środa, 4 maja 2016

Oneshot- niespodzianka

Tytuł: Brak (upsss, wybaczcie)
Pairing: Niespodzianka
Gatunek: Fluff
Autor: Kim Naree ^u^


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Nuuuudzi mi sięęęę- westchnął Yongguk, patrząc na swojego współlokatora. Ten podniósł wzrok znad telefonu.
-Boże, musisz mi przeszkadzać?- zapytał z irytacją.
-Pomóż mi. Pomóż pomóż pomóż…
Kim Himchan przewrócił oczami w charakterystyczny dla siebie, sukowaty sposób.
-Dobra. Załatwię ci zajęcie na następne LATA, żebyś się odczepił. Daj mi telefon.
-Co?
-Daj mi telefon, Bang.
Chłopak westchnął ciężko i wypełnił polecenie. Jego znajomy chwilę coś klikał, po czym oddał mu urządzenie z kamiennym wyrazem twarzy.
-Co to jest?- Yongguk spojrzał z obrzydzeniem na pasteloworóżowe tło aplikacji.
-Twoja zabawa życia, Bang. Tu ustawiasz preferencje, informacje o sobie, a potem po prostu wciskasz to magiczne brokatowe serduszko. Aplikacja wylosuje ci partnera do rozmowy. Możesz z nim pisać jakiś czas, jeśli nie uznasz go za zajebistego, wciskasz krzyżyk. Jeśli jednak, możecie się dodać do… nazwijmy to „znajomych”. Kontakty masz tutaj.
-Jesteś pojebany.
-Baw się dobrze, ja idę na zakupy. Papaaaa.
Guk został sam. Westchnął ciężko i spojrzał w lustro. Poprawił ciemne włosy i uśmiechnął się do swojego ziemniaczkowatego odbicia, po czym zaczął wypełniać kolejne rubryczki w informacjach o sobie.
Nazwa użytkownika: bangster
Przedział wiekowy: 20-25
Płeć: mężczyzna
Zainteresowania: muzyka, filmy wojenne
Już go to zmęczyło. W preferencjach ustawił tylko płeć (mężczyzna) i przedział wiekowy (taki sam, jak swój). Wziął głęboki oddech i wcisnął to durne, pedalskie serduszko.
CheeseCake~
Hej hej ;)

bangster
Ummm, cześć?

CheeseCake~
Jestem Daehyun, lubisz sernik?

-Kurwa, co?- Yongguk gwałtownie zakończył konwersację. Bez sensu.
Wciśnięcie serduszka po raz kolejny było kwestią dwóch minut.
Himchan wrócił do mieszkanka około dwudziestej. Panowała błoga cisza. Uśmiechnął się pod nosem.
-Wróciłem- zanucił, wchodząc do salonu. Jego współlokator westchnął.
-Ludzie to pojeby. Ta aplikacja odbiera mi wiarę w nasz gatunek.
-Nie mów tak, jakbyśmy byli jednym gatunkiem- Kim zmierzył go pogardliwym spojrzeniem.
-Jakiś chłopak pytał, czy jestem zainteresowany problemem kwadratury koła… Mózg mi eksplodował, kiedy zaczął tłumaczyć.
-To nie mój problem. Baw się dalej- Himchan ruszył z masą toreb do swojego pokoju. Bang znów został sam. Nalał sobie wody i z rezygnacją znów wylosował rozmówcę.

bangster
Błagam, nie bądź dziwakiem

tatsmato ♥
Czyżby złe doświadczenia? XD

bangster
Nie pytaj ;-;

tatsmato ♥
Oki doki Σ(ノ°▽°)ノ

bangster
Wyglądasz na całkiem normalnego… Czy może się mylę?

tatsmato ♥
Uważam się za normalnego. I lubię kawę (♥ω♥ ) ~♪

bangster
To brzmi całkiem normalnie

tatsmato ♥ dodał użytkownika bangster do kontaktów

tatsmato ♥
Miło mi :33

Yongguk spojrzał na zegarek, a potem na lustro. Uświadomił sobie, że policzki bolą go od uśmiechania się.

bangster
Obawiam się, że muszę uciekać do łóżka, jutro praca…

tatsmato ♥
Oki, odezwij się jutro, o ile cię nie wystraszyłem, hihi
Dobranoc, Bangie~
Mogę tak zdrabniać, nie?

bangster
Jasne. Dobranoc c:

Powoli odłożył komórkę, wciąż szczerząc się jak idiota. Wpakował się do łóżka, rozmyślając o tym, że może Himchan nie jest taki durny.
Poranek był ciężki, ale nie tak bardzo. Yongguk zaczynał pracę dopiero o dziewiątej, więc mógł siedzieć przy stole, pić koktajl ze szklanki z Tygryskiem i cieszyć się słońcem prześwitującym przez żółte zasłonki.

tatsmato ♥
Cześć, Bangie ╰(✧∇✧╰)

bangster
Hej, hej c:

tatsmato ♥
Mam nadzieję, że nie przeszkadzam

bangster
Nieee, zaczynam pracę dopiero za półtorej godziny

tatsmato ♥
To czemu nie śpisz? O.o

bangster
Mój współlokator wstaje na uczelnię i mnie budzi.

tatsmato ♥
Współlokator? Ale nie chłopak ani nic?

bangster
Nie, haha XD

tatsmato ♥
Co w tym takiego śmiesznego? O.o

bangster
Po prostu on jest trochę… Zwariowany. Zakupoholik, wieczna księżniczka…

tatsmato ♥
To brzmi jak opis osoby, którą widuję codziennie w lustrze ;*

bangster
Wybacz. Nie obrazisz się?

tatsmato ♥
Jasne, że nie, Bangie <3
Jesteś pierwszą w miarę normalną osobą tutaj~

bangster
Dziękuję ^^ To bardzo miłe z twojej strony.

tatsmato ♥
Wiem, jestem niezwykle miłą osobą.

Yongguk zaśmiał się. To zabrzmiało prawie himchanowo.

bangster
Muszę lecieć do pracy…

tatsmato ♥
Pa, Bangie <3

~*~*~
-Co masz taką minę?- zapytał Himchan, patrząc na swojego współlokatora. Był już bliski rzucania garnkami.
-Nic, po prostu Tats nie pisze od jakiejś godziny… A ty nie dajesz mi cierpieć, tylko zawracasz dupę.
-Jestem ciekaw, co by było, jakbyście się spotkali w realnym świecie. Wiesz, to już trzy miesiące, zachowujesz się jak zakochany szczeniak… A co, jeśli on nie jest tym, za kogo go masz?
-Przestań pieprzyć, Channie. To, że ty ostatnio znowu natrafiłeś na jakiegoś starego dziada…
-NIE PRZYPOMINAJ MI!- pisnął chłopak, ukrywając twarz w dłoniach.-To było okropne. Okropne.
Yongguk westchnął cicho, stając obok i uspokajająco przytulając go do siebie.
-Już cichutko. Po prostu na przyszłość zabieraj ze sobą paralizator na takie spotkania, dobrze?
-Dobrze, Gukkie- szepnął młodszy, biorąc głęboki oddech. Nagle poczuł się o wiele bezpieczniej. Trochę dziwnie, ale mimo wszystko…-Okay, puść mnie, śmierdzielu.
-Sam śmierdzisz!- zaśmiał się Bang, po czym ruszył do swojego pokoju. Może jego współlokator miał rację..?

tatsmato ♥
Przepraszam, że tak długo mnie nie było :c Musiałem zrobić jedzenie~

bangster
W porządku, nic się nie stało :3

tatsmato ♥
Jak się miewasz? XD

bangster
Tak właściwie to się nad czymś zastanawiam…

tatsmato ♥
A nad czym? Jak mogę ci pomóc???? ^^

Zaśmiał się cicho do telefonu. Ten jego entuzjazm zawsze go bawił.

bangster
Moglibyśmy się spotkać? No wiesz, tak… Na żywo?

tatsmato ♥
Oh… Wiedziałem, że kiedyś o to zapytasz XD

bangster
Błagam, nie mów, że jesteś jakimś gimbusem, który robi sobie żarty…

tatsmato ♥
Nie, spokojnie :* Możemy się spotkać, jeśli chcesz, Bangie. Jesteś z Seulu?

bangster
Tak~ Ty też?

tatsmato ♥
Mhm :33 Co za ulga… To gdzie chcesz się spotkać?

bangster
Ty wybieraj, księżniczko

tatsmato ♥
BANGIE! CHOLERA, RUMIENIĘ SIĘ PRZEZ CIEBIE, PRZESTAŃ >///<
Uhm… Znasz Pink Coffee Shop?

bangster
Jasne, że znam. Ten w centrum, tak? :33

tatsmato ♥
Tak… Tam możemy się spotkać. Co powiesz na sobotę?

bangster
Brzmi świetnie. Niech będzie sobota, w południe ^^

tatsmato ♥
Super :33 Po czym cię poznam?

bangster
Brązowe włosy, skórzana kurtka… Wezmę czerwoną różę ^^

tatsmato ♥
BANGIE, ZNOWU O///O
Ps. to brzmi świetnie *-*
A ja… Cóż, będę miał bluzę-króliczka ^w^

bangster
Awwwwwh…

tatsmato ♥
Okay, muszę spadać, nauka wzywa, eh…

bangster
Powodzenia, księżniczko~

tatsmato ♥
Oh god, Bangieeee, zaraz się tutaj spalę. Przestań…

bangster
Papaaa :33

~*~*~
Sobotni poranek. Yongguk po raz kolejny zerknął w lustro. Był cholernie zestresowany. Uśmiechnął się nerwowo do róży, którą trzymał w dłoni, po czym opuścił mieszkanie, kierując się do kawiarenki niedaleko.

Nie było zbyt dużych tłumów, więc bez trudu zajął stolik dla dwóch osób przy oknie. Siedział dłuższą chwilę, w sumie jego wina- przyszedł zbyt wcześnie. Czuł lekkie łaskotanie w brzuchu. Okropny stres zżerał go od środka.
W postrzeganiu Yongguka trwało to wieczność, zanim czyjś cień padł na stolik. Na początku bał się podnieść głowę. Musiał uspokoić oddech. Serce nie było takie posłuszne i tłukło się w klatce piersiowej, jakby chciało uciec.
-Bangie?- zapytał ktoś drżącym, ale jakże znajomym głosem. Yongguk powoli podniósł głowę i wszystko stało się jasne.
Cisza, która zapadła, być może dałaby się pokroić, gdyby któryś z nich miał przy sobie maczetę.
Himchan nerwowo pociągnął za różowe uszka swojej bluzy. Przygryzł lekko wargę.
-Mogę ci to wyjaśnić- mruknął w końcu.
-Dobrze, ale najpierw usiądź, Channie. Mam wrażenie, że jest dużo do tłumaczenia.
-Nie masz racji- odpowiedział młodszy, zajmując wolne krzesło.-Wyjaśnienie jest bardzo proste… Po prostu chciałem, żebyś… zobaczył we mnie kogoś więcej niż tylko irytującego współlokatora…
Znowu cisza. Yongguk powinien się czuć zdradzony, oszukany, wściekły… Ale tak nie było. Popatrzył na chłopaka po drugiej stronie stolika, uśmiechając się lekko.
-I nie mogłeś mi tego powiedzieć osobiście?
-Nie- młodszy opuścił głowę, rumieniąc się. Zaczął bębnić palcami o blat.
-Oj, księżniczko, księżniczko…
Jego rumieńce nabrały głębszego odcienia różu.
-Idź już, Gukkie. Muszę sporo przemyśleć…
-A co, jeśli nie chcę iść? Z tego, co wiem, to mamy jakieś plany.
-M-mamy?- Himchan niepewnie podniósł głowę. Czuł się kompletnie zagubiony. Myślał, że jego przyjaciel się wścieknie, a on wyglądał na rozbawionego.
-Kawa, kino i spacer, księżniczko, pamiętasz?
-No tak…
Yongguk uśmiechnął się lekko, zamawiając ulubione americano współlokatora. Dla siebie wybrał czekoladę.
Szykowało się interesujące popołudnie.

~*~*~

-Odprowadzić cię do domu, księżniczko?
Himchan zaśmiał się cicho, nie mogąc nic poradzić na różowy rumieniec.
-Jeśli chcesz…- mruknął, zerkając na ich złączone dłonie. Nawet nie zauważył, kiedy to się stało.
Dotarli do domu dosyć szybko. Yongguk uśmiechnął się, otwierając przed nim drzwi.
-Dziękuję, Gukkie. Dzisiaj było super- powiedział cicho młodszy.
-To ja dziękuję, księżniczko.
Zapadła cisza, tym razem tylko lekko napięta. Napięcie wzrosło, gdy nagle znaleźli się dziwnie blisko siebie.
-Lubię, kiedy mnie tak nazywasz, wiesz?- szepnął Himchan, przygryzając nerwowo dolną wargę.
-A ja lubię cię tak nazywać- Bang spojrzał prosto w sarnie oczy przyjaciela. Decyzja zajęła mu chwilę. Objął go w pasie i przyciągnął jeszcze bliżej, po czym delikatnie pocałował w usta. Młodszy przymknął oczy, otaczając jego szyję ramionami. Oddał pocałunek bez zastanowienia. Pozwolił swojemu sercu bić w szaleńczym tempie.
-Bangie? Położysz się ze mną dzisiaj?
Mężczyzna przewrócił oczami, ale uśmiechnął się szeroko.
-A co, księżniczka boi się sama?
-Tak- mruknął Chan, wtulając się w niego.
-Niech ci będzie, ale najpierw jedna rzecz.
-Jaka?- uniósł brwi.
-Odinstaluj aplikację, skarbie.
Zaśmiał się cichutko i wykonał polecenie, po czym zrobił to samo na telefonie starszego.
-Możemy już iść… umm... spać?
-Przecież jest dopiero osiemnasta- zauważył Yongguk.
-Wiem, wiem. Ale ja tak bardzo chcę spać…- dłonie Himchana powoli zaczęły się wsuwać pod bluzkę Banga.
-Cóż, to zmienia postać rzeczy.
I ruszyli do sypialni. Spać.

KOOOOOOOOOOOONIEEEEEEEEEEEEEEEEEEC

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

No to, ekhem.
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, UNNIE!!!! ŻYCZĘ CI KONCERTU OMG I F(X) W POLSZY, I DUŻO DZIKICH SHIPPÓW NA LEKCJACH HISTORII… <3333
Jejciuu, jesteś już stara, heheheehehehehehehehe żartuję, nie jesteś. Jesteś piękna i młoda~ Gratuluję kolejnego roku życia (omaiga, to już drugie urodziny ze mną, jakim cudem tyle przeżyłaś ^^) Szczęścia w karierze i życiu osobistym (Boże, to tak poważnie brzmi XD)
Wszystkiego naj!

P.s. Dziękuję za cukierki *-*

poniedziałek, 2 maja 2016

Opętany, cz. 16

-Co tu się dzieje?- Minho złapał się za głowę. Nikt mu nic nie mówił. Kai siedział pod drzwiami zamkniętego pokoju.
-To... To Kyungsoo- wyjaśnił Taemin szeptem, wychodząc z pomieszczenia, po czym pobiegł po świeże bandaże.
-Ten Zakapturzony?- wymamrotał Choi. Wszystko zrobiło się takie zawikłane...
-Hyung...- Jongin złapał rudzielca za nadgarstek.-Nic mu nie będzie, prawda?
-Pracujemy nad tym. Idź napić się kakao razem z Minho hyungiem, dobrze?

***

Gdy Kibum wmaszerował do kuchni dobę później, oboje zerwali się z krzeseł, wybudzeni z niespokojnego snu.
-Key-nim...
-Jest w stabilnym stanie. Potrzebuje dużo snu. Będzie z nim dobrze.
Kai usiadł z powrotem na krzesło, zamykając oczy.
-Jongin, będzie dla ciebie problemem zajęcie się nim? Ja i Taemin jesteśmy na nogach od stanowczo zbyt długiego czasu...
Minho spojrzał na niego morderczym wzrokiem.
-Taemin. Nie spał. Cały ten czas- wycedził.
-Zajmę się Kyungsoo- powiedział Kai, ruszając do pokoju. Kibum pomknął za nim. Choi zacisnął zęby i już miał go gonić, ale...
-Hyung?
Spojrzał na bladą, wymęczoną twarz chłopaka stojącego w progu.
-Minnie? Chodź tutaj. Aish, zajebię tego idiotę po prostu. Napijesz się czegoś ciepłego?
-Mmm... Mógłbym...- szepnął słabym głosem rudzielec, siadając obok. Choi obserwował, jak jego głowa powoli opadała.
-Hej, Minnie?
-Nie śpię! Nie... Śpię...
-Chodź, kotku- westchnął, biorąc go na ręce. Taemin przymknął oczy, wtulając twarz w jego szyję.
-Dobranoc, hyung...- szepnął. Minho uśmiechnął się i ułożył go w łóżku.
-Dobranoc, Minnie- mruknął i ucałował czoło śpiącego. 

***

O poranku Kibum obudził Minho i powiedział, że wszystko opanowane i będzie dobrze. 
-Pierdol się- odpowiedział zbudzony, pokazując przyjacielowi środkowy palec. 
-Kiedy zejdziesz na śniadanie? 
-Nie jestem głodny. Daj mi spać, kretynie.
Zapadła błoga cisza. Choi przymknął oczy. Już miał wpaść z powrotem w pułapkę snu, ale coś mu w tym przeszkodziło.
-Hyung?
Zamknął mocniej oczy. Udawał, że go nie ma. Zdziwił się, czując ciepło czyjegoś ciała.
-Key hyung kazał cię budzić... Ale chyba nie zezłościsz się na mnie, jeśli chwilę tu zostanę?- zapytał Taemin sennym głosem. Minho otworzył oczy, patrząc na niego. Po chwili zastanowienia otulił go kołdrą.
-Ooo... Teraz jest tak cieplutko...
Zaśmiał się cicho, obejmując zaspanego chłopaka, który niemalże odruchowo oparł czoło o jego klatkę piersiową.
-Jak... cieplutko...- wymruczał jeszcze Lee, zanim na dobre zapadł w sen.
Minęły dwie godziny, zanim Minho zdecydował się na obudzenie rudzielca.
-Minnie, kotku, wstawaj- mruknął z delikatnym uśmiechem.
-Hyung- wymamrotał chłopak, nie otwierając oczu.
-Pora na śniadanie.
-Minho hyung, nie zostawiaj mnie...- zacisnął swoje szczupłe palce na koszulce starszego, zanim otworzył oczy.-Dzień dobry, hyung. Czemu tak patrzysz?
-Mówiłeś przez sen.
Taemin zarumienił się lekko.
-Mam nadzieję, że nic głupiego. Przepraszam, hyung...
-Nie przejmuj się. Gotowy na śniadanie?
-A zaniesiesz mnie?- zaśmiał się, obejmując jego szyję. Zauważył, że Minho dawał mu poczucie bezpieczeństwa. No i był cieplutki.
-Jasne- westchnął Choi, podnosząc go. Ruszył do kuchni.
-W końcu... Awwwwh- Kibum uśmiechnął się znad garnków. Policzki najmłodszego przybrały czerwonego koloru, więc ukrył je wraz z resztą twarzy w koszulce swojego rycerza. 
-Co zjecie?- spytał Kim, uśmiechając się.
-Płatki- rozległ się stłumiony głos Lee.-Proszę.
-Brzmi smacznie. Dla mnie też- zaśmiał się cicho brunet, siadając na krześle.-Kai wciąż tam siedzi?
-Tak. Nasz chory potrzebuje dużo odpoczynku. Próbowałem to wyjaśnić temu upartemu dzieciakowi, ale z nim się nie da! Musi być tak, jak on chce.
-Tylko koło niego siedzi- zauważył Taemin, przesuwając nosem po szyi Minho jak rozleniwiony kotek.
-Tak, ale on też potrzebuje snu. Dodatkowo trudno się odpoczywa, gdy ktoś ci chlipie nad uchem, nie sądzisz?
-To brzmi smutno- mruknął Choi, starając się nie reagować przesadnie na ogromną ilość kontaktu cielesnego.
-Może i tak, ale muszę być bezlitosny, jeśli chcę wyleczyć chorego, ok?
-Spoko. Gdzie Jong i Onew?
-Pojechali zarabiać. W przeciwieństwie do ciebie- prychnął Key.
-Pomagam ci zajmować się domem!
-Zostałeś kogutem domowym?
Taemin zachichotał, tuląc się mocniej do mężczyzny.
-Hyung, chcę dzisiaj potańczyć- powiedział w końcu.
-To zły pomysł, Minnie. Jesteś jeszcze za słaby- zaprotestował od razu Choi.
-Moim zdaniem to świetny pomysł. Pójdę z tobą do studia, a nasz kogucik poczeka tutaj, aż chory się obudzi- Kibum uśmiechnął się mściwie, po czym ujął dłoń Taemina i ruszył z nim do jednego z wielu pomieszczeń w tym ogromnym domu.

***

Drzwi powoli otworzyły się. Była godzina szesnasta i Minho czuł się już nieco znudzony. Usypiał. Dlatego podskoczył, słysząc głos Jongina.
-To tutaj, hyung. Jesteś pewien, że to dobry pomysł? Przecież zostałeś poważnie ranny...
-Shh, Kkamjong. Wiem, co robię- drobny chłopak wszedł powoli do kuchni. Spojrzał na mężczyznę przy stole.-Oh... To ty.
-To ja- pokiwał głową Choi.-Nie jesteś przypadkiem ranny?
-Co z tego? Czas na obiad. Boże, kto normalny kładzie widelce obok łyżek? Widelce powinny być obok noży. No-ży.
Kai zakrył usta dłonią, hamując śmiech.
-Hyung jest ciut przewrażliwiony na tym punkcie- wyjaśnił z rozbawieniem.
-Co jest w lodówce? Cholera, przecież tak się nie da żyć...
Następne pół godziny Kyungsoo spędził na przestawianiu wszystkiego w kuchni. Żaden z chłopaków go nie powstrzymywał, wymieniali tylko rozbawione spojrzenia. Nie wiedzieli jeszcze, że zawisło nad nimi widmo wojny...

***

-KTÓRY SKURWIEL PRZEŁOŻYŁ WIDELCE OBOK NOŻY?!
Osiemnasta. Taemin zamarł z butelką wody w dłoni. Kai uniósł brwi, a Minho zaczął się powoli wycofywać.
Każdy z tej trójki był przekonany, że miał już doświadczenia z piekłem. Mylili się.
Piekło miało dopiero nadejść.


------------------------------------------------------------------------------------------
Napisałam! <3
Tak, wiem, dramatyczne zakończenie i w ogóle XDDDDDD

Pozdrowienia, wesołej majówki! :33
-Ree

wtorek, 26 kwietnia 2016

JA TO WSZYSTKO NADROBIĘ

Wiem, wiem. Rozdziału nie ma od huhuhu... Ale to z pewnego powodu.
Szykuje się nowa seria i to jest coś, przy czym czuję ten sam dreszczyk pasji, co przy "Chance". Plus będzie to coś dłuższego niż "Opętany", z o wiele bardziej rozbudowaną fabułą i światem, już się nie mogę doczekać, aż dostaniecie to do łapek <3
Cóż, tylko taki znak, że żyję. Mjeeełoooość~
-Kim Naree ^u^

wtorek, 12 kwietnia 2016

ASDFGHJKL

No witam, witam :33
Chciałam w tej chwili w imieniu ekipy bloga podziękować za 5000 wyświetleń!!!
[Miejsce na feelsy] IOQE;FUIHVQaoejf;iqh1DLJDC92345678GUJHJLUGUY
[koniec miejsca na feelsy]
To jest naprawdę supi i cieszymy się, że ktoś czyta i obserwuje, jak zmieniają się nasze style pisania~
DZIĘKUJEEEEMYYYYY~
Wyobraźcie sobie taką biedną Kim Naree, która siedzi z laptopem i śpiewa "Do What We Do" Jaya Parka, gdy nagle włącza bloggera i dostaje czkawki XD
Dosłownie
Zaczkawkowało mnie z szoku
Serio dziękujemy i mamy nadzieję, że będzie Was coraz więcej <333 
KOCHAM WAS WSZYSTKICH *macha jak Miss Universe*
-Ree

niedziela, 10 kwietnia 2016

BOYS AND GIRLS - Rozdział 1

Chłopcy siedzieli w kawiarni po całym wydarzeniu, nadal do końca go nie pojmując. Ostatecznie postanowili sobie nic z niego nie robić, poza drwinami. Ten głos co nadawał im te amuleciki był dziwny i najpewniej po prostu ktoś robił sobie z nich żarty. Albo po prostu byli w ukrytej kamerze, bo tak też mogło być, ale na jedno wychodzi, prawda?
Właśnie wybierali sobie to, co chcieli zamówić, ponieważ ktoś zaraz miał przyjść odebrać zamówienie. No więc karta przechodziła z rąk do rąk, co jakiś czas wracając do kogoś, kto nie mógł się zdecydować. W końcu podeszła kelnerka.
-Co podać?
-Mmm, czekoladowe latte- Kibum i Taemin przybili sobie piąteczkę.
-Espresso- burknął Minho.
-Dla mnie... Może zwykłe cappuccino- Jjong uśmiechnął się pod nosem.
-Ummm, ja poproszę sok jabłkowy- ziewnął Jinki.
Chwilę później każdy delektował się swoim zamówieniem.
-Mm, ale pycha- Kibum i Taemin przemówili jednocześnie. Znowu.
-Boże, ale z was psiapsiółki...- Choi skrzywił się.
-Zastanawiam się nad tym, co stało się w tym magazynie- westchnął Onew, bawiąc się nerwowo swoim wisiorkiem.
-Nie tylko Ty- westchnął Jonghyun- Od kiedy to jestem Hyuna? Albo..
-Cóż, Choi został Minah- powiedział Kibum z drwiącym uśmieszkiem, na co spotkał się z jego wkurwionym spojrzeniem. Postanowił zamilknąć na chwilę, zanim znów cokolwiek powie, bo chłopak wyglądał jakby serio miał zaraz przeskoczyć stół i się na niego rzucić.. Ale w tym negatywnym sensie, zboki B)
Taemin wydawał się jako jedyny jako tako rozbawiony sytuacją. Uśmiechał się delikatnie, dalej rozkoszując się czekoladowym latte, jakby poza nim nie było żadnych zmartwień. Teoretycznie chwilowo miał rację. 
ALE TYLKO NA CHWILKĘ.
-To do jutra. Spotykamy się rano tu i zastanowimy się, co z tym zrobić- ziewnął Jinki, wstając. Zapłacili i wyszli. 

***

O dziewiątej rano wszyscy spotkali się w umówionym miejscu. 
-Hej, Minah- uśmiechnął się wrednie Kibum. 
-Hej, królewno piękna. 
-Spokojnie na chwilę. Nie wiem, jak wam to powiedzieć, ale słyszałem ten głos...- westchnął Jinki. 
-Suuuper. To się robi schizowe. Skąd?- Jjong ukrył twarz w dłoniach. 
-Z amuletu! Też go słyszałem!- pisnął Taemin.-Amulet hyunga uniósł się i głos powiedział, że...
-Mamy iść do magazynu- zgadł Kibum. 
-Skąd wiedziałeś? 
-Intuicja. 
-Chodźmy i wyjaśnijmy tę szopkę- Minho wyprostował się. I ruszyli w drogę. 

***

Znaleźli się znów w magazynie. Pusto, wilgotno i zimno, nic nowego. Kibum zadrżał lekko. 
-Chłodno- stwierdził Minho, zerkając na niego. Po chwili wahania ściągnął bluzę i zarzucił na blade ramiona swojego na pewno nie przyjaciela. 
-Nie potrzebuję niczyjej łaski- wymamrotał blondyn, ale otulił się bardziej ciepłym materiałem i uśmiechnął się z wdzięcznością. 
-Czarodziejki. Czas na waszą transformację. 
Chłopcy zamrugali zaskoczeni, Na ich twarzach znów pojawił się mindfuck. Minho już chciał jakoś zareagować, gdy w okół niego pojawiło się dziwne, zielone światło. Nie zauważył kiedy porwało go ono w powietrze, a on sam poczuł chwilowy ból w całym ciele. Jednak tylko momentalnie. Kiedy stanął na ziemi, wszystko minęło. Tylko.. Zrobiło mu się jakby chłodniej, a jego włosy łaskotały go po ramionach oraz łopatkach. Miał je takie długie?
-O KURWA, MINHO, JESTEŚ KOBIETĄ- usłyszał głos Kibum'a. I w tej chwili ze wszystkimi stało się dokładnie to samo, co z nim. Każdego z nich otoczyło światło w takim samym kolorze, co ich amulety, wznieśli się w powietrze, chwilę trwali i znów stali na ziemi. Każdy wyglądał inaczej. Dokładniej, to..
Wszyscy. Stali. Się. Cholernymi. Dziewczynami. W. Dość. Obcisłych. Strojach. W. Odpowiednich. Kolorach.
Przez dłuższą chwilę milczeli, patrząc badawczo na siebie nawzajem. 
-Ja pieprzę, Taemin, masz cycki- oznajmiła dziewczyna w białym stroju. 
-Hyung! Znaczy... Oppa! Noona! Kurwa, no, Onew!- ruda postać zaczerwieniła się.
-To jest dziwne. Czekajcie, muszę coś sprawdzić- mruknął, a raczej mruknęła Kibum, czarodziejka nazwana Key.-Minah?
Dziewczyna w zielonym kompleciku podniosła głowę. 
-Tak?
Zapadła cisza. 
-Boże, przepraszam, ja odruchowo...
-Spokojnie- Key spojrzała na nią, poprawiając blond włosy.-Nie powiemy twoim kolegom z drużyny, że masz cycki. 
-YAH! 
-Czy mi się wydaje, czy żeński odpowiednik Kim Kibuma jest większą suką?- zainteresował się Jonghyun. 
Chaos uspokoił się dopiero, gdy rudowłosa dziewczyna usiadła na ziemi i zaczęła płakać. 
-Hej, Minnie, co jest?- dookoła zebrała się reszta.
-JA NIE CHCĘ BYĆ KOBIEETĄ!- zaszlochała, wydzierając się na cały magazyn. Echo dało o sobie znać jedynie przez chwilkę.
-I nie.. Znaczy..- Jinnie zaczęła się jąkać, bo nie wiedziała co dokładnie chce przekazać. Nie wiedziała, czy już na zawsze pozostaną w tej postaci, czy może odzyskają kiedyś penisy.
Z opresji wyratowała go Hyuna! ( kurwa, ale mi się to dziwnie pisze XDD )
-Minnie, nie płacz. Nie będziesz wiecznie kobietą! Zmieniliśmy się raz, to zmienimy i drugi!- powiedziała ze sztucznym przekonaniem, ponieważ całkowitego i prawdziwego w ogóle nie miała. Ani krztyny. Mimo wszystko zdołało to przekonać rudowłosą, bo ta po chwili przestała płakać, kiwając głową.
-Emm.. To co teraz, hyu..Noo... Dzie.. To co teraz zrobimy?- skrzywiła się rudowłosa. Musiała ogarnąć jak teraz miała mówić, a to było dosyć.. Trudne. To w końcu jej pierwszy raz, gdy mówiła o sobie i swoich towarzyszach ( teraz towarzyszkach ) w formie żeńskiej.
-Unni, pójdziemy sobie zrobić paznokcie?- Minah uwiesiła się na ramieniu Jinnie, piszcząc przesłodzonym głosem.-Unni, podobają ci się chłopcy z drużyny? 
Hyuna parsknęła śmiechem, a Key prychnęła z niedowierzaniem. 
-Bachor- oznajmiła, patrząc na brunetkę z wyższością. 
-Oh, Key unni jest dla mnie taka niedobra~
Minnie i jej starszy brat będący siostrą pokręciły głowami. 
-Okay. Spoko. Transformacja już za nami, co teraz? 
-Poznajcie swoje moce- odezwał się jak na zawołanie głos. 
-JA PIERDOLĘ!- wrzasnęła Minnie, a po jej palcach przebiegły fioletowe iskierki. 
-Ona chyba załapała- mruknęła blondynka, uśmiechając się. 
-Wiecie, co jest fajne? Patrzcie, jakie Key ma super cycki- Minah wyciągnęła dłonie, a wspomniana odskoczyła. 
-Łapy z daleka! Masz własne piersi- prychnęła.
-Ale unni, ja chciałam pomacać twoje~
Blondynka zamrugała słysząc to stwierdzenie. Minah za to nie wyglądała, jakby miała odpuścić. Co chwila podchodziła do dziewczyny z zamiarem zmacanie jej piersi, wierząc, że ta się w końcu zatrzyma. I cóż.. Miała w pewnym stopniu rację, bo tamta natrafiła na ścianę, a chciała zachować godność nie spierniczając ile sił w zgrabnych nogach.
Minah jednak zagrodziła drogę swojej ofierze, patrząc przy tym złowieszczo prosto w jej oczy.
-YAH! Pomacacie się kiedy indziej- próbowała je powstrzymać Jinnie. Jednakże na próżno.
Chwilę później od ścian magazynu echem odbił się jęk Key. Jęk. Minnie zaczerwieniła się, Hyuna wybuchnęła śmiechem, a Jinnie zrobiła facepalma.
Tak, Minah dorwała się do piersi Key, która jednocześnie nie wyglądała i wyglądała jakby jej to przeszkadzało. Mimo wszystko, trzeba było jednak zachować jako taką dobrą twarz i wyjść z dumą.. Albo przynajmniej zabrać ją drugiej osobie.
Ręce blondynki znalazły się na piersiach oprawcy.
I w sumie sytuacja wyglądała tak: Key przyszpilona do ściany z rękoma Minah na swoich piersiach, z czego ta druga również mogła pochwalić się położeniem tych części ciała na cyckach. Przepięknie, co nie?
-Dziewczyyynyyyy- najmłodsza ukryła twarz w dłoniach.-Błagam was.
-Demoralizujecie mi brata! Siostrę!
-Bratosiostrę- zarechotała Hyuna. Minnie spojrzała na nią morderczym wzrokiem.
Tymczasem Key wpatrywała się w dziewczynę przed sobą zdziwionymi oczami. Zastanawiała się, jak w ogóle doszło do czegoś takiego... i dlaczego jeszcze nie ucieka z krzykiem.
Mimo wszystko, ostatecznie odsunęły się od siebie, po cichu rejestrując dziwne zjawisko we własnych myślach. Sytuacja ich nie przeraziła ani nie obrzydziła, choć w sumie trochę powinna.
Blondynka postanowiła jednak grać typową divę, patrząc z oburzeniem na drugą i odeszła do pozostałych dziewczyn, które obserwowały "starcie".
-Skończyłyście?- Minnie spojrzała na nie błagalnym, a zarazem zażenowanym wzrokiem . Po prostu czuła się niekomfortowo.
-No nareszcie. Możemy się teraz skupić na tym "poznaniu swoich mocy"?- jej starsza siostra przymknęła oczy. Key wzruszyła ramionami, robiąc malowniczo-obrażoną pozę. Starała się ignorować głupawy śmiech Hyuny i zamyślone spojrzenia Minah. Skupiła się na najmłodszej z nich wszystkich.
-Jak robisz tę sztuczkę z błyskawicami?
-Nie wiem. To jakoś tak... Samo przychodzi. Ughhh, Hyuna unni, przymknij się.
Rozbawiona dziewoja w błękitnych ciuszkach zadrżała, czując, jak razi ją prąd.
-CO TY ROOOBISZ?
-Ej, przydatne- zachichotała Key, przybijając z Minnie piątkę.

***

 Siedzieli w domu najstarszej. Tylko u niej mogły czuć się w miarę komfortowo w swoich aktualnych postaciach- bez ukrywania i prób wyjaśnienia zaistniałem sytuacji, a to wszystko tylko z powodu jednego, drobnego faktu. Jinnie mieszkała.. Mieszkał.. Mieszkała sama.
-Co teraz..?- spytała najmłodsza, patrząc po wszystkich w pokoju.
-Myślimy jak ogarnąć to bagno( Panda ma skojarzenia ze Shrekiem... )
Zapadła cisza, przerywana jedynie przez ich ciche oddechy i wiatr obijający się okno.
-Więc..- zaczęła Minnie-Ma ktoś może jakiś pomysł..?
Key wzruszyła ramionami.
-Wyrzućmy Żabola przez okno, w każdej postaci jest wkurwiający i przeszkadza.
-Yah!- Minah zmrużyła oczy.-Przestań się mnie czepiać.
-Bo co mi zrobisz? Potraktujesz mnie swoim męstwem?
Hyuna parsknęła śmiechem.
-Boże, jakie to dwuznaczne.
-SPOKÓJ, KURWA!
-Jinnie, tak nie wypada damie- Minnie westchnęła ciężko.-Znaczy... unni.
Spojrzenia skierowały się na rudowłosą, która automatycznie na chwilę zamilkła, bo co innego miała zrobić, gdy wpatrywały się w nią jej niegdyś kumple, a teraz.. psiapsióły?
Cholera, co to za zmiana.
Jinnie postanowiła nie reagować na słowa siostry.
-"Piękno" i "wrażliwość"- powiedziała głośno Minah, unosząc z rozbawieniem brwi.
-Nawet nie przypominaj- westchnęła Hyuna, patrząc srogo na dziewczynę, która odważyła się odezwać w sprawie tych dziwnych "cech" czy czegoś tam. Reprezentacji? Cholera wie.
-Nie powinnyśmy zrobić tego, co kazał nam ten głos?- najmłodsza sięgnęła po gumę do żucia.-Mi się już udało. Co z wami?
-Niby jak mam użyć "mocy" piękna?- prychnęła Key, patrząc na ścianę, gdy nagle...-AAAA, PAJĄK!!!
Dziewczęta cofnęły się z piskiem pod drugą ścianę. Wyjątkiem była Minah, która patrzyła na pajączka zmęczonym wzrokiem.
-Serio? Aż taki straszny?
Żadna nie odpowiedziała. Były zbyt zajęte patrzeniem, jak stworzenie płonie zielonym ogniem.
-Wow, tyle dla męstwa- burknęła brunetka, patrząc na swój naszyjnik. Lśnił jasnym blaskiem.
-Yyyy...- mruknęła Jinnie.
-Jakby to ująć...- Hyuna nerwowo potarła swój kark.
-Nie patrz się na mnie jak na tego pająka!- Key schowała się za poduszką.
-Bo?- Minah uniosła brwi, obserwując blondynkę próbująca ukryć się za poduszką. Uzyskała krótką odpowiedź "Bo nie" więc usiadła gdzieś obok niej, starając zignorować delikatną irytację.
-Swoją drogą, jak to zrobiłaś?- spytała zaciekawiona Jinnie, wpatrując się uważnie w obiekt zainteresowania. Druga z nich zdołała użyć w jakiś sposób swojej mocy. Może miały jakiś sposób?
Dziewczęta jednak spotkały się jedynie ze wzruszeniem ramion.
Ich miny wyrażały typowe "szkoda", jednak ta należąca do Key nie mogła wyrażać niczego innego poza "Kurwa, serio?".
-Ej, moment- zaczęła Hyuna, marszcząc nieco czoło- Zabiłaś pająka. ( O NIE, CO ZA ZWYROL )
-Unni, sama piszczałaś na jego widok jak wariatka- brunetka przygryzła wargę nerwowo.
-Wcale nie!
-Wcale tak!
-CIIIIICHOOOOO- westchnęła Jinnie. Miała dość uciszania grupy dziewczyn.
-Ej, nie sądzicie, że ładnie by mi było z różową grzywką?- Key stanęła przed lustrem.-Jakby mogła się od tak...
Różowy błysk i...
-Nie no, to są jakieś żarty- zaśmiała się Minah.-Chyba masz najbardziej przydatną moc, unni.
I zaczęła się brechtać wraz z Hyuną.
Key wpatrywała się w swoje odbicie, całkowicie zaskoczona. Jej blond grzywka zafarbowała się na ten kolor, o którym wspomniała. Ot tak.
Mimo wszystko, tak jak mówiła, wyglądała świetnie. Dlatego szok, który wcześniej ją ogarnął, zniknął tak szybko, jak się pojawił. Co jak co, ale coś co wygląda tak ładnie, nie mogłoby być jakkolwiek złe, czyż nie?
-A żebyś wiedziała, Minah- spojrzała na nią z wyższością, unosząc nieco podbródek- Jeśli ty nie masz za grosz poczucia stylu, to ktoś musi mieć- powiedziała z niewinnym uśmieszkiem, za którym czaiło się istne zło. Właśnie on zawsze wywoływał albo burzę, albo coś wręcz odwrotnego.
Zaraz jednak uśmiech zszedł z jej twarzy i dziewczyna rozejrzała się po zebranych.
-Czyli podsumowując..- zaczęła Minah- Key ma moc farbowania grzywek.
-A ty moc palenia pająków.
-Milcz, śmieciu.
Key uśmiechnęła się słodko, pstrykając palcami przed jej twarzą. Choi odskoczyła, ale było za późno. Różowy błysk i jej kostium zamienił się w coś w rodzaju bikini.
-Woooo, seksownie!- ucieszyła się Hyuna. Sprawczyni zamieszania zaczerwieniła się.
-Nie tak to miało wyjść- mruknęła, patrząc na swoje dłonie.
-Key, nie urzeczywistniaj swoich dzikich fantazji na Minah- westchnęła Jinnie, patrząc na zamieszanie.
-NIE URZECZYWISTNIAM- żachnęła się, podnosząc wzrok tylko na chwilę, po czym znów go spuszczając. Widok Minah w takim kostiumie był niecodzienny i o dziwo, onieśmielający.
Spojrzenia wszystkich skierowały się na Key, która w tamtym momencie bardziej czerwona być nie mogła. Naprawdę to nie miało tak wyjść.
-Zaraz, zaraz.. Że co ona mi..- spojrzała w dół na swoje ciało i zamrugała- Poważnie?
-Nie do cholery, na niby- spróbowała się wybronić.
-Dziewczyny, dość już- poleciła Jinnie, patrząc na nie ostro.
-Spokojnie- Hyuna uśmiechnęła się.- Mamusiu. Zostały nam nasze moce. Musimy to rozgryźć.
-Skoro unni jest ochroną... Może trzeba w nią ciskać ogniem, żeby to coś dało?- Key trąciła łokciem roznegliżowany bok Minah.
-Mogę spróbować- dziewczyna wzdrygnęła się na ten dotyk, po czym posłała malutką kulkę ognia. Gdyby nie to, że blondynka w ostatniej chwili wylała na tę kulkę szklankę wody, Jinnie miałaby przepaloną twarz.
-To nie działa...- westchnęła z rozczarowaniem Hyuna.
-Zaraz zadziała. Minnie, pozwolisz?- Minah uśmiechnęła się, patrząc na najmłodszą.
-Ty chyba nie planujesz...- zaczęła Key, mrużąc oczy. Naszła ją chęć uduszenia dziewczyny. Naprawdę. Ale zanim zdążyła zrobić cokolwiek, ogromna kula ognia pofrunęła w stronę maknae.
Wszyscy wstrzymali oddech. Ogień rozpłynął się na mlecznobiałej ścianie, która otoczyła rudowłosą.
-Mówiłam?- Minah uśmiechnęła się z wyższością.-AU, KURWA!
Key rzuciła w nią kolejną książką.
-Głupia suka- syknęła.-Mogłaś jej zrobić krzywdę!
-Nic jej przecież nie jest! NO PRZESTAŃ KURWA- kolejne książki leciały w jej stronę.
Skończyło się na tym, że dziewczyny co chwila rzucały w siebie nawzajem różnymi przedmiotami. Twardymi, miękkimi. Jakimikolwiek, byle takimi, które nie dałyby rade się jakoś bardziej zniszczyć.
Minnie obserwowała nieco przerażona ich poczynania, instynktownie chowając się za jedynymi ogarniętymi osobami w pokoju.
-Do cholery jasnej, dziewczyny, dość!- wrzasnęła Hyuna, patrząc zirytowana na całe to zamieszanie. Martwiła się o nie wraz z Jinnie.
-Au....- Key spojrzała na swoją dłoń, na której pojawiło się rozcięcie. Jej przeciwniczka wytrzeszczyła oczy.
-Ja nie chciałam...- zaczęła.
-Zamknij się. No, pokaż mi to, ślicznotko- Hyuna poprawiła swoje błękitnawe włosy, siadając obok rannej. Delikatnie złapała ją za dłoń i przesunęła po skaleczeniu palcami. Chwilę później nie został nawet ślad po tej skazie na dłoni blondynki.
-Wow- mruknęła Key, patrząc na starszą z zachwytem.-Dziękuuuję!
Zaskoczona własnymi zdolnościami Hyuna dostała uroczego buziaka w policzek.
-Hmpf- mruknęła Minah, mrużąc oczy.
I w tym momencie usłyszały radosny głosik, który ostatnio sporo namieszał w ich codziennym życiu.
-Gratulację, Strażniczki! Odkryłyście swoje umiejętności!- wszystkie skupiły całą uwagę na głosiku, który jak się okazało, miał kontynuować swoją wypowiedź- Złapcie się proszę za amulety, a stanie się to, czego tak chcecie od ostatnich kilku godzin- poinformował i.. Zamilknął, gdy tylko wszystkie dotknęły niepewnie przedmiotów na swoich szyjach. Wszystkie otoczyło rażące światło w kolorach ich kostiumów i.. Znikło, jak gdyby nigdy nic, pozostawiając w miejscu dziewcząt mężczyzn, którymi byli przed przemianą. Nie zmieniło się w nich nic poza kolorem grzywki Kibum'a i tym, że Minho pozostał w samych bokserkach.
XXXXXXXXX

AYO WHADDUP KRIS XD
Powracamy z nowym rozdziałem, kekekekekekeke~ Mam nadzieję, że się spodoba~ 

-Ree :*

niedziela, 27 marca 2016

BOYS AND GIRLS- Prolog

Poranek był piękny, ptaszki śpiewały, a słoneczko srało tęczą...
Nie no, joke. Dzień jak każdy inny, a na stacji benzynowej śmierdziało spalinami. Kim Kibum zmarszczył nos, patrząc na swojego przyjaciela.
-Jinki, musimy się spotykać w twoim miejscu pracy? Nie mogłeś zostać menelem jak Jjong?
-Nie jestem menelem! Jestem artystą- wspomniany mężczyzna uśmiechnął się. Kibum i Jinki wymienili znaczące spojrzenia. Menel.
-Hej, o co tak właściwie chodzi?- zapytał Taemin, młodszy brat Jinkiego, mieszając swoją gorącą czekoladę.
-Idziemy dzisiaj gdzieś?- uśmiechnął się pracownik.
-I tylko po to nas tu zebrałeś?- Kibum uniósł brwi.
-ONEW!- zawołali wszyscy.
-No co? Myślałem, żeby zobaczyć tę nową kawiarnię...
Trójka pokiwała głowami.
-Dla mnie też spoko- powiedział chłopak w kącie. Nazywał się Choi Minho, był męskim mężczyzną i najlepszym kumplem Jonghyuna.
Kibum go nie znosił.
Nie miał ku temu powodów, ale i tak nie znosił. Bo mógł. No, chłopak po prostu działał mu na nerwy jak nikt inny. Ej, to w sumie był niezły powód! 
-W porządku..- Kibum pokiwał głową z cichym westchnięciem, przekonany do pomysłu Jinki'ego. Mogło być zabawnie. Większość wypadów kończyła się na niezwykle przyjemnych wspomnieniach, a on miał ochotę na odwiedzenie jakiejś kawiarni, restauracji.. Czegokolwiek. Pomysł z sekundy na sekundę zyskiwał w jego oczach coraz bardziej i bardziej. 
Zresztą, najwyraźniej nie tylko jemu. 
Taemin uśmiechał się delikatnie z tym swoim błyskiem w oku. Aprobata, bez wątpienia. Chłopak po prostu uwielbiał wychodzić całą grupą.
I każdy po chwili był w pełni zachwycony, nie mając ani jednego ALE, żeby nie pójść. Chyba, bo niektórzy potrafili uspokoić swe reakcje. 
-Czyli jak skończysz pracę, lecimy?- spytał z szerokim uśmiechem Taemin, przekrzywiając głowę w bok jak szczeniak, co było w jego wykonaniu niesamowicie urocze. I nikt nie miał pojęcia, czy chłopak zdawał sobie w ogóle z tego sprawę. 
Jinki skinął głową.

***

Droga do kawiarenki była dosyć prosta, ale zdążyli się zgubić już z trzy razy. Wszystko dlatego, że to Onew postanowił ich doprowadzić do celu. 
-Hyung, bez urazy, ale masz okropną orientację w terenie- westchnął Taemin, rozglądając się. Znaleźli się w jakimś opuszczonym magazynie. I nie mogli znaleźć wyjścia. 
Kibum umilał sobie czas, rzucając w Minho kamykami. Nie miał ku temu żadnych powodów, no może oprócz tej minusowej sympatii do chłopaka. Nudziło mu się i tyle. A Diva nigdy się nie nudzi. 
Błądzili i błądzili. Na nic. Wyjścia nie było. W końcu poddali się i usiedli na ziemi, która postanowiła się zatrząść. 
-To wina Kibuma i jego grubej dupy- oznajmił Minho i skrzywił się, gdy dostał kamieniem. 
-Pieprz się, Choi. 
-Oto nowa drużyna- obcy, damski głos rozbił się echem. Wszyscy spojrzeli na siebie. 
-Taemin, to ty?- zapytał nerwowo Jinki. Najmłodszy pokręcił głową. 
-Nie zobaczycie mnie, ale ja was widzę. Pięć pięknych, młodych kobiet zdolnych do walki ze złem. 
-Co kurwa?- mruknął Jonghyun. 
-Podejdźcie do stolika, Wybrane. 
Zapadła cisza. Pierwszy wstał Kibum i zrobił kilka kroków w stronę jaśniejącego mebla. 
-Oto pierwsza z was. Key, Piękno.
W powietrze uniósł się różowy wisiorek w kształcie diamentu i przylgnął chłopakowi do szyi.
-Druga.. Minah, Męstwo.
I w powietrze wzniósł się tym razem zielony wisiorek w kształcie miecza, po czym jak poprzedni przylgnął chłopakowi do szyi. Wszyscy mieli istne mindfuck'i na twarzach, ale postanowili chwilę poczekać, zanim jakkolwiek zareagują.
-Frajer- powiedział Choi do Kibuma, uśmiechając się zwycięsko. 
-Trzecia... Minnie, Energia.
Fioletowa błyskawica powędrowała do zaskoczonego maknae. 
-Czwarta.. Hyuna, Wrażliwość.
Błękitne serce znalazło się na szyi menela artysty.
-No i piąta. Jinnie, ochrona i dowodzenie grupą. 
Biała tarcza zawędrowała do zdziwionego Onew. 
-Ej, czy ten głos nie myli przypadkiem naszych imion?- burknął Minho. 
-Pięć Strażniczek Dobra powstaje na nowo. Chrońcie Seul zgodnie ze swoim przeznaczeniem. 
W okół rozbłysły dziwne gwiazdki, na ziemię spierdzieliły się serpentyny i confetti, a po tym było po wszystkim. Posiadaczka głosu chyba też zaginęła, Chyba, bo jej nie słyszeli ani nie widzieli. A szkoda, wiedzieliby komu urwać.. Coś.. Za robienie sobie z nich takich żartów.
-Ktoś mi wyjaśni co się właśnie stało?- spytał Minho, unosząc brwi.
-Wrażliwość- jęknął Jjong, patrząc na swój wisiorek.-Boże, to takie pedalskie...
-Mi to mówisz- westchnął Kibum.-"Key", też mi coś. 
-Nadal nie rozumiem, o co w tym wszystkim chodzi- Minho przewrócił oczami. 
I nagle dotarło do nich, gdzie znajdowało się od samego początku wyjście. Ruszyli w jego stronę, wciąż dyskutując o zajściu i nie zdając sobie sprawy, jak zmieni się ich dotychczasowe życie.
XXXXXXXXX

OK... Wyszło dość.. Dziwnie. 
Czyli wszystko w normie! XDD
Witamy w rozpoczęciu do kolejnego rozdziałowca! :DD
I od dzisiaj przedstawiam się jako panda, bo jest zamieszanie DX ( i chrzanić, żem kot )
~Pandzia! =^.^=
REE:
Dalej wyję z tego, że Jjong to wrażliwość, ok. 
Oto i prolog, witamy u bram naszej chorej wyobraźni!!!!
Dostałam piżamkę w gwiazdki, omo~
Miłych snów~
~Naree 

niedziela, 20 marca 2016

HATE- oneshot

Tytuł: Hate
Pairing: JongKey, JongTae
Gatunek: Angstopodobne
Autor: Kim Naree (tego nikt się nie spodziewał)

-Kocham cię, Bummie, do zobaczenia wieczorem- uśmiechnął się Kim Jonghyun, całując swojego chłopaka w nos. Ten zachichotał.
-Ja ciebie też. Leć już, bo się spóźnisz.
-Woah, księżniczko. Jak ty się o mnie uroczo martwisz…
Kibum opuścił wzrok z łagodnym uśmiechem.
-No, mam cię postraszyć patelnią, żebyś poszedł?
-Już, już lecę. Pa, skarbie~
-Na razie- posłał starszemu buziaczka, po czym zniknął w odmętach ich wspólnego mieszkania, wciąż utrzymując na twarzy ten palący grymas.
Koniec szopki. Jonghyun z ulgą wysiadł z samochodu. Zamknął dokładnie drzwi i ruszył do bramy. Sięgnął po portfel. Karta dostępu. Gdzież ona jest… W końcu dobył zguby, a jego wzrok padł na zdjęcie jego i Kibuma. Zrobili je dawno temu, w pierwszą rocznicę ich związku. Trzymał je dla wspomnień. Wszystko dla perfekcyjnej gry aktorskiej. Przyłożył kartę do czytnika i po chwili był już w ogromnym wieżowcu. Ruszył do swojego biura.
-Jess, zrób mi kawy- polecił swojej sekretarce. Skinęła głową i wstała od biurka. Rozkaz szefa koreańskiego oddziału wielkiej, międzynarodowej firmy był ponad wszystko.
Jonghyun zamknął za sobą drzwi. Znów tu był.
-Nie dasz mi dnia wytchnienia, co, kociaku?
-Stęskniłem się, hyung…- zgrabny szatyn uśmiechnął się do niego, z gracją zeskakując z biurka.
-Ale ja mam obowiązki. Muszę napisać raport…
W odpowiedzi chłopak podszedł bliżej, oplatając szyję mężczyzny swoimi jasnymi ramionami i przyciągnął go do namiętnego pocałunku.
Raport mógł jeszcze poczekać…
Kibum umył naczynia po śniadaniu, odkurzył półki i nakarmił rybki. Wszystkie obowiązki odhaczone, więc mógł usiąść na swoim ulubionym fotelu i przymknąć oczy. Jak zawsze. Co innego miał zrobić? Może innego dnia zadzwoniłby do Victorii, żeby umówić się na kawę i poplotkować, ale nie miał na to siły. Wciąż miał przed oczami poranną scenę, kolejny fragment wspaniałego przedstawienia pod tytułem „Idealny związek”. Czuł się wyprany ze wszystkich emocji. Dlatego po prostu zamknął oczy i poddał się tej szarej obojętności. Musiał jakoś przetrwać do wieczora, kiedy to Jonghyun wracał z pracy. Jego zadaniem było powitanie go z czułym uśmiechem, podanie ciepłej kolacji i pytanie o pracę. Mężczyzna miał odpowiedzieć „Nic nowego, księżniczko, jak zwykle masa zadań”, po czym spytać, czy nie nudzi się sam w domu. Odpowiedź nigdy się nie zmieniała. Zaprzeczenie. Przecież w domu było tyle ciekawych rzeczy. Po krótkiej kolacji musiał się udać do łazienki, by zmienić bandaże na rękach, po czym położyć się w łóżku i zasnąć u boku swojego partnera. Niezmienny scenariusz. Kim Kibum nie ukrywał, że był cholernie dobrym aktorem. Codziennie grał kochającego chłopaka, który wyczekuje swojego księcia z bajki w ich wspólnym, domowym zaciszu. Co noc udawał, że wcale nie czuje się dziwnie z tym, że Jonghyun nawet go nie dotyka. Za każdym razem ukrywał swój dobry węch. To dzięki niemu poznał już i wykuł na blachę jego zapach.
Nie wiedział, kim był on. Pachniał świeżo, więc musiał być młody. Na pewno młodszy niż Kibum. Nic dziwnego. W końcu Key miał już 27 lat. Oczywiście, że mógł przestać być atrakcyjny dla swojego partnera, prawda? Pogodził się z tym już dawno…
W takim razie dlaczego wciąż miał ochotę coś roztrzaskać, gdy o tym myślał? W końcu to była jego wina. Dlatego nosił bandaże. Sam siebie karał za to, że jest stary, nieatrakcyjny. Gdyby było inaczej, Jonghyun wciąż by go chciał, czyż nie?
Zamknął oczy, pogrążając się w codziennej śmierci.
Ostrożnie zapiął ostatni guzik koszuli drobnego chłopaka.
-A miałbym ten raport gotowy…- mruknął, składając motyli pocałunek na jego szyi.
-Oh, hyung, oboje wiemy, że nie możesz mi się oprzeć.
-Racja. Co robisz dziś wieczorem?
-Pieprzę się z prezesem pewnego oddziału firmy na tylnych siedzeniach jego samochodu.
Jonghyun uśmiechnął się szeroko, zadowolony taką odpowiedzią.
Spóźniał się. Kibum zamknął oczy. Już pół godziny. Ich przedstawienie miało opóźnienia i wiedział, co to znaczyło. Opóźnienia powtarzały się codziennie od dwóch tygodni. Przedstawienie dobiegało końca. Wyszedł z domu, by odetchnąć świeżym powietrzem i właśnie wtedy to zobaczył.
Jonghyun stał pod bramą z jakimś chłopakiem. Chłopak poprawił krótkie, jasnobrązowe włosy i uśmiechnął się uwodzicielsko. Widać było, że bezwstydnie flirtował. Kibuma coś zabolało na ich widok. Kiedyś to na niego Jong patrzył w ten sposób…
Nagle zawiał wiatr i poczuł ten zapach. Nagle wszystko stało się jasne. Oparł się o ścianę domu, a z jego ust wydobył się dźwięk, coś między krzykiem a szlochem. Całe jego cierpienie, cały ból, wszystkie emocje skumulowały się w tym jednym odgłosie. Jonghyun podniósł głowę, chyba go zauważył. Wszystko jedno… Przeczucia sprawdzały się, nadchodził finał przedstawienia.
-Taemin, muszę… iść…
Ah, więc takie było jego imię. Taemin. Ładne. Kibum pomyślał, że mógłby tak nazwać syna. Przymknął oczy.
-Bummie… Ja ci to wszystko wyjaśnię…
Kłamca, kłamca, kłamca.
-Co masz zamiar mi wyjaśnić?- zapytał pustym głosem.-Wiedziałem od dawna. Nie potrzebuję twoich wyjaśnień. Chcę tylko pomyśleć nad tym, gdzie iść.
-Iść?- Jonghyun spojrzał na niego pytająco.
-Koniec przedstawienia. Dziękuję, byłeś naprawdę dobrym aktorem. Wyćwiczyłeś się przez te lata.
-Bummie, o czym ty mówisz?
-Przestań. Proszę cię. Nie mam siły już tego ciągnąć. Koniec przedstawienia, czego nie rozumiesz?- Kibum zaśmiał się gorzko, po czym uderzył go w twarz. Ten jeden, jedyny raz.
-Key! Co ty robisz? Pozwól mi to wyjaśnić…
-Nie ma czego wyjaśniać. Spakuję się i już mnie nie ma.
Kim Jonghyun został sam pod ścianą i czekał na to, by stara miłość jego życia wyszła przez duże, zdobione drzwi.
Nie było tu za dużo rzeczy do zebrania. Jedna walizka, tylko tyle. Zabrał ją i opuścił dom pospiesznym krokiem.
-Bummie, czekaj…
Zatrzymał się naprzeciw niego. Stali kiedyś przed tym budynkiem, radośni i zakochani. Teraz te emocje nie istniały dla Kibuma. Już nie.
-Ty… Dlaczego to wszystko jest tak skomplikowane?
-To jest bardzo proste.
Ich spojrzenia spotkały się, gdy dokonywali chłodnej kalkulacji. Który mógł przegrać bitwę spojrzeń?
-Byłeś dla mnie wszystkim, Bummie.
-Kochałem cię jak idiota… Jak wariat, naiwny jak małe dziecko- stanął przed nim, kładąc mu ręce na ramionach, jak wówczas, wiele lat przedtem.-Nienawidzę cię, Kim Jonghyun.
Mężczyzna zamarł. Mógł tylko patrzeć, jak postać odchodzi. Był biernym obserwatorem.
Kim Kibum w końcu poczuł się wolny. Nie myśląc nad przeszłością, szedł przed siebie.
W końcu jutro nie mogło być gorsze od jego koszmaru…

------------------------------------------------------------
Przepraszam za długą nieobecność~
Nie wiem, kiedy następny "Opętany", emocje trochę mi się jebią i przez to powstają takie rzeczy jak powyżej. 
Zapraszam do komentowaniaaa~
-Kim Naree :* 

sobota, 12 marca 2016

2Min crackfick

Tytuł: Tancerz na łyżkach
Gatunek: CRACK, CRACK, CRACK
Autorki: Kim Naree & Kilmi a.k.a Panda

Opis: Lmao, nawet nie pytajcie

Choi Minho miał wszystko. No, prawie. Dobrze myślicie, nie miał basenu ze złotym dnem i sikającymi rtęcią delfinami. Nie miał też grupy kazachskich prostytutek wachlujących go zaschniętymi uszami słonia. Całe szczęście, bo to nielegalne.
Choi Minho był pisarzem. Nie zwyczajnym pisarzem, specjalizował się w fanfiction o gejpopie. Gejowskim fanfiction. Pisał je dniami i nocami, w wolnych chwilach rozmawiając ze sobą lub kotem Franciszkiem. Franciszkiem po przyjacielu przyjaciela, nie po papieżu.
Oprócz tych dziwnych rzeczy Choi Minho nie miał też miłości.
I stwierdził, że czas to kurwa zmienić.
Dlatego całą noc chodził po klubach z łyżkowym striptizem, oglądając się za swoją drugą połówką. Nie mógł jednak znaleźć swojego ideału, bo żaden nie interesował się gejpopem w takim stopniu jak on, a jeśli już, to był zbyt idealny albo wprost chujowy. Jego ukochany musiał sprawiać pozory niewinnego, ale musiał pokazać też w pewnych chwilach, że jednak potrafił zachowywać się jak członek stowarzyszenia clubu ninja.
I w końcu po długim chodzeniu, którejś nocy trafił na.. NIEGO.
[I ZOSTAWIĆ BIEDNEJ REE OPISY] [Dla Ciebie wszystko >:D :*]
ON był szczupłym, ale przy tym umięśnionym młodym chłopakiem o jasnej skórze i białych włosach. Wystarczyło jedno spojrzenie w roziskrzone, czekoladowe oczy, żeby Minho upewnił się, że to odpowiednia osoba. A jak ten chłopak się wyginał na łyżce... 
Od barmanki (przy okazji kazachskiej prostytutki, przypadek, nie sadzę) dowiedział się kilku rzeczy. Chłopak-cud posługiwał się pseudonimem Minnie i oddawał swoje ciało za... Gejpopowe fanfikszyn! Los uśmiechnął się do Minho, ale miał szczerbate zęby. OTP cudnego tancerza było bowiem GRi, a nasz biedny pisarz kochał GTOP i nie widział poza nimi świata. Ale czego się nie robi dla miłości? 
Zabrał się za tworzenie dzieła swojego życia. Tak, życia, bo to ono miało pomóc mu rozkochać w sobie tego oto chłopaka. Zignorował ból głowy i dziwny dym, ulatujący z jego uszu. Musiał zdobyć serce Minnie'go, a fanfikszyn było czymś co mu to fundowało. Przez fanfikszyn, do fapania i sapania, i do serca uzyskania! [Chyba jestem Bogiem, rapsy się sypią]
Kibicował sobie w myślach, wyobrażając już sobie swoje życie za całkiem krótki okres czasu. Tylko oczywiście niedosłowny, nie? Już po kilkunastu minutach mógł przyznać, że odwala kawał dobrej roboty, gdy nagle poczuł oddech na swoim karku. Włoski stanęły mu dęba (skąd się w ogóle wziął ten tekst? ;-;) i odwrócił się powoli, zasłaniając przy tym kartkę i przywalając komuś w brodę swoją cudowną, pisarską głową. 
-Au, ty idioto, chciałem pomóc- powiedział obrażonym głosem dziwny facet ze skrzydłami kury. Minho zamrugał kilkakrotnie.
-Kim ty...
-Aish, nie widzisz? Jestem kurczakiem chrzestnym! To ja dałem ci przy narodzinach talent do pisania fanfikszyn! 
-Oh, super. To ratuj. Jak inaczej napisać "tak"? Bo te jęki są takie... Monotonne. 
-A może "owszem"?- kurczak chrzestny wyczarował sobie słownik synonimów. Minho skinął głową i zapisał. 
"Oh, Jiyong, tam... Owszem, owszem...."
-Wytwornie- uznał.-Minnie to polubi. 
W cudownym nastroju tworzył dalej, stosując się do niezawodnych porad swojego kurczaka chrzestnego, który oczywiście wpierniczał przy okazji udka. Nie chciał się nimi podzielić, szkoda, jednak jak to twierdził, było to wyłącznie dla jego dobra. Nie, nie dobra Minho. Dla chrzestnego! Musiał coś jeść, cnie?
Zanim się obejrzał, jego dzieło już prawie było gotowe i mógł zastanawiać się jak to przekazać. Wpierniczyć się na jego scenę, uklęknąć przy łyżce i spytać czy przyjmie ten dar, by mu się na wieki oddać? O cholera, to był genialny pomysł! Chociaż.. A może to nie był taki dobry pomysł..?
-Jak mu to dać?- spytał. Kurczak chrzestny pokiwał głową w zamyśleniu.
-Sam nie wiem. Nie jestem zbyt inteligentny.
-Jak to nie? Dałeś mi talent do pisania fanfikszyn!
-Naprawdę sądzisz, że to takie inteligentne? Może... Umów się z nim albo coś? Albo wbij na scenę i mu to daj! O!
Pomysł wydawał się być praktycznie doskonały, ale jak się okazało - trudny w wykonaniu. Minnie znikał w najważniejszych momentach na czas nieokreślony, po czym pojawiałsię wtedy, gdy Minho już się poddawał. Aż w końcu trafił na porę idealną, gdy był w pełni gotowości, a białowłosy wyginał się na łyżce tak majestatycznie jak nigdy przedtem.. Wszedł na scenę, uklęknął przed chłopakiem i wyjął zza pleców kartkę z dziełem, niczym pudełko z bananową obrączką.
-O BOŻE! CZY TO... FANFIKSZYN?- krzyknął ktoś z widowni. W oczach Minniego pojawiły się łzy wzruszenia.
-Niemożliwe... Z moim OTP... Skąd wiedziałeś?
-Intuicja- Minho uśmiechnął się szeroko.
 -Omomomo!- zadowolony praktycznie płakał z radości, nie wiedząc co powiedzieć- Kim jesteś?
-Twoim koniem na białym księciu, przyszłym żabolem, mężem i w ogóle, tak w skrócie Choi Minho- w myślach miał już widok na wspólną przyszłość. Został przywrócony do życia, gdy chłopak ukląkł przy nim patrząc mu w oczy, a on sam zorientował się iż sam praktycznie płacze napawany dziwnym uczuciem. A kiedy się tak na siebie patrzyli, ogarnął ich niewidzialny mocny, szeroki sznur z firanek, zwany chyba potocznie czerwoną nicią przeznaczenia~
Bajki i legendy były prawdziwe! pomyślał uszczęśliwiony odkryciem.

Po tamtym zdarzeniu Minho i jego wybranek spędzili upojną noc, a po nich jeszcze wiele następnych. Wzięli ślub, a Minnie porzucił swoją pracę i zajął się urządzeniem prywatnych... pokazów dla swojego męża. Cały czas czuwał nad nimi kurczak chrzestny, zsyłając co jakiś czas wenę na jakieś fanfikszyn. Wszyscy byli zachwyceni takim obrotem spraw.
I żyli długo i szczęśliwie...
Chyba XD

KOOOONIEC

A/N:
Kim Naree:
Omg, co my uczyniłyśmy. Przebacz nam, Shisusie XDDDDDD

Kilmi a.k.a Panda:
Krisus.. Tego się nie da wybaczyć, Naree XDD
No.. Dzięki za przeczytanie tego.. Czegoś XDD

poniedziałek, 7 marca 2016

Opętany, cz. 15

Zniknął.
Minho poczuł, że kręci mu się w głowie pod wpływem tego jednego słowa. A jeśli ten cały Luhan...
Nie, nie mógł tak myśleć. Musieli go znaleźć.
-To nie ten półdemon. On pachnie inaczej.
Westchnienie ulgi wydobyło się z jego ust. Kai oparł się o ścianę.
-Nie możesz tego wykluczyć, Key-nim. Luhan umie zmieniać postać i wszystko...
-Rozdzielmy się. Ja i Jongie pojedziemy do lasu, Onew hyung i Kai przeczeszą miasto, a Minho...
-Ja chcę iść sprawdzić swój dom i cmentarz- brunet przerwał Kibumowi.-Jeśli go nie znajdę, wrócę tu i będę czekał.
-Niech ci będzie. Chociaż mój plan był lepszy- skłamał ten. Tak naprawdę jego plan zakładał dokładnie to samo. 
-To co, do zobaczenia?- westchnął Jonghyun, nerwowo mnąc w rękach koszulkę.
-Powodzenia- szepnął Kai. 

***

Minho otworzył swój dom z nadzieją, ale odpowiedziała mu cisza. Cisza głębsza niż ocean, niż wszystko, co znał. Znienawidzona cisza, która nastała tu niewiele czasu wcześniej, naznaczając mieszkanie śmiertelnym piętnem. 
Przeszukał każdy kąt, ale na próżno. Nikogo nie było. Sprawdził wszystkie zakamarki. Razem i osobno, ale wszystko na nic. 
-Taeminnie...- szepnął.-Gdzie ty się podziewasz, co? 
Z jakiegoś powodu bał się zostawać sam w tym domu, ale nie umiał wyjść drzwiami. Ruszył do okna i zgrabnie ześlizgnął się po dachu. 
Spacer na cmentarz jak zwykle był dla niego drogą pełną wspomnień, czymś w rodzaju księgi, którą otwierał za każdym razem, gdy tylko stawiał stopę na białym chodniku. Widział małego chłopca biegającego po ogrodzie i zbierającego kwiaty. Widział, jak bawili się w królestwo z innymi kolegami, widział pierwszy dzień swojego młodszego brata w szkole i wiele innych dni, gdy bronił go przed starszymi chłopakami. Widział urodziny, kłótnie i rzeczy, które nabrały znaczenia dopiero wiele lat później. Widział to wszystko...
Brama cmentarza niezbyt zachęcała kogokolwiek do wejścia. Była stara i zardzewiała, a mimo to Minho traktował ją inaczej niż wszyscy, niemalże z czułością. Ta brama, niegdyś po prostu wejście na cmentarz, stała się świadkiem jego załamań i bólu. Ta brama była przy nim, gdy wszystko inne zawodziło...
Dotknął zardzewiałego metalu i ruszył wąską alejką do swojego celu. 
Znalazł się przy grobie, ale nie był sam. Przy zniczu leżały świeże, różowe róże, a na ławeczce siedział...
-Taemin?
-H-hyung...- chłopak uniósł głowę, ukazując zapłakaną twarz. 
-Minnie, wszyscy cię szukają...- Minho usiadł obok. 
-Przepraszam... 
-Co tu robisz?
-Hyung, ja widziałem... Widziałem, jak umierał... Oni go zabili, hyung... Na moich oczach... A ja nie mogłem nic zrobić...
-Cichutko- otarł jego policzki z łez.-Już dobrze...
Taemin wtulił się w niego i wybuchnął płaczem.
-Hyung... To moja wina... Przeze mnie on nie żyje... 
-Przestań gadać głupoty. 
-Ale...
-Ciii. Już dobrze, maleństwo.
Młodszy chłopak powoli się uspokajał. 
-Wracajmy do domu- szepnął w końcu, wziąwszy głęboki oddech.  
-Na pewno nie chcesz odpocząć?
-Nie... Wszyscy mnie szukają...
-No to chodźmy- Minho wstał i wyciągnął do niego rękę. Karmelowowłosy ujął ją niepewnie i ruszył za nim do wyjścia z cmentarza. 

***

W domu Key nikogo nie było. Weszli do środka. Dopiero teraz Minho przyjrzał się fryzurze młodszego chłopaka. 
-Uroczo wyglądasz, Minnie. 
-Key umma mówił, że ci się spodoba...
-A czemu o mnie mówiliście? 
-Oh, nieważne- Taemin zarumienił się delikatnie. 
-Awwwwh. 
-Hyung, zawstydzasz mnie... 
-Ale ty jesteś taki uroooczyyy~
-Hyung! 
Drzwi otworzyły się i do środka wparowali Jinki i Kai.
-Taemin hyung!- ten drugi podbiegł bliżej i przytulił chłopaka mocno.-Tak bardzo się zamartwialiśmy!
-Wiem, przepraszam za to...
-Najważniejsze, że nic ci nie jest- odetchnął Onew.
-Dokładnie. Komuś kakao?
Popijali spokojnie gorący napój, gdy drzwi otworzyły się z hukiem.
-Pomocy! Szybko!
Minho biegiem ruszył w kierunku głosu. Kibum i Jonghyun stali w korytarzu. Starszy trzymał na rękach drobną postać. Choi zauważył też krew. Naprawdę sporo krwi.
-Boże, co się stało?- zapytał. Key spojrzał na niego z poirytowaniem.
-Naprawdę to teraz takie ważne? Jak mi się ten dzieciak wykrwawi, to cię pogrzebię obok niego!
-Okay, okay. Co robić?
-Ugh. Jongie, zanieś go do pokoju gościnnego numer 3. A ty przygotuj świeże bandaże, płyny do dezynfekcji i koniecznie przyprowadź tutaj Jongina.
-Kto to jest?- brunet wskazał na postać. Nie mógł jej zidentyfikować przez krew i błoto.
-Koleś, który wysłał Luhana do piekła.
Minho szybko poszedł po bandaże. Wrócił z Kai'em, który rozejrzał się nerwowo.
-Key-nim, o co cho...- urwał. Zapadła cisza. Podbiegł do poszkodowanego, a jego oczy wypełniły się łzami.- Pomóżcie mu... Błagam...

sobota, 27 lutego 2016

,,Kto się czubi, ten się lubi" Rozdział 6

,,Kto się czubi, ten się lubi"
Rozdział 6
Sezon 1
01.06
====================
W pokoju panowała ciemność. Wzrok normalnego człowieka z problemem wskazywał by mu drogę i położenie najróżniejszych przedmiotów. Po prostu.. Nie, żeby coś.. Było ciemno jak w dupie.
Słońce dopiero pozwalało sobie na powolne wznoszenie nad linię horyzontu, wlekąc się niemiłosiernie. Wszyscy spali. Prawie.
Do uszu Taemin'a dotarł nieprzyjemny dźwięk. Coś zdecydowanie chciało zepsuć związek między nim, a łóżkiem. A to była więź niezaprzeczalnie silna. Zwłaszcza, gdy nie miał ochoty na pobudkę.
Wracając do rzeczywistości, czyjś budzik zakłócił jego spokojny sen i nie miał najwyraźniej zamiaru ucichnąć z własnej woli.
Mruknął coś pod nosem. Nie. On nie chciał wstawać. Było mu za ciepło i miło. Czy jego potrzeba pospania jeszcze paru godzin była tak niemożliwa do zrealizowania? Każdy człowiek z natury ma zapotrzebowanie na sen, przynajmniej.. 8 godzinny. Prawda? Chwila moment..
Przecież Kibum u niego nocował. To znaczy, jak to wzorowa druga matka, położył go wcześnie spać, nie zezwalając na jakikolwiek sprzeciw z jego strony.
Czyli ta okrutna diva miała zaplanowane coś z góry. Budzik zdecydowanie nie należał do niego, co wskazywało na to, że KTOŚ obrał sobie za cel obudzenie go wczesnym rankiem..
-Minnie, nie obchodzi mnie to, że chcesz dalej spać. Masz wstać i wyłączyć ten budzik czy tego chcesz, czy nie!- otworzył nieco zaspane oczy, orientując się jak ciemno było w danym momencie. Głos dochodzący z łazienki przydzielonej do jego pokoju wyraźnie zasygnalizował mu, że nikt nie wyłączy tego budzika. Był zdany na siebie.
-Ale mamo...- zaczął rozpaczliwym tonem, wiedząc, że tym zwróci na siebie uwagę swojego przyjaciela. Nie mylił się. Zaraz usłyszał kroki i drzwi od łazienki otworzyły się, wpuszczając do pokoju światło. Padało ono głównie na postać, która z niej wyszła.
Kibum był praktycznie gotowy. Jedyne czego mu brakowało, to makijaż. Wyglądał świetnie z kreskami, które podkreślały jego oczy, ale Taemin sądził, że i bez nich miał to coś. Nie rozumiał dlaczego jego przyjaciel wolał pokazywać się z nimi, jednak szanował zdanie. Chociaż miał ochotę czasem.. Nie, nie miał. Kibum bez kresek przedstawiałby się wyjątkowo dziwnie. Jego obraz wyryty w pamięci młodszego, zawierał je już od długiego czasu. Dziwnie czuł się, widząc to bez nich. Jednocześnie cieszył się, że jest najprawdopodobniej jedną z niewielu osób, które mogą zobaczyć divę w takim stanie.
Wracając do sytuacji, która miała miejsce.. Kibum splótł ramiona na klatce piersiowej, patrząc w jego stronę z pewnym zniecierpliwieniem. I w tym momencie popełnił oczywiście błąd. Taemin ignorując światło, które nagle dotarło do jego źrenic, zrobił minę taką samą, jak robią szczeniaki. Głodujące, małe psiaki. W tym samym czasie, oczy zaszkliły mu się nieco od napływających łez. Efekt ziewania w ten sposób, by nikt się nie skapnął, że to robi, zdziałał cud. Kim Kibum, diva bez litości, właściciel kocich oczu.. Wyłączył budzik, mamrocząc coś pod nosem. Dokładniej, narzekał na wrodzony urok chłopca. Nie komentował jednak tego zbyt głośno, zdając sobie sprawę, iż młody nie był świadom jak wiele mógłby zdziałać tą miną. A raczej.. pamiętał, że istnieje. Nie znał jednak jej mocy. Coś w tym stylu.
Chwile później młodszy przeniósł się do pozycji siedzącej, pocierając oczy.
-Która godzina..?- spytał, mrugając parokrotnie. Nadal nie był całkowicie pewny co działo się dookoła niego. Chciał wiedzieć też, czy ciemność w pokoju wywołana była bardzo wczesną porą czy może przez kotary, izolujące światło słoneczne od pokoju. Czy może obu?
-05:03, pora wstawać- I słysząc godzinę, o której został obudzony, zwątpił w ludzkość.
-... Nie. Nie wstaje.. daj mi jeszcze pospać, proszę..- przeciągał sylaby. Za wcześnie. Naprawdę.. Czy jego przyjaciel naprawdę musiał być aż tak okrutny? Czemu nie pozwalał mu pospać do 7, jak zwykle..? Albo przynajmniej do 6? Wiedział, że lubił spać.
Spojrzał w bok, jednocześnie krzyżując ramiona na klatce piersiowej, a z ust tworząc dzióbek. Chciał, żeby Kibum był świadomy, iż nie podobał mu się jego czyn i oczekiwał jakiegoś zadośćuczynienia. Albo przeprosin. Albo zmiany planu i przyzwolenia na dalszy sen. Jednak niebyt udało mu się doprowadzić do żadnego z podanych czynów. Zamiast tego zauważył jak ten wyciąga do niego dłoń.. A raczej do jego włosów, które zaraz potargał. 
Zirytowany rudzielec wydął dolną wargę. Nie, że bardzo przeszkadzało mu, gdy ktoś dotykał jego włosów, po prostu czuł się z tym trochę niekomfortowo. Nie chciał być traktowany jak dziecko, którym co prawda w pewnym stopniu nadal był. 
-No, już, wstajemy. Zrobię Ci naleśniki, dobra?- Kibum uśmiechnął się do niego, unosząc nieco jedną brew. 
-...- milczał, obserwując uważnie przyjaciela. Naleśniki brzmiały naprawdę dobrze, ale brakowało do nich jednego. Nie miał zamiaru dopowiadać, czego dokładnie, ale było to..
-No i kakao?- tak, właśnie tego brakowało do tego praktycznie idealnego śniadania.
-Zgoda!- uśmiechnął się szeroko, już całkowicie przekonany i zmotywowany, by wstać. 
--------------------------------------
Po kilkunastu minutach był w pełni gotowy do zejścia na śniadanie, którego zapach rozniósł się po całym domu. Uśmiechnął się, w pełni szczęśliwy, po czym dosłownie wbiegł do kuchni, gdzie krzątał się Kibum. No i naleśnik w locie, bo chłopak uwielbiał go zabawiać kuchennymi akrobacjami jedzenia, jakkolwiek to brzmi. Był po prostu niezwykle zdolny jeśli chodziło o gotowanie.
Żaden naleśnik po prostu nie był tak dobry, jak ten wykonany przez utalentowanego Kim Kibum'a.
-No i gotowe- zamroczony przez niezwykle przyjemne zapachy, nie zauważył, kiedy ten ułożył ostatniego naleśnika na talerzu. Dopiero burczenie w brzuchu wyrwało go z cichego zachwytu- Kakao leży już na stole. Weź proszę z dwa talerze i to, z czym chcesz naleśniki.
Jak polecił mu starszy, tak zrobił. Błyskawicznie odnalazł w lodówce dżem truskawkowy i nutellę, a później talerze. Wziął przy okazji łyżkę, nie będąc pewnym, czy ta znajduje się już na stole, czy niekoniecznie.
W kolejnym momencie znajdował się już w jadalni i zajmował ulubione krzesło, nakładając na talerz pierwszą porcję.
-Jak się spało, Minnie?- zaczął starszy, zaczynając jeść. Wyglądał, jak zwykle, na zadowolonego ze wszystkiego.
-Dobrze..- zaczął, biorąc pierwszego kęsa naleśnika z nutellą. Oczywiście przymknął oczy. Dlaczego to było takie smaczne?- Ale spałbym lepiej, gdyby ktoś nie postanowił mnie tak wcześnie obudzić- dodał, nie będąc tak naprawdę w jakikolwiek sposób urażony czy zdenerwowany za pobudkę. Mógł się w sumie spodziewać, Kibum zawsze wcześnie wstawał i lubił budzić innych.
Spojrzał na starszego, który uśmiechał się szeroko, niezwykle dumny z tego co zdążył zrobić od kiedy wstał. Ogarnięcie siebie, obudzenie "dziecka", zrobienie zajebistego śniadania (jak zwykle).
-W takim razie nie jest tak źle, sądziłem, że będzie gorzej- zaśmiał się.
Nie zauważyli, kiedy talerze i kubki stały się całkowicie puste, a oni nie mieli co ze sobą zrobić. Dochodziła ledwo 6, czyli w sumie..
-Bummie?
-Tak?
-Czemu, do cholery, wybrałeś tak wczesną godzinę na pobudkę?- załamał się. Mógł pospać jeszcze z godzinę i nic by się nie stało. Cholera, zwątpił w przyjaciela.
Oczywiście, odpowiedzi na pytanie się nie doczekał, chyba, że był nią łobuzerski śmiech.
-... Szykuj się na śmierć- powiedział, ze złowieszczym uśmieszkiem i ruszył na przyjaciela, który wstał i zaczął uciekać w sobie tylko znanym kierunku. Oczywiście, okazało się, że zmierzał do sypialni, gdzie ostatecznie spędzili całą godzinę, wypełnioną głośnym śmiechem, bitwą na poduchy i typowymi dla nich przekomarzaniami. Później udali się jakby nigdy nic do szkoły, licząc na przyjemną resztę dnia.
--------------------------------------
Siedzieli na ławce, przed drzwiami do klasy, gdzie mieli mieć lekcję, którą okazało się, że odwołali. Oczywiście, wszyscy, którzy przyszli niepowiadomieni, znaleźli sobie jakieś zajęcie, jednak mu, Kibum'owi i Minho było trudno cokolwiek ogarnąć. Siedzieli więc w trochę niezręcznej ciszy, co jakiś czas rzucając jakimś spostrzeżeniem.
Jego starsi towarzysze mówili jednak znacznie więcej niż on, nawet jeśli były to pojedyncze zdania. Nie chciał, żeby Minho miał mniej poświęconej uwagi przez to, że będzie rozmawiał z Kibum'em, a z drugiej strony nie wiedział też jak się w jego towarzystwie do końca zachowywać. Po ostatnim wydarzeniu, naprawdę było mu dość dziwnie z nim przebywać i pocieszał się faktem, iż nie został z nim jeszcze sam na sam, ale los bywa naprawdę okrutny, prawda?
-Minnie, zaraz wrócę. Minho, weź go popilnuj, dobra? Martwię się o tego dzieciaka- tak, dokładnie to jest ten parszywy los. Drugie jego imię to Kim Kibum. Cholerny człowiek. Nie mógł pozwolić mu pójść ze sobą czy coś takiego? Pod pretekstem np.. No cholera, co jak zostanie porwany przez Tom'a Riddle'a?! Tego z HP?! Jak Ginny?! Emm.. Za dużo HP, ojć..
-Kumam. Nie spiesz się- powiedział spokojnym tonem Choi, a on miał ochotę walnąć go w twarz. Oj nie, Kibum MIAŁ SIĘ POSPIESZYĆ.
-Umma, wracaj szybko..- powiedział ledwo słyszalnie. Oczywiście Żabol musiał się delikatnie skrzywić, a ten, do którego skierował słowa już przemierzał kolejne metry korytarza.
Spojrzał na charyzmatycznego, który oczywiście mu się przyglądał. Otwarcie, bez żadnych prób udawania, że nic nie robi. Speszył się, nie wiedząc, czy powinien coś powiedzieć. Postawił na pierwszy lepszy temat, który wciągał jego rozmówcę za każdym razem.
-Jak Ci minął weekend..?- spytał cicho, onieśmielony, bo nigdy nie był zmuszany do rozpoczynania konwersacji.
-W porządku- odpowiedział lakonicznie- Nie ma co odpowiadać, weekend jak weekend- dorzucił Choi, unosząc delikatnie ramiona w geście praktycznie żadnego zainteresowania tym tematem.
-... Naprawdę nie było nic, co czyniło go.. Umm..Wyjątkowym?- co jakiś czas przerywał swoje pytanie na rzecz zastanowienia nad tym, o co chce dokładnie spytać. Jak na razie czuł się niezwykle niezręcznie. Przy tym poczuł się jakoś inaczej, milej. Tylko z Kibum'em potrafił prowadzić rozmowę, bo tylko z nim miał możliwość, w końcu to jego kochana diva. Teraz miał możliwość spróbowania z kimś innym, co trochę go zmotywowało.
-Nic, a nic. Jonghyun jak zwykle drażnił mnie obecnością, a ja ćwiczyłem bieganie za piłką. Nic nowego ani ciekawego- wzruszył ponownie ramionami, wpatrując się w niego.
Taemin czuł się nieswojo z faktem, iż jest uważnie obserwowany, spróbował jednak dalej. Tym razem zaciekawiony naprawdę tym, czym zajmuje się Choi w wolnej chwili. Biega za piłką?
-Grasz w coś?- spytał, przekrzywiając głową i kierując na niego całą swoją uwagę. No, prawie. Co jakiś czas zerkał, czy nie nadchodzi Kibum, który wyratowałby go z "opresji". Jak na razie ślad jednak zaginął.
-W piłkę nożną- powiedział, kiwając głową z delikatnym uśmiechem i nadal nie spuszczając wzroku, przez co Taemin zaczął się prywatnie nimi fascynować przez ich kolor oraz wyraz. Kiedy wspomniał o tym, że gra, zauważył w nich błysk. Choi wyraźnie lubił grę.
-Musisz ze mną kiedyś zagrać- uśmiechnął się delikatnie. Na twarzy rozmówcy również pojawił się uśmiech.
-Umiesz grać?- spytał, zaciekawiony i rozbawiony jednocześnie.
-Właściwie to nie, dlatego mnie nauczysz- przygryzł dolną wargę, odwracając wzrok. Nie wiedział z jaką reakcją spotka się, gdy oznajmi coś takiego. Właśnie ujawnił dozę pewności siebie w krótkiej wypowiedzi i trochę bał się czy nie przesadził. Kiedy jednak usłyszał przyjemny dla ucha szczery śmiech, odczuł niesamowitą ulgę. Bezpieczny.
-W takim razie co powiesz na ten weekend?- spytał, unosząc z uśmiechem brwi. I w tej chwili Taemin musiał przyznać, że poczuł się naprawdę świetnie. Ze względu na to, iż starszy go zaakceptował jako człowieka i przynajmniej dobrego znajomego czy kolegę z zespołu, no i zaproponował mu spotkanie w formie nauki gry. Pasowało mu to. Jego pewność siebie i poczucie własnej wartości wzrosły wraz z nastrojem. Pokiwał energicznie głową z szerokim uśmiechem, mówiąc:
-Mnie pasuje!
~~~

================================================

☣☣☣

=================================================

Kolejny rozdział, wow, wow. 
Proszę, nie zabijajcie mnie za nieobecność i długość tego wytworu ;-; 
No i oczywiście, dzięki wielkie za przeczytanie tego czegoś i zapraszam również do czytania tego, co pojawi się w przyszłości c':
No i.. Pokornie proszę o komentarze z nadzieją, że rozdział wam się spodobał~
~Kilmi