Tydzień później
Minho obudził się dość późno. Zegarek w sypialni, którą tymczasowo przydzielił mu Kibum, wskazywał godzinę 9:00.
-Hyung, Key-nim kazał ci wstawać natychmiast, grozi, że zamieni cię w żabę.
Popatrzył na osobę w drzwiach. Świeże powietrze i kontakt z innymi ludźmi dobrze wpłynęły na Kai'a. Jego czarne włosy były potargane, skóra nabrała zdrowych kolorów, a w oczach błyszczały wesołe iskierki.
-Już wstaję.
-Sorry, hyung, tlumaczyłem mu, że mało śpisz...
Minho pokręcił głową.
-Nic się nie stało, i tak już nie spałem. Co tak świetnie pachnie?
-Key-nim robi naleśniki.
Natychmiastowo katapultował się z łóżka. Upewnił się, że jego piżama jest kompletna, po czym zbiegł na dół za pysznym zapachem. Zatrzymał się jednak w progu kuchni, obserwując sielankowy obrazek. Kibum w różowym fartuszku stał przy kuchence, a Jonghyun gawędził z wcinającym naleśniki Taeminem.
Choi zamrugał kilkakrotnie. Co tu do diabła robił...
-Key-nim stwierdził, że Tae jest na tyle silny, żeby siedzieć przy stole. Bardzo się cieszą- wyjaśnił Kai. Minho tylko pokiwał głową. Od tamtego pamiętnego wieczoru rozmawiał z byłym duchem tylko dwa razy. Było mu mało, ale wolał się nie przyznawać. Przecież ten chłopak go nie znał.
-Oo, Żabol łaskawie wstał- Kibum podrzucił kolejnego naleśnika prawie do sufitu.
-Dziesięć punktów, jak trafisz w żyrandol. Piętnaście, jak zawiśnie na którejś żarówce. Dwadzieścia za twarz Jjonga.
Taemin zachichotał.
-Dzień dobry, hyung.
-Hej, Minnie- uśmiechnął się do niego lekko.
-Za to za twoją krzywą mordę ile jest punktów?- zainteresował się Jonghyun.
-Dla ciebie 100.
-Czemu?
-Bo i tak nie dosięgniesz.
Kai parsknął śmiechem.
-To było dobre, hyung.
-Patrzcie, patrzcie, żabcia wraca do formy. Naleśnika?- Kibum przewrócił oczami, bo poczuł się jak w liceum, kiedy ci idioci żyli z nim w wynajmowanym mieszkanku koło szkoły.
-Z chęcią- Minho usiadł obok Taemina, biorąc wcześniej talerz i sztućce.-Onew w pracy?
-Tak, od rana miał nagrania.
-Nagrania?- zainteresował się Taemin.
-Tak, Kurczak jest wokalistą. Tak samo, jak Dino- Choi wskazał Jjonga.
-Wow...
-Key zajmuje się modą i okazjonalnie rapuje... A ja nie mam talentów.
-Jasne. Skromniś się znalazł- prychnął Kibum.
-W mojej rodzinie to Ren odziedziczył wszystkie talenty, dobrze o tym wiesz- mruknął brunet, wpychając sobie do ust naleśnika w całości.-Pysia. Macie polewę czekoladową?
Jonghyun zaśmiał się, rzucając mu butelkę. Minho nalał sobie czekolady prosto do ust.
-PROSIAKI!- oburzył się Kibum. Taemin zaśmiał się dźwięcznie.
-Spokojnie, umma- powiedział. Zapadła cisza. Key uśmiechnął się pod nosem.
-Jongie, zostałeś tatusiem!
Minho parsknął śmiechem, odwracając się do Kai'a.
-O TY!- zaśmiał się. Były oddźwierny wciskał sobie do ust samą polewę czekoladową. Kiedy został przyłapany, drgnął, a resztka słodkości skapnęła mu na twarz.
-Kolejny prosiak- zaśmiał się Taemin.
-Uhhh... I po polewie- mruknął Choi. Rudzielec popatrzył na niego.
-Chcesz spróbować truskawkowej?
-Czemu nie.
-Powiedz aaa~
Starszy posłusznie otworzył usta, w których po chwili wylądował widelec z kawałkiem naleśnika. Popatrzył z zaskoczeniem na uśmiechniętego Taemina.
-Mniam- mruknął. Jadł bezmyślnie, wpatrując się w jego twarz, zachwycając się. Buzia młodszego powoli goiła się, stawała się pełniejsza, mniej wychudzona. Oczy odzyskały blask pamiętany przez Minho z początku ich niematerialnej znajomości. Uśmiech był jasny i promienny.
-Hyung, nie gap się tak...- mruknął Lee, opuszczając wzrok nieśmiało.
~Przepraszam~ Choi odruchowo użył myśli zamiast słów.
Taemin drgnął lekko.
-Przepraszam- powtórzył starszy na głos. Skinienie głową.
-Okay, Tae, wracasz do łóżka. Wybierz, który z nas ma cię zanieść- powiedział Key, przeciągając się.
Zapadła cisza. Czekoladowe oczy przeskakiwały od twarzy do twarzy. Minho poczuł nadzieję w głębi serca.
-Kai? Mógłbyś?- mruknął rudzielec.
-Jasne.
Choi wrócił do jedzenia naleśnika.
***
-Szach i mat- mruknął z satysfakcją, a Jonghyun cisnął szachownicą.
-Jesteś jakimś pieprzonym geniuszem!
-Dzięki...
-Żabolu, Minnie chce cię widzieć. Chyba liczy na chociażby "dobranoc" z twojej strony.
Podniósł głowę i wstał od stołu. Key uśmiechnął się lekko.
Wszedł do pokoju. Taemin opierał się na łokciu.
-Hej, hyung. Jonghyun hyung nie jest mistrzem szachów, co?
-Jest kretynem.
-Miiiłe. Chodź tutaj- poklepał brzeg łóżka. Minho przysiadł tam niepewnie.
-Opowiedz mi bajkę.
-Nie umiem opowiadać bajek.
-Serio? Miałeś młodszego brata i nie umiesz opowiadać bajek?
-Nie. Ren nie lubił bajek. Lubił muzykę.
-Śpiewałeś mu?
Pokiwał głową powoli. Taemin popatrzył na niego.
-Hyung, zaśpiewasz mi coś? Proszę...
Kolejne skinienie. Minho zastanawiał się chwilę, po czym zaczął nucić ulubioną melodię Minkiego. Stopniowo nucenie przeszło w śpiew.
Wstał, patrząc na śpiącą osóbkę. Na twarzy Taemina widniał łagodny uśmiech.
poniedziałek, 28 grudnia 2015
Opętany, cz. 11
wtorek, 22 grudnia 2015
Opętany, cz. 10
Wypełnił misję. Odzyskał ciało Taemina, ocalił jego życie. Zrobił to, bo chciał. Chciał mu pomóc. Nie chodziło o powinność czy uprzejmość. Bał się, że o inną, groźniejszą -ość. Czuł się naprawdę okropnie. Brakowało mu bezczelnego, zabawnego dzieciaka.
-Jongin... Chcę do domu...
Podniósł głowę. Drugie pełne zdanie. Kai westchnął cicho.
-Dom... Jedziemy do nowego domu. Stary dom nie był dobry.
-Oni... Zabili Rena. Dlaczego zabili Rena? Dlaczego tu jest tyle obcych ludzi?
-Możemy jechać- powiedział Key.
-A czemu nie mogliśmy trzy minuty temu?
-Mam przeczucie, Onew. Po prostu mi zaufaj, okay? Jedź do mnie. Minho, wszystko jest w porządku?
poniedziałek, 21 grudnia 2015
Opętany, cz. 9
Luhan podniósł sztylet i ruszył na Minho tanecznym krokiem. Chłopak na jednorożcowym tronie parsknął śmiechem. Kibum zerwał się na równe nogi i zaatakował jednego z pozostałych. No i wybuchła ściana. Rozpętał się totalny chaos, gdy terenówka Jjonga wjechała do budynku. Kierowca wypadł i zatoczył nad głową koło kijem bejsbolowym. Dosyć zabawne. Któryś z zakapturzonych parsknął śmiechem, ale zaraz oberwał i przestało być wesoło. Zwłaszcza, gdy oczy czarnowłosego chłopca zaświeciły jaskrawą czerwienią, a blask odbił się w oczach Jonghyuna. Dino powoli obrócił się i spojrzał bezosobowym wzrokiem na Key.
-Zabij- zanucił nie-do-końca-nastolatek z tronu, uśmiechając się niewinnie.
-Zabić- powiedział machinalnie Jong. Podniósł kij, ale nie mógł wykonać ruchu. Patrzył w oczy swojego chłopaka pusto.
-Jongie- powiedział cicho Kibum, delikatnie kładąc dłonie na jego własnych.-To ja. Widzisz? Nie zrobisz mi krzywdy, prawda?
Na początku Minho pomyślał, że jego przyjaciel używa swojej siły umysłu, ale cofnął tę myśl, gdy dostrzegł, jak bardzo trzęsą się dłonie medium.
-J-ja...
-To ja. Popatrz na mnie.
Jonghyun powoli opuścił kij bejsbolowy.
-Bummie?- szepnął, zamykając oczy.-Co ja zrobiłem?
Chłopak na tronie wrzasnął z frustracji.
-Co się do cholery dzieje?!
-Miłość- odpowiedział Key, uśmiechając się do niego.-Coś czego wy, demony, nie znacie.
Minho zmarszczył brwi. Demony? Wkopał się w niezłe gówno.
-Choi- syknął Jonghyun.-Na zewnątrz czeka Onew w swoim aucie. Łap Taemina... Ciało Taemina i biegnij tam. Kurczak wie, gdzie ma jechać. Czekajcie na nas, narobimy tu trochę zamieszania.
Wow. Oni to mieli wszystko aż tak zaplanowane? Choi pokiwał głową i wykonał pierwsze polecenie. W całym zamieszaniu chwycił drobne ciało i ruszył do wyjścia.
-DO JASNEJ CHOLERY, ON UCIEKA!- rozległ się wrzask, ale zagłuszył go wybuch i rozbawiony śmiech Kibuma.
Minho szedł długim korytarzem, gdy zauważył jednego z Zakapturzonych. I Kai'a.
-Uciekaj- szeptał zakapturzony.-Błagam, ucieknij stąd jak najdalej. Nie znajdą cię. Szykuje się tutaj naprawdę duża jatka. Nie może ci się stać krzywda, Jonginnie.
-Hyung... Ale... Co będzie z tobą?
-Nie wiem. Jestem tylko człowiekiem, mam swoje granice. A te demony, jakkolwiek silne by nie były, natrafiły na mocnych przeciwników.
-Mogę pomóc... Widziałeś, że oni walczą... uczuciami. Ja też mogę...
-Jesteś spętany. Nie możesz. Jeśli tylko znajdziesz się w polu widzenia... Wykorzystają cię jak marionetkę. Uciekaj. Znajdź sposób, żeby się chronić. Wróć do rodziny.
-Myślę, że mogę pomóc- odezwał się Minho. Postacie podniosły wzrok. Przerażenie odbiło się w ich oczach. To tak ludzkie, pomyślał Choi.
-Jakim cudem go stamtąd zabrałeś?- szepnął Kai.
-Uciekamy. W bezpieczne miejsce, w każdym razie tak sądzę. Myślę, że jestem ci winny przysługę.
Oddźwierny skinął głową i wpił się w usta swojego poprzedniego rozmówcy.
-Wrócę po ciebie. Obiecuję, że znajdę cię i wydostanę z ich rąk.
-Leć... Uciekajcie... Kocham cię, Jongin.
-Ja ciebie też kocham.
Minho widział wdzięczność zakapturzonego chłopaka, gdy wraz z Kai'em szedł dziwnie poskręcanym korytarzem.
-Ostatnio było prosto- mruknął.
-Świątynia się broni. Nie martw się, jesteśmy tuż przy wyjściu.
Znaleźli się na zewnątrz. Świeże powietrze uderzyło ich rozgrzane twarze.
-Widzę jeepa. Biegniemy- szepnął Choi. Jego nowy towarzysz skinął głową.
Onew odetchnął, gdy ich zobaczył, aczkolwiek był nieco zaskoczony.
-Mamy dodatkowego pasażera?
-Bez urazy, ale pytania zostawmy na później- jęknął Kai, blokując drzwi. Lee pokiwał głową.
-Masz rację, dzieciaku. JongKey odstawiają niezłe show, co?
-No. Pogromcy duchów- mruknął Minho, ani na chwilę nie podnosząc głowy. Wpatrywał się w Taemina wielkimi oczami. Pierwszy raz mógł go dotknąć. Pogłaskać po policzku.
~Hyung, nic im nie będzie, prawda?~ nieduch w jego głowie był zaniepokojony.
~Dadzą radę. Spokojnie. To JongKey.
~To wszystko przeze mnie...
~Tak. Uratowaliśmy dwa istnienia z łap tych... cosiów. To twoja ZASŁUGA, Minnie.
~To demony. Hyung, nie pamiętam, o co chodzi, ale w świątyni... Ja tam żyłem. To był mój dom.
-Jesteśmy na miejscu- Onew zatrzymał się w środku jakichś białych ruin.-Kibum powiedział, że to jakaś... Kapliczka światła? Coś takiego. Że można znaleźć je w każdym lesie. Bla bla bla, mądre okultystyczne pogadanki Key...
Zapadła cisza. Minho wsłuchiwał się w urywany oddech Taemina i wiedział, że mają mało czasu. A minuty mijały wolno. Gdzie oni byli? Napadło go straszliwe uczucie.
Dziesięć minut. Pół godziny. Godzina. Dwie.
-Jadą!- krzyknął nagle Jinki. Faktycznie, drugi jeep zaparkował tuż obok.
-Nie wychodźcie- powiedział Key, gdy Onew otworzył drzwi.- Wejdziemy do bagażnika. Nie jest bezpiecznie zostawać poza autem. Chociaż większość z nich nie jest w stanie nas dopaść.
Kai wydał z siebie zduszony jęk i ukrył twarz w dłoniach.
~Hyung... Musisz coś zrobić. Moje ciało... Jest źle. Ale duszą jestem na tyle silny, że dam sobie dodatkowe parę godzin na uratowanie.
~Co mam robić?
~Pocałuj mnie, hyung.
-CO?- zapytał Choi na głos. Tae zachichotał słabo.
~Tak, jak na cmentarzu. Duch się... Przeniesie. Chyba.
~Trzeba spróbować.~ Minho westchnął cicho i nachylił się. Drobna, biała twarzyczka i posiniałe wargi. Jak dobrze, że jego oprawcy cierpieli. Nachylił się bardziej i delikatnie musnął pełne usta własnymi.
Chude ciało w jego ramionach drgnęło gwałtownie, biorąc głęboki oddech. Otworzyło oczy.
Brunet poczuł dziwną pustkę w głowie. Tak, jak wtedy, gdy po imprezie wszyscy wychodzą i zostaje się samemu. Cisza. Niepokojąca.
Ciemnobrązowe oczy patrzyły z przerażeniem.
-Kim...- wychrypiał chłopak, prostując się lekko i usiłując cofnąć.-Kim ty jesteś?
---------------------------------------------------------
KYAAA! NAPISAŁAM! CAŁY ROZDZIAŁ!
Oj, oberwę XD
-Ree
^^
Dzisiaj 21 grudnia, coraz bliżej święta (co dobitnie udowadniają mi reklamy w telewizji i deszcz za oknem. Kocham globalne ocieplenie.) i jest to dosyć istotna data. Dlaczego? Ano rok temu dwie
O Boże, znowu się rozkleiłam. Sprzedawcy chusteczek mnie kochają, mówię Wam.
W imieniu swoim i Nettie dziękuję wszystkim Czytelnikom, którzy wchodzą na bloga i komentują~
Jesteście cudowni <3
To chyba tyle, dziękuję za uwagę.
-Kim Naree a.k.a. Lu
środa, 16 grudnia 2015
,,Kto się czubi, ten się lubi" Rozdział 5
Rozdział 5
Sezon 1
01.05
====================
Od dobrej godziny siedzieli i "rozprawiali" na temat położenia w czasie prób zespołu. Było to ca najmniej zabawne, bo Kibum i Jonghyun co jakiś czas zbaczali z poważnego tematu na poboczne. Śmiali się z nauczycieli, komentowali ludzi, których widzieli kątem oka albo mówili po prostu o rzeczach, które ich interesowały. Kilka razy mówili językiem tak bardzo dwuznacznym, że na jego twarzy pojawiał się soczysty rumieniec. Czasem ktoś odwracał się speszony w ich stronę, co kończyło się albo późniejszym nerwowym zerkaniem bądź wyjściem z lokalu.
Odstraszamy klientów..
Zaśmiał się pod nosem ze stwierdzenia, które zagościło w jego głowie. Jego prawdziwość wydała mu się po prostu taka.. śmiesznie prawdziwa? Beznadziejne wytłumaczenie, ale nadal trafne. Z 2-3 klientów po daniu sygnału, że doskonale słyszy prowadzone rozmowy, postanowiło poprosić o rachunek, zapłacić i wyjść. Kibum i Jonghyun oczywiście nie omieszkali po opuszczeniu przez któregokolwiek z tych ludzi, skomentować sytuacji w jakiś dziwny, a jednocześnie zabawny sposób.
-A więc co już mamy..?- zabrał niepewnie głos, próbując zwrócić na siebie uwagę i mieć pewność jak dużo już postanowili. Długopis przemieszczał się po kartce w dziwnych momentach i nie był już po prostu pewny tego, na czym stanęło.
-A więc wychodzi na to, że jako osoba najbardziej uzdolniona tanecznie, bierzesz jednak odpowiedzialność za wymyślanie układów. Ja tworzę charakteryzację~
Duma w głosie Kibum'a była bardzo słyszalna. Wydało mu się to całkiem urocze albo i miłe. Lubił, kiedy jego przyjaciel był pozytywnie nastawiony wobec czegokolwiek. Miał nadzieję, że charakteryzacja nie okaże się dla niego czymś irytującym..
Mimo wszystko coś mu jednak mówiło, że nie ma czym się przejmować. Przecież to Kim Kibum, tak?
-Minho i Jonghyun będą odpowiedzialni głównie za tworzenie tekstów. Żaden jednak nie chce wziąć na siebie organizacji czegokolwiek- westchnął głośno, patrząc na nich srogo.
-Bummie, proszę, przestań.. Źle Ci z oczu patrzy- Jonghyun uniósł dłonie w obronnym geście. Uśmiechał się przy tym delikatnie, jakby próbując wymusić na divie trochę wyrozumiałości czy poprawić nastrój, który i tak był świetny.
Musiał przyznać, że zazdrościł zebranym osobowości. Wszyscy byli pod różnymi względami silni, potrafili się ze sobą dogadać, nie czuli się niepewnie. On jedyny, gdyby nie był co jakiś czas o cokolwiek pytany, siedziałby przez całe spotkanie cicho.
A, właśnie. Spotkania..
-A jak się spotykamy?- zadał kolejne pytanie.
-Będziemy się dogadywać na bieżąco, ale od jednego do dwóch razy w tygodniu. Jeśli jednak pojawi się coś ważnego, to częściej. Na przykład nauka układu, który wymyślisz, młody- Jonghyun posłał mu szeroki uśmiech, gdy wspomniał o układzie. To brzmiało bardzo zobowiązująco.
Martwił się. Podoła? Przecież to nie jest zwyczajne wymyślanie układu dla zabawy, tylko na poważnie. Do prawdziwych piosenek.
Przeszły go dreszcze, ale mimo wszystko kiwnął głową na znak zrozumienia. Po chwili spostrzegł, że wszyscy go bacznie obserwują. Zrobił coś, co określane było jako nie na miejscu..?
-Minnie, nie stresuj się- właściciel białej czupryny i diva zaśmiali się. Czyli jednak wszyscy po prostu czytali z niego jak z otwartej księgi. Nie zrobił nic źle. Chociaż zirytował go fakt, że tak bardzo wszystko po nim widać. Każdą emocję. Martwiło go to, że ktoś może kiedyś wyczytać więcej niż powinien. Chociaż, gdyby tak się stało, może jednak zyskałby nowego przyjaciela? Albo został po prostu zraniony, ale tego naprawdę nie chciał.
Musiał się nauczyć nieco panować nad swoimi emocjami, albo przynajmniej mimiką bądź reakcjami. To one go całkowicie zdradzały. Westchnął głęboko.
Czyżby to samo zauważyli napastnicy z uliczki? Słabość? Strach? Późniejszą pustkę w głowie, która sprawiła, że nie wiedział co robić..?
Poza kontrolą, powinien też poćwiczyć swoje ciało. Przecież, gdyby nie Choi, mógłby zostać zgwałcony przez obcych ludzi. Podle wykorzystany, zbrukany, zeszmacony.. Mogłoby im się udać i on nie mógłby wiele na to zaradzić. Chyba, że ktoś usłyszałby jego wrzaski, które jakimś cudem by wydostał ze swojego gardła, nie ważne jak to stwierdzenie zabrzmiało. W sytuacjach stresowych, jego gardło boleśnie się ściskało, uniemożliwiając wydobycie jakiegokolwiek dźwięku, głośniejszego od szeptu. To sprawiało, że czuł się słaby, bezbronny.
Bezsilność czasem dawała mu w kość. Musiał stać się silniejszy.
(Awww aww awww mój Taeś taki mały i słodki. -Kim Naree
I wcale nie podczytuję z wersji roboczych :*
Właśnie widzę.. Mogłabyś mi wskazać popełniane błędy, a nie podczytywać *wzdycha* )
W drodze powrotnej, gdy nasycili się pyszną kawą i deserami, zawzięcie rozmawiali na temat nowego członka. Pojawiło się mnóstwo propozycji, jednak prawie do każdego pojawiały się także pewne minusy. Mimo, że wszyscy potrafili śpiewać, mieli wady, które.. Były nie do pominięcia. Jeden był totalnym zbokiem i ruchał wszystko, co się tylko rusza. Drugi nigdy nie okazywał zainteresowania do czegokolwiek, opuszczając zajęcia, na które sam się zapisywał oraz lekcje szkolne. Kolejni byli albo tyranami, albo przeraźliwie bali się wszystkiego, popadali w skrajności, mieli skłonności do chorowania i częstych wypadków, które często sami wywoływali. Na wieść o tych ostatnich, cała czwórka nie mogła powstrzymać dreszczy. Powodowanie wypadków.. Kto normalny lubił powodować wypadki..?
Teoretycznie mogli pominąć te kwestie, mimo wszystko liczyła się tylko jedna osoba, która potrafiła śpiewać. Jakakolwiek. Oczywiście płci męskiej.
-Taemin, komórka Ci dzwoni..- Jonghyun wskazał na jego kieszeń, która podświetlona była przez ekranik telefonu. Delikatnie wibrowała w kieszeni. Wydawała z siebie jego ulubioną piosenkę. Mimo, że dzwonek był taki sam od praktycznie roku, nie miał zamiaru go zmieniać. Podobał mu się bardziej, niż mógłby kiedyś przypuszczać. I dzięki niemu, wiedział kiedy dzwoni ktoś w porządku. Tak, ustawiał ten dzwonek dla wszystkich ludzi, których uznał za miłych.
Mimo wszystko, okazało się, że przyszedł zwyczajny SMS. Od Jinki'ego.
Chwila moment..? A może..
-A może Jinki?- powiedział głośno, nie zastanawiając się wcześniej nad swoimi słowami. Wpadł na pomysł i musiał się nim podzielić, prawda?
Onew, pomimo swojego pociągu do kurczaków, był naprawdę sympatycznym człowiekiem. Potrafił śpiewać, traktował swoje obowiązki na poważnie, rzadko pozwalał, by emocje wzięły nad nim górę no i oczywiście nie był żadnym recydywistą czy zbokiem, tyranem.
-Minnie, słyszałeś, żeby on kiedykolwiek śpiewał?- spytał Kibum, patrząc na niego z lekkim niedowierzaniem. W odpowiedzi oczywiście pokiwał głową. Myślał jednak, czy mężczyzna się zgodzi. Był od nich starszy, zdecydowanie. Mimo wszystko podłapał z nim kontakt w szkole podstawowej i ten został jego "starszym bratem". Może warto byłoby spróbować?
-Kim jest Jinki?
-Mój starszy brat- zaśmiał się cicho, mówiąc to w taki sposób, że zabrzmiało jakby faktycznie posiadał kogoś takiego.
-To Ty masz brata?- spojrzał na niego Żabol oraz Jonghyun. Kibum pokręcił na to głową.
-Nie, nie ma. To jest nasz przyjaciel. O jakieś 2 lata starszy od nas- uśmiechnął się delikatnie- Napisz, czy nie może teraz wyjść na karaoke czy coś.
I się umówił.
Jinki nadchodził.
---------------( I W TEJ CHWILI WENA WYPAROWAŁA )-----------------------
-A więc potrzebujecie wokalisty- Jinki opierał się o ścianę z zamyśloną miną, przy tym kiwając głową na znak zrozumienia. Kilka minut temu wyszli z budynku, w którym odbyli sobie krótkie karaoke. Każdy śpiewał po trochu, łącznie z Jinki'm, który zbity z tropu nie wiedział, po co miał dokładnie przyjść.
Teraz jednak został uświadomiony i rudzielec mógł pochwalić się w myślach za swoją odwagę. Pierwszy raz komuś cokolwiek proponował, łącząc to z prośbą.
-A więc, co sądzisz, Jinki?- spytał w końcu Kibum, gdy minęła dłuższa chwila i cisza zaczęła robić się coraz bardziej nieznośna.
-Nie ma sprawy, ale czy pani Park się zgodzi na to, aby ktoś spoza szkoły znalazł się w tej grupie?- powiedział, siląc się na luźny ton głosu. Widać jednak było, że nie jest przekonany co do tego, żeby do nich dołączył.
I w tamtym momencie wtrącił się Jonghyun, tłumaczący, że to nie będzie żadnym problemem. Pomimo pewnego niedowierzania, Jinki wyraził w końcu całkowitą zgodę i dołączył, wywołując jako reakcję głośne "ŁUHUUUUU!" u Kibum'a oraz Jonghyun'a, szeroki uśmiech u Taemin'a i westchnięcie ulgi u Minho. Rudzielec mocno przytulił nowego członka z cichym "dziękuję", które sam Jinki oczywiście usłyszał i jedynie przytulił go do siebie nieco mocniej. Później natomiast westchnął i powiedział pewnie do zgromadzonych:
Reszta weekendu minęła leniwie. Bardzo, bardzo, bardzo leniwie.
Jedynie Taemin obserwował Kibum'a, który szalenie biegał po jego pokoju, niesamowicie ekscytując się ich sytuacją i snując plany na przyszłość. Oczywiście, młodszy próbował nie zasnąć po nocy pełnej koszmarów, ale jednak humor przyjaciela mu się opłacił.
Key pozwolił sobie na nocowanie u niego, by ten następnego dnia nawet nie myślał o zaspaniu do szkoły. Coś podpowiadało rudzielcowi, że powinien się martwić, gdy diva położyła go spać jakoś za wcześnie jak na ich dwóch razem.
☣☣☣
sobota, 12 grudnia 2015
Opętany, cz. 8
-Oh, medium wyeliminowane. Chociaż tyle dobrego, bo jesteś nieosłonięty. Oddawaj- czarnowłosy wydął dolną wargę, jakby byli dziećmi kłócącymi się o łopatkę w piaskownicy.
-Wybacz, kochanie- pierwszy z mężczyzn zasiadł na drugim tronie.- Kai nie dał nam znać o gościach.
--------------------------------
Ja wiem, że krótko i wgl.
Uhhhh.
Kekeke.
Mój mózg to pianka,
-Naree
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Perfect like you
-Hyung! Pomożesz mi?
Daehyun i Yongguk biegną do maknae, żeby ułatwić mu przejście poziomu w grze. Himchan kręci głową z niedowierzaniem.
Co takiego jest w tym dzieciaku, że wszyscy tak do niego lgną?
Wie, że sam też jest świetny. Mimo to chce choć trochę przypominać Junhonga. Mieć tą łatwość zaskarbiania sobie uwagi, wrodzony urok...
Kręci głową po raz kolejny i wraca do smażenia naleśników. Oczywiście na życzenie JongUpa, który zrobił to na wzmiankę Zelo o tej potrawie.
Himchan podgląda najmłodszego z kuchni. Podziwia go, zastanawia się nad jego niesamowotymi umiejętnościami. Zdaniem niektórych, czyli psychoanalityka zespołowego znanego jako Youngjae, diva ma niemal obsesję. Całymi dniami rejestruje każdy ruch dzieciaka. Złośliwy Dae mówi, że to zazdrość. Nie. Księżniczka po prostu nie pamięta już czasów swojego beztroskiego dzieciństwa. Poza tym widzi w najmłodszym jakiś niedościgniony ideał...
***
Junhong patrzy, jak zespołowa mamusia wraca z zakupami. Podziwia siłę tego człowieka. Unieść torby z jedzeniem na tydzień dla całego B.A.P? Niesamowite.
Poza tym Chan ma dużo więcej niesamowitych cech, które maknae non-stop odkrywa. Dobrze śpiewa, tańczy, gotuje i dba o wszystkich. Wie też, co zrobić, by świetnie wyglądać. Jest niezależny i nie musi pytać kogokolwiek o pozwolenie na wyjście. Zelo często spędza wolny czas, analizując jego zwyczaje, próbując czerpać z nich wzór. Lider wielokrotnie mu tłumaczył, że nie o to chodzi. Każdy ma być sobą. Ale maknae dalej dąży do swojego prywatnego wyznacznika perfekcji, jaki stanowi Kim Himchan.
Teraz też od razu biegnie pomóc swojemu hyungowi. Chce nauczyć się dbać o dorm tak jak on. Dlatego znajduje się sam na sam w kuchni z króliczkiem.
-Powiedz mi, czego chcesz?- przewraca oczami starszy.
-Chcę tylko pomóc w rozpakowywaniu.
Kim wzdycha. Pomocny dzieciak. Kolejna cecha do Listy Perfekcji.
-Nie musisz- mówi łagodnie. Nie umie być dla niego niemiły.
-Ale ja chcę! - tupie Junhong, nadymając uroczo policzki.
-To, że chcesz, nie znaczy, że tak się stanie. Nie zawsze dzieje się tak, jak chcesz.
-Hyuuung... Czyli, że nigdy nie dorównam tobie?
Himchan zamiera.
-Co masz na myśli?
-Bo... Chciałbym być tak perfekcyjny jak ty, hyung. Jesteś ideałem- Zelo rumieni się delikatnie.
-Co ty mówisz? Ty...- starszy pochłania wzrokiem każdy szczegół zawstydzonej twarzy młodszego. Odkrywa jego perfekcję w zupełnie nowy sposób.
Zanim się spostrzega, trzyma go w ramionach, wpatrując się w czekoladowe oczy.
-H-hyung... Ja...
-Ty jesteś idealny, Jun. Nie próbuj zaprzeczać.
Zelo sam nie wie, co robi, gdy całuje niepewnie Himchana. Ten obejmuje go mocniej.
Ma swój ideał na własność.
-----------------
No hej~
Wybaczcie błędy, ale to jest pisane po nocach. Krótkie HimLo dla unnie. Enjoy~
Przepraszam, że tak zwlekam z nowym "Opętanym", ale mam pewne... Problemy w życiu prywatnym. Trochę słabo to wpływa na wenę. Do napisania~
-Kim Naree
Ps. Kup mi ktoś wielkie americano ;w;
środa, 2 grudnia 2015
Rogaty Anioł
Miałeś spokojne, niewinne oczy, jak mała sarenka. Do tego ten łagodny uśmiech.
Dalej jesteś aniołem. Tylko że nigdy wcześniej nie myślałem, że istnieją anioły z rogami.
-Bang. Kurwa. Yongguk.
Uniosłem głowę, patrząc na osobę nade mną.
-Rusz swoją zgrabną liderowską dupę i wyjaśnij Daehyunowi, że nie może zabić Jongupa ze względu na sernik.
-Oj, Channie, przesadzasz. Oni się droczą.
-MOON KURWA JONGUP- rozległ się głos wokalisty.
sobota, 28 listopada 2015
,,Kto się czubi, ten się lubi" Rozdział 4
Rozdział 4
Sezon 1
01.04
====================
Kiedy tylko dotarł do domu, padł na łóżko zmęczony całym tym dniem. Jest w zespole. Muszą wymyślić układ i całą piosenkę od podstaw, od zera. Nie miał pojęcia jak sobie z tym poradzą, ale coś mu mówiło, że nie powinien się tak tym przejmować, dlatego uśmiechnął się tak jakby do siebie i uniósł, dopiero zdejmując z siebie torbę z zeszytami i podręcznikami. Była dość ciężka, ale musiał przyznać, że nigdy nie była lżejsza, tak więc powinien się raczej przyzwyczaić.
Westchnął głęboko i rozejrzał po swoim pokoju, z zaskoczeniem rejestrując iż w ostatnim czasie nie narobił zbyt wielkiego bałaganu. Praktycznie żadnego. Mimo wszystko był z tego powodu też zadowolony. W tej radości nabrał ochoty na porozmawianie z kimś. Najlepiej z tym, z kim zawsze czyli albo Kibum'em, albo Jinki'm. Jinki był dla niego trochę jak starszy brat. Co prawda Kibum również był kimś takim, ale że względu na swoje częste matkowanie musiał zostać jego drugą matką. To było nawet zabawne.
Dobra.
Wziął się w garść i podszedł do biurka, przy którym stał komputer. Było to dość wygodne rozwiązanie, komunikatory miały do siebie to, że nie zabierały pieniędzy jak telefony. Dzwoniąc do kogoś można było zachować swoje zarobki.
Odpalił urządzenie i czekał, aż się włączy oraz załaduje. Nie musiał czekać długo. Już po chwili włączył Skype i gg, sprawdzając czy któryś z jego przyjaciół jest obecny. Byli obaj. Już miał tworzyć rozmowę grupową, gdy ktoś zadzwonił przez Skype. Odebrał, zszokowany.
-Hej, Minnie!
-No cześć, młody!
-Pff..
Głos Kibum'a, który usłyszał dał mu do zrozumienia, że nie musiał się martwić sytuacja. Mimo wszystko zmartwił go fakt, że w konwersacji biorą udział jeszcze dwie osoby. Nie przejmował się Jonghyun'em, był w porządku. Mimo wszystko Minho wydawał się być ciągle nie w humorze i negatywnie do niego nastawiony. Westchnął. Musiał zachowywać się normalnie. Nie mógł pozwolić, by ta Żaba źle wpłynęła na jego samopoczucie. No, bardziej niż zwykle.
-Dzień Dobry wszystkim.
-Hej, odpowiada Ci spotkanie się jutro w tej kawiarni co zwykle, tylko tak całą grupą?
-No wiesz, Minnie, tak dla integracji i zorganizowania spotkań, prób.
Spotkanie w kawiarni, w cztery osoby. W sumie nie miał nic przeciwko. A raczej nie widział praktycznie żadnych przeciwwskazań by iść, a spotkanie faktycznie by się przydało. Westchnął jak najciszej mógł.
T-Jasne, czemu nie.
J-Wiedziałem, że się zgodzi!
K-Tak, tak. Spotykamy się jakoś o 13 czy może później?
T-Wydaje mi się, że ta 13 będzie w porządku.
K- A wam odpowiada?
J- Oczywiście, że tak, inaczej nie wyskoczył bym z propozycją spotkania *śmiech*
M-...
T- Minho?
M- Obojętnie.
K- Czyli uzgodnione! Jutro o 13 w kawiarni. A spróbuje tylko któryś się spóźnić!
I tym akcentem skończyli umawiać się na spotkanie. Później wymienili się numerami i kontynuowali rozmowę. Minho wydawał się być wciągnięty w rozmowę. Co chwila komentował słowa Jonghyun'a w sposób wredny, ale i zabawny. Nie było to specjalne docinanie, a raczej nie po to, by go jakoś zranić czy poniżyć. Prędzej były to drobne, przyjacielskie słowne przepychanki i docinki.
Z jakiegoś powodu nie mógł powstrzymać się przed uśmiechem. Minho był blisko z tym kolesiem, no i pozwoli zbliżał się do Kibum'a. Nawet jeśli odpowiadał na pytania albo po prostu mówił w swoim stylu, nie było to jakieś negatywne.
Trochę mu zazdrościł. Sam przez praktycznie całą rozmowę odpowiadał monosylabami albo siedział cicho. Nigdy nie czuł się za dobrze w większych grupach. Musiał jednak pogodzić się z faktem, iż tak szybko nie ucieknie. Teraz był członkiem niepełnego, ale jednak zespołu. Brakowało tylko jednej osoby. Cóż.. Musiał dać radę, przyzwyczaić się do tylu ludzi i pozwolić sobie otworzyć na większy kontakt. Wyszło dość psychologicznie.
A, właśnie..
Trzeba ogarnąć ostatniego, 5 członka..
-------------------------------------------------
Tym sposobem następnego dnia, równo o 12:30 był już w drodze do kawiarni. Dzień był jednym z pozytywniejszych. On miał przyjemny sen o tańcu, który skomentował jedynie dwoma krótkimi słowami - ,,No cóż..".. Poza tym załapał się na 2 ostatnie naleśniki, a jego mama kupiła mleko bananowe, które zniknęło szybciej niż przypuszczała. Mimo wszystko uśmiech nie schodził z jego ust, więc i ona czuła pewnego rodzaju szczęście.
Sama pogoda również dopisywała. Słońce co prawda chowało się za chmurami, które tworzyły istny, szary mur, ale co jakiś czas wyglądało zza nich. Taemin'owi skojarzyło się to z zabawianiem małych dzieci. Kiedy ktoś chował swoją twarz za dłoniami i nagle je odsuwał krzycząc ,,AKUKU!". No cóż.. To było pod pewnym względem zabawne.
Poza tym było ciepło, a chłodny wiatr delikatnie muskał skórę, dając przyjemne odczucie. Miło. Nawet bardziej.
Z uśmiechem szedł przed siebie, co jakiś czas patrząc na mijających go ludzi albo machając do kogoś znajomego. Mimo wszystko lubił ludzi. Wiedział też, że jego nastrój potrafi się bardzo komuś udzielić. Dlatego w takich momentach nie zdejmował z twarzy uśmiechu, który nawet gdy bardzo się starał, musiał na nowo się pojawić. Lepiej było po prosu go zostawić w spokoju.
W momencie, gdy zauważył skrót, którym zawsze chodził z Kibum'em, gdy urządzali sobie spacer do kawiarni, postanowił z niego skorzystać. Była to ciemna, wąska uliczka, dająca jednak pewną swobodę ruchu dla 2-3 osób, które stałyby obok siebie. Poza tym, posiadała kilka zakrętów, przez co mało kto ważył się wkraczać na jej teren. Ledwo kto zaglądał i sprawdzał dokąd prowadzi, gdzie jest jej koniec. On jednak doskonale ją znał. Wkroczył więc w ciemniejszą przestrzeń miasta i nucąc pod nosem jakiś usłyszany przypadkiem utworu, szedł dalej. Kiedy jednak skręcił po raz drugi, pożałował decyzji pójścia na skróty. Dwóch kolesi popchnęło go w kierunku ściany budynku, z którą zderzył się tak mocno, aż usłyszał dziwny chrupot w ramieniu. Poza tym chyba łupnął w nią głową, ponieważ poczuł na jej tyle ból. Jęknął z bólu.
-Niezła sztuka, hm?
-Taa. Jesteś pewny, że on nie jest kobietą?- spytał z głosem, który wyraźnie zapowiadał coś negatywnego, strasznego. Spróbował odejść. Za to tym razem został dosłownie przyszpilony. Nie widział drogi ucieczki. Próba odepchnięcia kolesia również zakończyła się klęską. Był za silny. Tego się nie spodziewał..
-Puść mnie- powiedział, siląc się na spokój. Nie szło mu to zbyt dobrze. Co jak co, ale znajdował się w sytuacji, która kojarzyła mu się z filmami oglądanymi przez jego siostrę. Nieodpowiedzialna kobieta wkracza tam gdzie nie powinna, przez co później gorzko żałuje swojej decyzji. Mimo wszystko, zanim zacznie robić się dosłownie koszmarnie, jakimś cudem ratuje się z opresji i w późniejszym czasie żyje długo i szczęśliwie, opowiadając o swojej przygodzie własnym dzieciom lub po prostu bliskim osobom. Strach idzie w niepamięć, pozostawiając po sobie jedynie jego słabsze wspomnienie.
Mężczyźni zaśmiali się nieprzyjemnie. Wręcz obleśnie. Pod pewnym względem przerażała go sytuacja, ale.. Z drugiej strony czuł się co najmniej dziwnie. Wręcz rozbawiony tym, co wyprawiali. Musiał jednak przyznać, że nadal nie wiedział co robić, by się wyratować albo nie pogorszyć sytuacji. Pustka ogarnęła jego głowę. Stał i wpatrywał się przerażonym wzrokiem w napastników. Obaj pozbawieni włosów na głowie, z twarzami, które przypominały kogoś po przejściach.. Typowi przestępcy.
Obleśny wzrok obu przesuwał się po jego ciele i zatrzymywał się w jednym miejscu. Przełknął ślinę, gdy mężczyzna, który go przyszpilił przysunął się do niego jeszcze bardziej niż powinien, przy tym naruszając dosłownie całą jego przestrzeń. Kiedy poczuł dłoń między swoimi nogami, szarpnął się i jeszcze raz spróbował odepchnąć kolesia. Ten warknął zirytowany.
-Kurwa, przestań się szarpać!- uderzył go w policzek, a dłoń na jego kroczu boleśnie zacisnęła się. Nie zauważył, kiedy dokładnie jedną ręką uderzył jednego z nich w nos, powodując jego krwawienie. Zszokowany patrzył na minę, która całkowicie się zmieniła. Teraz wyrażała jedynie furię.
-Trzymaj go mocniej, kretynie!- warknął do wspólnika, wycierając rękawem bluzy krew, po czym plując mu w twarz- Taki sprytny jesteś? Silny? Myślisz, że będzie lepiej, gdy spróbujesz się obronić? Jesteś praktycznie sam. W tej chwili jesteś naszą dziwką więc przestań się szarpać i zaakceptuj to, szmato!
Zacisnął powieki, gdy zauważył pięść mknącą ku jego twarzy. Spodziewał się, że zaraz ogarnie go ból, jednak tak się nie stało.
-Co? Kim Ty kurwa jesteś?!- usłyszał pytanie tego, który się zamachnął. Otworzył powoli oczy i zamarł. Znajoma twarz, ciemne włosy, wysportowana sylwetka i niewyobrażalny chłód w czekoladowych oczach. Minho..?
-Zostaw go w spokoju- warknął, uderzając go w twarz i kopiąc w miejsce, które na ogół powinno być chronione. Skrzywił się, gdy zauważył jak tamten pada, kuląc się na brudnej ziemi. Poczuł jak uścisk trzymającego go faceta się rozluźnia i wyszarpnął się, przy tym potykając się i w ostatniej chwili łapiąc równowagę. Minho zadał kolejny cios, tym razem drugiemu. Po chwili i on leżał na ziemi, zdążywszy przedtem uderzyć Choi w policzek.
Obrońca wpatrywał się w rudzielca przez chwilę, po czym złapał go za nadgarstek i pociągnął go ku wyjściu z uliczki.
Niebezpieczeństwo minęło. Już po wszystkim..
Tuż przy wyjściu zatrzymał się i puścił jego nadgarstek. Spojrzał na niego.
Taemin miał pewność, że w tej chwili całą swoją postawą wyrażał przerażenie połączone z wszechogarniającą go ulgą. Nie potrafił wykrztusić słowa. Nogi ugięły się pod nim, przez co po chwili siedział na ziemi. Spojrzał na swoje dłonie. Drżały.
-Wszystko w porządku?- Choi przykucnął przy nim i choć chciał powiedzieć, że tak, jego gardło było ściśnięte. Kiwnął w odpowiedzi głową. Chwilę później poczuł jak jego dłoń unosi delikatnie jego głowę w ten sposób, że jego twarz skierowana była w jego stronę. Drugą dłoń ukrył w rękawie, którym wytarł jego policzek.
No tak.. Jeden plunął mu w twarz..
-Na pewno?- spytał raz jeszcze, patrząc mu prosto w oczy. W tamtej chwili Taemin stracił jakąkolwiek kontrolę nad sobą i sekundę później wtulał się w ciało człowieka, które choć nie było mu bliskie, nagle zaczęło stanowić jego azyl. Jedna dłoń Żabola wylądowała na jego plecach, a druga na głowie. Obiema zaczął głaskać go uspokajająco, a jednocześnie mocniej do siebie tulić. I ludzie, którzy zaglądający z ciekawości w uliczkę, widzący ich postacie, byli nieważni. Liczyły się tylko silne ramiona i ciepłe ciało, które po prostu dawały mu poczucie bezpieczeństwa.
-Dziękuję..- i kiedy w końcu wykrztusił te słowo, telefon obwieścił nadejście SMS'a. Odsunął się od Choi nieco skrępowany i odblokował telefon, by zaraz przeczytać jak Kibum ponagla go do tego, żeby się pospieszył. Podobną wiadomość Minho dostał kilka sekund później.
-Chodź- Żabol podał mu dłoń, chcąc pomóc przy wstaniu, jednak widząc grymas na jego twarzy, postanowił, że jednak jego pomoc niekoniecznie była aż tak potrzebna. Wycofał się i Taemin wstał o własnych siłach. Później ruszyli w dalszą drogę do kawiarni, przy tym nie odzywając się ani słowem.
-------------------------------------------------
Siedzieli od dobrej minuty w przytulnej sali, wypełnionej niewielką liczbą ludności, aczkolwiek spowodowane to było wyłącznie tym, że kawiarnia położona była w miejscu, które na ogół z wyglądu zewnętrznego niezbyt zachwycało czy przyciągało. Mimo wszystko desery były pyszne, a samo wnętrze dosłownie milutkie.
-Jak to go napadli?!- Kibum przygarnął mocno do siebie rudzielca, nie przejmując się faktem, że chwilę wcześniej skierował na nich uwagę wszystkich zebranych w kawiarni. Sporo osób szepnęło coś do osób towarzyszących, wskazując na nich palcami.
Haaa.. Dziwne uczucie..
-Młody, już więcej nie łazisz jakimkolwiek skrótem samotnie, rozumiemy się? Dobrze, że Minho się zjawił- westchnął Jonghyun, patrząc na wspomnianego wybawcę, który wodził wzrokiem po towarzyszach. Potem tylko kiwnął głową, ostatecznie zatrzymując go na Taemin'ie.
-Skoro już wszyscy tu jesteśmy..- zaczął Kibum.
Minho obserwował kartkę, którą któryś z nich wcześniej położył na stole, w tym samym czasie mówiąc nieco zniecierpliwionym tonem:
-To może weźmiemy się za organizację czasu i miejsc prób?
☣☣☣
~Draconetta Malfoy a.k.a Panda a.k.a Kilmi Fortress
Yo~!
sobota, 21 listopada 2015
Opętany cz. 7
Sorry, że słabe, ale nie umiem pisać :c
~Hyung... Nie dotrę do domu w takim stanie...
-Nawet nie próbuj tak mówić. Poradzisz sobie. Mogę ci pomóc w każdy możliwy sposób.
Nieduch popatrzył na niego.
~Jest jedno wyjście... Ale jest bardzo bolesne dla ciebie.
-Zrobię wszystko- Minho przykucnął przy nim. Miał ochotę krzyczeć z frustracji.
~Musiałbyś... Przyjąć mnie w siebie. Jezu, dziwnie to brzmi. Chodzi o to, że nie mógłbyś widzieć mnie jak teraz, moja fizyczna forma zniknęłaby na jakiś czas. Siedziałbym całkiem w twojej głowie. Ale ty... Musiałbyś przyjąć mój ból na siebie.
-Zrobię wszystko- powtórzył.
~Więc musisz... Uhhh. Po prostu zobaczysz- nieduch zamknął oczy i nachylił się do przodu, mocno przyciskając widmowe wargi do ust starszego. Choi nie poczuł zupełnie nic, aż nagle uderzył w niego ból o nieprzeciętnej sile.
Widmowy widok nieducha zniknął, ale Minho wciąż czuł jego obecność w swoim umyśle.
~Hyung, przepraszam...~ szepnął słaby głos w jego głowie.
-Minnie, dotrzemy do domu. Będziesz w stanie się przespać, a ja...- syknął, czując bolesne pieczenie. Odsłonił przedramię i ujrzał jaskrawoczerwone znamie, jakby się poparzył.
~Hyung, będziesz za bardzo cierpiał, żałuję, że w ogóle zasugerowałem coś takiego...
-Nie gadaj głupot. Key opatrzy moje rany, a ty odzyskasz siły. A potem znajdziemy twoje ciało. Obiecuję. Będzie dobrze.
~Hyung... Jesteś taki...
Minho przymknął oczy. Dzielił uczucia z młodszym, więc zalała go fala wdzięczności i ciepła. Zapomniał na chwilę o kolejnych ranach, które szybko tworzyły się na jego ciele. Pomyślał o tej małej istocie, która w ciągu dwudziestu czterech godzin wywróciła jego życie o 180 stopni. To dodało mu siły. Musiał go uratować. Ruszył powoli w kierunku swojego domu.
Taemin nie czuł prawie bólu. Wszystkie fizyczne odczucia przejmował Minho. Czuł się zrelaksowany, niemalże przysypiający. Ostatnim, co zarejestrował, zanim kompletnie zapadł się w błogiej nieświadomości, były przerażone oczy Kibuma wpatrzone zapewne w Minho.
*************
Kiedy Taemin odzyskał swoją bezcielesną świadomość, siedział sobie i z głowy Minho obserwował naradę.
~Dzień dobry~ "powiedział".
-Chłopaki, obudził się. Cześć, Minnie- Choi ziewnął cicho.
-Jezu, w końcu. Tydzień, cholera, Taemin- Key zerwał się z krzesła. Nieduch przymknął oczy i zwrócił się do niego bezpośrednio.
~Tydzień?
-Tyle spałeś.
-Całe szczęście, że wpadłeś na ten pomysł. Moje ciało to zniosło, a ciebie nie moglibyśmy opatrzyć... A tak mamy obraz stanu ciebie, tego materialnego, i wiemy, jak to wyleczyć. Teraz musimy tylko znaleźć...- Minho urwał, by uspokoić oddech.
~Hyung, mam sprawę. Zeszyt. W pokoju Rena jest gruby, różowy notes. Muszę go zobaczyć. Będę musiał wyjść z twojego ciała i...
-O, nie. Zabiorę ten notes na wyprawę i dostaniesz go w ręce.
~Wyprawę?
-Key ma kilka potencjalnych miejsc przechowywania twojego ciała. Pojedziemy w nie i poszukamy.
~Gdzie zaczynamy?
-Las, koło którego znaleziono Minkiego.
Taemin był zaskoczony.
~Przecież policja przeszukała teren?
-Wydaje mi się, że działa tu siła, która rozproszyła funkcjonariuszy. Nie, żeby to było trudne- Kibum ziewnął.- Mają strasznie słabe umysły. Minho, jesteś gotowy, żeby jechać?
-Głupie pytanie- Żabcia wstała.-Jong, skoczysz po ten notes?
-Nie zrób krzywdy mojemu skarbowi- wspomniany wyszedł z pomieszczenia. Jego chłopak ukrył za dłońmi zarumienione policzki.
~Awww, eomma.
-Ciii, Taeminnie, przestań...
-Młody ma rację, jesteście taaacy słodcyyy...
-Choi, zaraz ci przypierdolę.
-Key, to tutaj.
Taemin pisnął w głowie bruneta, gdy ogarnęła go fala okropnego lęku.
-Uważaj na siebie, Kai- po czym wraz z Kibumem ruszył we wskazanym kierunku. Ich oczom ukazały się wielkie wrota. Otworzyły się bezszelestnie, ukazując dziwny widok.
-O kurwa...- szepnął cicho, wpatrując się w zmasakrowane i ledwo oddychające ciało.
czwartek, 19 listopada 2015
Koty Łączą Ludzi - ONE SHOT
☣☣☣
~Draconetta Malfoy a.k.a Panda a.k.a Kilmi Fortress
Yo~!
środa, 4 listopada 2015
Opętany- cz. 6
W każdym razie nowy rozdział zaczyna się optymistycznie i słodko, a kończy...
Huh, sami ocenicie.
Miłegooo...
UWAGA: Autorka potrzebowała paczki chusteczek. Oceń swoją wytrzymałość emocjonalną.
-Kim Nareeeeeeeeeee
-KIM. KIBUM.
Wywołany upuścił kubek z kawą i tylko fakt, że Taemin był w stanie lewitować przedmioty (kolejna przydatna moc "ducha") uratował naczynie od rozbicia.
~No, eomma, twoja wielka chwila. Hwaiting~ nieduch uśmiechnął się i przysiadł na blacie kuchennym.~Hej, hyung, powinieneś stąd wyjść. Jonghyun jest wnerwiony i może się to skończyć bójką, a nie o to chodzi.
Minho wymamrotał coś pod nosem, ale posłusznie opuścił kuchnię.
-Kibum- odezwała się osoba, która akurat weszła drugimi drzwiami. Tae posłał blondynowi uśmiech i wyszedł swoim niematerialnym krokiem z pomieszczenia.
-N-no hej- medium zarumieniło się lekko, cofając się aż pod ścianę.
********************************
Taemin spojrzał na Minho z rozbawieniem.
~Oni szybko stamtąd nie wyjdą. Masz jakiś pomysł? Na zajęcie czasu?
-W sumie... Chciałem iść na grób brata.
~Mam tu zostać?~ nieduch przysiadł na łóżku.~Pewnie musisz pobyć sam...
-Dlaczego miałbym cię nie zabierać?- zdziwił się Choi.-Wyjdziemy oknem. To dość prosta droga, często uciekaliśmy tędy z Minkim.
Młodszy skinął głową, starając się zahamować chociaż trochę emocje przejmowane z głowy bruneta. Był zbyt zajęty własnymi rozterkami.
Chwilę później byli już przy bramie cmentarza. Taemin poczuł nieprzyjemny, niematerialny dreszcz. A co, jeśli jego ciało też miało się tu znaleźć, i to niedługo? Ból nie ustawał.
-To tutaj- powiedział Minho nieco schrypniętym głosem. Drobny, biały nagrobek, na którym leżały świeże różowe róże.
~On... Kochał te kolory~ westchnął nieduch, obserwując grób. Nagle drgnął, zobaczył bowiem postać podobną do siebie. Chłopak mniej więcej w jego wieku siedział na ławeczce, bawiąc się blond włosami. Świecił się lekko.
~Hyung, widzisz go?~ Tae zachwiał się lekko. Blondyn uśmiechnął się i pokręcił głową.
~Niestety, on mnie nie zobaczy... Tylko ty możesz. Ty jesteś na pograniczu naszych światów, hyung.
-Minnie? Co się stało?
Rudzielec machnął dłonią, każąc Minho się uciszyć.
~Rennie...~ podszedł i delikatnie pogłaskał go po platynowej grzywce. O dziwo czuł fakturę włosów bardzo dokładnie.
~Nie dotykaj moich... Hyung, czujesz?~ Choi Minki zrobił wielkie oczy.
~Twoje włosy? Tak, mięciusie.
~Jest źle, hyung... Jeśli nie czujesz przedmiotów materialnych, a czujesz mnie...
Taemin nie potrzebował więcej. Wymieniał się myślami z duchem swojego starego tanecznego partnera.
~Jestem bliski śmierci, prawda?
~Każdy los może się odmienić. Ty i hyung musicie znaleźć twoje ciało... Masz o co walczyć.
-Czy... on tu jest?- Minho ostrożnie usiadł na samym brzegu ławki. Duch jego brata popatrzył na niego ze smutnym uśmiechem.
~Tak, hyung~ odpowiedział Taemin, odwracając wzrok.
~Ah, hyung w końcu zapuścił włosy tak, jak go prosiłem~ Minki przesunął palcami po brązowych kosmykach, które poruszyły się lekko. Jego oczy zalśniły od łez.~Nigdy nie myślałem... Że to się tak skończy. Że się z nim nie pożegnam.
~Przestań, Rennie...~ Lee popatrzył na młodszego. Sam miał w oczach łzy. Prawie nie pamiętał tego chłopaka, ale on był ważny. To wiedział.
~Hyung, nic nie pamiętasz? Z tego, co się działo...
Pokręcił głową. Blondyn uśmiechnął się smutno.
~Opowiem ci... Albo pokażę.
Sala taneczna przypominała tą ze snu, który Taemin zesłał Minho. Tym razem jednak widział siebie i Rena. Ten drugi kręcił się nerwowo w miejscu.
-O co chodzi, Rennie? Czym się tak denerwujesz?
-Hyung... Bo ja... Chciałem ci coś powiedzieć... Pokazać... Ummm...- Minki westchnął, czerwieniąc się lekko.- Ułożyłem choreografię... Dla ciebie...
W tym momencie wspomnienie urwało się nagle.
~Gdzie... Reszta?
~Straciłem przytomność. Ty też. Trafiliśmy gdzieś... Wspólnie... A potem...~ Minki skrzywił się, jakby coś go zabolało.~Hyung, jakaś siła wyższa mnie powstrzymuje. Nie mogę ci powiedzieć. Znajdźcie ciało... Ja muszę już iść. Powiedz mojemu bratu, że go kocham i przyjdź tu jeszcze kiedyś.
~Ale...~ rudzielec złapał powoli rozmywającą się dłoń młodszego.~Rennie, ja się boję... Jeśli nie zdążę...
~W moim pokoju w domu jest zeszyt z choreografiami. Zatańczysz chociaż jedną z nich. Wierzę w to. I... dbaj o Minho hyunga. Coś czuję, że on nie wplątał się w to przypadkowo.~ blondyn spojrzał na swojego brata i cmoknął go w policzek w uroczym, dziecinnym geście. Następnie wyszeptał do jego ucha kilka słów i zniknął.
-On... Był tu, prawda?
Dolna warga Taemina zadrżała.
~Tak. Kazał przekazać, że cię kocha.~ i w tej chwili rudzielec zwinął się z bólu, a na jego plecach pojawiła się krwawa plama.
poniedziałek, 2 listopada 2015
Khhh
W miejscu, w którym byłam w weekend nie ma internetu.
Przepraszam, niedługo coś napiszę.
-Ree.
czwartek, 29 października 2015
2Min- Deszczowe Ciasteczko
No to... miłego czytania?
Och, i link do Yuu <KLIK>
Bo to zupełnie normalne, że uprawiasz seks z nowopoznaną osobą XD
Scena erotyczna zaznaczona serduszkami. Nie chcesz, nie czytaj :*
Autorzy: Yukio „Yuu” Shinigami, Kim Naree
Gatunek: Smut, komedia, drama
Pairing: 2Min poboczne: JongKey, OnChicken, Onew+Kris
Tytuł: Deszczowe ciasteczko
Dopiero teraz poczuł, że nieznajomy patrzy na niego z góry, a on czuje coś mokrego pod tyłkiem.
- Aigoo, przepraszam! - zawołał nieznajomy i podał mu rękę, aby mógł wstać. - Nic ci nie jest?
- Jestem tylko trochę przemoczony.
- Tak bardzo cię przepraszam!
- Nie, nie, to moja wina...
- Wierzysz w przeznaczenie?
- Co...?
- Chińskie ciasteczko powiedzało mi, że będę miał piękną niespodziankę.
- Aha...
Nieznajomy zaśmiał się głośno.
- Żartowałem, młody.
Taemin zbuntował się na określenie młody. On! Młody?! Dobre sobie. Mimo to nie mógł się nie uśmiechnąć, słysząc zaraźliwy śmiech. Nagle kichnął, potem znowu.
- Chyba będziesz chory. Daleko stąd mieszkasz?
Pokiwał głową. Nieznajomy uśmiechnął się ciepło.
- W takim razie mogę zaprosić do siebie. Mam witaminę C i koc. I jakieś ubrania na przebranie
- Umm, ja cię nawet nie znam, hyung...
- Choi Minho - przedstawił się mężczyzna.
- Ugh, a skąd mam wiedzieć, że nie chcesz zrobić mi nic złego?
- Czy te oczy mogą kłamać? - zaśmiał się. Kiedy Minnie chciał odpowiedzieć, Minho powiedział:
- Nie odpowiadaj. To przeze mnie jesteś przemoczony i niedługo pewnie też przeziębiony. Mieszkam w tamtym bloku razem z przyjacielem.
Młodszy pokiwał głową i pozwolił się prowadzić krętymi uliczkami Incheon.
- Lee Taemin - wypalił w pewnym momencie Minnie.
- Bardzo miło mi cię poznać - starszy uśmiechnął się tajemniczo. Znaleźli się w klatce schodowej, przed drzwiami mieszkania.
Chory chłopak zawahał się przez chwilę. Zaraz jednak został subtelnie wepchnięty do mieszkania.
- Minho, to ty? - usłyszeli głos, chyba z kuchni.
- Mhm...
Właściciel głosu wszedł do przedpokoju.
- Wiesz, że... O, a kto to?
- To jest Lee Taemin. Przed chwilą się poznaliśmy - kuchenny chłopak zrobił dziwną minę. - Bo on przeze mnie się przeziębił...!
- Taebaby! - zawołał 'kuchenny chłopak'.
- Key umma?
- Co do... - mruknął Minho, ściągając buty.
- Co ten pacan ci zrobił, że przychodzisz do mnie chory?
- Tylko wrzucił mnie w kałużę.
- Aigoo, Minho, ten idiota...
- Ja tu jestem - westchnął Choi, po czym oparł się o ścianę.
- A teraz... Skąd wy się właściwie znacie?
- Przecież to brat Onew!
- Onew ma brata? - zapytał, a pozostała dwójka zrobiła facepalma. - Ale jak?
- Wiesz była piękna, gwiaździsta noc, a moi rodzice bardzo się kochali i...
- Tak to jest brat Onew - stwierdził Minho.
- O wiele bardziej wygadany - dodał Kibum z łagodnym uśmiechem. Taemin tylko zachichotał i pozwolił poczochrać sobie włosy.
- APSIK!
- Minnie chodź - zarządził od razu Key, a dodał cicho:
- No żeby tak małego Minniego przeziębić. Kim trzeba być, aby to zrobić? No oczywiście, że Żabolem...
Minho zmierzył współlokatora wściekłym spojrzeniem, ale w końcu poddał się i usiadł na stole.
Kibum w tym czasie wstawił wodę na herbatę, dał suche ubrania Taeminowi, kazał mu się umyć, po czym jeszcze skończył robić obiad.
- Wielofunkcyjny Key w akcji! - stwierdził Choi, ale uciszył się pod spojrzeniem przyjaciela.
Taemin, który akurat wchodził do kuchni, nie mógł powstrzymać cichego chichotu. Cóż, nabijanie się z ummy zawsze było świetną zabawą.
- UMMA! A może jeszcze mnie nakarmisz, bo przecież sam jeść nie potrafię, prawda? - zaczął tego żałować, kiedy zobaczył złośliwe błyski w oczach Kim'a. - Nie, Key, błagam nie, nie, nie....!
- Taeś, chodź tutaj... Już, chodź do ummy.
- Key, zostaw go - ziewnął Choi.
Ale wtedy było już za późno. Key posadził Minniego przy stole i zaczął go karmić.
- A teraz za ummę Key. Leeci samoolociik...
- A za mnie? - pufnął Minho z lekkim uśmiechem.
- Za ciebie nie - powiedział Key złośliwie. - Teraz za Onew hyung'a... A teraz za Jong'a... - kiedy zostało już mniej niż pół łyżki, Kim zebrał to i powiedział. - Teraz dopiero za Minho.
- Yah! - oburzył się Choi, po czym rzucił Taeminowi batonika. - To też możesz zjeść za mnie!
- Nie może, to zje za... - Minho podniósł brew. - Za Taemina!
- ... - podirytowany Żabol usiadł na blacie i położył stopy na cennej desce do krojenia Kibuma. (Deska należała do Kibuma, nikt go na niej nie kroił XD dop. K.N.)
- NIE! - dziki krzyk. - NIE ZROBIŁEŚ TEGO! - wziął nóż z szafki.
- Key spokojnie...
- SPOKOJNIE?! TO MOJA DESKA! MOJA DESKA, ROZUMIESZ?!
W czasie, kiedy Minnie próbował uspokoić Kibum'a, Choi ulotnił się do łazienki.
- DOBRA, DZWONIE DO JONG'A! - słychać było krzyk Taemina.
- Nie, nie nie - Key momentalnie odłożył nóż. - Będę już grzeczny, tylko do niego nie dzwoń...
- Halo... Cześć, Jong... Tak, znowu... Za pięć minut, ok...
Minho wszedł znów do kuchni, śmiejąc się jak pojeb.
- No, młody, lubię cię - powiedział z uznaniem w głosie. Kibum tymczasem stał jak stał, będąc w kompletnym szoku.
- Nie, nie, nie, nie... Kłamiesz... On tu nie przyjdzie... Nie zadzwoniłeś do niego...
W tym samym momencie drzwi otworzyły się i stanął w nich niski, ale dobrze zbudowany blondyn. Zmierzył wzrokiem sytuację w kuchni i zaśmiał się.
- Cześć, Minho. Wpadłbyś czasem na trening, co?
- W twoich snach. Dlaczego ty, karle, trenujesz koszykówkę?
Mina Jonghyuna zrzedła.
- No to... po co dzwoniliście?
- Key miał napad... Znowu. Chciał zabić Choi nożem.
- Ale on położył nogi na mojej desce! - wykrzyknął. Jong tylko spojrzał na dwójkę z politowaniem, podszedł do chłopaka i go przytulił.
- Już jest, ok...
- Fuj, odsuń się, jesteś wieśniakiem - powiedział Key nieznoszącym sprzeciwu głosem. Taemin wytrzeszczył oczy na swoją "ummę". Nie znał go od tej strony. Huh...
- Jest aż tak źle, że mu odwala? - zapytał lekko rozbawiony Jjong.
- Chodź młody. Lepiej, żebyś tego nie widział - mruknął Minho, prowadząc Tae do swojego pokoju.
- Jejkuu, musiałeś mu położyć nogi na tę deskę?
- Nie mogłem się powstrzymać - Choi otworzył przed chłopakiem drzwi. Zaśmiał się cicho, słysząc poirytowane gadanie Key z kuchni. Skończy się jak zwykle, czyli JongKey będą robili bardzo nieprzyzwoite rzeczy. Prawdopodobnie na tej cholernej desce. Zauważył jeszcze jak Taemin otwiera batona od niego. Wszedł do pokoju i usiadł na wielkim fotelu.
Młodszy podążył za nim nieśmiało. Pokój był wyjątkowo czysty i zadbany. W kącie stała gitara. Wskazał na nią.
- Hyung, grasz?
- Tylko trochę... Mogę coś dla ciebie zagrać... Oczywiście jeśli chcesz...
Młodszy pokiwał z entuzjazmem głową i niepewnie przysiadł na łóżku. Usłyszał pierwsze dźwięki i od razu się w nich rozpłynął. Zamknął oczy. Nie zauważył nawet, kiedy piosenka się skończyła.
- Minho, czy mówiłeś prawdę o tym ciasteczku z wrożbą?
Starszy skinął głową, dostrajając gitarę.
- Dlaczego... Dlaczego pomyślałeś, że to mogę być ja?
- Nie zdarzyło mi się jeszcze wrzucić w kałużę kogoś równie ślicznego.
Taemin zaczerwienił się lekko i spuścił wzrok na ręce. Zapomniał, że trzymał batona w jednej z nich, dlatego, żeby się czymś zająć, włożył go sobie do buzi. Choi w tym czasie uśmiechnął się łagodnie.
- Jakim cudem wytrzymałeś z Key od dziecka? - zapytał, śmiejąc się cicho.
- Właściwie, to nie od dziecka. Poznaliśmy się kiedy miałem jakieś dwanaście może trzynaście lat. On już wtedy był bardzo nadopiekuńczy. Pamiętam jak Onew skręcił kostkę. Codziennie do niego przychodził...
- Oj, biedny Kurczak, zgaduję, że ten kretyn skręcił mu drugą... - mruknął Minho, śmiejąc się cicho.
- Nie mów tak o nim... Po prostu, myślał że go nie przypilnował.
Minho nie mógł powstrzymać śmiechu.
- Boże, ty naprawdę jesteś zupełnie inny od brata.
- Dlaczego wszyscy nas porównują? To takie frustrujące!
- Jesteście rodzeństwem. Poza tym, kiedy zna się Onew, trudno uwierzyć, że ma młodszego brata, który nie potyka się o wszystko łącznie z własnymi nogami.
Na to stwierdzenie Minnie uśmiechnął się lekko. Pamiętał jak Onew, kiedyś rozwalił wystawę świąteczną, bo potknął się o jedną z kurtyn.
-No, hyung, jestem w stanie przyznać ci rację.
Usłyszeli z dołu hałas. Choi uśmiechnął się wrednie.
- Co myślisz o zrobieniu im kawału?
- Tak! - krzyknął entuzjastycznie. Zerwał się z łóżka i popatrzył na starszego, czekając na instrukcje.
- Wyjdziemy z pokoju. Poczekaj muszę wziąć aparat...
Tae poprawił rudą grzywkę, obserwując każdy ruch znajomego. Kochał psikusy.
Zaczęli powoli wychodzić z pokoju. Stanęli przy framudze do drzwi kuchennych. Tae musiał zakryć usta dłonią, kiedy do jego uszu dobiegły stłumione jęki. Minho przewrócił tylko oczami, przyzwyczajony do tego, że ta para nie umiała zachować się cicho. Tae jednak złapał go za nadgarstek.
- Dajmy im trochę czasu dla siebie- zasugerował. Pierwszy raz w życiu rezygnował z psikusa, ale czego się nie robi dla kochanej ummy?
Choi jednak nie chciał się poddać.
Już chciał wyskoczyć z aparatem, gdy poczuł nieco mocniejszy uścisk na nadgarstku. Uparta istota. Spojrzał kątem oka na młodszego i aż się zapowietrzył. Różowe policzki, oczy błyszczące determinacją... Nie mógł się powstrzymać. Przycisnął młodszego do ściany i go pocałował. Zdziwił się, kiedy Minnie oddał pocałunek. Taemin tymczasem przyciągnął go jeszcze bliżej. To było nienormalne. Całował się z facetem, którego prawie zupełnie nie znał, ale chciał tego odkąd tylko go zobaczył.
Minho odsunął się od niego na chwilę, by podziwiać piękną twarz.
- Mieliśmy im zrobić psikusa - wyszeptał. Nagle stało się coś dziwnego. To znaczy... Oni znów się pocałowali, tylko... Tylko przebiegła przez nich jakaś iskra. Taemin wplótł palce we włosy starszego, chcąc znaleźć się jeszcze bliżej.
Magiczną chwilę, zepsuł Onew, który nie dość, że ma super wyczucie czasu to jeszcze potknął się o czyjeś buty.
- O cho... Moment - zatrzymał się w kuchni, z której na szczęście zwiali JongKey. Zmrużył oczy, patrząc na Minho. Minho całującego Taemi... CO? Co tu robił Taemin? I dlaczego oni się całowali?
- Minnie, co ty tutaj robisz? - zapytał zdezorientowany.
Cóż, wcale nie zdziwił się, gdy młodszy nie odpowiedział. W końcu byli zbyt zajęci z Minho pożeraniem swoich twarzy. Ale... Dlaczego? Czyżby jego mały braciszek był gejem? I skąd on znał Minho? I... Fuj.
- Wolę kurczaki - mruknął tylko i wszedł do salonu. - Ojezu, co za spedalony dom!
Już miał opieprzyć JongKey za to, że zostawili otwarte drzwi do swojego pokoju i widać, co tam robią, ale nagle cofnął się. Jakaś nieskurczakowana część jego duszy zdała sobie sprawę...
- CHOI MINHO! - wrzasnął na całe gardło. Choi akurat dobierał się do szyi jego brata. Od razu oderwał usta od Minniego. Szykują się kłopoty.
- Hyung... - zauważył Taemin, patrząc na brata lekko zamglonym wzrokiem.- Hej, hyung. Jak się masz?
- JAK JA SIĘ MAM?
Minho spojrzał błagalnie na najmłodszego i ostrożnie stanął przed nim, osłaniając go przed ewentualnym atakiem.
- No właśnie, jak się masz, hyung? Dawno cię nie widziałem - powiedział, pozwalając Taeminowi rysować po swoich plecach.
- Widzieliśmy się wczoraj - odparł buntowniczym tonem.
- No właśnie... W ciągu jednego dnia tyle może się zmienić...
- Nie mydl mi oczu, ok? Może i jestem fajtłapą, ale nie jestem głupi.
- Naprawdę? - mruknął Taemin zza pleców Minho. Ten spojrzał na niego, prosząc wzrokiem, by nie pogarszał sytuacji. Za późno. Onew odepchnął Minho i stanął twarzą w twarz z bratem. W tej chwili widać było, że naprawdę są rodzeństwem.
Taemin przesunął się jeszcze bardziej w stronę Minho.
- Co powiedziałeś? - zapytał starszy Lee. Taemin przełknął ślinę. Zapomniał, że jego brat miał jednak te umiejętności przywódcze i potrafił być naprawdę straszny.
- N-nie denerwuj się Onew... To nic takiego...
- NIC TAKIEGO? NIC TAKIEGO?!
Rudowłosy zbladł nieco i zrobił krok w stronę Minho. Onew chyba się opamiętał, bo momentalnie stanął jak wryty.
- Przepraszam Minnie... Nie powinienem był krzyczeć... Tylko... Pamiętasz co ostatnio się stało...?
- Jeśli masz na myśli incydent, przez który umówiłeś się z facetem nielubiącym kurczaków, to nie mam zamiaru powtarzać twojego błędu. Nigdy nie wejdę w toksyczny związek z kurczakami.
- Wiesz, że nie o tym mówię... - spojrzał na niego sugestywnie.
- Nie... Onew... Mieliśmy o tym zapomnieć, pamiętasz...? Obiecałeś mi to... Obiecałeś...
Minho stanął za najmłodszym i delikatnie go objął.
Po twarzy Tae płynęły łzy.
- Minnie, za to też przepraszam...
- Minnie...? Minnie co się stało? - głos Key rozbrzmiał dookoła. - Nie, powiedzcie, że to nie jest to, o czym myślę...? Taeminnie, spokojnie to już było i się nie powtórzy - porwał Choi płaczącego chłopaka, przyciskając go do siebie.
- Czy ktoś powie mi, do cholery, o co chodzi?
Taemin niepewnie spojrzał na osobę pytającą, czyli Minho. Lekko pokręcił głową, ocierając łzy.
- Było, minęło. Nie ma co rozpamiętywać - powiedział, odchrząknąwszy uprzednio. Choi skinął lekko głową i odebrał Kibumowi najmłodszego, z powrotem więżąc go w swoich ramionach.
- Powiesz mi... Kiedyś... Prawda? - zapytał wprost do jego ucha, żeby tylko on miał możliwość go usłyszeć.
Minnie pokiwał głową.
- Może kiedyś... - odpowiedział równie cicho.
- Ej, ludzie! - wrzasnął nagle bardzo entuzjastycznie Onew. - Idziemy na kurczaki? - widząc spojrzenia reszty, dodał:
- I jakieś Bubble Tea? Znam knajpę niedaleko, gdzie sprzedają to i to!
- Nie idę na żadne kurczaki - powiedział buntowniczym tonem Taemin, po czym ostentacyjnie odwrócił się od starszego brata. Jego wzrok powędrował do ciemnych oczu Minho. Tak krótko go znał, ale to się nie liczyło. Może Onew nie wspominał przyjaciołom, że ma brata, ale swojemu bratu chętnie opowiadał o przyjaciołach. Tae sporo więc o nich wiedział. Ale co innego było wiedzieć o istnieniu Choi Minho, a stać tuż obok i czuć jego upajający zapach.
- My się z chęcią wybierzemy! - krzyknął Key, a Jonghyun, nie do końca wiedząc co wybrać po prostu bezsensownie kiwnął głową.
Minho nachylił się i lekko musnął ustami ucho młodszego z braci Lee.
- Czyżbyśmy zostawali sami?
- Mhm...
- My tu jeszcze je...
- Nie, wcale nie, Onew! My już się zebraliśmy! Chodź, bo ci kurczaki wystygnął! - ponaglał starszego Kibum. - A ja chcę moje Bubble Tea... I lepiej, żeby ta twoja knajpka była dobra albo inaczej... Ty się módl, żeby taka była, bo inaczej moje Bubble Tea wyląduje na twoim kurczakowym łbie...
Jinki potulnie pokiwał głową.
- A lubrykant jest w szafce - Key wskazał wspomniany mebel.
- Umma! - Taemin aż schował twarz w koszulce Minho, nie chcąc pokazywać rumieńców.
- Tak tylko mówię - Kibum puścił im oczko.
- Geez, co za ludzie? - spytał Taemin po wyjściu trójki chłopaków.
- Z jednym z nich mieszkam...
„A drugi ciągle przychodzi się z nim pieprzyć”, dodał Minho w myślach, śmiejąc się cicho i delikatnie głaszcząc rude włosy młodszego.
- To... Na czym stanęliśmy? - powiedział Minnie, mrucząc. Żabol znowu zaczął dobierać się do jego szyi. Młodszy oplótł jego kark ramionami.
- Chyba lepiej będzie, jeśli przeniesiemy się do pokoju - wyszeptał Minho i wziął chłopaka na ręce. Zaniósł go do pokoju. Znał cały dom na pamięć, więc w drodze mógł dalej zajmować się jasną szyją młodszego. Położył go na łóżko.
- Jesteś piękny - mruknął z zachwytem, gładząc zaróżowioną twarz. Taemin zarumienił się jeszcze bardziej. Postanowił odwrócić uwagę starszego i przyciągnął go do kolejnego pocałunku. Minho powoli zaczął rozpinać koszulę młodszego. Gdy był w połowie, oderwał się od kuszących ust chłopaka, by znowu zająć się jego obojczykami.
-...Minho...z-zaraz...
- Ciii... - starszy pogłaskał Minniego po włosach.
Młodszy usiłował się powstrzymać, ale jęknął cicho, natychmiast rumieniąc się jeszcze mocniej. Minho w tym czasie pocałował go w nosek.
- Jesteś śliczny, Lee Taeminie, gdybym wiedział wcześniej, że Onew ma brata... I to takiego brata to...
- Przyszedłbyś w nocy mnie zgwałcić? - zapytał rozbawiony Tae, ale zaraz jęknął, bo usta starszego znów znalazły się przy jego obojczykach.
- Zgwałcić... ciebie? Nigdy w życiu!
Młodszy zaśmiał się cicho.
- Myślisz, że ktoś ci w to uwierzy?
- A czy te oczy mogą kłamać?
- Kto cię tam wie - mruknął, pozwalając na dalsze molestowanie obojczyków.
Oczywiście żabol wiedział, że chłopak pod nim będzie miał malinki... Dużo malinek. No, ale co go to obchodziło? Taemin był śliczny i... Jego... To znaczy chyba...
- Jesteś mój - powiedział cicho, przysysając się do jego obojczyka na dłuższą chwilę. Taemin przymknął nieco oczy, pozwalając starszemu na wszystko. Na wszystko znaczy dosłownie wszystko. Wszystkie wszystko, jakie tylko istniało. Czekolada... Bita śmietana z bitą śmietaną... Truuskawki...
Albo po prostu zdarcie z siebie bluzki. Cóż, i to właśnie nastąpiło.
Minho przejechał dłońmi po gładkim brzuchu Tae. Uśmiechnął się i zawędrował nieco wyżej, na jasną klatkę piersiową. Ścisnął palcami brodawkę, słysząc przy tym kompozycję cudownych jęków Taemina. Zamknął mu usta namiętnym pocałunkiem, bojąc się, że jeszcze chwila, a rzuci się na niego. Młodszy objął jego szyję i przyciągnął do siebie jeszcze bliżej.
Dłonie starszego powędrowały znowu do jego sutków. Oderwał się od jego ust i zaczął znaczyć ścieżkę pocałunkami coraz niżej. Gdy musnął spierzchniętymi wargi jedną ze stwardniałych brodawek, z ust Taemina wyrwał się zaskoczony pisk.
- Taemin-ah, wydajesz takie piękne dźwięki - uśmiechnął się i powtórzył czynność. Młodszy zacisnął usta, czując dreszcze wędrujące po całym jego ciele. Minho zjechał jeszcze niżej, pozostawiając na Minnie'm mokre ślady ustami. Przejechał językiem po jego pępku, po czym złożył wilgotny pocałunek na biodrze. Tae wypchnał biodra do przodu, oddychając ciężko. Dziwne uczucie formowało się w jego podbrzuszu i zupełnie nie wiedział, co zrobić. Gdy poczuł wilgotne usta starszego po wewnętrznej stronie swojego uda, jęknął głośno. Rozszerzył nogi jeszcze bardziej, chcąc by starszy wreszcie coś zrobił. Minho uniósł jego nogi, delikatnie krążąc językiem wokół jego wejścia. Włożył w Tae jednego palca i zaczął delikatnie nim poruszać. Młodszy spiął się pod wpływem obcego uczucia.
- Rozluźnij się... Proszę... - kiedy Taemin spojrzał w czekoladowe oczy, doznał dziwnego, przyjemnego, ale dalej dziwnego uczucia. Zagryzł wargę i postąpił zgodnie z poleceniem starszego chłopaka. Minho zaczął powoli go przygotowywać. Starał się nie zrobić młodszemu krzywdy, by odwrócić jego uwagę, całował go delikatnie po szyi, obojczykach i szczęce. Kiedy stwierdził, że chłopak jest gotowy wsunął w niego delikatnie swojego penisa. Taemin zacisnął powieki, by ukryć łzy zbierające się pod nimi. Minho spojrzał na niego z czułością i wytarł mu z policzków słone kropelki, którym udało się wydostać.
Czekał, aż młodszy przyzwyczai się do nieznanego uczucia. Minnie poczuł nagle na ustach pocałunki, dotykiem przypominające skrzydła motyla. Zaczął je odwzajemniać, powoli przyzwyczajając się do obcego uczucia. Minho poruszył się lekko. Zacisnął zęby, by nie stracić nad sobą panowania. Taemin jęknął cicho, szarpiąc biodrami w przód i w tył. Teraz, kiedy przyzwyczaił się już do wielkości penisa Minho, zaczynał się niecierpliwić.
- Minho... Z-zaczynaj... - wyszeptał, bo chłopak zamknął powieki. Starszy spojrzał na niego i po raz kolejny zachwycił się. Cóż, nie mógł pozwolić swojej księżniczce czekać. Poruszył się powoli, wzdychając jednocześnie. Tae jęknął prześlicznie i zarumienił się jeszcze mocniej. Jego oczy zamglone były czystym pożądaniem. Minho zamknął mu usta pocałunkiem, zaczynając się poruszać powolnym, jednostajnym tempem. Bezdźwięczne jęki tonęły w ich ustach. Żabol przyspieszył rytm i złapał między ich ciałami za męskość Taemina. Rudzielec oderwał się od jego ust i jęknął głośno, zupełnie zaskoczony. Mamrotał jakieś niezrozumiałe słowa do ucha Minho, kiedy ten pochylił się i zaczął składać delikatne pocałunki na jego obojczykach.
- Mocniej... - wymruczał, łapiąc za brązowe kosmyki. Żabol wbił się w niego z jeszcze większą siłą. Sądząc po donośnym jęku chłopaka pod nim, trafił w prostatę. Taemin przejechał paznokciami po jego plecach, jęcząc głośno jego imię.
- Mmmm-Minnie, ja zaraz...
- Zrób... To we... Mnie... - wydusił.
Minho przyspieszył jeszcze bardziej swoje ruchy, co chwilę uderzając w czuły punkt młodszego. W końcu jęknął głośno, opierając się czołem o czoło kochanka i rozlał się w jego wnętrzu. Po chwili po ich brzuchach pociekło więcej białej mazi. Żabol wysunął się z niego, położył się na boku i przytulił do siebie chłopaka.
- Minho, ja... Chyba cię kocham...
Starszy uśmiechnął się czule. Znał tego chłopaka... jeden dzień? Tak, ale co z tego? To dziwne uczucie, które oznajmiało swoje istnienie przyspieszonym biciem serca nie patrzyło na czas znajomości.
- Ja ciebie też, Minnie - powiedział cicho.
Jak zawsze.
- Pańskie kurczaki.
Popatrzył na kelnera. Wysoki, czarnowłosy mężczyzna uśmiechał się do niego czarująco.
- Dziękuję - wydukał Onew.
-Tak w ogóle to jestem Kris... wyskoczymy gdzieś?
- Onew... T-tak, super, dlaczegoby nie... W sumie, to...
- Kończę za pięć minut.
- O... Ok... Mi pasuje... - Onew zaczerwienił się lekko.
- My to potrafimy dzieci na porządnych homosiów wychować... - powiedział Key, po czym powrócił do przerwanej czynności.