Tytuł: Tancerz na łyżkach
Gatunek: CRACK, CRACK, CRACK
Autorki: Kim Naree & Kilmi a.k.a Panda
Opis: Lmao, nawet nie pytajcie
Gatunek: CRACK, CRACK, CRACK
Autorki: Kim Naree & Kilmi a.k.a Panda
Opis: Lmao, nawet nie pytajcie
Choi Minho miał wszystko. No, prawie. Dobrze myślicie, nie miał basenu ze złotym dnem i sikającymi rtęcią delfinami. Nie miał też grupy kazachskich prostytutek wachlujących go zaschniętymi uszami słonia. Całe szczęście, bo to nielegalne.
Choi Minho był pisarzem. Nie zwyczajnym pisarzem, specjalizował się w fanfiction o gejpopie. Gejowskim fanfiction. Pisał je dniami i nocami, w wolnych chwilach rozmawiając ze sobą lub kotem Franciszkiem. Franciszkiem po przyjacielu przyjaciela, nie po papieżu.
Oprócz tych dziwnych rzeczy Choi Minho nie miał też miłości.
I stwierdził, że czas to kurwa zmienić.
Dlatego całą noc chodził po klubach z łyżkowym striptizem, oglądając się za swoją drugą połówką. Nie mógł jednak znaleźć swojego ideału, bo żaden nie interesował się gejpopem w takim stopniu jak on, a jeśli już, to był zbyt idealny albo wprost chujowy. Jego ukochany musiał sprawiać pozory niewinnego, ale musiał pokazać też w pewnych chwilach, że jednak potrafił zachowywać się jak członek stowarzyszenia clubu ninja.
I w końcu po długim chodzeniu, którejś nocy trafił na.. NIEGO.
Choi Minho był pisarzem. Nie zwyczajnym pisarzem, specjalizował się w fanfiction o gejpopie. Gejowskim fanfiction. Pisał je dniami i nocami, w wolnych chwilach rozmawiając ze sobą lub kotem Franciszkiem. Franciszkiem po przyjacielu przyjaciela, nie po papieżu.
Oprócz tych dziwnych rzeczy Choi Minho nie miał też miłości.
I stwierdził, że czas to kurwa zmienić.
Dlatego całą noc chodził po klubach z łyżkowym striptizem, oglądając się za swoją drugą połówką. Nie mógł jednak znaleźć swojego ideału, bo żaden nie interesował się gejpopem w takim stopniu jak on, a jeśli już, to był zbyt idealny albo wprost chujowy. Jego ukochany musiał sprawiać pozory niewinnego, ale musiał pokazać też w pewnych chwilach, że jednak potrafił zachowywać się jak członek stowarzyszenia clubu ninja.
I w końcu po długim chodzeniu, którejś nocy trafił na.. NIEGO.
[I ZOSTAWIĆ BIEDNEJ REE OPISY] [Dla Ciebie wszystko >:D :*]
ON był szczupłym, ale przy tym umięśnionym młodym chłopakiem o jasnej skórze i białych włosach. Wystarczyło jedno spojrzenie w roziskrzone, czekoladowe oczy, żeby Minho upewnił się, że to odpowiednia osoba. A jak ten chłopak się wyginał na łyżce...
Od barmanki (przy okazji kazachskiej prostytutki, przypadek, nie sadzę) dowiedział się kilku rzeczy. Chłopak-cud posługiwał się pseudonimem Minnie i oddawał swoje ciało za... Gejpopowe fanfikszyn! Los uśmiechnął się do Minho, ale miał szczerbate zęby. OTP cudnego tancerza było bowiem GRi, a nasz biedny pisarz kochał GTOP i nie widział poza nimi świata. Ale czego się nie robi dla miłości?
Zabrał się za tworzenie dzieła swojego życia. Tak, życia, bo to ono miało pomóc mu rozkochać w sobie tego oto chłopaka. Zignorował ból głowy i dziwny dym, ulatujący z jego uszu. Musiał zdobyć serce Minnie'go, a fanfikszyn było czymś co mu to fundowało. Przez fanfikszyn, do fapania i sapania, i do serca uzyskania! [Chyba jestem Bogiem, rapsy się sypią]
Kibicował sobie w myślach, wyobrażając już sobie swoje życie za całkiem krótki okres czasu. Tylko oczywiście niedosłowny, nie? Już po kilkunastu minutach mógł przyznać, że odwala kawał dobrej roboty, gdy nagle poczuł oddech na swoim karku. Włoski stanęły mu dęba (skąd się w ogóle wziął ten tekst? ;-;) i odwrócił się powoli, zasłaniając przy tym kartkę i przywalając komuś w brodę swoją cudowną, pisarską głową.
Kibicował sobie w myślach, wyobrażając już sobie swoje życie za całkiem krótki okres czasu. Tylko oczywiście niedosłowny, nie? Już po kilkunastu minutach mógł przyznać, że odwala kawał dobrej roboty, gdy nagle poczuł oddech na swoim karku. Włoski stanęły mu dęba (skąd się w ogóle wziął ten tekst? ;-;) i odwrócił się powoli, zasłaniając przy tym kartkę i przywalając komuś w brodę swoją cudowną, pisarską głową.
-Au, ty idioto, chciałem pomóc- powiedział obrażonym głosem dziwny facet ze skrzydłami kury. Minho zamrugał kilkakrotnie.
-Kim ty...
-Aish, nie widzisz? Jestem kurczakiem chrzestnym! To ja dałem ci przy narodzinach talent do pisania fanfikszyn!
-Oh, super. To ratuj. Jak inaczej napisać "tak"? Bo te jęki są takie... Monotonne.
-A może "owszem"?- kurczak chrzestny wyczarował sobie słownik synonimów. Minho skinął głową i zapisał.
"Oh, Jiyong, tam... Owszem, owszem...."
-Wytwornie- uznał.-Minnie to polubi.
W cudownym nastroju tworzył dalej, stosując się do niezawodnych porad swojego kurczaka chrzestnego, który oczywiście wpierniczał przy okazji udka. Nie chciał się nimi podzielić, szkoda, jednak jak to twierdził, było to wyłącznie dla jego dobra. Nie, nie dobra Minho. Dla chrzestnego! Musiał coś jeść, cnie?
Zanim się obejrzał, jego dzieło już prawie było gotowe i mógł zastanawiać się jak to przekazać. Wpierniczyć się na jego scenę, uklęknąć przy łyżce i spytać czy przyjmie ten dar, by mu się na wieki oddać? O cholera, to był genialny pomysł! Chociaż.. A może to nie był taki dobry pomysł..?
-Jak mu to dać?- spytał. Kurczak chrzestny pokiwał głową w zamyśleniu.
-Sam nie wiem. Nie jestem zbyt inteligentny.
-Jak to nie? Dałeś mi talent do pisania fanfikszyn!
-Naprawdę sądzisz, że to takie inteligentne? Może... Umów się z nim albo coś? Albo wbij na scenę i mu to daj! O!
Pomysł wydawał się być praktycznie doskonały, ale jak się okazało - trudny w wykonaniu. Minnie znikał w najważniejszych momentach na czas nieokreślony, po czym pojawiałsię wtedy, gdy Minho już się poddawał. Aż w końcu trafił na porę idealną, gdy był w pełni gotowości, a białowłosy wyginał się na łyżce tak majestatycznie jak nigdy przedtem.. Wszedł na scenę, uklęknął przed chłopakiem i wyjął zza pleców kartkę z dziełem, niczym pudełko z bananową obrączką.
-O BOŻE! CZY TO... FANFIKSZYN?- krzyknął ktoś z widowni. W oczach Minniego pojawiły się łzy wzruszenia.
-Niemożliwe... Z moim OTP... Skąd wiedziałeś?
-Intuicja- Minho uśmiechnął się szeroko.
-Omomomo!- zadowolony praktycznie płakał z radości, nie wiedząc co powiedzieć- Kim jesteś?
-Twoim koniem na białym księciu, przyszłym żabolem, mężem i w ogóle, tak w skrócie Choi Minho- w myślach miał już widok na wspólną przyszłość. Został przywrócony do życia, gdy chłopak ukląkł przy nim patrząc mu w oczy, a on sam zorientował się iż sam praktycznie płacze napawany dziwnym uczuciem. A kiedy się tak na siebie patrzyli, ogarnął ich niewidzialny mocny, szeroki sznur z firanek, zwany chyba potocznie czerwoną nicią przeznaczenia~
Bajki i legendy były prawdziwe! pomyślał uszczęśliwiony odkryciem.
Po tamtym zdarzeniu Minho i jego wybranek spędzili upojną noc, a po nich jeszcze wiele następnych. Wzięli ślub, a Minnie porzucił swoją pracę i zajął się urządzeniem prywatnych... pokazów dla swojego męża. Cały czas czuwał nad nimi kurczak chrzestny, zsyłając co jakiś czas wenę na jakieś fanfikszyn. Wszyscy byli zachwyceni takim obrotem spraw.
I żyli długo i szczęśliwie...
Chyba XD
KOOOONIEC
A/N:
Kim Naree:
Omg, co my uczyniłyśmy. Przebacz nam, Shisusie XDDDDDD
Kilmi a.k.a Panda:
Krisus.. Tego się nie da wybaczyć, Naree XDD
No.. Dzięki za przeczytanie tego.. Czegoś XDD
Zanim się obejrzał, jego dzieło już prawie było gotowe i mógł zastanawiać się jak to przekazać. Wpierniczyć się na jego scenę, uklęknąć przy łyżce i spytać czy przyjmie ten dar, by mu się na wieki oddać? O cholera, to był genialny pomysł! Chociaż.. A może to nie był taki dobry pomysł..?
-Jak mu to dać?- spytał. Kurczak chrzestny pokiwał głową w zamyśleniu.
-Sam nie wiem. Nie jestem zbyt inteligentny.
-Jak to nie? Dałeś mi talent do pisania fanfikszyn!
-Naprawdę sądzisz, że to takie inteligentne? Może... Umów się z nim albo coś? Albo wbij na scenę i mu to daj! O!
Pomysł wydawał się być praktycznie doskonały, ale jak się okazało - trudny w wykonaniu. Minnie znikał w najważniejszych momentach na czas nieokreślony, po czym pojawiałsię wtedy, gdy Minho już się poddawał. Aż w końcu trafił na porę idealną, gdy był w pełni gotowości, a białowłosy wyginał się na łyżce tak majestatycznie jak nigdy przedtem.. Wszedł na scenę, uklęknął przed chłopakiem i wyjął zza pleców kartkę z dziełem, niczym pudełko z bananową obrączką.
-O BOŻE! CZY TO... FANFIKSZYN?- krzyknął ktoś z widowni. W oczach Minniego pojawiły się łzy wzruszenia.
-Niemożliwe... Z moim OTP... Skąd wiedziałeś?
-Intuicja- Minho uśmiechnął się szeroko.
-Omomomo!- zadowolony praktycznie płakał z radości, nie wiedząc co powiedzieć- Kim jesteś?
-Twoim koniem na białym księciu, przyszłym żabolem, mężem i w ogóle, tak w skrócie Choi Minho- w myślach miał już widok na wspólną przyszłość. Został przywrócony do życia, gdy chłopak ukląkł przy nim patrząc mu w oczy, a on sam zorientował się iż sam praktycznie płacze napawany dziwnym uczuciem. A kiedy się tak na siebie patrzyli, ogarnął ich niewidzialny mocny, szeroki sznur z firanek, zwany chyba potocznie czerwoną nicią przeznaczenia~
Bajki i legendy były prawdziwe! pomyślał uszczęśliwiony odkryciem.
Po tamtym zdarzeniu Minho i jego wybranek spędzili upojną noc, a po nich jeszcze wiele następnych. Wzięli ślub, a Minnie porzucił swoją pracę i zajął się urządzeniem prywatnych... pokazów dla swojego męża. Cały czas czuwał nad nimi kurczak chrzestny, zsyłając co jakiś czas wenę na jakieś fanfikszyn. Wszyscy byli zachwyceni takim obrotem spraw.
I żyli długo i szczęśliwie...
Chyba XD
KOOOONIEC
A/N:
Kim Naree:
Omg, co my uczyniłyśmy. Przebacz nam, Shisusie XDDDDDD
Kilmi a.k.a Panda:
Krisus.. Tego się nie da wybaczyć, Naree XDD
No.. Dzięki za przeczytanie tego.. Czegoś XDD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz