Pairing: JongKey, JongTae
Gatunek: Angstopodobne
Autor: Kim Naree (tego nikt się nie spodziewał)
-Kocham cię,
Bummie, do zobaczenia wieczorem- uśmiechnął się Kim Jonghyun,
całując swojego chłopaka w nos. Ten zachichotał.
-Ja ciebie też. Leć
już, bo się spóźnisz.
-Woah, księżniczko.
Jak ty się o mnie uroczo martwisz…
Kibum opuścił
wzrok z łagodnym uśmiechem.
-No, mam cię
postraszyć patelnią, żebyś poszedł?
-Już, już lecę.
Pa, skarbie~
-Na razie- posłał starszemu buziaczka, po czym zniknął w odmętach ich wspólnego mieszkania, wciąż utrzymując na twarzy ten palący grymas.
-Na razie- posłał starszemu buziaczka, po czym zniknął w odmętach ich wspólnego mieszkania, wciąż utrzymując na twarzy ten palący grymas.
Koniec szopki.
Jonghyun z ulgą wysiadł z samochodu. Zamknął dokładnie drzwi i
ruszył do bramy. Sięgnął po portfel. Karta dostępu. Gdzież ona
jest… W końcu dobył zguby, a jego wzrok padł na zdjęcie jego i
Kibuma. Zrobili je dawno temu, w pierwszą rocznicę ich związku.
Trzymał je dla wspomnień. Wszystko dla perfekcyjnej gry aktorskiej.
Przyłożył kartę do czytnika i po chwili był już w ogromnym
wieżowcu. Ruszył do swojego biura.
-Jess, zrób mi
kawy- polecił swojej sekretarce. Skinęła głową i wstała od
biurka. Rozkaz szefa koreańskiego oddziału wielkiej,
międzynarodowej firmy był ponad wszystko.
Jonghyun zamknął
za sobą drzwi. Znów tu był.
-Nie dasz mi dnia
wytchnienia, co, kociaku?
-Stęskniłem się,
hyung…- zgrabny szatyn uśmiechnął się do niego, z gracją
zeskakując z biurka.
-Ale ja mam
obowiązki. Muszę napisać raport…
W odpowiedzi chłopak
podszedł bliżej, oplatając szyję mężczyzny swoimi jasnymi
ramionami i przyciągnął go do namiętnego pocałunku.
Raport mógł
jeszcze poczekać…
Kibum umył
naczynia po śniadaniu, odkurzył półki i nakarmił rybki.
Wszystkie obowiązki odhaczone, więc mógł usiąść na swoim
ulubionym fotelu i przymknąć oczy. Jak zawsze. Co innego miał
zrobić? Może innego dnia zadzwoniłby do Victorii, żeby umówić
się na kawę i poplotkować, ale nie miał na to siły. Wciąż miał
przed oczami poranną scenę, kolejny fragment wspaniałego
przedstawienia pod tytułem „Idealny związek”. Czuł się
wyprany ze wszystkich emocji. Dlatego po prostu zamknął oczy i
poddał się tej szarej obojętności. Musiał jakoś przetrwać do
wieczora, kiedy to Jonghyun wracał z pracy. Jego zadaniem było
powitanie go z czułym uśmiechem, podanie ciepłej kolacji i pytanie
o pracę. Mężczyzna miał odpowiedzieć „Nic nowego, księżniczko,
jak zwykle masa zadań”, po czym spytać, czy nie nudzi się sam w
domu. Odpowiedź nigdy się nie zmieniała. Zaprzeczenie. Przecież w
domu było tyle ciekawych rzeczy. Po krótkiej kolacji musiał się
udać do łazienki, by zmienić bandaże na rękach, po czym położyć
się w łóżku i zasnąć u boku swojego partnera. Niezmienny
scenariusz. Kim Kibum nie ukrywał, że był cholernie dobrym
aktorem. Codziennie grał kochającego chłopaka, który wyczekuje
swojego księcia z bajki w ich wspólnym, domowym zaciszu. Co noc
udawał, że wcale nie czuje się dziwnie z tym, że Jonghyun nawet
go nie dotyka. Za każdym razem ukrywał swój dobry węch. To dzięki
niemu poznał już i wykuł na blachę jego zapach.
Nie
wiedział, kim był on. Pachniał
świeżo, więc musiał być
młody. Na pewno młodszy niż Kibum. Nic dziwnego. W końcu Key miał
już 27 lat. Oczywiście, że mógł przestać być atrakcyjny dla
swojego partnera, prawda? Pogodził
się z tym już dawno…
W
takim razie dlaczego wciąż miał ochotę coś roztrzaskać, gdy o
tym myślał? W końcu to była jego wina. Dlatego nosił bandaże.
Sam siebie karał za to, że jest stary, nieatrakcyjny. Gdyby było
inaczej, Jonghyun wciąż by go chciał, czyż nie?
Zamknął
oczy, pogrążając się w codziennej śmierci.
Ostrożnie
zapiął ostatni guzik koszuli drobnego chłopaka.
-A
miałbym ten raport gotowy…- mruknął, składając motyli
pocałunek na jego szyi.
-Oh,
hyung, oboje wiemy, że nie możesz mi się oprzeć.
-Racja.
Co robisz dziś wieczorem?
-Pieprzę
się z prezesem pewnego oddziału firmy na tylnych siedzeniach jego
samochodu.
Jonghyun
uśmiechnął się szeroko, zadowolony taką odpowiedzią.
Spóźniał
się. Kibum zamknął oczy. Już pół godziny. Ich przedstawienie
miało opóźnienia i wiedział, co to znaczyło. Opóźnienia
powtarzały się codziennie od dwóch tygodni. Przedstawienie
dobiegało końca. Wyszedł
z domu, by odetchnąć świeżym powietrzem i właśnie wtedy to
zobaczył.
Jonghyun
stał pod bramą z jakimś chłopakiem. Chłopak poprawił krótkie,
jasnobrązowe włosy i uśmiechnął się uwodzicielsko. Widać było,
że bezwstydnie flirtował. Kibuma
coś zabolało na ich widok. Kiedyś to na niego Jong patrzył w ten
sposób…
Nagle
zawiał wiatr i poczuł ten zapach.
Nagle wszystko stało się jasne. Oparł się o ścianę domu, a z
jego ust wydobył się dźwięk, coś między krzykiem
a szlochem. Całe jego cierpienie, cały ból, wszystkie emocje
skumulowały się w tym jednym odgłosie. Jonghyun
podniósł głowę, chyba go zauważył. Wszystko jedno… Przeczucia
sprawdzały się, nadchodził finał przedstawienia.
-Taemin,
muszę… iść…
Ah,
więc takie było jego imię.
Taemin. Ładne. Kibum pomyślał, że mógłby tak nazwać syna.
Przymknął oczy.
-Bummie…
Ja ci to wszystko wyjaśnię…
Kłamca,
kłamca, kłamca.
-Co
masz zamiar mi wyjaśnić?- zapytał pustym głosem.-Wiedziałem od
dawna. Nie potrzebuję twoich wyjaśnień. Chcę tylko pomyśleć nad
tym, gdzie iść.
-Iść?-
Jonghyun spojrzał na niego pytająco.
-Koniec
przedstawienia. Dziękuję, byłeś naprawdę dobrym aktorem.
Wyćwiczyłeś się przez te lata.
-Bummie, o czym ty mówisz?
-Bummie, o czym ty mówisz?
-Przestań.
Proszę cię. Nie mam siły już tego ciągnąć. Koniec
przedstawienia, czego nie rozumiesz?- Kibum zaśmiał się gorzko, po
czym uderzył go w twarz. Ten jeden, jedyny raz.
-Key!
Co ty robisz? Pozwól mi to wyjaśnić…
-Nie
ma czego wyjaśniać. Spakuję się i już mnie nie ma.
Kim
Jonghyun został sam pod ścianą i czekał na to, by stara miłość
jego życia wyszła przez duże, zdobione drzwi.
Nie
było tu za dużo rzeczy do zebrania. Jedna walizka, tylko tyle.
Zabrał ją i opuścił dom pospiesznym krokiem.
-Bummie,
czekaj…
Zatrzymał
się naprzeciw niego. Stali kiedyś przed tym budynkiem, radośni i
zakochani. Teraz te emocje nie istniały dla Kibuma. Już nie.
-Ty…
Dlaczego to wszystko jest tak skomplikowane?
-To
jest bardzo proste.
Ich
spojrzenia spotkały się, gdy dokonywali chłodnej kalkulacji. Który
mógł przegrać bitwę spojrzeń?
-Byłeś
dla mnie wszystkim, Bummie.
-Kochałem
cię jak idiota… Jak wariat, naiwny jak małe dziecko- stanął
przed nim, kładąc mu ręce na ramionach, jak wówczas, wiele lat
przedtem.-Nienawidzę cię, Kim Jonghyun.
Mężczyzna
zamarł. Mógł tylko patrzeć, jak postać odchodzi. Był biernym
obserwatorem.
Kim
Kibum w końcu poczuł się wolny. Nie myśląc nad przeszłością,
szedł przed siebie.
W
końcu jutro nie mogło być gorsze od jego koszmaru…
------------------------------------------------------------
Przepraszam za długą nieobecność~
Nie wiem, kiedy następny "Opętany", emocje trochę mi się jebią i przez to powstają takie rzeczy jak powyżej.
Nie wiem, kiedy następny "Opętany", emocje trochę mi się jebią i przez to powstają takie rzeczy jak powyżej.
Zapraszam do komentowaniaaa~
-Kim Naree :*
-Kim Naree :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz