poniedziałek, 28 grudnia 2015

Opętany, cz. 11

Tydzień później
Minho obudził się dość późno. Zegarek w sypialni, którą tymczasowo przydzielił mu Kibum, wskazywał godzinę 9:00.
-Hyung, Key-nim kazał ci wstawać natychmiast, grozi, że zamieni cię w żabę.
Popatrzył na osobę w drzwiach. Świeże powietrze i kontakt z innymi ludźmi dobrze wpłynęły na Kai'a. Jego czarne włosy były potargane, skóra nabrała zdrowych kolorów, a w oczach błyszczały wesołe iskierki.
-Już wstaję.
-Sorry, hyung, tlumaczyłem mu, że mało śpisz...
Minho pokręcił głową.
-Nic się nie stało, i tak już nie spałem. Co tak świetnie pachnie?
-Key-nim robi naleśniki.
Natychmiastowo katapultował się z łóżka. Upewnił się, że jego piżama jest kompletna, po czym zbiegł na dół za pysznym zapachem. Zatrzymał się jednak w progu kuchni, obserwując sielankowy obrazek. Kibum w różowym fartuszku stał przy kuchence, a Jonghyun gawędził z wcinającym naleśniki Taeminem.
Choi zamrugał kilkakrotnie. Co tu do diabła robił...
-Key-nim stwierdził, że Tae jest na tyle silny, żeby siedzieć przy stole. Bardzo się cieszą- wyjaśnił Kai. Minho tylko pokiwał głową. Od tamtego pamiętnego wieczoru rozmawiał z byłym duchem tylko dwa razy. Było mu mało, ale wolał się nie przyznawać. Przecież ten chłopak go nie znał.
-Oo, Żabol łaskawie wstał- Kibum podrzucił kolejnego naleśnika prawie do sufitu.
-Dziesięć punktów, jak trafisz w żyrandol. Piętnaście, jak zawiśnie na którejś żarówce. Dwadzieścia za twarz Jjonga.
Taemin zachichotał.
-Dzień dobry, hyung.
-Hej, Minnie- uśmiechnął się do niego lekko.
-Za to za twoją krzywą mordę ile jest punktów?- zainteresował się Jonghyun.
-Dla ciebie 100.
-Czemu?
-Bo i tak nie dosięgniesz.
Kai parsknął śmiechem. 
-To było dobre, hyung.
-Patrzcie, patrzcie, żabcia wraca do formy. Naleśnika?- Kibum przewrócił oczami, bo poczuł się jak w liceum, kiedy ci idioci żyli z nim w wynajmowanym mieszkanku koło szkoły.
-Z chęcią- Minho usiadł obok Taemina, biorąc wcześniej talerz i sztućce.-Onew w pracy?
-Tak, od rana miał nagrania.
-Nagrania?- zainteresował się Taemin.
-Tak, Kurczak jest wokalistą. Tak samo, jak Dino- Choi wskazał Jjonga.
-Wow...
-Key zajmuje się modą i okazjonalnie rapuje... A ja nie mam talentów.
-Jasne. Skromniś się znalazł- prychnął Kibum.
-W mojej rodzinie to Ren odziedziczył wszystkie talenty, dobrze o tym wiesz- mruknął brunet, wpychając sobie do ust naleśnika w całości.-Pysia. Macie polewę czekoladową?
Jonghyun zaśmiał się, rzucając mu butelkę. Minho nalał sobie czekolady prosto do ust.
-PROSIAKI!- oburzył się Kibum. Taemin zaśmiał się dźwięcznie.
-Spokojnie, umma- powiedział. Zapadła cisza. Key uśmiechnął się pod nosem.
-Jongie, zostałeś tatusiem!
Minho parsknął śmiechem, odwracając się do Kai'a.
-O TY!- zaśmiał się. Były oddźwierny wciskał sobie do ust samą polewę czekoladową. Kiedy został przyłapany, drgnął, a resztka słodkości skapnęła mu na twarz.
-Kolejny prosiak- zaśmiał się Taemin.
-Uhhh... I po polewie- mruknął Choi. Rudzielec popatrzył na niego.
-Chcesz spróbować truskawkowej?
-Czemu nie.
-Powiedz aaa~
Starszy posłusznie otworzył usta, w których po chwili wylądował widelec z kawałkiem naleśnika. Popatrzył z zaskoczeniem na uśmiechniętego Taemina.
-Mniam- mruknął. Jadł bezmyślnie, wpatrując się w jego twarz, zachwycając się. Buzia młodszego powoli goiła się, stawała się pełniejsza, mniej wychudzona. Oczy odzyskały blask pamiętany przez Minho z początku ich niematerialnej znajomości. Uśmiech był jasny i promienny.
-Hyung, nie gap się tak...- mruknął Lee, opuszczając wzrok nieśmiało.
~Przepraszam~ Choi odruchowo użył myśli zamiast słów.
Taemin drgnął lekko.
-Przepraszam- powtórzył starszy na głos. Skinienie głową.
-Okay, Tae, wracasz do łóżka. Wybierz, który z nas ma cię zanieść- powiedział Key, przeciągając się.
Zapadła cisza. Czekoladowe oczy przeskakiwały od twarzy do twarzy. Minho poczuł nadzieję w głębi serca.
-Kai? Mógłbyś?- mruknął rudzielec.
-Jasne.
Choi wrócił do jedzenia naleśnika.
***
-Szach i mat- mruknął z satysfakcją, a Jonghyun cisnął szachownicą.
-Jesteś jakimś pieprzonym geniuszem!
-Dzięki...
-Żabolu, Minnie chce cię widzieć. Chyba liczy na chociażby "dobranoc" z twojej strony.
Podniósł głowę i wstał od stołu. Key uśmiechnął się lekko.
     Wszedł do pokoju. Taemin opierał się na łokciu.
-Hej, hyung. Jonghyun hyung nie jest mistrzem szachów, co?
-Jest kretynem.
-Miiiłe. Chodź tutaj- poklepał brzeg łóżka. Minho przysiadł tam niepewnie.
-Opowiedz mi bajkę.
-Nie umiem opowiadać bajek.
-Serio? Miałeś młodszego brata i nie umiesz opowiadać bajek?
-Nie. Ren nie lubił bajek. Lubił muzykę.
-Śpiewałeś mu?
Pokiwał głową powoli. Taemin popatrzył na niego.
-Hyung, zaśpiewasz mi coś? Proszę...
Kolejne skinienie. Minho zastanawiał się chwilę, po czym zaczął nucić ulubioną melodię Minkiego. Stopniowo nucenie przeszło w śpiew.
Wstał, patrząc na śpiącą osóbkę. Na twarzy Taemina widniał łagodny uśmiech.

wtorek, 22 grudnia 2015

Opętany, cz. 10

Obserwował wszystko jakby z daleka, dokładnie jak na samym początku tego szaleństwa. Obserwował, jak Kai uspokaja Taemina, a ten tuli się do niego jak małe dziecko. Widział drżące dłonie Key, a także niepewne spojrzenia Jjonga. Wszystko to nie miało jakiegokolwiek znaczenia.
Wypełnił misję. Odzyskał ciało Taemina, ocalił jego życie. Zrobił to, bo chciał. Chciał mu pomóc. Nie chodziło o powinność czy uprzejmość. Bał się, że o inną, groźniejszą -ość. Czuł się naprawdę okropnie. Brakowało mu bezczelnego, zabawnego dzieciaka.
-Jongin... Chcę do domu...
Podniósł głowę. Drugie pełne zdanie. Kai westchnął cicho.
-Dom... Jedziemy do nowego domu. Stary dom nie był dobry.
-Oni... Zabili Rena. Dlaczego zabili Rena? Dlaczego tu jest tyle obcych ludzi?
-Możemy jechać- powiedział Key.
-A czemu nie mogliśmy trzy minuty temu?
-Mam przeczucie, Onew. Po prostu mi zaufaj, okay? Jedź do mnie. Minho, wszystko jest w porządku? 
-Jedźmy. Taemin mówił, że kupił sobie kilka godzin. 
-Słyszysz, Kurczaku? Gaz do dechy! 
-Co niby powiedziałem?- rudowłosy drgnął lekko, mrużąc oczy. 
-Ciii- uspokoił go Kai.-Jedziemy teraz, ok? Nie mów nic, jesteś słaby. 
-Mam pytanie, co on tu robi?- Jonghyun wskazał go. 
-Jest ocalałym. I na razie jedyną osobą, której Taemin ufa- mruknął Choi. 
-Właśnie, Jongie, kultury. Kai, tak? Zatrzymacie się u mnie. Tymczasowo- Key uśmiechnął się łagodnie. 
-Myślę, że może nawet na dłużej. W przypadku Taemina... On nie ma rodziny. 
-Jak to?- Minho oderwał wzrok od okna. 
-Można powiedzieć, że został pozostawiony na śmierć w lesie, gdu był niemowlęciem. Znalazł go jeden z Zakapturzonych. Zaniósł do Świątyni. Królowa demonów...
-Jaka królowa?- wtrącił się Choi. 
-Ten chłopak z dołeczkami. Na mniejszym tronie. Mów dalej, Kai- mruknął Kibum. 
-Królowa zdecydowała, że przygarnie dziecko. Im starszy rósł Taemin, tym więcej było problemów. Wiecie, zadawał pytania. Chciał znać ludzi. Nie tylko mnie. Nastolatek jest spragniony znajomości. Dlatego posłali go do szkoły. Tam poznał wielu przyjaciół. Był bystry, nie mówił o swoim pochodzeniu. Jednak królowi przestało się to podobać, a Luhan był zmęczony pilnowaniem "księżniczki". Postanowił zamordować rodziców jednego z przyjaciół Taemina. Wiecie, gdy reszta się dowiedziała... Trochę się wściekli. Postanowili upozorować morderstwo całej rodziny. Dlatego porwali tego przyjaciela. Złożyli jego krew w ofierze, a ciało porzucili. Taemin przestał być jednak oczkiem w głowie królowej. Taka natura demonów. Pobawią się, a potem porzucą. Tym razem jednak... On miał być złożony w ofierze. Cały. Nie jakiemuś demonowi, ale Złu. Konkretnie Złu.
-Dosyć- wyszeptał rudowłosy chłopak.-Nie podoba mi się ta bajka. 
Minho zadrżał. Ten słaby głos o lekko dziecinnym wydźwięku ranił jak nóż. 
-Jesteśmy na miejscu- powiedział Kibum. Minho już miał podnieść Taemina. 
-Nie... Nie dotykaj mnie!- chłopak odsunął się maksymalnie. 
-Ja go zaniosę, hyung- Kai spojrzał w przestrzeń pustym wzrokiem. 
***
Minho, Onew i Jonghyun dostali zakaz wchodzenia do pokoju. Siedzieli w salonie, pijąc kawę i rozmawiając półgłosem. 
-Roznieśliśmu ich w proch- mruknął Dino. 
-Ktoś przeżył?- Choi beznamiętnie rozejrzał się po pokoju. 
-Jeden z Zakapturzonych uciekł. Kibum go puścił. 
-Który?- ożywił się żabol. 
-Drobny, wielkie oczy. Ciemnoczerwone włosy. 
Odetchnął. Opis przedstawiał chłopaka, który kazał Kai'owi uciekać. To będzie dobra wiadomość dla ocalonego. 
-No, i jeszcze jeden, ten ze sztyletem. Ale jest tak pokiereszowany...
-Ze sztyletem? 
Podnieśli głowy, patrząc na ciemnowłosą postać, która opuściła pokój. Kai usiadł obok nich. 
-Luhan przeżył- powiedział głucho. 
-Ledwo- zaznaczył Jjong. 
-Jest Łowcą. Po części demonem. Pod rozkazami króla. 
-Key wysłał króla i królową do otchłani piekła. 
-Ale Luhan nie odpuści. Jego zadanie to zabić Taemina. Jeśli nikt go nie pokona... 
-Optymista z ciebie. Dobra wiadomość jest taka, że twój kochanek przeżył- oznajmił Choi.
-Co?- oczy byłego oddźwiernego otworzyły się szerzej. 
-Uciekł. Nic mu nie jest. 
-Oh... Oh...- wyszeptał Kai, a na jego twarzy wymalowała się ogromna ulga. 
-Jak się czuje...?- Onew wskazał głową drzwi sypialni. 
-Śpi. Key-nim bardzo dobrze się nim zajmuje. Miał do czynienia z jego ranami na Minho hyungu. Wie, co robi. 
-Key-nim?- zaśmiał się Onew.-Kibum jest zachwycony, co? 
Jonghyun milczał, obserwując swojego drugiego przyjaciela. Tydzień temu wydawało mu się, że rywalizują o względy jednego chłopaka, teraz widział, jak bardzo się pomylił. 
-Hej, Choi. Będzie dobrze. Przypomni sobie. 
-Nie. Jong. Przestań, złudna nadzieja nie pomoże. Teraz priorytetem jest zdrowie Taemina i śmierć Łowcy. Wpakowaliśmy się w straszne gówno, ale nie odpuszczę. Jeśli Minnie zechce, wycofam się z jego życia raz na zawsze... Ale dopiero, gdy będzie bezpieczny. 
Drzwi sypialni otworzyły się kolejny raz. Key wyszedł. 
-Minho, on chce z tobą porozmawiać. 
***
W pokoju panował mrok, który rozświetlała tylko lampka przy łóżku. Choi usiadł na podłodze, starając się zachować dystans. 
-Nie znam cię- to było pierwsze, co powiedział mu Taemin. Zabolało niczym uderzenie w twarz. 
-Wiem. 
-Ale jest jakaś część mnie, która odbiera cię... Znajomo. Ta sama część, która rozpoznała wasze twarze, chociaż wiem, że moje oczy zobaczyły was pierwszy raz. To jak odległy sen. 
-Nie powinieneś tyle mówić, Minnie, jesteś osłabiony- powiedział Choi. 
-Nikt mi nie powiedział, jak się nazywacie, ale ty jesteś hyungiem. Powiedz mi, jak masz na imię. Chcę wiedzieć, czy to... Da mi jakąś wskazówkę. 
-Jestem Minho. 
-Minho hyung- powiedział cicho młodszy. Podniósł głowę.- Jesteś bratem Rena. Ocalałeś. 
-Tak. 
-Przepraszam, że... Że cię nie znam... 
-Nie przepraszaj- chciał go dotknąć, ale cofnął rękę. 
-Zrób to, nie bój się- wymamrotał młodszy. Uśmiechnął się po chwili słabo, czując delikatny dotyk na swoich włosach.
-Pójdę już. Musisz odpoczywać. Czegoś ci potrzeba?
-Nie. I, hyung?
-Tak?
-Dziękuję ci. Za ratunek. Dzięki tobie nie złożono mnie w ofierze. I... Mogę żyć normalnie. 
Choi uśmiechnął się lekko i wyszedł, szepcząc cichutkie, czułe "słodkich snów". 
--------
No i jest! Sorry, jeśli błędy, ale z dziwnego telefonu xD
-Ree

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Opętany, cz. 9

Wszystko wybuchło naraz.
Luhan podniósł sztylet i ruszył na Minho tanecznym krokiem. Chłopak na jednorożcowym tronie parsknął śmiechem. Kibum zerwał się na równe nogi i zaatakował jednego z pozostałych. No i wybuchła ściana. Rozpętał się totalny chaos, gdy terenówka Jjonga wjechała do budynku. Kierowca wypadł i zatoczył nad głową koło kijem bejsbolowym. Dosyć zabawne. Któryś z zakapturzonych parsknął śmiechem, ale zaraz oberwał i przestało być wesoło. Zwłaszcza, gdy oczy czarnowłosego chłopca zaświeciły jaskrawą czerwienią, a blask odbił się w oczach Jonghyuna. Dino powoli obrócił się i spojrzał bezosobowym wzrokiem na Key.
-Zabij- zanucił nie-do-końca-nastolatek z tronu, uśmiechając się niewinnie.
-Zabić- powiedział machinalnie Jong. Podniósł kij, ale nie mógł wykonać ruchu. Patrzył w oczy swojego chłopaka pusto.
-Jongie- powiedział cicho Kibum, delikatnie kładąc dłonie na jego własnych.-To ja. Widzisz? Nie zrobisz mi krzywdy, prawda?
Na początku Minho pomyślał, że jego przyjaciel używa swojej siły umysłu, ale cofnął tę myśl, gdy dostrzegł, jak bardzo trzęsą się dłonie medium.
-J-ja...
-To ja. Popatrz na mnie.
Jonghyun powoli opuścił kij bejsbolowy.
-Bummie?- szepnął, zamykając oczy.-Co ja zrobiłem?
Chłopak na tronie wrzasnął z frustracji.
-Co się do cholery dzieje?!
-Miłość- odpowiedział Key, uśmiechając się do niego.-Coś czego wy, demony, nie znacie.
Minho zmarszczył brwi. Demony? Wkopał się w niezłe gówno.
-Choi- syknął Jonghyun.-Na zewnątrz czeka Onew w swoim aucie. Łap Taemina... Ciało Taemina i biegnij tam. Kurczak wie, gdzie ma jechać. Czekajcie na nas, narobimy tu trochę zamieszania.
Wow. Oni to mieli wszystko aż tak zaplanowane? Choi pokiwał głową i wykonał pierwsze polecenie. W całym zamieszaniu chwycił drobne ciało i ruszył do wyjścia.
-DO JASNEJ CHOLERY, ON UCIEKA!- rozległ się wrzask, ale zagłuszył go wybuch i rozbawiony śmiech Kibuma.
Minho szedł długim korytarzem, gdy zauważył jednego z Zakapturzonych. I Kai'a.
-Uciekaj- szeptał zakapturzony.-Błagam, ucieknij stąd jak najdalej. Nie znajdą cię. Szykuje się tutaj naprawdę duża jatka. Nie może ci się stać krzywda, Jonginnie.
-Hyung... Ale... Co będzie z tobą?
-Nie wiem. Jestem tylko człowiekiem, mam swoje granice. A te demony, jakkolwiek silne by nie były, natrafiły na mocnych przeciwników.
-Mogę pomóc... Widziałeś, że oni walczą... uczuciami. Ja też mogę...
-Jesteś spętany. Nie możesz. Jeśli tylko znajdziesz się w polu widzenia... Wykorzystają cię jak marionetkę. Uciekaj. Znajdź sposób, żeby się chronić. Wróć do rodziny.
-Myślę, że mogę pomóc- odezwał się Minho. Postacie podniosły wzrok. Przerażenie odbiło się w ich oczach. To tak ludzkie, pomyślał Choi.
-Jakim cudem go stamtąd zabrałeś?- szepnął Kai.
-Uciekamy. W bezpieczne miejsce, w każdym razie tak sądzę. Myślę, że jestem ci winny przysługę.
Oddźwierny skinął głową i wpił się w usta swojego poprzedniego rozmówcy.
-Wrócę po ciebie. Obiecuję, że znajdę cię i wydostanę z ich rąk.
-Leć... Uciekajcie... Kocham cię, Jongin.
-Ja ciebie też kocham.
Minho widział wdzięczność zakapturzonego chłopaka, gdy wraz z Kai'em szedł dziwnie poskręcanym korytarzem.
-Ostatnio było prosto- mruknął.
-Świątynia się broni. Nie martw się, jesteśmy tuż przy wyjściu.
Znaleźli się na zewnątrz. Świeże powietrze uderzyło ich rozgrzane twarze.
-Widzę jeepa. Biegniemy- szepnął Choi. Jego nowy towarzysz skinął głową.
Onew odetchnął, gdy ich zobaczył, aczkolwiek był nieco zaskoczony.
-Mamy dodatkowego pasażera?
-Bez urazy, ale pytania zostawmy na później- jęknął Kai, blokując drzwi. Lee pokiwał głową.
-Masz rację, dzieciaku. JongKey odstawiają niezłe show, co?
-No. Pogromcy duchów- mruknął Minho, ani na chwilę nie podnosząc głowy. Wpatrywał się w Taemina wielkimi oczami. Pierwszy raz mógł go dotknąć. Pogłaskać po policzku.
~Hyung, nic im nie będzie, prawda?~ nieduch w jego głowie był zaniepokojony.
~Dadzą radę. Spokojnie. To JongKey. 
~To wszystko przeze mnie... 
~Tak. Uratowaliśmy dwa istnienia z łap tych... cosiów. To twoja ZASŁUGA, Minnie. 
~To demony. Hyung, nie pamiętam, o co chodzi, ale w świątyni... Ja tam żyłem. To był mój dom. 
-Jesteśmy na miejscu- Onew zatrzymał się w środku jakichś białych ruin.-Kibum powiedział, że to jakaś... Kapliczka światła? Coś takiego. Że można znaleźć je w każdym lesie. Bla bla bla, mądre okultystyczne pogadanki Key...
Zapadła cisza. Minho wsłuchiwał się w urywany oddech Taemina i wiedział, że mają mało czasu. A minuty mijały wolno. Gdzie oni byli? Napadło go straszliwe uczucie.
Dziesięć minut. Pół godziny. Godzina. Dwie.
-Jadą!- krzyknął nagle Jinki. Faktycznie, drugi jeep zaparkował tuż obok.
-Nie wychodźcie- powiedział Key, gdy Onew otworzył drzwi.- Wejdziemy do bagażnika. Nie jest bezpiecznie zostawać poza autem. Chociaż większość z nich nie jest w stanie nas dopaść.
Kai wydał z siebie zduszony jęk i ukrył twarz w dłoniach.
~Hyung... Musisz coś zrobić. Moje ciało... Jest źle. Ale duszą jestem na tyle silny, że dam sobie dodatkowe parę godzin na uratowanie. 
~Co mam robić? 
~Pocałuj mnie, hyung. 
-CO?- zapytał Choi na głos. Tae zachichotał słabo.
~Tak, jak na cmentarzu. Duch się... Przeniesie. Chyba. 
~Trzeba spróbować.~ Minho westchnął cicho i nachylił się. Drobna, biała twarzyczka i posiniałe wargi. Jak dobrze, że jego oprawcy cierpieli. Nachylił się bardziej i delikatnie musnął pełne usta własnymi.
Chude ciało w jego ramionach drgnęło gwałtownie, biorąc głęboki oddech. Otworzyło oczy.
Brunet poczuł dziwną pustkę w głowie. Tak, jak wtedy, gdy po imprezie wszyscy wychodzą i zostaje się samemu. Cisza. Niepokojąca.
Ciemnobrązowe oczy patrzyły z przerażeniem.
-Kim...- wychrypiał chłopak, prostując się lekko i usiłując cofnąć.-Kim ty jesteś?
---------------------------------------------------------
KYAAA! NAPISAŁAM! CAŁY ROZDZIAŁ!
Oj, oberwę XD
-Ree

^^

Hejka, ludziki!
Nie, to nie rozdział, nie zabijajcie

Boże co ja mam napisać
Help, nie znam się. 
Dzisiaj 21 grudnia, coraz bliżej święta (co dobitnie udowadniają mi reklamy w telewizji i deszcz za oknem. Kocham globalne ocieplenie.) i jest to dosyć istotna data. Dlaczego? Ano rok temu dwie zjebane osóbki genialne istoty wpadły na pomysł i założyły bloga. Tak, to już równo rok!
 O Boże, znowu się rozkleiłam. Sprzedawcy chusteczek mnie kochają, mówię Wam. 
W imieniu swoim i Nettie dziękuję wszystkim Czytelnikom, którzy wchodzą na bloga i komentują~
Jesteście cudowni <3
To chyba tyle, dziękuję za uwagę. 
-Kim Naree a.k.a. Lu

środa, 16 grudnia 2015

,,Kto się czubi, ten się lubi" Rozdział 5

,,Kto się czubi, ten się lubi"
Rozdział 5
Sezon 1
01.05
====================
Od dobrej godziny siedzieli i "rozprawiali" na temat położenia w czasie prób zespołu. Było to ca najmniej zabawne, bo Kibum i Jonghyun co jakiś czas zbaczali z poważnego tematu na poboczne. Śmiali się z nauczycieli, komentowali ludzi, których widzieli kątem oka albo mówili po prostu o rzeczach, które ich interesowały. Kilka razy mówili językiem tak bardzo dwuznacznym, że na jego twarzy pojawiał się soczysty rumieniec. Czasem ktoś odwracał się speszony w ich stronę, co kończyło się albo późniejszym nerwowym zerkaniem bądź wyjściem z lokalu.
Odstraszamy klientów..
Zaśmiał się pod nosem ze stwierdzenia, które zagościło w jego głowie. Jego prawdziwość wydała mu się po prostu taka.. śmiesznie prawdziwa? Beznadziejne wytłumaczenie, ale nadal trafne. Z 2-3 klientów po daniu sygnału, że doskonale słyszy prowadzone rozmowy, postanowiło poprosić o rachunek, zapłacić i wyjść. Kibum i Jonghyun oczywiście nie omieszkali po opuszczeniu przez któregokolwiek z tych ludzi, skomentować sytuacji w jakiś dziwny, a jednocześnie zabawny sposób.
-A więc co już mamy..?- zabrał niepewnie głos, próbując zwrócić na siebie uwagę i mieć pewność jak dużo już postanowili. Długopis przemieszczał się po kartce w dziwnych momentach i nie był już po prostu pewny tego, na czym stanęło.
-A więc wychodzi na to, że jako osoba najbardziej uzdolniona tanecznie, bierzesz jednak odpowiedzialność za wymyślanie układów. Ja tworzę charakteryzację~
Duma w głosie Kibum'a była bardzo słyszalna. Wydało mu się to całkiem urocze albo i miłe. Lubił, kiedy jego przyjaciel był pozytywnie nastawiony wobec czegokolwiek. Miał nadzieję, że charakteryzacja nie okaże się dla niego czymś irytującym..
Mimo wszystko coś mu jednak mówiło, że nie ma czym się przejmować. Przecież to Kim Kibum, tak?
-Minho i Jonghyun będą odpowiedzialni głównie za tworzenie tekstów. Żaden jednak nie chce wziąć na siebie organizacji czegokolwiek- westchnął głośno, patrząc na nich srogo.
-Bummie, proszę, przestań.. Źle Ci z oczu patrzy- Jonghyun uniósł dłonie w obronnym geście. Uśmiechał się przy tym delikatnie, jakby próbując wymusić na divie trochę wyrozumiałości czy poprawić nastrój, który i tak był świetny.
Musiał przyznać, że zazdrościł zebranym osobowości. Wszyscy byli pod różnymi względami silni, potrafili się ze sobą dogadać, nie czuli się niepewnie. On jedyny, gdyby nie był co jakiś czas o cokolwiek pytany, siedziałby przez całe spotkanie cicho.
A, właśnie. Spotkania..
-A jak się spotykamy?- zadał kolejne pytanie.
-Będziemy się dogadywać na bieżąco, ale od jednego do dwóch razy w tygodniu. Jeśli jednak pojawi się coś ważnego, to częściej. Na przykład nauka układu, który wymyślisz, młody- Jonghyun posłał mu szeroki uśmiech, gdy wspomniał o układzie. To brzmiało bardzo zobowiązująco.
Martwił się. Podoła? Przecież to nie jest zwyczajne wymyślanie układu dla zabawy, tylko na poważnie. Do prawdziwych piosenek.
Przeszły go dreszcze, ale mimo wszystko kiwnął głową na znak zrozumienia. Po chwili spostrzegł, że wszyscy go bacznie obserwują. Zrobił coś, co określane było jako nie na miejscu..?
-Minnie, nie stresuj się- właściciel białej czupryny i diva zaśmiali się. Czyli jednak wszyscy po prostu czytali z niego jak z otwartej księgi. Nie zrobił nic źle. Chociaż zirytował go fakt, że tak bardzo wszystko po nim widać. Każdą emocję. Martwiło go to, że ktoś może kiedyś wyczytać więcej niż powinien. Chociaż, gdyby tak się stało, może jednak zyskałby nowego przyjaciela? Albo został po prostu zraniony, ale tego naprawdę nie chciał.
Musiał się nauczyć nieco panować nad swoimi emocjami, albo przynajmniej mimiką bądź reakcjami. To one go całkowicie zdradzały. Westchnął głęboko.
Czyżby to samo zauważyli napastnicy z uliczki? Słabość? Strach? Późniejszą pustkę w głowie, która sprawiła, że nie wiedział co robić..?
Poza kontrolą, powinien też poćwiczyć swoje ciało. Przecież, gdyby nie Choi, mógłby zostać zgwałcony przez obcych ludzi. Podle wykorzystany, zbrukany, zeszmacony.. Mogłoby im się udać i on nie mógłby wiele na to zaradzić. Chyba, że ktoś usłyszałby jego wrzaski, które jakimś cudem by wydostał ze swojego gardła, nie ważne jak to stwierdzenie zabrzmiało. W sytuacjach stresowych, jego gardło boleśnie się ściskało, uniemożliwiając wydobycie jakiegokolwiek dźwięku, głośniejszego od szeptu. To sprawiało, że czuł się słaby, bezbronny.
Bezsilność czasem dawała mu w kość. Musiał stać się silniejszy.
(Awww aww awww mój Taeś taki mały i słodki. -Kim Naree
I wcale nie podczytuję z wersji roboczych :*
Właśnie widzę.. Mogłabyś mi wskazać popełniane błędy, a nie podczytywać *wzdycha* )
-A właśnie.. Co z 5 członkiem?- przypomniał sobie słowa pani Park.
-5 członkiem?
-No, bo nauczycielka coś napomknęła o jego zwerbowaniu. To chyba znaczy, że powinniśmy poszukać kogoś jeszcze?- zapytał, przekrzywiając głowę. Jedyną reakcją na jego pytanie były zdziwione, a później zamyślone miny jego towarzyszy. 
Czyli nawet jeśli zaplanowali większość spraw, pozostała jeszcze jedna ważna. 
Chwilowo utknęli.
--------------------------------------
W drodze powrotnej, gdy nasycili się pyszną kawą i deserami, zawzięcie rozmawiali na temat nowego członka. Pojawiło się mnóstwo propozycji, jednak prawie do każdego pojawiały się także pewne minusy. Mimo, że wszyscy potrafili śpiewać, mieli wady, które.. Były nie do pominięcia. Jeden był totalnym zbokiem i ruchał wszystko, co się tylko rusza. Drugi nigdy nie okazywał zainteresowania do czegokolwiek, opuszczając zajęcia, na które sam się zapisywał oraz lekcje szkolne. Kolejni byli albo tyranami, albo przeraźliwie bali się wszystkiego, popadali w skrajności, mieli skłonności do chorowania i częstych wypadków, które często sami wywoływali. Na wieść o tych ostatnich, cała czwórka nie mogła powstrzymać dreszczy. Powodowanie wypadków.. Kto normalny lubił powodować wypadki..?
Teoretycznie mogli pominąć te kwestie, mimo wszystko liczyła się tylko jedna osoba, która potrafiła śpiewać. Jakakolwiek. Oczywiście płci męskiej.
-Taemin, komórka Ci dzwoni..- Jonghyun wskazał na jego kieszeń, która podświetlona była przez ekranik telefonu. Delikatnie wibrowała w kieszeni. Wydawała z siebie jego ulubioną piosenkę. Mimo, że dzwonek był taki sam od praktycznie roku, nie miał zamiaru go zmieniać. Podobał mu się bardziej, niż mógłby kiedyś przypuszczać. I dzięki niemu, wiedział kiedy dzwoni ktoś w porządku. Tak, ustawiał ten dzwonek dla wszystkich ludzi, których uznał za miłych.
Mimo wszystko, okazało się, że przyszedł zwyczajny SMS. Od Jinki'ego.
Chwila moment..? A może..
-A może Jinki?- powiedział głośno, nie zastanawiając się wcześniej nad swoimi słowami. Wpadł na pomysł i musiał się nim podzielić, prawda?
Onew, pomimo swojego pociągu do kurczaków, był naprawdę sympatycznym człowiekiem. Potrafił śpiewać, traktował swoje obowiązki na poważnie, rzadko pozwalał, by emocje wzięły nad nim górę no i oczywiście nie był żadnym recydywistą czy zbokiem, tyranem.
-Minnie, słyszałeś, żeby on kiedykolwiek śpiewał?- spytał Kibum, patrząc na niego z lekkim niedowierzaniem. W odpowiedzi oczywiście pokiwał głową. Myślał jednak, czy mężczyzna się zgodzi. Był od nich starszy, zdecydowanie. Mimo wszystko podłapał z nim kontakt w szkole podstawowej i ten został jego "starszym bratem". Może warto byłoby spróbować?
-Kim jest Jinki?
-Mój starszy brat- zaśmiał się cicho, mówiąc to w taki sposób, że zabrzmiało jakby faktycznie posiadał kogoś takiego.
-To Ty masz brata?- spojrzał na niego Żabol oraz Jonghyun. Kibum pokręcił na to głową.
-Nie, nie ma. To jest nasz przyjaciel. O jakieś 2 lata starszy od nas- uśmiechnął się delikatnie- Napisz, czy nie może teraz wyjść na karaoke czy coś.
I się umówił.
Jinki nadchodził.
---------------( I W TEJ CHWILI WENA WYPAROWAŁA )-----------------------
-A więc potrzebujecie wokalisty- Jinki opierał się o ścianę z zamyśloną miną, przy tym kiwając głową na znak zrozumienia. Kilka minut temu wyszli z budynku, w którym odbyli sobie krótkie karaoke. Każdy śpiewał po trochu, łącznie z Jinki'm, który zbity z tropu nie wiedział, po co miał dokładnie przyjść.
Teraz jednak został uświadomiony i rudzielec mógł pochwalić się w myślach za swoją odwagę. Pierwszy raz komuś cokolwiek proponował, łącząc to z prośbą.
-A więc, co sądzisz, Jinki?- spytał w końcu Kibum, gdy minęła dłuższa chwila i cisza zaczęła robić się coraz bardziej nieznośna.
-Nie ma sprawy, ale czy pani Park się zgodzi na to, aby ktoś spoza szkoły znalazł się w tej grupie?- powiedział, siląc się na luźny ton głosu. Widać jednak było, że nie jest przekonany co do tego, żeby do nich dołączył.
I w tamtym momencie wtrącił się Jonghyun, tłumaczący, że to nie będzie żadnym problemem. Pomimo pewnego niedowierzania, Jinki wyraził w końcu całkowitą zgodę i dołączył, wywołując jako reakcję głośne "ŁUHUUUUU!" u Kibum'a oraz Jonghyun'a, szeroki uśmiech u Taemin'a i westchnięcie ulgi u Minho. Rudzielec mocno przytulił nowego członka z cichym "dziękuję", które sam Jinki oczywiście usłyszał i jedynie przytulił go do siebie nieco mocniej. Później natomiast westchnął i powiedział pewnie do zgromadzonych:
-Ale jeśli któryś znów zwróci się do mnie per ,,Jinki" to nie ręczę za siebie. Mówcie mi ONEW.
I od tych oto słów, zgromadzeni ledwo łapali oddech. Śmiech rozszedł się po okolicy, powodując zirytowany krzyk starszego pana, każącego im ogarnąć swoje osoby i zamilknąć. Oczywiście, to wywołało większe rozbawienie. Efekt tego drobnego wtrącenia obcego był przewidywalny. 
I wszyscy wrócili do domów w lepszych humorach.
Reszta weekendu minęła leniwie. Bardzo, bardzo, bardzo leniwie.
Jedynie Taemin obserwował Kibum'a, który szalenie biegał po jego pokoju, niesamowicie ekscytując się ich sytuacją i snując plany na przyszłość. Oczywiście, młodszy próbował nie zasnąć po nocy pełnej koszmarów, ale jednak humor przyjaciela mu się opłacił.
Key pozwolił sobie na nocowanie u niego, by ten następnego dnia nawet nie myślał o zaspaniu do szkoły. Coś podpowiadało rudzielcowi, że powinien się martwić, gdy diva położyła go spać jakoś za wcześnie jak na ich dwóch razem.
~~~

================================================

=================================================

Z tej strony.. Uwaagaaa... JA. Emm.. Tak.. No siemeczka.. 
Dzisiaj krócej z rozdziałem, ze względu na.. W sumie nie wiem. Albo i.. Wena mnie opuściła, no dobra! I co?
Zdarza się! 
Zwłaszcza tak powalonej istotce jak mnie, cnie? 
Po prostu chciałam jakoś krótko ująć problem rozpoczynającej działalność grupy muzycznej, ale nie miałam pomysłu na to, jak wszystko rozpisać albo przeciągnąć + wpleść coś ciekawego/zabawnego. 
A wena poszła się pieprzyć. 
W kącie. 
Z dwoma ścianami.
 I rurą od kaloryferka. 
Bardzo dziękuję za uwagę i pokornie proszę o komentarze *ukłonik*!

sobota, 12 grudnia 2015

Opętany, cz. 8

-Key!
-Oh, medium wyeliminowane. Chociaż tyle dobrego, bo jesteś nieosłonięty. Oddawaj- czarnowłosy wydął dolną wargę, jakby byli dziećmi kłócącymi się o łopatkę w piaskownicy. 
-Co mam ci oddać? Nie mam nic. Jestem zwyczajnym biednym człowiekiem. 
-Taemin. Oddaj mi Taemina. W tej chwili. 
-Kto to?- Minho zgrywał kretyna. Od tego zależało wszystko. 
-Nic nie wiesz? Jesteś głupi czy udajesz? 
Key poruszył się. 
~Hyung, czegokolwiek by nie robili, zero reakcji, ok? Trzeba zaczekać na eommę. Razem z nim i jego umiejętnościami może nam się udać uciec. 
-Nie wiem, o co chodzi. Chciałem zwiedzić z kumplem nawiedzony dom w środku lasu... Co mu zrobiłeś? 
Czarnowłosy prychnął głośno. 
-Cóż, taktykę masz niezłą, ale wychowałem Tae, umiem wyczuć jego obecność. 
Choi rozejrzał się. Pomieszczenie było wielkie. Za podwyższeniem z ciałem stały dwa trony. Pierwszy z nich był mniejszy, wysmuklejszy, wykonany z czarnego metalu uformowanego w kształty splatających się liści. Zwieńczono go perłowobiałym rogiem... Jakby jednorożca? Róg czerniał od podstawy.
Drugi tron był znacznie większy i mocniejszy. Wyciosany jakby z kilku metalowych bloków, wyrzeźbiony jednak w drobniutkie gadzie łuski. Całość dopełniała się perfekcyjnie, tworząc makabryczny obraz. Jakby ktoś miał zasiąść do uczty, której daniem głównym będzie Taemin. 
Wzrok bruneta od razu powędrował do ciała. Trudno było poznać chłopaka pod tymi wszystkimi ranami i zadrapaniami. Kości policzkowe mocniej wystawały, był wychudzony. Zmaltretowany. W Minho wszystko się gotowało. Jak ktoś mógł tak go skrzywdzić?
Drzwi otworzyły się z hukiem. Do komnaty wmaszerowało czterech mężczyzn. Wszyscy mieli czarne peleryny. Na samym przedzie szedł wysoki osobnik o ostrych rysach twarzy. 
-Nareszcie- czarnowłosy uśmiechnął się, pokazując dołeczki w policzkach, po czym z gracją wskoczył na mniejszy tron.-Spóźniliście się...
-Wybacz, kochanie- pierwszy z mężczyzn zasiadł na drugim tronie.- Kai nie dał nam znać o gościach. 
-Uh. Ten kretyn! W każdym razie, skoro już jesteś, to możemy zaczynać, nie? Luhan, masz?
Jeden z ludzi w pelerynach wystąpił, uśmiechając się. Miał śliczną, łagodną twarz, ale ten uśmiech nie pasował do niej. Chłopak obracał między palcami czarny sztylet. 
-A co on tu robi?- zapytał nagle, patrzą na Minho. Zmarszczył perfekcyjne brwi.-Ah, rozumiem. Nowe ciało Taemina? 
-Nie, to nie takie proste. Mam wrażenie, że współpracują. 
-Współpracują? Niby jak?
-Dzieciak dostał azyl.
Minho zacisnął pięści. 
-To nie jest zwykłe opętanie, co?
-Broni go i dba o to, by nie został odkryty. 
-Muszę to sprawdzić- Luhan ścisnął mocniej sztylet i podszedł do ciała jeszcze bliżej. Pogłaskał je po policzku- Biedny, mały Taeminnie... Myślałeś, że możesz uciec od przeznaczenia. 
Choi zamarł. Ostrze nagle znalazło się blisko szyi chłopaka na stole. Powoli opadało. Zrobił pierwsze, o czym pomyślał. 
Złapał nadgarstek niedoszłego oprawcy i wykręcił. Sztylet upadł na betonową posadzkę.
-Nawet nie próbuj go ruszyć- wywarczał. 
Zapadła absolutna cisza, w której nagle rozbrzmiał dźwięczny śmiech chłopaka na drobniejszym z tronów. 
~Boże, hyung... Co ty zrobiłeś? 
-A jednak, Taeminnie, znowu się spotykamy. Ten idiota właśnie podpisał na siebie wyrok śmierci.


--------------------------------
Ja wiem, że krótko i wgl.
Uhhhh.
Kekeke.
Mój mózg to pianka,
-Naree

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Perfect like you

-Hyung! Pomożesz mi?
Daehyun i Yongguk biegną do maknae, żeby ułatwić mu przejście poziomu w grze. Himchan kręci głową z niedowierzaniem.
Co takiego jest w tym dzieciaku, że wszyscy tak do niego lgną?
Wie, że sam też jest świetny. Mimo to chce choć trochę przypominać Junhonga. Mieć tą łatwość zaskarbiania sobie uwagi, wrodzony urok...
Kręci głową po raz kolejny i wraca do smażenia naleśników. Oczywiście na życzenie JongUpa, który zrobił to na wzmiankę Zelo o tej potrawie.
Himchan podgląda najmłodszego z kuchni. Podziwia go, zastanawia się nad jego niesamowotymi umiejętnościami. Zdaniem niektórych, czyli psychoanalityka zespołowego znanego jako Youngjae, diva ma niemal obsesję. Całymi dniami rejestruje każdy ruch dzieciaka. Złośliwy Dae mówi, że to zazdrość. Nie. Księżniczka po prostu nie pamięta już czasów swojego beztroskiego dzieciństwa. Poza tym widzi w najmłodszym jakiś niedościgniony ideał...
***
Junhong patrzy, jak zespołowa mamusia wraca z zakupami. Podziwia siłę tego człowieka. Unieść torby z jedzeniem na tydzień dla całego B.A.P? Niesamowite.
Poza tym Chan ma dużo więcej niesamowitych cech, które maknae non-stop odkrywa. Dobrze śpiewa, tańczy, gotuje i dba o wszystkich. Wie też, co zrobić, by świetnie wyglądać. Jest niezależny i nie musi pytać kogokolwiek o pozwolenie na wyjście. Zelo często spędza wolny czas, analizując jego zwyczaje, próbując czerpać z nich wzór. Lider wielokrotnie mu tłumaczył, że nie o to chodzi. Każdy ma być sobą. Ale maknae dalej dąży do swojego prywatnego wyznacznika perfekcji, jaki stanowi Kim Himchan.
Teraz też od razu biegnie pomóc swojemu hyungowi. Chce nauczyć się dbać o dorm tak jak on. Dlatego znajduje się sam na sam w kuchni z króliczkiem.
-Powiedz mi, czego chcesz?- przewraca oczami starszy.
-Chcę tylko pomóc w rozpakowywaniu.
Kim wzdycha. Pomocny dzieciak. Kolejna cecha do Listy Perfekcji.
-Nie musisz- mówi łagodnie. Nie umie być dla niego niemiły.
-Ale ja chcę! - tupie Junhong, nadymając uroczo policzki.
-To, że chcesz, nie znaczy, że tak się stanie. Nie zawsze dzieje się tak, jak chcesz.
-Hyuuung... Czyli, że nigdy nie dorównam tobie?
Himchan zamiera.
-Co masz na myśli?
-Bo... Chciałbym być tak perfekcyjny jak ty, hyung. Jesteś ideałem- Zelo rumieni się delikatnie.
-Co ty mówisz? Ty...- starszy pochłania wzrokiem każdy szczegół zawstydzonej twarzy młodszego. Odkrywa jego perfekcję w zupełnie nowy sposób.
Zanim się spostrzega, trzyma go w ramionach, wpatrując się w czekoladowe oczy.
-H-hyung... Ja...
-Ty jesteś idealny, Jun. Nie próbuj zaprzeczać.
Zelo sam nie wie, co robi, gdy całuje niepewnie Himchana. Ten obejmuje go mocniej.
Ma swój ideał na własność.
-----------------
No hej~
Wybaczcie błędy, ale to jest pisane po nocach. Krótkie HimLo dla unnie. Enjoy~
Przepraszam, że tak zwlekam z nowym "Opętanym", ale mam pewne... Problemy w życiu prywatnym. Trochę słabo to wpływa na wenę. Do napisania~
-Kim Naree
Ps. Kup mi ktoś wielkie americano ;w;

środa, 2 grudnia 2015

Rogaty Anioł

Kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem, pomyślałem, że jesteś aniołem... 
Miałeś spokojne, niewinne oczy, jak mała sarenka. Do tego ten łagodny uśmiech.
Dalej jesteś aniołem. Tylko że nigdy wcześniej nie myślałem, że istnieją anioły z rogami.
-Bang. Kurwa. Yongguk.
Uniosłem głowę, patrząc na osobę nade mną.
-Rusz swoją zgrabną liderowską dupę i wyjaśnij Daehyunowi, że nie może zabić Jongupa ze względu na sernik.
-Oj, Channie, przesadzasz. Oni się droczą.
-MOON KURWA JONGUP- rozległ się głos wokalisty. 
-Nooo, widać, od kogo się uczą- prychnąłem pod nosem. 
-JESTEŚ TAK MARTWY, ŻE NIE DA SIĘ TEGO OPISAĆ. 
Ups. 
-To ja ich przyprowadzę- westchnął Himchan.
***
-No dobra- warknąłem na dwóch chłopaków przede mną.-Gadać. 
-Hyung, to tylko zwykła sprzeczka... Już nie będziemy...- wyjąkał Daehyun.
-Proszę, hyung... pójdziemy sobie... 
-Będziemy grzeczni...
-Nie nasyłaj na nas więcej Himchana hyunga... 
-Idźcie sobie- rozkazałem. Obydwoje zniknęli niemalże natychmiast. 
-Postraszyłeś ich mną? 
-Sami się postraszyli.
-Jestem straszny?- zapytał mnie Chan, nadymając policzki. O Boże. 
Nie ukrywam, mam do niego słabość. Do tych pięknych oczu, bladej cery i niesamowitego uroku. 
-Jestem straszny?- powtórzył. Szybko pokręciłem głową.  
-Więc jestem uroczy?
-Tak- mruknąłem, patrząc, jak robi bbuing bbuing. 
-Naprawdę?
-Tak...- powtórzyłem. Aniołek. 
-Jestem najsłodszym stworzeniem, jakie widziałeś?
-Tak. 
-Więc zrobisz za mnie kolację, bo muszę wyjść na miasto?
-Tak- odparłem, jak zahipnotyzowany. Jego podły uczynek dotarł do mnie dopiero, gdy Kim ubierał już płaszcz. 
-Do zobaczenia, chłopaki~!
-HIMCHAN, TY MAŁY SZATANIE!- krzyknąłem, idąc do niego. Popatrzył na mnie niewinnie tymi sarnimi oczkami. 
-O co chodzi, Gukkie? 
-Ja... Umm... 
-Wszystko jest w lodówce. Nie przejmuj się docinkami chłopaków i nie spal kuchni.
I wyszedł. 
-Aish, ten człowiek- jęknąłem pod nosem.
***
-Hyung, te naleśniki będą spalone... 
Popatrzyłem na maknae. 
-Co? 
-Musisz je przewracać na drugą stronę, wiesz?
-UH- jęknąłem, czując już smród spalenizny. 
-Oj, hyung. 
-Ciiichaj, maknae, próbuję ratować naleśniki. 
-Pójdę po Daehyuna hyunga, żeby zamówił pizzę. 
Parsknąłem pod nosem i wróciłem do rozpaczliwych prób odklejenia naleśników od patelni. Niemożliwe no... Przecież kleju nie dodałem... 
-Jonguppie!- westchnąłem, patrząc na naszego kochanego tancerza.-Jak mam to naprawić?
-Nie wiem, hyung... Spróbuj może... Zadzwonić do Himchana hyunga? 
-Pojebało- mruknąłem. Jeszcze czego. Przymknąłem oczy. 
***
-Gukkie? Haaalooo?
Otworzyłem oczy, patrząc przed siebie. Ciemno jak w dupie. Po chwili ktoś zapalił światło. Oho. Kuchnia. Na stole leżały dwa kartony po pizzy, a ja półleżałem na blacie. Przede mną stał Kim Himchan i patrzył na mnie z zatroskaną miną. 
-Coo się stałoo?- mruknąłem. 
-Spałeś na patelni. Przepraszam, że zmusiłem cię do gotowania. 
-Nie... To ja przepraszam... Nie udało mi się nic zrobić. I jeszcze spaliłem ci patelnię...- popatrzyłem na niego smutnymi oczami. 
-Uhhh, nie pierdol, Bang Yongguk. 
Uniosłem brwi. 
-Teraz idziesz spać. Chodź. 
Pozwoliłem się złapać za rękę i poprowadzić do sypialni. Szybko przebrałem się w piżamę i wskoczyłem do wielkiego łóżka. Jestem liderem, mam największe łóżko. Oczywiste. Chwilę później Himchan znalazł się obok mnie. 
-Mogę spać z tobą?- zapytał z szerokim uśmiechem. Zaśmiałem się cicho. To przypominało mi dawne czasy, gdy przyszedł pierwszy raz i zadał identyczne pytanie. Był wtedy cały czerwony i mówił nieśmiałym głosem. 
-Jasne, aniołku- uśmiechnąłem się czule. Wpakował się pod kołdrę i przytulił do mnie mocno. 
-Hej, Gukkie?
-Mmm?- objąłem go nieco mocniej. To była jedna z niewielu takich chwil, gdy diabelski visual pokazywał swoją łagodną stronę. 
-Kocham cię- powiedział cichutko. Popatrzyłem na niego i cmoknąłem w nosek. 
-Ja ciebie też, Channie. 
Przymknął oczy. Czułem, jak jego oddech się uspokaja. 
-Ja ciebie też- powtórzyłem. 
-----------
Jakiś guczkowy tydzień mamy, co? XD
Pomysł na te BangHimy miałam już dwa tygodnie, więc w końcu naskrobałam i są! Chyeaaah~
Przyszedł już mój MATRIX, ale muszę czekać do Gwiazdki, khhhhh >.<
Mam nadzieję, że się podobało~
-Kim Naree <333