poniedziałek, 7 marca 2016

Opętany, cz. 15

Zniknął.
Minho poczuł, że kręci mu się w głowie pod wpływem tego jednego słowa. A jeśli ten cały Luhan...
Nie, nie mógł tak myśleć. Musieli go znaleźć.
-To nie ten półdemon. On pachnie inaczej.
Westchnienie ulgi wydobyło się z jego ust. Kai oparł się o ścianę.
-Nie możesz tego wykluczyć, Key-nim. Luhan umie zmieniać postać i wszystko...
-Rozdzielmy się. Ja i Jongie pojedziemy do lasu, Onew hyung i Kai przeczeszą miasto, a Minho...
-Ja chcę iść sprawdzić swój dom i cmentarz- brunet przerwał Kibumowi.-Jeśli go nie znajdę, wrócę tu i będę czekał.
-Niech ci będzie. Chociaż mój plan był lepszy- skłamał ten. Tak naprawdę jego plan zakładał dokładnie to samo. 
-To co, do zobaczenia?- westchnął Jonghyun, nerwowo mnąc w rękach koszulkę.
-Powodzenia- szepnął Kai. 

***

Minho otworzył swój dom z nadzieją, ale odpowiedziała mu cisza. Cisza głębsza niż ocean, niż wszystko, co znał. Znienawidzona cisza, która nastała tu niewiele czasu wcześniej, naznaczając mieszkanie śmiertelnym piętnem. 
Przeszukał każdy kąt, ale na próżno. Nikogo nie było. Sprawdził wszystkie zakamarki. Razem i osobno, ale wszystko na nic. 
-Taeminnie...- szepnął.-Gdzie ty się podziewasz, co? 
Z jakiegoś powodu bał się zostawać sam w tym domu, ale nie umiał wyjść drzwiami. Ruszył do okna i zgrabnie ześlizgnął się po dachu. 
Spacer na cmentarz jak zwykle był dla niego drogą pełną wspomnień, czymś w rodzaju księgi, którą otwierał za każdym razem, gdy tylko stawiał stopę na białym chodniku. Widział małego chłopca biegającego po ogrodzie i zbierającego kwiaty. Widział, jak bawili się w królestwo z innymi kolegami, widział pierwszy dzień swojego młodszego brata w szkole i wiele innych dni, gdy bronił go przed starszymi chłopakami. Widział urodziny, kłótnie i rzeczy, które nabrały znaczenia dopiero wiele lat później. Widział to wszystko...
Brama cmentarza niezbyt zachęcała kogokolwiek do wejścia. Była stara i zardzewiała, a mimo to Minho traktował ją inaczej niż wszyscy, niemalże z czułością. Ta brama, niegdyś po prostu wejście na cmentarz, stała się świadkiem jego załamań i bólu. Ta brama była przy nim, gdy wszystko inne zawodziło...
Dotknął zardzewiałego metalu i ruszył wąską alejką do swojego celu. 
Znalazł się przy grobie, ale nie był sam. Przy zniczu leżały świeże, różowe róże, a na ławeczce siedział...
-Taemin?
-H-hyung...- chłopak uniósł głowę, ukazując zapłakaną twarz. 
-Minnie, wszyscy cię szukają...- Minho usiadł obok. 
-Przepraszam... 
-Co tu robisz?
-Hyung, ja widziałem... Widziałem, jak umierał... Oni go zabili, hyung... Na moich oczach... A ja nie mogłem nic zrobić...
-Cichutko- otarł jego policzki z łez.-Już dobrze...
Taemin wtulił się w niego i wybuchnął płaczem.
-Hyung... To moja wina... Przeze mnie on nie żyje... 
-Przestań gadać głupoty. 
-Ale...
-Ciii. Już dobrze, maleństwo.
Młodszy chłopak powoli się uspokajał. 
-Wracajmy do domu- szepnął w końcu, wziąwszy głęboki oddech.  
-Na pewno nie chcesz odpocząć?
-Nie... Wszyscy mnie szukają...
-No to chodźmy- Minho wstał i wyciągnął do niego rękę. Karmelowowłosy ujął ją niepewnie i ruszył za nim do wyjścia z cmentarza. 

***

W domu Key nikogo nie było. Weszli do środka. Dopiero teraz Minho przyjrzał się fryzurze młodszego chłopaka. 
-Uroczo wyglądasz, Minnie. 
-Key umma mówił, że ci się spodoba...
-A czemu o mnie mówiliście? 
-Oh, nieważne- Taemin zarumienił się delikatnie. 
-Awwwwh. 
-Hyung, zawstydzasz mnie... 
-Ale ty jesteś taki uroooczyyy~
-Hyung! 
Drzwi otworzyły się i do środka wparowali Jinki i Kai.
-Taemin hyung!- ten drugi podbiegł bliżej i przytulił chłopaka mocno.-Tak bardzo się zamartwialiśmy!
-Wiem, przepraszam za to...
-Najważniejsze, że nic ci nie jest- odetchnął Onew.
-Dokładnie. Komuś kakao?
Popijali spokojnie gorący napój, gdy drzwi otworzyły się z hukiem.
-Pomocy! Szybko!
Minho biegiem ruszył w kierunku głosu. Kibum i Jonghyun stali w korytarzu. Starszy trzymał na rękach drobną postać. Choi zauważył też krew. Naprawdę sporo krwi.
-Boże, co się stało?- zapytał. Key spojrzał na niego z poirytowaniem.
-Naprawdę to teraz takie ważne? Jak mi się ten dzieciak wykrwawi, to cię pogrzebię obok niego!
-Okay, okay. Co robić?
-Ugh. Jongie, zanieś go do pokoju gościnnego numer 3. A ty przygotuj świeże bandaże, płyny do dezynfekcji i koniecznie przyprowadź tutaj Jongina.
-Kto to jest?- brunet wskazał na postać. Nie mógł jej zidentyfikować przez krew i błoto.
-Koleś, który wysłał Luhana do piekła.
Minho szybko poszedł po bandaże. Wrócił z Kai'em, który rozejrzał się nerwowo.
-Key-nim, o co cho...- urwał. Zapadła cisza. Podbiegł do poszkodowanego, a jego oczy wypełniły się łzami.- Pomóżcie mu... Błagam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz