poniedziałek, 2 maja 2016

Opętany, cz. 16

-Co tu się dzieje?- Minho złapał się za głowę. Nikt mu nic nie mówił. Kai siedział pod drzwiami zamkniętego pokoju.
-To... To Kyungsoo- wyjaśnił Taemin szeptem, wychodząc z pomieszczenia, po czym pobiegł po świeże bandaże.
-Ten Zakapturzony?- wymamrotał Choi. Wszystko zrobiło się takie zawikłane...
-Hyung...- Jongin złapał rudzielca za nadgarstek.-Nic mu nie będzie, prawda?
-Pracujemy nad tym. Idź napić się kakao razem z Minho hyungiem, dobrze?

***

Gdy Kibum wmaszerował do kuchni dobę później, oboje zerwali się z krzeseł, wybudzeni z niespokojnego snu.
-Key-nim...
-Jest w stabilnym stanie. Potrzebuje dużo snu. Będzie z nim dobrze.
Kai usiadł z powrotem na krzesło, zamykając oczy.
-Jongin, będzie dla ciebie problemem zajęcie się nim? Ja i Taemin jesteśmy na nogach od stanowczo zbyt długiego czasu...
Minho spojrzał na niego morderczym wzrokiem.
-Taemin. Nie spał. Cały ten czas- wycedził.
-Zajmę się Kyungsoo- powiedział Kai, ruszając do pokoju. Kibum pomknął za nim. Choi zacisnął zęby i już miał go gonić, ale...
-Hyung?
Spojrzał na bladą, wymęczoną twarz chłopaka stojącego w progu.
-Minnie? Chodź tutaj. Aish, zajebię tego idiotę po prostu. Napijesz się czegoś ciepłego?
-Mmm... Mógłbym...- szepnął słabym głosem rudzielec, siadając obok. Choi obserwował, jak jego głowa powoli opadała.
-Hej, Minnie?
-Nie śpię! Nie... Śpię...
-Chodź, kotku- westchnął, biorąc go na ręce. Taemin przymknął oczy, wtulając twarz w jego szyję.
-Dobranoc, hyung...- szepnął. Minho uśmiechnął się i ułożył go w łóżku.
-Dobranoc, Minnie- mruknął i ucałował czoło śpiącego. 

***

O poranku Kibum obudził Minho i powiedział, że wszystko opanowane i będzie dobrze. 
-Pierdol się- odpowiedział zbudzony, pokazując przyjacielowi środkowy palec. 
-Kiedy zejdziesz na śniadanie? 
-Nie jestem głodny. Daj mi spać, kretynie.
Zapadła błoga cisza. Choi przymknął oczy. Już miał wpaść z powrotem w pułapkę snu, ale coś mu w tym przeszkodziło.
-Hyung?
Zamknął mocniej oczy. Udawał, że go nie ma. Zdziwił się, czując ciepło czyjegoś ciała.
-Key hyung kazał cię budzić... Ale chyba nie zezłościsz się na mnie, jeśli chwilę tu zostanę?- zapytał Taemin sennym głosem. Minho otworzył oczy, patrząc na niego. Po chwili zastanowienia otulił go kołdrą.
-Ooo... Teraz jest tak cieplutko...
Zaśmiał się cicho, obejmując zaspanego chłopaka, który niemalże odruchowo oparł czoło o jego klatkę piersiową.
-Jak... cieplutko...- wymruczał jeszcze Lee, zanim na dobre zapadł w sen.
Minęły dwie godziny, zanim Minho zdecydował się na obudzenie rudzielca.
-Minnie, kotku, wstawaj- mruknął z delikatnym uśmiechem.
-Hyung- wymamrotał chłopak, nie otwierając oczu.
-Pora na śniadanie.
-Minho hyung, nie zostawiaj mnie...- zacisnął swoje szczupłe palce na koszulce starszego, zanim otworzył oczy.-Dzień dobry, hyung. Czemu tak patrzysz?
-Mówiłeś przez sen.
Taemin zarumienił się lekko.
-Mam nadzieję, że nic głupiego. Przepraszam, hyung...
-Nie przejmuj się. Gotowy na śniadanie?
-A zaniesiesz mnie?- zaśmiał się, obejmując jego szyję. Zauważył, że Minho dawał mu poczucie bezpieczeństwa. No i był cieplutki.
-Jasne- westchnął Choi, podnosząc go. Ruszył do kuchni.
-W końcu... Awwwwh- Kibum uśmiechnął się znad garnków. Policzki najmłodszego przybrały czerwonego koloru, więc ukrył je wraz z resztą twarzy w koszulce swojego rycerza. 
-Co zjecie?- spytał Kim, uśmiechając się.
-Płatki- rozległ się stłumiony głos Lee.-Proszę.
-Brzmi smacznie. Dla mnie też- zaśmiał się cicho brunet, siadając na krześle.-Kai wciąż tam siedzi?
-Tak. Nasz chory potrzebuje dużo odpoczynku. Próbowałem to wyjaśnić temu upartemu dzieciakowi, ale z nim się nie da! Musi być tak, jak on chce.
-Tylko koło niego siedzi- zauważył Taemin, przesuwając nosem po szyi Minho jak rozleniwiony kotek.
-Tak, ale on też potrzebuje snu. Dodatkowo trudno się odpoczywa, gdy ktoś ci chlipie nad uchem, nie sądzisz?
-To brzmi smutno- mruknął Choi, starając się nie reagować przesadnie na ogromną ilość kontaktu cielesnego.
-Może i tak, ale muszę być bezlitosny, jeśli chcę wyleczyć chorego, ok?
-Spoko. Gdzie Jong i Onew?
-Pojechali zarabiać. W przeciwieństwie do ciebie- prychnął Key.
-Pomagam ci zajmować się domem!
-Zostałeś kogutem domowym?
Taemin zachichotał, tuląc się mocniej do mężczyzny.
-Hyung, chcę dzisiaj potańczyć- powiedział w końcu.
-To zły pomysł, Minnie. Jesteś jeszcze za słaby- zaprotestował od razu Choi.
-Moim zdaniem to świetny pomysł. Pójdę z tobą do studia, a nasz kogucik poczeka tutaj, aż chory się obudzi- Kibum uśmiechnął się mściwie, po czym ujął dłoń Taemina i ruszył z nim do jednego z wielu pomieszczeń w tym ogromnym domu.

***

Drzwi powoli otworzyły się. Była godzina szesnasta i Minho czuł się już nieco znudzony. Usypiał. Dlatego podskoczył, słysząc głos Jongina.
-To tutaj, hyung. Jesteś pewien, że to dobry pomysł? Przecież zostałeś poważnie ranny...
-Shh, Kkamjong. Wiem, co robię- drobny chłopak wszedł powoli do kuchni. Spojrzał na mężczyznę przy stole.-Oh... To ty.
-To ja- pokiwał głową Choi.-Nie jesteś przypadkiem ranny?
-Co z tego? Czas na obiad. Boże, kto normalny kładzie widelce obok łyżek? Widelce powinny być obok noży. No-ży.
Kai zakrył usta dłonią, hamując śmiech.
-Hyung jest ciut przewrażliwiony na tym punkcie- wyjaśnił z rozbawieniem.
-Co jest w lodówce? Cholera, przecież tak się nie da żyć...
Następne pół godziny Kyungsoo spędził na przestawianiu wszystkiego w kuchni. Żaden z chłopaków go nie powstrzymywał, wymieniali tylko rozbawione spojrzenia. Nie wiedzieli jeszcze, że zawisło nad nimi widmo wojny...

***

-KTÓRY SKURWIEL PRZEŁOŻYŁ WIDELCE OBOK NOŻY?!
Osiemnasta. Taemin zamarł z butelką wody w dłoni. Kai uniósł brwi, a Minho zaczął się powoli wycofywać.
Każdy z tej trójki był przekonany, że miał już doświadczenia z piekłem. Mylili się.
Piekło miało dopiero nadejść.


------------------------------------------------------------------------------------------
Napisałam! <3
Tak, wiem, dramatyczne zakończenie i w ogóle XDDDDDD

Pozdrowienia, wesołej majówki! :33
-Ree

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz