niedziela, 20 marca 2016

HATE- oneshot

Tytuł: Hate
Pairing: JongKey, JongTae
Gatunek: Angstopodobne
Autor: Kim Naree (tego nikt się nie spodziewał)

-Kocham cię, Bummie, do zobaczenia wieczorem- uśmiechnął się Kim Jonghyun, całując swojego chłopaka w nos. Ten zachichotał.
-Ja ciebie też. Leć już, bo się spóźnisz.
-Woah, księżniczko. Jak ty się o mnie uroczo martwisz…
Kibum opuścił wzrok z łagodnym uśmiechem.
-No, mam cię postraszyć patelnią, żebyś poszedł?
-Już, już lecę. Pa, skarbie~
-Na razie- posłał starszemu buziaczka, po czym zniknął w odmętach ich wspólnego mieszkania, wciąż utrzymując na twarzy ten palący grymas.
Koniec szopki. Jonghyun z ulgą wysiadł z samochodu. Zamknął dokładnie drzwi i ruszył do bramy. Sięgnął po portfel. Karta dostępu. Gdzież ona jest… W końcu dobył zguby, a jego wzrok padł na zdjęcie jego i Kibuma. Zrobili je dawno temu, w pierwszą rocznicę ich związku. Trzymał je dla wspomnień. Wszystko dla perfekcyjnej gry aktorskiej. Przyłożył kartę do czytnika i po chwili był już w ogromnym wieżowcu. Ruszył do swojego biura.
-Jess, zrób mi kawy- polecił swojej sekretarce. Skinęła głową i wstała od biurka. Rozkaz szefa koreańskiego oddziału wielkiej, międzynarodowej firmy był ponad wszystko.
Jonghyun zamknął za sobą drzwi. Znów tu był.
-Nie dasz mi dnia wytchnienia, co, kociaku?
-Stęskniłem się, hyung…- zgrabny szatyn uśmiechnął się do niego, z gracją zeskakując z biurka.
-Ale ja mam obowiązki. Muszę napisać raport…
W odpowiedzi chłopak podszedł bliżej, oplatając szyję mężczyzny swoimi jasnymi ramionami i przyciągnął go do namiętnego pocałunku.
Raport mógł jeszcze poczekać…
Kibum umył naczynia po śniadaniu, odkurzył półki i nakarmił rybki. Wszystkie obowiązki odhaczone, więc mógł usiąść na swoim ulubionym fotelu i przymknąć oczy. Jak zawsze. Co innego miał zrobić? Może innego dnia zadzwoniłby do Victorii, żeby umówić się na kawę i poplotkować, ale nie miał na to siły. Wciąż miał przed oczami poranną scenę, kolejny fragment wspaniałego przedstawienia pod tytułem „Idealny związek”. Czuł się wyprany ze wszystkich emocji. Dlatego po prostu zamknął oczy i poddał się tej szarej obojętności. Musiał jakoś przetrwać do wieczora, kiedy to Jonghyun wracał z pracy. Jego zadaniem było powitanie go z czułym uśmiechem, podanie ciepłej kolacji i pytanie o pracę. Mężczyzna miał odpowiedzieć „Nic nowego, księżniczko, jak zwykle masa zadań”, po czym spytać, czy nie nudzi się sam w domu. Odpowiedź nigdy się nie zmieniała. Zaprzeczenie. Przecież w domu było tyle ciekawych rzeczy. Po krótkiej kolacji musiał się udać do łazienki, by zmienić bandaże na rękach, po czym położyć się w łóżku i zasnąć u boku swojego partnera. Niezmienny scenariusz. Kim Kibum nie ukrywał, że był cholernie dobrym aktorem. Codziennie grał kochającego chłopaka, który wyczekuje swojego księcia z bajki w ich wspólnym, domowym zaciszu. Co noc udawał, że wcale nie czuje się dziwnie z tym, że Jonghyun nawet go nie dotyka. Za każdym razem ukrywał swój dobry węch. To dzięki niemu poznał już i wykuł na blachę jego zapach.
Nie wiedział, kim był on. Pachniał świeżo, więc musiał być młody. Na pewno młodszy niż Kibum. Nic dziwnego. W końcu Key miał już 27 lat. Oczywiście, że mógł przestać być atrakcyjny dla swojego partnera, prawda? Pogodził się z tym już dawno…
W takim razie dlaczego wciąż miał ochotę coś roztrzaskać, gdy o tym myślał? W końcu to była jego wina. Dlatego nosił bandaże. Sam siebie karał za to, że jest stary, nieatrakcyjny. Gdyby było inaczej, Jonghyun wciąż by go chciał, czyż nie?
Zamknął oczy, pogrążając się w codziennej śmierci.
Ostrożnie zapiął ostatni guzik koszuli drobnego chłopaka.
-A miałbym ten raport gotowy…- mruknął, składając motyli pocałunek na jego szyi.
-Oh, hyung, oboje wiemy, że nie możesz mi się oprzeć.
-Racja. Co robisz dziś wieczorem?
-Pieprzę się z prezesem pewnego oddziału firmy na tylnych siedzeniach jego samochodu.
Jonghyun uśmiechnął się szeroko, zadowolony taką odpowiedzią.
Spóźniał się. Kibum zamknął oczy. Już pół godziny. Ich przedstawienie miało opóźnienia i wiedział, co to znaczyło. Opóźnienia powtarzały się codziennie od dwóch tygodni. Przedstawienie dobiegało końca. Wyszedł z domu, by odetchnąć świeżym powietrzem i właśnie wtedy to zobaczył.
Jonghyun stał pod bramą z jakimś chłopakiem. Chłopak poprawił krótkie, jasnobrązowe włosy i uśmiechnął się uwodzicielsko. Widać było, że bezwstydnie flirtował. Kibuma coś zabolało na ich widok. Kiedyś to na niego Jong patrzył w ten sposób…
Nagle zawiał wiatr i poczuł ten zapach. Nagle wszystko stało się jasne. Oparł się o ścianę domu, a z jego ust wydobył się dźwięk, coś między krzykiem a szlochem. Całe jego cierpienie, cały ból, wszystkie emocje skumulowały się w tym jednym odgłosie. Jonghyun podniósł głowę, chyba go zauważył. Wszystko jedno… Przeczucia sprawdzały się, nadchodził finał przedstawienia.
-Taemin, muszę… iść…
Ah, więc takie było jego imię. Taemin. Ładne. Kibum pomyślał, że mógłby tak nazwać syna. Przymknął oczy.
-Bummie… Ja ci to wszystko wyjaśnię…
Kłamca, kłamca, kłamca.
-Co masz zamiar mi wyjaśnić?- zapytał pustym głosem.-Wiedziałem od dawna. Nie potrzebuję twoich wyjaśnień. Chcę tylko pomyśleć nad tym, gdzie iść.
-Iść?- Jonghyun spojrzał na niego pytająco.
-Koniec przedstawienia. Dziękuję, byłeś naprawdę dobrym aktorem. Wyćwiczyłeś się przez te lata.
-Bummie, o czym ty mówisz?
-Przestań. Proszę cię. Nie mam siły już tego ciągnąć. Koniec przedstawienia, czego nie rozumiesz?- Kibum zaśmiał się gorzko, po czym uderzył go w twarz. Ten jeden, jedyny raz.
-Key! Co ty robisz? Pozwól mi to wyjaśnić…
-Nie ma czego wyjaśniać. Spakuję się i już mnie nie ma.
Kim Jonghyun został sam pod ścianą i czekał na to, by stara miłość jego życia wyszła przez duże, zdobione drzwi.
Nie było tu za dużo rzeczy do zebrania. Jedna walizka, tylko tyle. Zabrał ją i opuścił dom pospiesznym krokiem.
-Bummie, czekaj…
Zatrzymał się naprzeciw niego. Stali kiedyś przed tym budynkiem, radośni i zakochani. Teraz te emocje nie istniały dla Kibuma. Już nie.
-Ty… Dlaczego to wszystko jest tak skomplikowane?
-To jest bardzo proste.
Ich spojrzenia spotkały się, gdy dokonywali chłodnej kalkulacji. Który mógł przegrać bitwę spojrzeń?
-Byłeś dla mnie wszystkim, Bummie.
-Kochałem cię jak idiota… Jak wariat, naiwny jak małe dziecko- stanął przed nim, kładąc mu ręce na ramionach, jak wówczas, wiele lat przedtem.-Nienawidzę cię, Kim Jonghyun.
Mężczyzna zamarł. Mógł tylko patrzeć, jak postać odchodzi. Był biernym obserwatorem.
Kim Kibum w końcu poczuł się wolny. Nie myśląc nad przeszłością, szedł przed siebie.
W końcu jutro nie mogło być gorsze od jego koszmaru…

------------------------------------------------------------
Przepraszam za długą nieobecność~
Nie wiem, kiedy następny "Opętany", emocje trochę mi się jebią i przez to powstają takie rzeczy jak powyżej. 
Zapraszam do komentowaniaaa~
-Kim Naree :* 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz