No, w sumie przecież do piątku nic nie będzie, sorry XDDD
I pozdrowienia dla mnie za umiejętność kończenia w najgorszym momencie <3333
~Naree
POV D.O.
Dłuższą
chwilę patrzyłem się w oczy chłopaka. Przecież obiecałem sobie skończyć z tym
dziwnym uczuciem, które odzywało się właśnie teraz, kiedy byłem tak blisko
niego.
-Mówiłem
ci, żebyś zostawił mnie w spokoju- powiedziałem sucho, starając się nie
okazywać mu emocji, jakie mną targały.
-Kyungsoo…
-Nie.
Nie lubię być czyjąś zabawką.
Znów
patrzyliśmy na siebie. Nagle jego twarz przybrała złośliwego wyrazu.
-Słyszałeś
kiedyś o samospełniających się przepowiedniach? Nie byłeś zabawką. Dałeś się
zastraszyć swoim przyjaciołom. Ale widzę, że jedynie spełniając twoje oczekiwania,
jakoś do ciebie dotrę.
O
czym on do cholery mówił? Próbowałem zrozumieć, ale wciąż kręciło mi się w
głowie. Kai posłał mi ten uśmiech i
delikatnie ucałował moje usta. To było niby ledwo muśnięcie, ale inne niż dwa
poprzednie. Nie potrafiłem określić, co się zmieniło, ale moje ciało zaczęło
się domagać więcej. Niewiele myśląc, pociągnąłem go za bluzkę bliżej siebie.
Dłuższą chwilę całował mnie zachłannie. Dopiero, gdy jego język zaczął się
wślizgiwać między moje wargi, odzyskałem zdolność logicznego myślenia.
Odsunąłem się od niego, nie wiedząc, co powiedzieć.
-Do
jutra, Dyo- powiedział, uśmiechając się. Wstał i jak gdyby nigdy nic wyszedł z
domu Luhana. Przedtem posłał mi jeszcze ostatnie spojrzenie.
-Nawet
nie wyobrażasz sobie, jak cudownie teraz wyglądasz- mruknął i opuścił willę.
Siedziałem w bezruchu dłuższą chwilę.
-Chodź,
Kyungsoo, odwiozę cię do domu. Wszystko w porządku? Gdzie Kai?
-Poszedł
już- powiedziałem, unikając wzroku Chanyeola.
-No
to chodź. Może zdążę jeszcze odwiedzić Baeka…- mruknął gigant, a ja wykonałem
jego polecenie.
Rano pierwszy raz bałem się wstać.
Mimo to nie miałem wyjścia. Zszedłem do kuchni i zacząłem robić śniadanie.
Minutę po mnie zjawiła się KaRya.
-Obudziłam
już dzieciaki. Kyung, jest sprawa.
-Mhm?-
mruknąłem, zalewając wrzątkiem dwie kawy.
-W
piątek przyjeżdża moja przyjaciółka z podstawówki. Wiesz, która?
-Chyba
tak. Ta, co zawsze przychodziła na weekend?- z trudem przypomniałem sobie tamte
czasy. Moja siostra pokiwała głową.
-Zostanie
na całą przerwę zimową, postanowiłyśmy spędzić razem święta… Jej rodzice zmarli
niedawno, zostawili jej fortunę, ale jest samotna. Opiekuje się młodszym
bratem, więc przyjedzie z nim.
-Super,
dzieciaki będą miały z kim się bawić.
-Nie,
nie zrozumiałeś. Jest chyba w twoim wieku. Uczy się w Seulu, mieszka tu z
przyjaciółmi, ale cały wolny czas spędza ze swoją siostrą, więc chciałabym,
żebyś pokazał mu miasto.
-Ok…
A czy w piątek mogą wpaść Yixing, Chanyeol i Luhan?
-Jasne.
Kibum będzie zachwycony- zaśmiała się KaRya. W tej chwili dzieciaki zeszły na
dół, więc przystąpiliśmy do śniadania.
Dzwonek za dzwonił wyjątkowo późno.
A może to była zasługa ostatniej lekcji(historii), która była tak nudna, że
większość spała? Obudzony przez nauczyciela Xing powiedział mu „Jeszcze pięć
minut, mamo, dzisiaj mam historię z tym bucem”. Cóż, pan Choi nie był
zachwycony.
Stałem przy szafce i wyciągałem
wszystkie niepotrzebne podręczniki. Nagle zauważyłem brak czegoś bardzo
ważnego.
Nie
było mojego szkicownika.
Musiałem
go zostawić w sali, cudownie.
To
nie był zwykły szkicownik. Nie chciałem, by ktokolwiek go zobaczył, bo od
początku mojej nauki w tej szkole rysowałem Kai’a. Podobno miałem talent.
Rysunki nie wychodziły tak źle. Nie wiem, co bym zrobił, gdyby ktoś je
zobaczył. Przecież to już podchodziło pod obsesję. Lubiłem go obserwować, dużo
się o nim dowiedziałem.
Po
pierwsze, kochał tańczyć. Był naprawdę świetny. Po drugie, był też w szkolnej
reprezentacji piłki nożnej. Po trzecie, nie lubił kukurydzy. Bawił mnie ten
fakt.
Dlatego
rysowałem go w tańcu, na boisku, idącego korytarzem, krzywiącego się na talerz.
Ale dzisiaj powstał inny rysunek.
Na
historii narysowałem jego twarz po tym, jak wczoraj się całowaliśmy. Miałem ten
obraz cały czas przed oczami. Rozbawione, a jednocześnie zafascynowane
spojrzenie. Zaróżowione usta wykrzywione w uwodzicielskim uśmieszku.
Zmierzwione włosy.
Błagam,
oby nikt tego nie znalazł.
-Czekajcie,
zostawiłem coś w sali- powiedziałem do przyjaciół, ruszając w tamtą stronę. Chwilę
kluczyłem korytarzami, aż dotarłem do drzwi z napisem „Pracownia historyczna”.
Zapukałem. Cisza. Nacisnąłem klamkę, a klasa stanęła otworem. Nauczyciela nie
było w środku. Rozejrzałem się. Nigdzie nie było też charakterystycznego
czerwonego zeszytu. Nerwowo poprawiłem włosy i podszedłem do swojej ławki.
Obejrzałem parapet, przykucnąłem, żeby poszukać na podłodze- nic. Drzwi
skrzypnęły, pewnie to przeciąg. Drgnąłem lekko, gdy trzasnęły, ale nie
podniosłem głowy.
-Szukasz
czegoś?
Zerwałem
się z ziemi i spojrzałem na Kai’a, który beztrosko wymachiwał MOIM
szkicownikiem.
-Zostaw
to- powiedziałem nieco spanikowany. Oczywiście zignorował te słowa i zaczął
przeglądać rysunki. W końcu otworzył na ostatniej zarysowanej stronie. Dłuższą
chwilę wpatrywał się w nią, a na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Oddaj-
jęknąłem, podchodząc bliżej i wyciągając wyczekująco dłoń. Złapał za nią i
pociągnął, jednocześnie zeskakując z ławki, na której siedział. Wpadłem w jego
ramiona. Bez słowa zaczął mnie całować. Skutecznie uciszył moje próby protestu.
Otworzyłem usta, by coś powiedzieć, ale tylko pogorszyłem sytuację. Jego język
momentalnie wkradł się w nie i zaczął z zaciekawieniem badać moje podniebienie
i dziąsła. Sam nie wiem kiedy się złamałem i pozwoliłem naszym językom wirować
w namiętnym tańcu. Przyparł mnie do ściany, a ja wplotłem palce w ciemne włosy.
Szkicownik spadł gdzieś na ziemię, ale przestaliśmy się tym przejmować. Byliśmy
tylko my.
Gdy się od siebie odsunęliśmy,
trudno było mi złapać oddech. Patrzyłem na niego wielkimi oczami. Delikatnie
wytarł odrobinę swojej śliny z kącika moich ust. Podniosłem zeszyt z podłogi i
wybiegłem. Miałem przestać tak na niego reagować!
-Dyo?
Wszystko w porządku?
Spojrzałem
na zdziwionego Yixinga.
-Tak…
Mam szkicownik- pomachałem zgubą, ale to go nie uspokoiło.
-Lizałeś
się z kimś?
-Że
co?- wykrztusiłem, mając tylko nadzieję, że się nie zarumieniłem.
-Czy
pan Choi nie jest da ciebie ciut za stary?
-Nie
było go w sali!
-To
jak wytłumaczysz swój wygląd?- Luhan podał mi lusterko. Niemal się
zakrztusiłem. Usta miałem zaczerwienione i błyszczące od śliny. Na policzkach
także czerwono.
A
niech go szlag.
-Nie…
Nic… Znaczy Kai… W sensie…- plątałem się, próbując im to jakoś wyjaśnić.
-Co?-
Chanyeol oparł się o szafkę.
-TO
BYŁ GWAŁT NA MOICH USTACH!- zawołałem. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z
tego, co powiedziałem. Yeol i Lay ryknęli śmiechem, jedynie Lulu starał się
zachować powagę. Po chwili poległ i dołączył do chłopaków. I chyba usłyszałem
też znajomy śmiech z korytarza.
-Jesteście
okrutni!- jęknąłem, chowając twarz w dłoniach.
-No
chodź, ofiaro gwałtu. Nei i Tao nie poradzą sobie sami z nawałem zamówień.
-Przestań
się ze mnie śmiać, głupi jeleniu!
Cały tydzień przyjaciele śmiali się
z mojej wypowiedzi. Widywałem Kai’a na stołówce i na korytarzu, a w piątek nie
pojawił się w szkole. Odetchnąłem wtedy z ulgą.
-Baekhyun
dzisiaj siądzie z nami, ok?- Chanyeol zrobił aegyo, na co Yixing zaśmiał się.
-Wyglądasz
idiotycznie, stary. I jasne. Dobrze, że wypuścili go ze szpitala.
Gdy
nadeszła pora lunchu, do naszego stolika podszedł Baek. Chwilę rozglądał się za
krzesłem, po czym rozwiązał problem braku miejsca, siadając na kolanach swojego
chłopaka. Ten uśmiechnął się i objął go w pasie, jakby chciał podkreślić, do
kogo „należy” niższy.
-To
jest Dyo- przedstawił mnie Lu. Zamorduję.
-LUHANJESTEŚMARTWY-
powiedziałem na jednym wydechu. Byun uśmiechnął się.
-Myślałem,
że tylko ja jestem w stanie wypowiedzieć groźbę w ten sposób.
-No
widzisz- wciąż posyłałem jelonkowi zabójcze spojrzenia.
-A
jak się czuje biedna ofiara gwałtu?- zachichotał Lay.
-Zamknij
się- burknąłem.
-Ofiara
gwałtu?- powtórzył nasz rozbawiony „gość”.
-Niewa…-
zacząłem, ale Luhan mi przerwał.
-Jak
to? To przecież tragedia!
-„To
był gwałt na moich ustach!”- zapiszczał Xing. Spojrzałem na Baekhyuna, który
uśmiechnął się do mnie współczująco.
-Też
mam przyjaciół idiotów, rozumiem twój ból. Yeollie, odbierzesz mnie po szkole?
-Idę
z chłopakami do Dyo… Ale możesz wpaść do mnie wieczorem- na twarzy giganta
pojawił się uśmiech. Jego ukochany zarumienił się lekko.
-Ktoś
będzie oprócz nas?
-Nie.
-Hmmmm…
Nie śmiem odmówić.
-Błagam,
możecie nie umawiać się na seks w mojej obecności?- jęknął Yixing, wstając od
stolika.
-Gdzie
idziesz?- zapytałem ze śmiechem.
-Muszę
wziąć coś z szafki.
POV YIXING
Szedłem pustym korytarzem w stronę
szafek. Praktycznie cała szkolna populacja jest albo na obiedzie, albo na
zewnątrz, walcząc na śnieżki. Poważni licealiści. Pokręciłem z politowaniem
głową.
Właściwie to nie potrzebowałem
niczego szczególnego, po prostu przerażała mnie ta wszechogarniająca gejoza.
Luhan cały czas wodzący wzrokiem za Sehunem, niezwykle milczący Kyungsoo i
ogromna dawka BaekYeol na dokładkę. Cudownie, czy tylko ja w tym gronie byłem
stuprocentowym hetero? Pokręciłem głową z niezadowoleniem. Zatonąłem we
własnych myślach, a moją uwagę zwróciło dopiero coś, z czym się zderzyłem,
upadając na ziemię. Podniosłem głowę i chciałem przeklinać idiotyzm tego
czegoś, ale cóż… To nie było coś. To był ktoś. Wu Yi Fan.
Już
miałem się zrywać i przepraszać, gdy zaśmiał się, tak lekko i radośnie.
-Uważaj,
mały. Coś mogło ci się stać- delikatnie złapał mnie za rękę i podciągnął do
góry. Czy to mógł być ten sam Kris, postrach liceum? Teraz wyglądał nawet…
przyjaźnie.
-Na
pewno wszystko w porządku?- zapytał zatroskany. Moje policzki zapłonęły
rumieńcem.
-Tak,
chyba tak…
-Jak
ci na imię, mały?
Mały?
Ja mu dam! Może jestem niższy, ale to jest dyskryminacja.
-Y-Yixing…
To nie ja jestem mały tylko ty wielki…
Znów
się zaśmiał. Coś powiedział, ale zagłuszył go dzwonek.
-Do
zobaczenia… Maluchu- mruknął mi do
ucha i gdzieś się oddalił. Stałem na środku korytarza. JAK ON MNIE NAZWAŁ?
Uśmiechnąłem
się sam do siebie. Ja mu dam.
POV D.O.
Otworzyłem drzwi od mieszkania i
całą czwórką wpakowaliśmy się do środka.
-Cześć,
noona!- zawołałem do dziewczyny stojącej nad miską.
-Kyung!
Ratuj!- posłała mi rozpaczliwe spojrzenie. Zaśmiałem się i wskazałem
przyjaciołom wieszak na kurtki. Sam wszedłem do kuchni, która była istnym
pobojowiskiem.
-Czy
ty próbowałaś zrobić babeczki?- spojrzałem na jej poklejone palce.
-Może…
-Mówiłem
ci, że to ja jestem od gotowania.
-Ale
unni zawsze lubiła babeczki, więc…
Pokręciłem
głową.
-To
ciasto jest do wyrzucenia. Zrobię nowe. I czemu ono tak się klei?
Moja
siostra zmieszała się nieco tym pytaniem.
-Bo
w przepisie było, że ma się lepić… A moje nie chciało, więc wzięłam klej
biurowy… A tak bardzo chciałam, żeby wyszły dobre…
Postanowiłem
nie komentować dodania tego niecodziennego składnika.
-Zaraz
wypiszę ci co masz zrobić. Po kolei- złapałem karteczkę i zrobiłem notatkę.
Przepis na „ekspresowe babeczki” często ratował mi życie, gdy Saeun była głodna
na słodycze, a ja nie miałem nic w szafie.
-Jak
coś, to wołaj- uśmiechnąłem się do niej i poszedłem do salonu.
Trzasnęły drzwi. Drgnąłem, gdy do
salonu wpadł Minho, za nim Kibum, a za nimi Taemin z Saeun.
-Ja
już z nim nie mogę, hyung! Dzień dobry- skłonił się ten pierwszy reszcie.
-Co
ci znowu zrobił Key?- uniosłem brwi. Wspomniany podbiegł razem z Tae do Yixinga
i zaczęli rozmawiać.
-Wszystkie
drugie i trzecie klasy mówią mi, że mam ładną siostrę. Tylko nie mówią o Un,
ale o tym durniu! Ubrał spódniczkę, perukę i poszedł kibicować Jonghyunowi na
meczu!
-Ki,
przebrałeś się za dziewczynę?- przeniosłem wzrok na drugiego chłopca.
-Nie
wolno mi?- wydął wargi w geście obrażonej divy.
-Jezu,
on się zachowuje jak Baekhyun…- powiedział Chanyeol. Saeun stanęła przed nim
(chociaż w sumie patrząc na różnicę wzrostu to pod nim).
-Jaki
ty jesteś ogloooomny- powiedziała, robiąc wielkie oczy. Luhan parsknął
śmiechem, bliźnięta się przekrzykiwały, a Lay pokazywał Taeminowi jakiś krok
taneczny.
-O
Jezu…- mruknąłem, patrząc na ten rozgardiasz- Key i Minho, idźcie do noony,
Saeun i Tae, do góry z nami.
Jak
zwykle wszyscy się mnie posłuchali. Sae uczepiła się Yeola i ten musiał ją
nieść na rękach, zresztą nie był tym jakoś szczególnie zirytowany. Weszliśmy do
mojego pokoju.
-Witajcie
w moim małym królestwie- powiedziałem. Taemin uśmiechnął się.
-Hyuuung~
-Oczywiście,
że mam- wyciągnąłem spod łóżka kartonik mleka bananowego i rzuciłem mu. Wydał z
siebie pisk radości i rzucił mi się na szyję. Uśmiechnąłem się. Zawsze miałem w
pokoju zapas jego przysmaku, bo był strasznie uroczy, gdy chciał się napić. Ja
na pewno nie byłem taki słodki w podstawówce.
-Hej,
Dyo. Możesz mi powiedzieć co to jest?- Luhan uniósł mój szkicownik. Jako, że
przybyło tam ostatnio rysunków, i to nie tylko rysowanych z natury, rzuciłem
się na niego w panice i odebrałem swój skarb. Zaraz zabrał go Chanyeol.
-Daj
mi to!- jęknąłem ze złością. Zignorował mnie. Czemu wszyscy to robili?!
-Ten
jest ładny- wskazał moje ostatnie „dzieło”, czyli półnagiego Kai’a z uszkami i
ogonkiem kota. Zarumieniłem się, a Park nachylił się do mnie.
-On
ma trochę fajniejszy abs. Tak dla twojej wyobraźni- mruknął, a ja
poczerwieniałem chyba jeszcze bardziej. Miałem nadzieję, że nikt tego nie
usłyszał.
-Oppa?-
Saeun pociągnęła giganta za włosy- Oppa, co to jest „abs”?
-Myślę,
że Luhan oppa ci to z przyjemnością wyjaśni- powiedział ten z kamienną twarzą,
podczas gdy wszyscy śmiali się z mojej miny.
-To
jest…- zaczął jelonek, ale zawiesił się. Teraz ja też się śmiałem, tylko że z
niego.
-Zrozumiesz
jak dorośniesz. Spróbuj o tak, młody- Lay musiał wtrącić swoje trzy grosze,
mimo że był zajęty udzielaniem lekcji tańca.
-Muszę
lecieć… Przygotować mieszkanie na wizytę Baeka…- Chan wymownie poruszył
brwiami, a ja trzasnąłem go szkicownikiem.
-Przestań
zboczeńcować przy dziecku!
-Też
będę szedł. A Xingie pomoże mi dzisiaj w kawiarence. Prawda, Lay?- Luhan
pociągnął nieszczęśliwego chłopaka za sobą.
-Koniecznie
napisz nam coś o tym Jonginie- dodał Yeol i wszyscy trzej zniknęli za drzwiami.
-Saeun,
zostawisz nas na chwilę?- zapytał nerwowo Taemin. Dziewczynka wyszła.
-O
co chodzi?- spojrzałem na niego pytająco. Był nieco… Zawstydzony?
-Hyung…
Czy uważasz, że Minho hyung jest gejem? Znaczy, jesteś jego starszym bratem,
więc pomyślałem, że mógłbyś… W sensie…
Uśmiechnąłem
się do siebie. Cóż, jakim cudem wcześniej się nie domyśliłem?
-Myślę,
że jest gejem, ale sam przed sobą boi się przyznać. I myślę też, że masz u
niego spore szanse, Minnie- mrugnąłem do niego.
-Naprawdę?-
oczy mu rozbłysły. Pokiwałem głową. No proszę. Pierwsza klasa, a już hormony
poprzewracały mu w głowie. Chwilę siedzieliśmy w ciszy, doszły do nas głosy z
dołu.
-Chyba
już przyjechali- powiedziałem. Młodszy chłopak skinął głową i wyszliśmy z
pokoju.
-Naprawdę
jesteś w tej drużynie? Jesteście najlepsi!- usłyszeliśmy zachwyconego Minho.
-Nie
no przestań, zawstydzasz mnie…
Wydawało
mi się. Jestem przewrażliwiony. Na pewno. Zeszliśmy do salonu, gdzie KaRya i
jakaś dziewczyna gadały z uśmiechami przyklejonymi do twarzy, Kibum zastanawiał
się głośno, czy od babeczek nie przytyje, a jego brat skakał wokół…
-Ojeju,
Kyungie, jak ty wyrosłeś!- pisnęła przyjaciółka mojej siostry, a ja skrzywiłem
się lekko.
-A
to jest Jongin- dodała noona, wskazując na chłopaka. Odwróciłem się w jego
stronę i zamarłem. Gapił się na mnie wielkimi oczami, po czym podbiegł i się do
mnie przytulił.
-Zaprowadź
mnie do swojego pokoju. Już- czy on celowo muskał ustami moje ucho podczas
szeptania?
-Czeeeść,
miło mi cię poznać… Może pokażę ci mój pokój.
-Jasne-
zaćwierkał radośnie Kai.