Wszystko wybuchło naraz.
Luhan podniósł sztylet i ruszył na Minho tanecznym krokiem. Chłopak na jednorożcowym tronie parsknął śmiechem. Kibum zerwał się na równe nogi i zaatakował jednego z pozostałych. No i wybuchła ściana. Rozpętał się totalny chaos, gdy terenówka Jjonga wjechała do budynku. Kierowca wypadł i zatoczył nad głową koło kijem bejsbolowym. Dosyć zabawne. Któryś z zakapturzonych parsknął śmiechem, ale zaraz oberwał i przestało być wesoło. Zwłaszcza, gdy oczy czarnowłosego chłopca zaświeciły jaskrawą czerwienią, a blask odbił się w oczach Jonghyuna. Dino powoli obrócił się i spojrzał bezosobowym wzrokiem na Key.
-Zabij- zanucił nie-do-końca-nastolatek z tronu, uśmiechając się niewinnie.
-Zabić- powiedział machinalnie Jong. Podniósł kij, ale nie mógł wykonać ruchu. Patrzył w oczy swojego chłopaka pusto.
-Jongie- powiedział cicho Kibum, delikatnie kładąc dłonie na jego własnych.-To ja. Widzisz? Nie zrobisz mi krzywdy, prawda?
Na początku Minho pomyślał, że jego przyjaciel używa swojej siły umysłu, ale cofnął tę myśl, gdy dostrzegł, jak bardzo trzęsą się dłonie medium.
-J-ja...
-To ja. Popatrz na mnie.
Jonghyun powoli opuścił kij bejsbolowy.
-Bummie?- szepnął, zamykając oczy.-Co ja zrobiłem?
Chłopak na tronie wrzasnął z frustracji.
-Co się do cholery dzieje?!
-Miłość- odpowiedział Key, uśmiechając się do niego.-Coś czego wy, demony, nie znacie.
Minho zmarszczył brwi. Demony? Wkopał się w niezłe gówno.
-Choi- syknął Jonghyun.-Na zewnątrz czeka Onew w swoim aucie. Łap Taemina... Ciało Taemina i biegnij tam. Kurczak wie, gdzie ma jechać. Czekajcie na nas, narobimy tu trochę zamieszania.
Wow. Oni to mieli wszystko aż tak zaplanowane? Choi pokiwał głową i wykonał pierwsze polecenie. W całym zamieszaniu chwycił drobne ciało i ruszył do wyjścia.
-DO JASNEJ CHOLERY, ON UCIEKA!- rozległ się wrzask, ale zagłuszył go wybuch i rozbawiony śmiech Kibuma.
Minho szedł długim korytarzem, gdy zauważył jednego z Zakapturzonych. I Kai'a.
-Uciekaj- szeptał zakapturzony.-Błagam, ucieknij stąd jak najdalej. Nie znajdą cię. Szykuje się tutaj naprawdę duża jatka. Nie może ci się stać krzywda, Jonginnie.
-Hyung... Ale... Co będzie z tobą?
-Nie wiem. Jestem tylko człowiekiem, mam swoje granice. A te demony, jakkolwiek silne by nie były, natrafiły na mocnych przeciwników.
-Mogę pomóc... Widziałeś, że oni walczą... uczuciami. Ja też mogę...
-Jesteś spętany. Nie możesz. Jeśli tylko znajdziesz się w polu widzenia... Wykorzystają cię jak marionetkę. Uciekaj. Znajdź sposób, żeby się chronić. Wróć do rodziny.
-Myślę, że mogę pomóc- odezwał się Minho. Postacie podniosły wzrok. Przerażenie odbiło się w ich oczach. To tak ludzkie, pomyślał Choi.
-Jakim cudem go stamtąd zabrałeś?- szepnął Kai.
-Uciekamy. W bezpieczne miejsce, w każdym razie tak sądzę. Myślę, że jestem ci winny przysługę.
Oddźwierny skinął głową i wpił się w usta swojego poprzedniego rozmówcy.
-Wrócę po ciebie. Obiecuję, że znajdę cię i wydostanę z ich rąk.
-Leć... Uciekajcie... Kocham cię, Jongin.
-Ja ciebie też kocham.
Minho widział wdzięczność zakapturzonego chłopaka, gdy wraz z Kai'em szedł dziwnie poskręcanym korytarzem.
-Ostatnio było prosto- mruknął.
-Świątynia się broni. Nie martw się, jesteśmy tuż przy wyjściu.
Znaleźli się na zewnątrz. Świeże powietrze uderzyło ich rozgrzane twarze.
-Widzę jeepa. Biegniemy- szepnął Choi. Jego nowy towarzysz skinął głową.
Onew odetchnął, gdy ich zobaczył, aczkolwiek był nieco zaskoczony.
-Mamy dodatkowego pasażera?
-Bez urazy, ale pytania zostawmy na później- jęknął Kai, blokując drzwi. Lee pokiwał głową.
-Masz rację, dzieciaku. JongKey odstawiają niezłe show, co?
-No. Pogromcy duchów- mruknął Minho, ani na chwilę nie podnosząc głowy. Wpatrywał się w Taemina wielkimi oczami. Pierwszy raz mógł go dotknąć. Pogłaskać po policzku.
~Hyung, nic im nie będzie, prawda?~ nieduch w jego głowie był zaniepokojony.
~Dadzą radę. Spokojnie. To JongKey.
~To wszystko przeze mnie...
~Tak. Uratowaliśmy dwa istnienia z łap tych... cosiów. To twoja ZASŁUGA, Minnie.
~To demony. Hyung, nie pamiętam, o co chodzi, ale w świątyni... Ja tam żyłem. To był mój dom.
-Jesteśmy na miejscu- Onew zatrzymał się w środku jakichś białych ruin.-Kibum powiedział, że to jakaś... Kapliczka światła? Coś takiego. Że można znaleźć je w każdym lesie. Bla bla bla, mądre okultystyczne pogadanki Key...
Zapadła cisza. Minho wsłuchiwał się w urywany oddech Taemina i wiedział, że mają mało czasu. A minuty mijały wolno. Gdzie oni byli? Napadło go straszliwe uczucie.
Dziesięć minut. Pół godziny. Godzina. Dwie.
-Jadą!- krzyknął nagle Jinki. Faktycznie, drugi jeep zaparkował tuż obok.
-Nie wychodźcie- powiedział Key, gdy Onew otworzył drzwi.- Wejdziemy do bagażnika. Nie jest bezpiecznie zostawać poza autem. Chociaż większość z nich nie jest w stanie nas dopaść.
Kai wydał z siebie zduszony jęk i ukrył twarz w dłoniach.
~Hyung... Musisz coś zrobić. Moje ciało... Jest źle. Ale duszą jestem na tyle silny, że dam sobie dodatkowe parę godzin na uratowanie.
~Co mam robić?
~Pocałuj mnie, hyung.
-CO?- zapytał Choi na głos. Tae zachichotał słabo.
~Tak, jak na cmentarzu. Duch się... Przeniesie. Chyba.
~Trzeba spróbować.~ Minho westchnął cicho i nachylił się. Drobna, biała twarzyczka i posiniałe wargi. Jak dobrze, że jego oprawcy cierpieli. Nachylił się bardziej i delikatnie musnął pełne usta własnymi.
Chude ciało w jego ramionach drgnęło gwałtownie, biorąc głęboki oddech. Otworzyło oczy.
Brunet poczuł dziwną pustkę w głowie. Tak, jak wtedy, gdy po imprezie wszyscy wychodzą i zostaje się samemu. Cisza. Niepokojąca.
Ciemnobrązowe oczy patrzyły z przerażeniem.
-Kim...- wychrypiał chłopak, prostując się lekko i usiłując cofnąć.-Kim ty jesteś?
---------------------------------------------------------
KYAAA! NAPISAŁAM! CAŁY ROZDZIAŁ!
Oj, oberwę XD
-Ree
Z jednej strony wszystko ładnie, pięknie, z drugiej Shini mnie obmacuje i nie mogę myśleć. Czekaj. Zrobię coś, tylko się nie opluj, Ree.
OdpowiedzUsuńKYAAAA, BRAWO, JESTEM DUMNA!
A tak serio to JongKey rozwalają system. Dosłownie. I JongKey życiem. Spadaj. Nie oceniaj. Jestem sobą. Poza tym... 2Min!!! I w ogóle jak mój Onew nie pomylił drogi ani nic? No... Godny następca Onew, czyli ja XD Zabić się można na różne sposoby, ale potykając się o własne nogi, to już hardcore XD
Więcej!!!!
~Yuu
Wow, nie dostało mi się za amnezję Taesia, KIM JESTEŚ I CO ZROBIŁAŚ Z YUU? XD
UsuńDziękuję za komentarz *-*
ARGH. TO PRZEZ SHINIEGO! AMNEZJA. O K... KURDĘ. JAK MOGŁAŚ MI TO ZROBIĆ. TAEMIŚ. UHHH. JESTEŚ OKROPNA. CZEKAJ, TYLKO SIĘ ZOBACZYMY.
Usuń