Obserwował wszystko jakby z daleka, dokładnie jak na samym początku tego szaleństwa. Obserwował, jak Kai uspokaja Taemina, a ten tuli się do niego jak małe dziecko. Widział drżące dłonie Key, a także niepewne spojrzenia Jjonga. Wszystko to nie miało jakiegokolwiek znaczenia.
Wypełnił misję. Odzyskał ciało Taemina, ocalił jego życie. Zrobił to, bo chciał. Chciał mu pomóc. Nie chodziło o powinność czy uprzejmość. Bał się, że o inną, groźniejszą -ość. Czuł się naprawdę okropnie. Brakowało mu bezczelnego, zabawnego dzieciaka.
-Jongin... Chcę do domu...
Podniósł głowę. Drugie pełne zdanie. Kai westchnął cicho.
-Dom... Jedziemy do nowego domu. Stary dom nie był dobry.
-Oni... Zabili Rena. Dlaczego zabili Rena? Dlaczego tu jest tyle obcych ludzi?
-Możemy jechać- powiedział Key.
-A czemu nie mogliśmy trzy minuty temu?
-Mam przeczucie, Onew. Po prostu mi zaufaj, okay? Jedź do mnie. Minho, wszystko jest w porządku?
Wypełnił misję. Odzyskał ciało Taemina, ocalił jego życie. Zrobił to, bo chciał. Chciał mu pomóc. Nie chodziło o powinność czy uprzejmość. Bał się, że o inną, groźniejszą -ość. Czuł się naprawdę okropnie. Brakowało mu bezczelnego, zabawnego dzieciaka.
-Jongin... Chcę do domu...
Podniósł głowę. Drugie pełne zdanie. Kai westchnął cicho.
-Dom... Jedziemy do nowego domu. Stary dom nie był dobry.
-Oni... Zabili Rena. Dlaczego zabili Rena? Dlaczego tu jest tyle obcych ludzi?
-Możemy jechać- powiedział Key.
-A czemu nie mogliśmy trzy minuty temu?
-Mam przeczucie, Onew. Po prostu mi zaufaj, okay? Jedź do mnie. Minho, wszystko jest w porządku?
-Jedźmy. Taemin mówił, że kupił sobie kilka godzin.
-Słyszysz, Kurczaku? Gaz do dechy!
-Co niby powiedziałem?- rudowłosy drgnął lekko, mrużąc oczy.
-Ciii- uspokoił go Kai.-Jedziemy teraz, ok? Nie mów nic, jesteś słaby.
-Mam pytanie, co on tu robi?- Jonghyun wskazał go.
-Jest ocalałym. I na razie jedyną osobą, której Taemin ufa- mruknął Choi.
-Właśnie, Jongie, kultury. Kai, tak? Zatrzymacie się u mnie. Tymczasowo- Key uśmiechnął się łagodnie.
-Myślę, że może nawet na dłużej. W przypadku Taemina... On nie ma rodziny.
-Jak to?- Minho oderwał wzrok od okna.
-Można powiedzieć, że został pozostawiony na śmierć w lesie, gdu był niemowlęciem. Znalazł go jeden z Zakapturzonych. Zaniósł do Świątyni. Królowa demonów...
-Jaka królowa?- wtrącił się Choi.
-Ten chłopak z dołeczkami. Na mniejszym tronie. Mów dalej, Kai- mruknął Kibum.
-Królowa zdecydowała, że przygarnie dziecko. Im starszy rósł Taemin, tym więcej było problemów. Wiecie, zadawał pytania. Chciał znać ludzi. Nie tylko mnie. Nastolatek jest spragniony znajomości. Dlatego posłali go do szkoły. Tam poznał wielu przyjaciół. Był bystry, nie mówił o swoim pochodzeniu. Jednak królowi przestało się to podobać, a Luhan był zmęczony pilnowaniem "księżniczki". Postanowił zamordować rodziców jednego z przyjaciół Taemina. Wiecie, gdy reszta się dowiedziała... Trochę się wściekli. Postanowili upozorować morderstwo całej rodziny. Dlatego porwali tego przyjaciela. Złożyli jego krew w ofierze, a ciało porzucili. Taemin przestał być jednak oczkiem w głowie królowej. Taka natura demonów. Pobawią się, a potem porzucą. Tym razem jednak... On miał być złożony w ofierze. Cały. Nie jakiemuś demonowi, ale Złu. Konkretnie Złu.
-Dosyć- wyszeptał rudowłosy chłopak.-Nie podoba mi się ta bajka.
Minho zadrżał. Ten słaby głos o lekko dziecinnym wydźwięku ranił jak nóż.
-Jesteśmy na miejscu- powiedział Kibum. Minho już miał podnieść Taemina.
-Nie... Nie dotykaj mnie!- chłopak odsunął się maksymalnie.
-Ja go zaniosę, hyung- Kai spojrzał w przestrzeń pustym wzrokiem.
***
Minho, Onew i Jonghyun dostali zakaz wchodzenia do pokoju. Siedzieli w salonie, pijąc kawę i rozmawiając półgłosem.
-Roznieśliśmu ich w proch- mruknął Dino.
-Ktoś przeżył?- Choi beznamiętnie rozejrzał się po pokoju.
-Jeden z Zakapturzonych uciekł. Kibum go puścił.
-Który?- ożywił się żabol.
-Drobny, wielkie oczy. Ciemnoczerwone włosy.
Odetchnął. Opis przedstawiał chłopaka, który kazał Kai'owi uciekać. To będzie dobra wiadomość dla ocalonego.
-No, i jeszcze jeden, ten ze sztyletem. Ale jest tak pokiereszowany...
-Ze sztyletem?
Podnieśli głowy, patrząc na ciemnowłosą postać, która opuściła pokój. Kai usiadł obok nich.
-Luhan przeżył- powiedział głucho.
-Ledwo- zaznaczył Jjong.
-Jest Łowcą. Po części demonem. Pod rozkazami króla.
-Key wysłał króla i królową do otchłani piekła.
-Ale Luhan nie odpuści. Jego zadanie to zabić Taemina. Jeśli nikt go nie pokona...
-Optymista z ciebie. Dobra wiadomość jest taka, że twój kochanek przeżył- oznajmił Choi.
-Co?- oczy byłego oddźwiernego otworzyły się szerzej.
-Uciekł. Nic mu nie jest.
-Oh... Oh...- wyszeptał Kai, a na jego twarzy wymalowała się ogromna ulga.
-Jak się czuje...?- Onew wskazał głową drzwi sypialni.
-Śpi. Key-nim bardzo dobrze się nim zajmuje. Miał do czynienia z jego ranami na Minho hyungu. Wie, co robi.
-Key-nim?- zaśmiał się Onew.-Kibum jest zachwycony, co?
Jonghyun milczał, obserwując swojego drugiego przyjaciela. Tydzień temu wydawało mu się, że rywalizują o względy jednego chłopaka, teraz widział, jak bardzo się pomylił.
-Hej, Choi. Będzie dobrze. Przypomni sobie.
-Nie. Jong. Przestań, złudna nadzieja nie pomoże. Teraz priorytetem jest zdrowie Taemina i śmierć Łowcy. Wpakowaliśmy się w straszne gówno, ale nie odpuszczę. Jeśli Minnie zechce, wycofam się z jego życia raz na zawsze... Ale dopiero, gdy będzie bezpieczny.
Drzwi sypialni otworzyły się kolejny raz. Key wyszedł.
-Minho, on chce z tobą porozmawiać.
***
W pokoju panował mrok, który rozświetlała tylko lampka przy łóżku. Choi usiadł na podłodze, starając się zachować dystans.
-Nie znam cię- to było pierwsze, co powiedział mu Taemin. Zabolało niczym uderzenie w twarz.
-Wiem.
-Ale jest jakaś część mnie, która odbiera cię... Znajomo. Ta sama część, która rozpoznała wasze twarze, chociaż wiem, że moje oczy zobaczyły was pierwszy raz. To jak odległy sen.
-Nie powinieneś tyle mówić, Minnie, jesteś osłabiony- powiedział Choi.
-Nikt mi nie powiedział, jak się nazywacie, ale ty jesteś hyungiem. Powiedz mi, jak masz na imię. Chcę wiedzieć, czy to... Da mi jakąś wskazówkę.
-Jestem Minho.
-Minho hyung- powiedział cicho młodszy. Podniósł głowę.- Jesteś bratem Rena. Ocalałeś.
-Tak.
-Przepraszam, że... Że cię nie znam...
-Nie przepraszaj- chciał go dotknąć, ale cofnął rękę.
-Zrób to, nie bój się- wymamrotał młodszy. Uśmiechnął się po chwili słabo, czując delikatny dotyk na swoich włosach.
-Pójdę już. Musisz odpoczywać. Czegoś ci potrzeba?
-Nie. I, hyung?
-Tak?
-Dziękuję ci. Za ratunek. Dzięki tobie nie złożono mnie w ofierze. I... Mogę żyć normalnie.
Choi uśmiechnął się lekko i wyszedł, szepcząc cichutkie, czułe "słodkich snów".
--------
No i jest! Sorry, jeśli błędy, ale z dziwnego telefonu xD
-Ree
Mimo tego, że mam nawrót... Hm... Choroby. Tak. Powiedzmy, że to choroba. No więc... Mimo tego, że mam nawrót, to rozdział poprawił mi troszkę humor. W niektórych słowach zamiast 'y' było 'u', ale ogólnie jest okej.
OdpowiedzUsuńJest słoooooooooodkooooo. Nadal za tę amnezję mam focha, ale no. Ile można się fochać, kiedy dajesz coś takiego.
KEY ROZNOSI WSZYSTKO W PYŁ! Jestem za. No i Jjong. I'm a dinosaur. Bo dinozaury nie istnieją... No może oprócz Jonghyuna. Dobra, kończę, bo będzie za długo...
Papapapapapapa!
Wracaj szybko...
~Yu