środa, 25 marca 2015

Chance- rozdział V



        Po raz kolejny dedykacja dla Samary unnie, która zrobiła słodkie oczka i voila!- dodatkowy rozdział. ~Ree                                   
                                                                 POV D.O
Stałem w centrum handlowym i gapiłem się w swoje odbicie. Dlaczego ja się na to zgodziłem?

            To Lulu wymyślił, że zmienię sobie fryzurę. Myślałem, że będzie trzeba je trochę podciąć, ale on uparł się na farbowanie. Potem ja poszedłem do łazienki się obejrzeć, a on zaciągnął chłopaków do jakiegoś sklepu. W końcu prześladowca nie napadnie mnie w toalecie, nie?

            Tak więc gapiłem się na swoje odbicie w gigantycznym lustrze. Miałem czerwone włosy i wygolone czarne boki. Ciekawie. Trochę mi zajmie przyzwyczajenie się do takiej zmiany. Oby KaRya nic nie mówiła.

-Do twarzy ci, wiesz?

Nie, cholera, tylko nie to… Odwróciłem się w lewo. No oczywiście. Kai uśmiechał się do mnie w ten swój szczególny sposób.

-Jeśli myślisz, że dam ci się przerżnąć w łazience…- zacząłem, starając się nie pokazywać mu, jak bardzo świruję, gdy jest w pobliżu.

-Ktoś tutaj pokazuje pazurki- zaśmiał się cicho, jednocześnie zanurzając dłoń w moich włosach. Zamarłem. Co on robił?

-Nie bój się, nie mam zamiaru cię skrzywdzić.

-Jasne. Wierzę ci jak jasna cholera.

Druga jego dłoń wylądowała na moim pasie. Swobodnie przyciągnął mnie bliżej siebie. Znowu to samo. Zadrżałem mimowolnie.

-Powiedziałem, nie bój się- mruknął, przypatrując mi się.

-Puść mnie- starałem się unikać jego wzroku.

-A chcesz tego?

-Oczywiście, że tak- no cudownie, sam sobie nie uwierzyłem. A co dopiero on. Z lekkim uśmiechem połączył nasze usta, a ja znowu umarłem. Starałem się walczyć ze sobą, przerwać to, ale po prostu rozpływałem się w jego ramionach. Doprowadzanie mnie do takiego stanu powinno być nielegalne.

-Z-znajdź sobie inną ofiarę, Kai- powiedziałem słabym głosem, gdy przestaliśmy. Wyrwałem się z jego objęć i ruszyłem do wyjścia.

-Kyungsoo- szepnął, łapiąc mnie za nadgarstek. Czy mi się wydawało, czy miał łzy w oczach? Nie, to pewnie to oświetlenie. Przecież on nie płacze. On się bawi innymi. Zabrałem rękę i wyszedłem szybko. Przed łazienką stali moi przyjaciele i patrzyli na mnie.

-Martwiliśmy się, Lay widział Kai’a kręcącego się po sklepach- powiedział Chanyeol.

-On gdzieś tu jest- dodał spanikowany Yixing.

-Wiem- odpowiedziałem głucho, zerkając na drzwi do łazienki.

Jeśli go nie kochałem, to dlaczego tak bolało?

♥ ♥ ♥ ♥ ♥

POV KAI


            Wszedłem do domu, trzaskając drzwiami. Napotkałem zdziwione miny Krisa i Sehuna, ale zupełnie ich zignorowałem. Po prostu chciało mi się płakać. Nie rozumiałem, dlaczego. Przecież czasami nie udawało mi się złapać upatrzonej osoby. Wtedy wybierałem kogoś innego.

Ale nikt nie może zastąpić Kyungsoo.

            Potrzebowałem porozmawiać. Wszedłem do pokoju z zielonymi drzwiami. Zupełnie olałem zdziwione spojrzenie przesiadującej tam Amber, skupiłem się tylko na postaci w kącie pokoju.

-Baekhyun, mam sprawę.

-Mówi się „dzień dobry”.

-Powiedz mi, co czujesz, kiedy patrzysz na Chanyeola?

Zauważyłem zmianę w jego twarzy. Gdy się odezwał, głos mu drżał.

-Nie chcę o tym gadać.

Amber bezgłośnie go poparła, posyłając mi karcące spojrzenie. Przykucnąłem obok niego. Skulił się, powstrzymywał od płaczu.

-Czy…- chwilę szukałem odpowiedniego słowa- Czy chcesz wtedy być blisko niego? Serce ci szybko bije?

Powoli pokiwał głową. Przymknąłem oczy, starając się uspokoić. To nic takiego.

-Czy kiedy go zabrakło, poczułeś się w połowie martwy?- wypaliłem, zanim zdążyłem pomyśleć. Brązowowłosy wybuchnął płaczem.

-Kai- powiedziała czarnowłosa dziewczyna, wskazując mi drzwi. Chwilę później byłem razem z nią w swoim pokoju.

-Co ci odwaliło, żeby mu o tym przypominać?- syknęła.

-Sam nie wiem… Ja nie chciałem…- wyjąkałem.

-Ale, najważniejsze, skąd wiedziałeś, jakie są odczucia Baekhyuna?

-NIE WIEM! SKĄD MAM DO CHOLERY WIEDZIEĆ, SKORO NAWET NIE WIEM, CZYM JEST MIŁOŚĆ?!- krzyknąłem, rzucając poduszką o ścianę. Przypomniało mi się spojrzenie Kyungsoo, tak przepełnione smutkiem. Nie chciałem, by tak patrzył. Obwiniałem siebie za to, że cierpiał.

 Jeśli go nie kochałem, to dlaczego tak bolało?

-Co ci odwaliło?- Amber patrzyła na mnie ogromnymi oczami. Ukryłem twarz w dłoniach.

-Czy kiedyś uświadomiłaś sobie, że kochasz kogoś, ale było już za późno?

-Kai, mów po ludzku. Zakochałeś się?

Pokiwałem głową.

            Coś do mnie mówiła, ale nie słuchałem już. Przypomniałem sobie, jak codziennie obserwowałem chłopaka. Spędzał czas z przyjaciółmi, śmiał się, żartował. Nawet na sekundę nie zostawał sam. Po szkole biegał pracować w kawiarence tego całego Luhana. Czasami przychodziłem tam tylko po to, by oglądać, jak kręci się w różowym fartuszku- wyglądał w nim absurdalnie uroczo- i rozdaje klientom zamówienia. Kiedy jego szef znikał na zapleczu, on opierał się o ladę i ucinał sobie pogawędki z Chanyeolem albo Yixingiem. Dużo się śmiał, ale inaczej niż gigantyczny były chłopak Baekhyuna. Śmiech Kyungsoo był dźwięczny, mógłbym go słuchać w nieskończoność. Kiedy wczoraj nikt z jego ochrony nie pojawił się w szkole, poszedłem za nim. Fascynowała mnie jego płochliwość. Nie wiem, czemu go pocałowałem. Chciałem poznać smak jego ust, być bliżej niego niż ktokolwiek… A on mnie nie odepchnął. Na samo wspomnienie nieśmiałej odpowiedzi na moje pocałunki uśmiechnąłem się.

-Słuchasz mnie w ogóle?

-Nie za bardzo- mruknąłem bezmyślnie.

-Idź do Baekhyuna, będzie was dwóch.

-Jasne- wstałem, dalej rozpamiętując usta Kyungsoo. Jak oni na niego wołali? No tak, Dyo. Jak litery jego nazwiska. D.O.

Ruszyłem do pokoju swojego przyjaciela, nie słuchając, co za mną krzyczała czarnowłosa.

-K-Kai? Co ty tu robisz?- Byun miał oczy zapuchnięte i zaczerwienione od płaczu.

-Amber kazała mi przyjść, bo ty też nie słuchasz, co ona mówi- wymamrotałem.

-Czy ty masz gorączkę?

-Czasami- usiadłem na jego łóżku.

-Stary, ty po prostu bredzisz…

Zachichotałem. Oczy zrobił prawie tak wielkie, jak Kyungsoo.

-Od kiedy słuchasz się Amber?

-Tak- mój chichot przemienił się w histeryczny śmiech.

Straciłem go. Odszedł. Zraniłem najcudowniejszą istotę na świecie.

-Kai? Ale na pewno jest w porządku?

W odpowiedzi wybuchnąłem płaczem.

                                                       ♥ ♥ ♥ ♥ ♥

POV D.O.                                                                          


            Gapiłem się bezmyślnie na stół w domu Luhana. Nie wiedziałem, jakim cudem chłopak ubłagał KaRyę, bym mógł zostać jeszcze jedną noc. Nie wiedziałem, po co to zrobił. Towarzystwo ze mnie żadne.

-Napijesz się herbaty?- zapytał gospodarz. Pokręciłem głową.

-Cholera, Kyungsoo, powiedz coś!- Yixing usiadł obok mnie i spojrzał na mnie uważnie. Chwilę po prostu siedziałem i milczałem.

-A co chcesz usłyszeć? Że jest dobrze? Nie jest dobrze, do kurwy nędzy- powiedziałem, zaciskając jedną z dłoni w pięść. Nie powiedziałem im, co się stało wczoraj w łazience w centrum handlowym. Już żałowałem swojej decyzji, tego, że wyszedłem, tego, że przyszedłem do tej szkoły…

 W ciszy rozbrzmiał telefon.

                   POV CHANYEOL


        Powoli odebrałem komórkę. Nieznany numer.

-Halo?

-Park Chanyeol?- wszędzie rozpoznałbym ten głos.

-Czego chcesz, Kris?

-Wiem, że nie powinienem dzwonić, ale uznałem, że masz prawo wiedzieć…

Zrobiło mi się dziwnie zimno.

-Co się stało?- zapytałem cicho.

-Baekhyun jest w szpitalu.

1 komentarz:

  1. Oczywiście dziękuję za dedykację :3 Dyo w czerwonych włosach, WTF!?! xd Kai taka telepatia ^^ z niecierpliwością czekam na następne ^w^
    .
    .
    .
    .
    .
    CO TY ZROBIŁAŚ Z BAEKHYUNEM, JA SIĘ PYTAM!?!??!?!?!? =^-^=
    Pozdrawiam <3
    ~ S. E.
    PS: gejoza się pisze, Jamerus = porażka O.o

    OdpowiedzUsuń