niedziela, 29 marca 2015

Chance- rozdział VII

Chyba najdłuższy ze wszystkich chapterów, jakie wstawiłam O.o
No, w sumie przecież do piątku nic nie będzie, sorry XDDD
I pozdrowienia dla mnie za umiejętność kończenia w najgorszym momencie <3333
~Naree
                                          POV D.O.

Dłuższą chwilę patrzyłem się w oczy chłopaka. Przecież obiecałem sobie skończyć z tym dziwnym uczuciem, które odzywało się właśnie teraz, kiedy byłem tak blisko niego.

-Mówiłem ci, żebyś zostawił mnie w spokoju- powiedziałem sucho, starając się nie okazywać mu emocji, jakie mną targały.

-Kyungsoo…

-Nie. Nie lubię być czyjąś zabawką.

Znów patrzyliśmy na siebie. Nagle jego twarz przybrała złośliwego wyrazu.

-Słyszałeś kiedyś o samospełniających się przepowiedniach? Nie byłeś zabawką. Dałeś się zastraszyć swoim przyjaciołom. Ale widzę, że jedynie spełniając twoje oczekiwania, jakoś do ciebie dotrę.

O czym on do cholery mówił? Próbowałem zrozumieć, ale wciąż kręciło mi się w głowie. Kai posłał mi ten uśmiech i delikatnie ucałował moje usta. To było niby ledwo muśnięcie, ale inne niż dwa poprzednie. Nie potrafiłem określić, co się zmieniło, ale moje ciało zaczęło się domagać więcej. Niewiele myśląc, pociągnąłem go za bluzkę bliżej siebie. Dłuższą chwilę całował mnie zachłannie. Dopiero, gdy jego język zaczął się wślizgiwać między moje wargi, odzyskałem zdolność logicznego myślenia. Odsunąłem się od niego, nie wiedząc, co powiedzieć.

-Do jutra, Dyo- powiedział, uśmiechając się. Wstał i jak gdyby nigdy nic wyszedł z domu Luhana. Przedtem posłał mi jeszcze ostatnie spojrzenie.

-Nawet nie wyobrażasz sobie, jak cudownie teraz wyglądasz- mruknął i opuścił willę. Siedziałem w bezruchu dłuższą chwilę.

-Chodź, Kyungsoo, odwiozę cię do domu. Wszystko w porządku? Gdzie Kai?

-Poszedł już- powiedziałem, unikając wzroku Chanyeola.

-No to chodź. Może zdążę jeszcze odwiedzić Baeka…- mruknął gigant, a ja wykonałem jego polecenie.

            Rano pierwszy raz bałem się wstać. Mimo to nie miałem wyjścia. Zszedłem do kuchni i zacząłem robić śniadanie. Minutę po mnie zjawiła się KaRya.

-Obudziłam już dzieciaki. Kyung, jest sprawa.

-Mhm?- mruknąłem, zalewając wrzątkiem dwie kawy.

-W piątek przyjeżdża moja przyjaciółka z podstawówki. Wiesz, która?

-Chyba tak. Ta, co zawsze przychodziła na weekend?- z trudem przypomniałem sobie tamte czasy. Moja siostra pokiwała głową.

-Zostanie na całą przerwę zimową, postanowiłyśmy spędzić razem święta… Jej rodzice zmarli niedawno, zostawili jej fortunę, ale jest samotna. Opiekuje się młodszym bratem, więc przyjedzie z nim.

-Super, dzieciaki będą miały z kim się bawić.

-Nie, nie zrozumiałeś. Jest chyba w twoim wieku. Uczy się w Seulu, mieszka tu z przyjaciółmi, ale cały wolny czas spędza ze swoją siostrą, więc chciałabym, żebyś pokazał mu miasto.

-Ok… A czy w piątek mogą wpaść Yixing, Chanyeol i Luhan?

-Jasne. Kibum będzie zachwycony- zaśmiała się KaRya. W tej chwili dzieciaki zeszły na dół, więc przystąpiliśmy do śniadania.

            Dzwonek za dzwonił wyjątkowo późno. A może to była zasługa ostatniej lekcji(historii), która była tak nudna, że większość spała? Obudzony przez nauczyciela Xing powiedział mu „Jeszcze pięć minut, mamo, dzisiaj mam historię z tym bucem”. Cóż, pan Choi nie był zachwycony.

            Stałem przy szafce i wyciągałem wszystkie niepotrzebne podręczniki. Nagle zauważyłem brak czegoś bardzo ważnego.

Nie było mojego szkicownika.

Musiałem go zostawić w sali, cudownie.

To nie był zwykły szkicownik. Nie chciałem, by ktokolwiek go zobaczył, bo od początku mojej nauki w tej szkole rysowałem Kai’a. Podobno miałem talent. Rysunki nie wychodziły tak źle. Nie wiem, co bym zrobił, gdyby ktoś je zobaczył. Przecież to już podchodziło pod obsesję. Lubiłem go obserwować, dużo się o nim dowiedziałem.

Po pierwsze, kochał tańczyć. Był naprawdę świetny. Po drugie, był też w szkolnej reprezentacji piłki nożnej. Po trzecie, nie lubił kukurydzy. Bawił mnie ten fakt.

Dlatego rysowałem go w tańcu, na boisku, idącego korytarzem, krzywiącego się na talerz.

Ale dzisiaj powstał inny rysunek.

Na historii narysowałem jego twarz po tym, jak wczoraj się całowaliśmy. Miałem ten obraz cały czas przed oczami. Rozbawione, a jednocześnie zafascynowane spojrzenie. Zaróżowione usta wykrzywione w uwodzicielskim uśmieszku. Zmierzwione włosy.

Błagam, oby nikt tego nie znalazł.

-Czekajcie, zostawiłem coś w sali- powiedziałem do przyjaciół, ruszając w tamtą stronę. Chwilę kluczyłem korytarzami, aż dotarłem do drzwi z napisem „Pracownia historyczna”. Zapukałem. Cisza. Nacisnąłem klamkę, a klasa stanęła otworem. Nauczyciela nie było w środku. Rozejrzałem się. Nigdzie nie było też charakterystycznego czerwonego zeszytu. Nerwowo poprawiłem włosy i podszedłem do swojej ławki. Obejrzałem parapet, przykucnąłem, żeby poszukać na podłodze- nic. Drzwi skrzypnęły, pewnie to przeciąg. Drgnąłem lekko, gdy trzasnęły, ale nie podniosłem głowy.

-Szukasz czegoś?

Zerwałem się z ziemi i spojrzałem na Kai’a, który beztrosko wymachiwał MOIM szkicownikiem.

-Zostaw to- powiedziałem nieco spanikowany. Oczywiście zignorował te słowa i zaczął przeglądać rysunki. W końcu otworzył na ostatniej zarysowanej stronie. Dłuższą chwilę wpatrywał się w nią, a na jego twarzy pojawił się uśmiech.

-Oddaj- jęknąłem, podchodząc bliżej i wyciągając wyczekująco dłoń. Złapał za nią i pociągnął, jednocześnie zeskakując z ławki, na której siedział. Wpadłem w jego ramiona. Bez słowa zaczął mnie całować. Skutecznie uciszył moje próby protestu. Otworzyłem usta, by coś powiedzieć, ale tylko pogorszyłem sytuację. Jego język momentalnie wkradł się w nie i zaczął z zaciekawieniem badać moje podniebienie i dziąsła. Sam nie wiem kiedy się złamałem i pozwoliłem naszym językom wirować w namiętnym tańcu. Przyparł mnie do ściany, a ja wplotłem palce w ciemne włosy. Szkicownik spadł gdzieś na ziemię, ale przestaliśmy się tym przejmować. Byliśmy tylko my.

            Gdy się od siebie odsunęliśmy, trudno było mi złapać oddech. Patrzyłem na niego wielkimi oczami. Delikatnie wytarł odrobinę swojej śliny z kącika moich ust. Podniosłem zeszyt z podłogi i wybiegłem. Miałem przestać tak na niego reagować!

-Dyo? Wszystko w porządku?  

Spojrzałem na zdziwionego Yixinga.

-Tak… Mam szkicownik- pomachałem zgubą, ale to go nie uspokoiło.

-Lizałeś się z kimś?

-Że co?- wykrztusiłem, mając tylko nadzieję, że się nie zarumieniłem.

-Czy pan Choi nie jest da ciebie ciut za stary?

-Nie było go w sali!

-To jak wytłumaczysz swój wygląd?- Luhan podał mi lusterko. Niemal się zakrztusiłem. Usta miałem zaczerwienione i błyszczące od śliny. Na policzkach także czerwono.

A niech go szlag.

-Nie… Nic… Znaczy Kai… W sensie…- plątałem się, próbując im to jakoś wyjaśnić.

-Co?- Chanyeol oparł się o szafkę.

-TO BYŁ GWAŁT NA MOICH USTACH!- zawołałem. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z tego, co powiedziałem. Yeol i Lay ryknęli śmiechem, jedynie Lulu starał się zachować powagę. Po chwili poległ i dołączył do chłopaków. I chyba usłyszałem też znajomy śmiech z korytarza.

-Jesteście okrutni!- jęknąłem, chowając twarz w dłoniach.

-No chodź, ofiaro gwałtu. Nei i Tao nie poradzą sobie sami z nawałem zamówień.

-Przestań się ze mnie śmiać, głupi jeleniu!

            Cały tydzień przyjaciele śmiali się z mojej wypowiedzi. Widywałem Kai’a na stołówce i na korytarzu, a w piątek nie pojawił się w szkole. Odetchnąłem wtedy z ulgą.

-Baekhyun dzisiaj siądzie z nami, ok?- Chanyeol zrobił aegyo, na co Yixing zaśmiał się.

-Wyglądasz idiotycznie, stary. I jasne. Dobrze, że wypuścili go ze szpitala.

Gdy nadeszła pora lunchu, do naszego stolika podszedł Baek. Chwilę rozglądał się za krzesłem, po czym rozwiązał problem braku miejsca, siadając na kolanach swojego chłopaka. Ten uśmiechnął się i objął go w pasie, jakby chciał podkreślić, do kogo „należy” niższy.

-To jest Dyo- przedstawił mnie Lu. Zamorduję.

-LUHANJESTEŚMARTWY- powiedziałem na jednym wydechu. Byun uśmiechnął się.

-Myślałem, że tylko ja jestem w stanie wypowiedzieć groźbę w ten sposób.

-No widzisz- wciąż posyłałem jelonkowi zabójcze spojrzenia.

-A jak się czuje biedna ofiara gwałtu?- zachichotał Lay.

-Zamknij się- burknąłem.

-Ofiara gwałtu?- powtórzył nasz rozbawiony „gość”.

-Niewa…- zacząłem, ale Luhan mi przerwał.

-Jak to? To przecież tragedia!

-„To był gwałt na moich ustach!”- zapiszczał Xing. Spojrzałem na Baekhyuna, który uśmiechnął się do mnie współczująco.

-Też mam przyjaciół idiotów, rozumiem twój ból. Yeollie, odbierzesz mnie po szkole?

-Idę z chłopakami do Dyo… Ale możesz wpaść do mnie wieczorem- na twarzy giganta pojawił się uśmiech. Jego ukochany zarumienił się lekko.

-Ktoś będzie oprócz nas?

-Nie.

-Hmmmm… Nie śmiem odmówić.

-Błagam, możecie nie umawiać się na seks w mojej obecności?- jęknął Yixing, wstając od stolika.

-Gdzie idziesz?- zapytałem ze śmiechem.

-Muszę wziąć coś z szafki.

                                   POV YIXING

            Szedłem pustym korytarzem w stronę szafek. Praktycznie cała szkolna populacja jest albo na obiedzie, albo na zewnątrz, walcząc na śnieżki. Poważni licealiści. Pokręciłem z politowaniem głową.

            Właściwie to nie potrzebowałem niczego szczególnego, po prostu przerażała mnie ta wszechogarniająca gejoza. Luhan cały czas wodzący wzrokiem za Sehunem, niezwykle milczący Kyungsoo i ogromna dawka BaekYeol na dokładkę. Cudownie, czy tylko ja w tym gronie byłem stuprocentowym hetero? Pokręciłem głową z niezadowoleniem. Zatonąłem we własnych myślach, a moją uwagę zwróciło dopiero coś, z czym się zderzyłem, upadając na ziemię. Podniosłem głowę i chciałem przeklinać idiotyzm tego czegoś, ale cóż… To nie było coś. To był ktoś. Wu Yi Fan.

Już miałem się zrywać i przepraszać, gdy zaśmiał się, tak lekko i radośnie.

-Uważaj, mały. Coś mogło ci się stać- delikatnie złapał mnie za rękę i podciągnął do góry. Czy to mógł być ten sam Kris, postrach liceum? Teraz wyglądał nawet… przyjaźnie.

-Na pewno wszystko w porządku?- zapytał zatroskany. Moje policzki zapłonęły rumieńcem.

-Tak, chyba tak…

-Jak ci na imię, mały?

Mały? Ja mu dam! Może jestem niższy, ale to jest dyskryminacja.

-Y-Yixing… To nie ja jestem mały tylko ty wielki…

Znów się zaśmiał. Coś powiedział, ale zagłuszył go dzwonek.

-Do zobaczenia… Maluchu- mruknął mi do ucha i gdzieś się oddalił. Stałem na środku korytarza. JAK ON MNIE NAZWAŁ?

Uśmiechnąłem się sam do siebie. Ja mu dam.  

                               POV D.O.  

            Otworzyłem drzwi od mieszkania i całą czwórką wpakowaliśmy się do środka.

-Cześć, noona!- zawołałem do dziewczyny stojącej nad miską.

-Kyung! Ratuj!- posłała mi rozpaczliwe spojrzenie. Zaśmiałem się i wskazałem przyjaciołom wieszak na kurtki. Sam wszedłem do kuchni, która była istnym pobojowiskiem.

-Czy ty próbowałaś zrobić babeczki?- spojrzałem na jej poklejone palce.

-Może…

-Mówiłem ci, że to ja jestem od gotowania.

-Ale unni zawsze lubiła babeczki, więc…

Pokręciłem głową.

-To ciasto jest do wyrzucenia. Zrobię nowe. I czemu ono tak się klei?

Moja siostra zmieszała się nieco tym pytaniem.

-Bo w przepisie było, że ma się lepić… A moje nie chciało, więc wzięłam klej biurowy… A tak bardzo chciałam, żeby wyszły dobre…

Postanowiłem nie komentować dodania tego niecodziennego składnika.

-Zaraz wypiszę ci co masz zrobić. Po kolei- złapałem karteczkę i zrobiłem notatkę. Przepis na „ekspresowe babeczki” często ratował mi życie, gdy Saeun była głodna na słodycze, a ja nie miałem nic w szafie.

-Jak coś, to wołaj- uśmiechnąłem się do niej i poszedłem do salonu.

            Trzasnęły drzwi. Drgnąłem, gdy do salonu wpadł Minho, za nim Kibum, a za nimi Taemin z Saeun.

-Ja już z nim nie mogę, hyung! Dzień dobry- skłonił się ten pierwszy reszcie.

-Co ci znowu zrobił Key?- uniosłem brwi. Wspomniany podbiegł razem z Tae do Yixinga i zaczęli rozmawiać.

-Wszystkie drugie i trzecie klasy mówią mi, że mam ładną siostrę. Tylko nie mówią o Un, ale o tym durniu! Ubrał spódniczkę, perukę i poszedł kibicować Jonghyunowi na meczu!

-Ki, przebrałeś się za dziewczynę?- przeniosłem wzrok na drugiego chłopca.

-Nie wolno mi?- wydął wargi w geście obrażonej divy.

-Jezu, on się zachowuje jak Baekhyun…- powiedział Chanyeol. Saeun stanęła przed nim (chociaż w sumie patrząc na różnicę wzrostu to pod nim).

-Jaki ty jesteś ogloooomny- powiedziała, robiąc wielkie oczy. Luhan parsknął śmiechem, bliźnięta się przekrzykiwały, a Lay pokazywał Taeminowi jakiś krok taneczny.

-O Jezu…- mruknąłem, patrząc na ten rozgardiasz- Key i Minho, idźcie do noony, Saeun i Tae, do góry z nami.

Jak zwykle wszyscy się mnie posłuchali. Sae uczepiła się Yeola i ten musiał ją nieść na rękach, zresztą nie był tym jakoś szczególnie zirytowany. Weszliśmy do mojego pokoju.

-Witajcie w moim małym królestwie- powiedziałem. Taemin uśmiechnął się.

-Hyuuung~

-Oczywiście, że mam- wyciągnąłem spod łóżka kartonik mleka bananowego i rzuciłem mu. Wydał z siebie pisk radości i rzucił mi się na szyję. Uśmiechnąłem się. Zawsze miałem w pokoju zapas jego przysmaku, bo był strasznie uroczy, gdy chciał się napić. Ja na pewno nie byłem taki słodki w podstawówce.

-Hej, Dyo. Możesz mi powiedzieć co to jest?- Luhan uniósł mój szkicownik. Jako, że przybyło tam ostatnio rysunków, i to nie tylko rysowanych z natury, rzuciłem się na niego w panice i odebrałem swój skarb. Zaraz zabrał go Chanyeol.

-Daj mi to!- jęknąłem ze złością. Zignorował mnie. Czemu wszyscy to robili?!

-Ten jest ładny- wskazał moje ostatnie „dzieło”, czyli półnagiego Kai’a z uszkami i ogonkiem kota. Zarumieniłem się, a Park nachylił się do mnie.

-On ma trochę fajniejszy abs. Tak dla twojej wyobraźni- mruknął, a ja poczerwieniałem chyba jeszcze bardziej. Miałem nadzieję, że nikt tego nie usłyszał.

-Oppa?- Saeun pociągnęła giganta za włosy- Oppa, co to jest „abs”?

-Myślę, że Luhan oppa ci to z przyjemnością wyjaśni- powiedział ten z kamienną twarzą, podczas gdy wszyscy śmiali się z mojej miny.

-To jest…- zaczął jelonek, ale zawiesił się. Teraz ja też się śmiałem, tylko że z niego.

-Zrozumiesz jak dorośniesz. Spróbuj o tak, młody- Lay musiał wtrącić swoje trzy grosze, mimo że był zajęty udzielaniem lekcji tańca.

-Muszę lecieć… Przygotować mieszkanie na wizytę Baeka…- Chan wymownie poruszył brwiami, a ja trzasnąłem go szkicownikiem.

-Przestań zboczeńcować przy dziecku!

-Też będę szedł. A Xingie pomoże mi dzisiaj w kawiarence. Prawda, Lay?- Luhan pociągnął nieszczęśliwego chłopaka za sobą.

-Koniecznie napisz nam coś o tym Jonginie- dodał Yeol i wszyscy trzej zniknęli za drzwiami.

-Saeun, zostawisz nas na chwilę?- zapytał nerwowo Taemin. Dziewczynka wyszła.

-O co chodzi?- spojrzałem na niego pytająco. Był nieco… Zawstydzony?

-Hyung… Czy uważasz, że Minho hyung jest gejem? Znaczy, jesteś jego starszym bratem, więc pomyślałem, że mógłbyś… W sensie…

Uśmiechnąłem się do siebie. Cóż, jakim cudem wcześniej się nie domyśliłem?

-Myślę, że jest gejem, ale sam przed sobą boi się przyznać. I myślę też, że masz u niego spore szanse, Minnie- mrugnąłem do niego.

-Naprawdę?- oczy mu rozbłysły. Pokiwałem głową. No proszę. Pierwsza klasa, a już hormony poprzewracały mu w głowie. Chwilę siedzieliśmy w ciszy, doszły do nas głosy z dołu.

-Chyba już przyjechali- powiedziałem. Młodszy chłopak skinął głową i wyszliśmy z pokoju.

-Naprawdę jesteś w tej drużynie? Jesteście najlepsi!- usłyszeliśmy zachwyconego Minho.

-Nie no przestań, zawstydzasz mnie…

Wydawało mi się. Jestem przewrażliwiony. Na pewno. Zeszliśmy do salonu, gdzie KaRya i jakaś dziewczyna gadały z uśmiechami przyklejonymi do twarzy, Kibum zastanawiał się głośno, czy od babeczek nie przytyje, a jego brat skakał wokół…

-Ojeju, Kyungie, jak ty wyrosłeś!- pisnęła przyjaciółka mojej siostry, a ja skrzywiłem się lekko.

-A to jest Jongin- dodała noona, wskazując na chłopaka. Odwróciłem się w jego stronę i zamarłem. Gapił się na mnie wielkimi oczami, po czym podbiegł i się do mnie przytulił.

-Zaprowadź mnie do swojego pokoju. Już- czy on celowo muskał ustami moje ucho podczas szeptania?

-Czeeeść, miło mi cię poznać… Może pokażę ci mój pokój.

-Jasne- zaćwierkał radośnie Kai.

piątek, 27 marca 2015

Chance- rozdział VI



 Dzisiaj krótko c:
Ale postaram się jutro wstawić nowe~
Może xD
~Ree
                                         POV BAEKHYUN
Białe światło oślepiało mnie. Zamrugałem kilkakrotnie, a obraz się wyostrzył.

Byłem w szpitalu. Cudownie, lepiej być nie mogło… Co się właściwie stało?

-Hyung?

Obróciłem głowę w bok. Na sąsiednim łóżku leżał Kai i patrzył na mnie z poczuciem winy wymalowanym na twarzy.

-Co my tu do cholery robimy?

-Lepiej się nie ruszaj. Opatrunki ci się poprzekrzywiają.

-Co się stało?- byłem zdezorientowany.

-Hmmmm… Próba samobójcza. Jesteś pocięty po całym ciele, jakbyś kąpał się w odłamkach szkła. Przepraszam, nie powinienem wspominać o Chan…

-Nie kończ. A ty co tu robisz?- przerwałem mu. Uśmiechnął się smutno.

-Jak po ciebie przyjechało pogotowie, to natknęło się na mnie w skrajnej histerii. Dostałem ataku drgawek, na zmianę śmiałem się i płakałem… Chcieli mnie dać na obserwację psychiatryczną, ale podali mi coś na uspokojenie i jest dobrze.

-Atak drgawek? Skrajna histeria?- zaśmiałem się.

-No co?- naburmuszył się trochę.           

-Brzmi bardzo męsko- skomentowałem, podnosząc się na łokciu. Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami, poczułem, jak spadam.    

 -…trochę prywatności. Chodź, Kai. Przeniosą cię do innej sali.  

Głosy docierały do mnie jak przez mgłę. Nie mogłem otworzyć oczu, słuchałem tylko odgłosów przenoszenia, wstawania i ogólnego zamieszania. Potem zapadła cisza, przerywana tylko czyimś oddechem. Brzmiał znajomo, ale nie mogłem sobie przypomnieć, dlaczego. W każdym razie czułem się bezpieczny. Zacząłem odbierać więcej bodźców. Przez moje powieki prześwitywało światło szpitalnych jarzeniówek. Czyjś palec rysował po wierzchu mojej dłoni wzorki. Dlaczego nie mogłem skojarzyć tego dotyku?

Skupiłem się na wzorkach. Nie były zwyczajne. Kształty… Układały się w chińskie znaki. Kiedyś uczyłem się ich z Krisem. Co to było?

Powtarzały się. Prosty kod. Wo ai ni. Wo ai ni. Wo ai ni. Kocham cię.

Otworzyłem oczy i spojrzałem prosto w jego twarz.

-Baekhyunnie- szepnął ochryple, patrząc na mnie. Miałem ochotę podnieść się, ale nie mogłem. Nie miałem siły.

-Yeollie…- jak mogłem wcześniej nie poznać?

-Co ty sobie do cholery wyobrażałeś?- jego stwardniałe od gry na gitarze opuszki przejechały po brzegu opatrunku na lewym nadgarstku. Zatrzymały się, by zbadać starsze blizny.

-Ja…- nie wiedziałem, co mu powiedzieć.

-Chciałeś odebrać sobie życie?

-I tak nie miało sensu- miałem ochotę spojrzeć gdzieś w bok, ale nie mogłem oderwać wzroku od niego. Ostatnio widziałem go z tak bliska, gdy…

Zerwałem z nim.

-Yeollie, nie opuszczaj mnie już nigdy- starałem się nie myśleć o tym, że brzmię jak narkoman po odwyku.

-Wykorzystałeś mnie- w jego głosie usłyszałem nutkę niepewności.

-Nie… Ja… Na początku chciałem, ale ty…- szukałem odpowiednich słów, by wyrazić swoje uczucia- Aish, Park Chanyeol, nie rozumiesz, że cię kocham?

W jego oczach pojawiły się ciepłe iskierki.

-Oczywiście, że rozumiem, Baekkie.

Cholerny gigant, pomyślałem, zanim jego usta lekko musnęły moje. Przymknąłem oczy i przybliżyłem się do niego na tyle, na ile pozwalały mi opatrunki. Tęskniłem za takimi delikatnymi pocałunkami, za jego dotykiem, za nim. Może porównanie do narkomanii wcale nie było takie złe.

-Ewww, gejoza- usłyszałem od strony drzwi. Oderwałem się na ułamek sekundy od chłopaka tylko w jednym celu.

-Zamknij mordę, Sehun- powiedziałem, posyłając tęczowowłosemu mordercze spojrzenie, po czym wróciłem do zatracania się w całowaniu Chanyeola. 

-Jaki ty miły- prychnął Oh, ale zignorowałem go. Zirytowany wyszedł. Cudownie, znowu miałem najważniejszą osobę na świecie TYLKO DLA SIEBIE.

-Chan… Sorry~

Mój gigant odsunął się ode mnie niechętnie, patrząc z rezygnacją na bruneta w drzwiach.

-O co chodzi, Lay?

-Ten… Wracamy na piechotę, Luhan wziął mój samochód.

-Z jakiej racji?

-Dyo boi się szpitali. Myślałem, że zemdleje, jak tak siedzieliśmy.

-No tak, ale… Twój samochód? Twoje ukochane auto? Pozwoliłeś nim jeździć LUHANOWI?

-Gdybyś zobaczył minę Kyungsoo, też byś pozwolił.

             

                                                       ♥ ♥ ♥ ♥ ♥

                               POV D.O.

-Luhan… Słabo mi…- wyjęczałem, chowając twarz w dłoniach.

-Wytrzymaj jeszcze troszkę.

-Ale mi naprawdę niedobrze- zacisnąłem palce na krawędzi pasa bezpieczeństwa.

-Tylko nie mdlej mi w samochodzie… Xingie by mnie zabił.

-No przecież się staram.

-Super. Jeszcze tylko chwilka… poradzisz so… Asdfghklljn… Khhdcevqre…

Słowa jelonka zaczęły się zlewać w jedno, a obraz pokryły tańczące czarne plamki. Opadałem w nicość.



                               POV KAI

-…zdjęcie? Jaja sobie robisz!

Na palcach wszedłem do sali Baekhyuna, ale nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Cała trójka (Baek, Yixing i Chanyeol) gapiła się w wyświetlacz telefonu.

-Daj mi to- warknął Zhang, wyrywając gigantowi przedmiot i wciskając przycisk łączenia.

-LU HAN? CZY CIEBIE JUŻ DO RESZTY…- tu przeszedł na mandaryński. Kris też mówi w tym języku, gdy jest zirytowany.

-Lay, daj mi słuchawkę. Halo, Lu? Nie stresuj się. Jak to leży? Jak to nie możesz go obudzić? Spokojnie, mówię. Oddycha? Serce w normie? Okej, ja i jednorożec już jedziemy. Tak, pojedziemy moim autem… Zostań przy nim i się nie ruszaj. Wyluzuj, to Kyungsoo. On jest silny. Zachowujesz się jak kobieta w ciąży…

Czy mi się zdawało, czy Park powiedział KYUNGSOO? Momentalnie cały się spiąłem.

-Niedługo cię znowu odwiedzę. Muszę pomóc temu jeleniowi. Zdrowiej, kochanie- Chanyeol pocałował Baekhyuna! Ucieszyłem się, w końcu diva przestanie się smucić.

-Jadę z wami- powiedziałem. Co z tego, że przy okazji się ujawniłem.

-Ummm, Kai?- powiedział Chan z powątpiewaniem. Wymieniłem szybkie spojrzenia z Baekiem.

-Yeollie, pozwól mu.

-To nie jest dobry pomy…

-Niech jedzie- wtrącił się Yixing.

Pięć minut później siedzieliśmy już w samochodzie i jechaliśmy w stronę domu Lu Hana.

-Tam są!- zauważyłem. Szczęście, że Chińczyk nie mieszkał daleko. Zobaczyłem też drugą postać, leżącą w trawie. Gdy tylko zahamowaliśmy, podbiegłem tam. Kyungsoo miał spokojną twarz, jakby spał. Zdradzała go jednak bladość.

-Kai, bądź tak miły i wpakuj się razem z nim na tylne siedzenia. W domu się nim zajmiemy. Dobrze?

Skinąłem głową i wypełniłem polecenie Xinga. Szybko znalazłem się w samochodzie. Głowę chłopaka ułożyłem sobie na kolanach, przy okazji bawiąc się jego czerwonymi włosami. Ruszyliśmy szybko. Wpatrywałem się w anielską twarzyczkę, starając się zapamiętać każdy szczegół.

-Jesteśmy na miejscu.

Delikatnie przeniosłem Soo do salonu na kanapę. Mój porcelanowy chłopiec… Taki kruchy… Przysiadłem przy nim i tak postanowiłem zostać.

-Kai?

Drgnąłem, gdy jego wargi poruszyły się. Ciągle nie odzyskał przytomności.

-Kai?- znów to samo.

-Jestem tutaj… Spokojnie…- pogładziłem go po policzku. Jaką on miał miękką skórę…

-Co ty robisz?

Uchyliłem usta.

No, przynajmniej się obudził.