywało się moje
miejsce pracy. Skromne ze strony Jelonka, nieprawdaż?
Cały czas szło mi się jakoś dziwnie,
jakbym nie był sam. Aish, jesteś głupi,
Kyungsoo, to tylko twoja wyobraźnia, pomyślałem. Zatrzymałem się, by
wyciągnąć rękawiczki. Strasznie szybko marzły mi dłonie. Zacząłem przeszukiwać
kieszenie. Gdy w końcu wydobyłem zgubę, usłyszałem cichy śmiech.
-Zimno, co nie?
Uniosłem głowę. Tuż
przede mną stał Kai. Jego ciemne włosy malowniczo wystawały spod białej czapki.
Patrzył prosto na mnie i uśmiechał się w taki sposób, że zrobiło mi się słabo.
Jak ja mam go unikać albo ignorować, kiedy tak na mnie działa? Dodatkowo, stał
zdecydowanie za blisko.
-T-troszeczkę-
wyjąkałem. Jego ciemne oczy przeszywały mnie na wylot. Błagam, niech on przestanie…
-Długo czekałem na to
spotkanie- podszedł jeszcze bliżej, a ja zacząłem się cofać.
-N-no widzisz, co za
pech… Akurat bardzo się spieszę do pracy…- przełknąłem ślinę nerwowo. Zaśmiał
się, wciąż podchodząc. Oparłem się plecami o jakąś ścianę. O, cudownie. Nie ma
możliwości ucieczki.
-Czekałem za długo,
żeby teraz tak po prostu dać ci odejść, prawda?- oparł ręce o ścianę po dwóch
stronach mojego ciała. Co powinienem zrobić? No tak, wołać o pomoc. Ale był
taki problem, mianowicie byliśmy sami. Sami na ulicy.
-Jejku, jaki ty
płochliwy- uśmiechnął się do mnie. Świadomość, że ten uśmiech jest przeznaczony
tylko dla MNIE, nie pomagała mi w skupieniu się na ucieczce.
-Wcale nie-
powiedziałem. Sukces, Kyungsoo, nie zająknąłeś się! On znowu się zaśmiał. Musi
być bardzo optymistycznym człowiekiem, nic tylko się śmieje. Delikatnie złapał
mnie za podbródek i skierował moją twarz ku sobie. Dłuższą chwilę patrzyliśmy
sobie w oczy. Byłem po prostu zaczarowany.
A potem po prostu nachylił się do mnie i pocałował mnie w
usta. Zrobił to tak delikatnie, jakbym był ze szkła, zupełnie nie jak Kai,
którego się bałem, którego ofiarą zostałem dwa miesiące temu. Cały ten czas
Luhan i Yixing przekonywali mnie, że jak mnie zostawią na pięć minut, to czarnowłosy
przyjdzie i mnie zgwałci. Tymczasem całował mnie w taki sposób, że moje
serce przyśpieszyło gwałtownie. Zacząłem nieśmiało odwzajemniać jego pocałunki.
Nie śpieszyło mu się nigdzie, zatrzymaliśmy się w czasie. Gdy przerwaliśmy, sam
patrzył na mnie zaskoczony. I właśnie wtedy uciekłem, zostawiając go w tym
szoku.
Wpadłem do kawiarenki. Za ladą kręcił się
Luhan i jakiś Chińczyk z podkrążonymi oczami. Przypominał trochę pandę. We
dwoje ledwo uwijali się z zamówieniami. W końcu był piątek, wszyscy chcieli go
uczcić wyjściem na kawę czy czymś takim. Szybko przedostałem się na zaplecze.
Zamiast rzucić się do pracy usiadłem na różowym krześle z przejrzystego
plastiku. Ukryłem twarz w dłoniach, mimowolnie przypominając sobie każdy
szczegół spotkania sprzed kilku minut. Miękkie wargi ciemnowłosego tak
perfekcyjnie dopasowane do moich. Jego zdezorientowane spojrzenie. Jakby sam
siebie nie poznawał.
-Dyo? Wszystko w
porządku? Gdzie jest Lay?
Uniosłem głowę. Luhan
stał nade mną i przyglądał mi się zatroskany.
-Xing jest chory.
-A Chanyeol?
-Pojechał na ten
superważny mecz.
-To z kim ty wracałeś
ze szkoły?- coraz wyraźniej widziałem na jego twarzy niepokój.
-Z nikim- mruknąłem, unikając
jego wzroku.
-JAK TO?!- wyglądał na
wkurzonego.
-Huh?- uniosłem brwi.
-Mogłeś mi wysłać
smsa! Przyszedłbym! A co, gdybyś spotkał Kai’a?
-Tak było- mruknąłem.
-NIE SŁYSZĘ!- był
naprawdę zły, skoro zaczął krzyczeć.
-Spotkałem go.
Przez chwilę milczał.
Na zmianę robił się czerwony i biały jak ściana.
-ZITAO TRZYMAJ MNIE BO
ZEJDĘ NA ZAWAŁ!- wrzasnął. Na zaplecze wszedł ten chłopak przypominający pandę.
-Ge, teraz wszystko w
rękach Minseoka, więc radzę się pośpieszyć z umieraniem… Huang ZiTao, mów mi
Tao- wyciągnął do mnie rękę. Uścisnąłem ją.
-Do Kyungsoo.
Absolutnie nie mów do mnie…
-DYO CZY MOŻESZ W
KOŃCU POWIEDZIEĆ CO ON CI ZROBIŁ?
Spojrzałem na
blondyna, starając się nie przypominać sobie całej tamtej sceny. Nie udało mi
się to, poczułem gorąco na policzkach.
-P-pocałował-
szepnąłem, odwracając wzrok.
-Jezu…- jęknął Luhan,
opierając się o ścianę.
-Dyo, ubieraj
fartuszek i do pracy. Nasz przełożony musi chyba chwilę odpocząć- mruknął Tao. Zignorowałem
to, że zwrócił się do mnie w taki sposób, tylko pokiwałem głową. Lepiej dać
chłopakowi ochłonąć.
-PIEPRZONY PARK CHANYEOL!
NIECH ON TYLKO TU PRZYJDZIE!- wrzasnął Jelonek.
-Nie pieprzony, tylko
pieprzący. Jestem u góry, głąbie.
Odwróciłem głowę,
patrząc na wysokiego chłopaka stojącego w drzwiach od zaplecza. Pomachałem do
niego. ZiTao zaciągnął mnie do pracy. Gdy mijaliśmy Yeola, wymieniłem z nim
spojrzenia.
-Uciekaj. Schowaj się
gdzieś, zanim mu przejdzie.
-Co?
Ale ja już zacząłem
przyjmować zamówienia i nie mogłem go ostrzec przed Luhanem, którego opętała
żądza mordu.
Był późny wieczór, gdy zostawiliśmy
kawiarenkę pod opieką Tao i Minseoka- Koreańczyka o chińskiej urodzie i
chłopaka tego pierwszego. Dzisiaj zarówno ja, jak i Chanyeol nocowaliśmy u
Luhana. Dotarliśmy na miejsce szybko, zważywszy na to, że był piątkowy wieczór.
Musiałem powstrzymać opad szczęki,
gdy zobaczyłem, że Lulu mieszka w luksusowej willi. Zarówno od zewnątrz, jak i
od wewnątrz było biało. Nowoczesne, minimalistyczne meble utrzymane w
szarościach i czerniach. Niekiedy czerwony akcent.
-Robi wrażenie, co
nie?- mruknął Chanyeol, a ja pokiwałem głową.
-O, Lulu, już je…
Chłopaki?- wychodzący z kuchni Lay zatrzymał się wpół kroku.
-ZHANG YIXING JESTEŚ
MARTWY- blondynek rzucił się na niego i zaczął go okładać pięściami.
-Ej… Spokojnie… Co
jest?- zdezorientowany chłopak z łatwością odsunął napastnika na bok.
-Przez ciebie Kyungsoo
prawie został zgwałcony!
Uniosłem brwi.
-Dobrze, że tam byłeś
i to widziałeś, gdyby nie ty, byłbym pewny, że nic mi nie jest.
-Jak to nic ci nie
jest?- Jelonek spojrzał na mnie- Cały czas jesteś nieprzytomny!
-Wcale nie!-
zaprotestowałem, mając nadzieję, że się nie rumienię. To by była porażka. Bo mi
się nie podobało spotkanie z ciemnowłosym. Wcale.
-Dyo? W porządku?
-Hę?- uniosłem wzrok,
napotykając zmartwione spojrzenie Lay’a.
-O tym mówiłem!
Zupełnie nieprzytomny.
-Co się stało, że
Luhan wścieka się na wszystkich dookoła?- zapytał Xing.
-Właśnie?- Chanyeol
uniósł brwi. Westchnąłem.
-Bo… ten… Spotkałem
Kai’a.
-CO?!- zapytała chórem
ta dwójka.
-Coś ci zrobił?-
zaniepokoił się Chan. Skinąłem głową.
-Pocałował go-
wyjaśnił Lu, nalewając coli do czterech szklanek. Odwróciłem głowę do okna,
żeby nie zobaczyli czerwieni na moich policzkach. Dobiegł mnie
charakterystyczny śmiech Happy Virusa.
-Lay, patrz na niego. On
się autentycznie rumieni. To takie
słodkie- chłopak rechotał. Yixing dołączył do niego i śmiali się ze mnie,
dopóki Luhan nie walnął ich ścierką.
-To jest poważna
sprawa! Soo, opowiedz im.
Dalej patrząc w okno
przytoczyłem przebieg mojego spotkania z ciemnowłosym, pomijając jednak moje
refleksje na temat jego ust. Pod koniec opowieści Chanyeol był naprawdę
zainteresowany.
-To zupełnie nie w
stylu Kai’a. On dąży do tego, by zaliczyć swoją ofiarę. A to, o czym mówisz…
Jakby walczył sam ze sobą. Jakby ukrywał, że się w tobie zakochał.
Na samą myśl o tym, że
tak mogłoby być, serce zabiło mi szybciej. Co do cholery się ze mną działo? Pokręciłem
głową.
-Masz niezłą minę,
Dyo. Jakby Gwiazdka została przełożona na jutro- zaśmiał się Xing.
-Wcale nie!- speszyłem
się. On i Chan wymienili znaczące spojrzenia.
-Przyznaj, że po
prostu się w nim zakochałeś- powiedział ten drugi.
-Ale…- zająknąłem się.
-Kyungsoo, nas nie
oszukasz- dodał Lay. Przeklęty jednorożec. Opuściłem głowę. Czyżby mieli rację?
-Jutro idziemy na
zakupy- powiedział nagle Luhan. Zbił mnie z tropu. Co? Zaraz puścił do mnie
oczko, a ja zrozumiałem bez problemu. Odwrócił uwagę chłopaków.
-Jasne- pokiwałem
głową energicznie.
-To może chodźmy spać-
zaproponował blondyn. Zanim nasi przyjaciele zdążyli zareagować, już leżeliśmy
w śpiworach.
Furia Luhana bezcenna XD jak zwykle super ^^ a ta scena z całowankiem taka kawaii~ <3
OdpowiedzUsuń~ Samara :3