niedziela, 28 czerwca 2015

Chance- Operacja: HunHan, cz. 7

WOOHOOO
Wakacje: START! Obiecuję, że będzie jakiś miły, wakacyjny łanszot <3
Na moje piękne niebieskie rzęsy obiecuję <333
Miłego czytania. Ps. Nie wiem, kocham ten rozdział tak mocno. Tak dużo się dzieje. XD
~Naree

                                      POV LUHAN


Było zwyczajne, piątkowe popołudnie. Nie, wróć, nie zwyczajne. W końcu był to dzień imprezy u gangu, na którą byliśmy zaproszeni. Dyo dziękował niebiosom, że nie będzie musiał zajmować się „gośćmi”. Yixing cały tydzień chodził zamyślony. Właściwie nie odzywał się do mnie i do Baekhyuna. Chanyeol dalej był wkurzający. Nic się nie zmieniło. Może oprócz Sehuna codziennie witającego mnie zagadkowym uśmiechem w pracy.
            Staliśmy przed mieszkaniem. Lay sprytnie unikał mojego wzroku i jakiegokolwiek kontaktu. Ok, należało mi się. Ale mimo wszystko to nie było fajne.
-Gotowi?- uśmiechnął się Kyungsoo. Prychnąłem.
-Ja urodziłem się gotowy.
-Xing?
-Wejdźmy w końcu- mruknął jednorożec. Tak zrobiliśmy.
            Nasi „kumple” nawet posprzątali. Przywitała nas jakaś dziewczyna. Chyba dziewczyna. Dyo przywitał się z nią jak ze starą znajomą. Przedstawiła się jako Amber i powiedziała, gdzie możemy znaleźć Kai’a. Jongin rozmawiał akurat z jakimś chłopakiem, ale widząc nas olał go i przykleił się do swojego ukochanego.
-Ślicznie wyglądasz, skarbie.
Soo zarumienił się na te słowa. Fuj, nie wytrzymam z nimi.
-Lu Han?
Drgnąłem. Chłopak, który wcześniej rozmawiał z „murzynem”, podszedł do mnie.
-Ummm… Suho- mruknąłem. Cholera, miałem go umówić z Chenem. Teraz mnie zabije.
-Pamiętasz o swojej obietnicy?
-Mhm… O, patrz, to chyba Jongdae!- wskazałem gdzieś na drugi koniec wielkiego pokoju. Gdy tylko się odwrócił, pobiegłem jak najdalej. Byłem uratowany.
            Było ciemno, alkohol lał się litrami, a część chłopaków (i Amber) urządziła sobie zawody taneczne. W końcu zostały dwie osoby. Jongin, któremu kibicował Dyo i… Zmrużyłem oczy. Chyba mam przywidzenia. Bo przecież nie piłem przez to, co ostatnio…
-Dobra, dzieciaki, koniec zabawy!- krzyknął Baekhyun. Zachichotałem. Kai zszedł ze „sceny”.
-Hyung, przegrałeś walkowerem!- zawołał radośnie drugi tancerz.
-Cicho, Sehun, gramy w butelkę- prychnął Baek. Zapanowało ogólne zamieszanie, ale uformowaliśmy jako takie kółko.
-Chyba wszyscy znacie zasady. Jakieś pytania?
-Gramy na całowanie?- wydarła się Amber.
-Tak. A jak inaczej?
-Nie może być prawda lub wyzwanie?- Kris zmarszczył brwi. Chyba wypił najmniej z nich wszystkich. Yixing walnął go łokciem.
-Tak grają przedszkolaki. Tchórzysz?
Oki, chyba zapomniałem, że Lay po alkoholu robi się taki… inny.
-Kręcę pierwszy!- zawołał Wufan, nagle zupełnie zmieniając zdanie. Prychnąłem. No ja przepraszam. Jak wszyscy mogą się domyślić butelka wskazała naszego kochanego jednorożca, który zarumienił się nagle. Ku niezadowoleniu podpitej (ale nie pijanej) publiczności wymienili tylko cmoknięcia w policzek.
-BUUUU! Moja babcia umie się lepiej całować!- zawołał Sehun, rzucając w swojego współlokatora pustym plastikowym kubkiem.
-Może sam kogoś pocałuj, co?
-Jasne. Kogo?
-Niech wskaże butelka.
Najmłodszy bez oporu zakręcił. Zapadła cisza, gdy szyjka wskazała…
Mnie.
-Uuuuuu- powiedział Kyungsoo, siadając na kolanach swojego chłopaka. Przeniosłem wzrok na tęczowowłosego, który uśmiechnął się złowieszczo.
-Aha, jeszcze jedna rzecz. Hyung, ty i Lay będziecie musieli zrobić to samo, co oni- przypomniał Baekhyun. Proste i logiczne.
-Nie! Moment! Cofam to!- przestraszył się Kris.
-Za późno- zaśmiał się Sehun. Sekundę później nic nie było proste czy logiczne. Nasze języki zawzięcie walczyły o dominację. Objął mnie mocno, wskutek czego byłem jeszcze bliżej. Zupełnie zignorowałem baekhyunowe „Ewww, gejoza” i dałem się porwać cudownie znajomemu uczuciu całowania się z młodszym.
Znajomemu?
Xiao... Lu?
Wspomnienia zalały mój mózg jednocześnie. Klub. Obrzydliwy facet. Ratunek. Piwo. Dom. „Kocham cię, kocham cię, kocham cię”.
            Oderwaliśmy się od siebie, by zaczerpnąć oddech.
-Czuję się zdemoralizowana- jęknęła Amber, przewracając oczami.
-Wasza kolej- uśmiechnął się Sehun do Krisa i Lay’a. Ten ostatni zaczerwienił się jeszcze bardziej. Z jednej strony chciałem odciągnąć szanownego pana Oh na bok i poważnie z nim porozmawiać (chociaż ta rozmowa mogłaby przejść do kontaktu... niewerbalnego), ale pokusa zobaczenia biednego nieśmiałego Yixinga i zakłopotanego Wufana w takiej sytuacji... No po prostu nie mogłem się oprzeć.
-STOP!- krzyknął Chanyeol. Zgromiłem go wzrokiem.
-Co?
-Baekhyun gdzieś się ulotnił!
No i zapanowała ogólna panika i nawoływanie Tego, Który Psuje Najlepszą Zabawę. Westchnąłem z rozczarowaniem i ruszyłem za Sehunem.
-Luhan?- ktoś postukał mnie w ramię. No nie.
-Suho, nie mogę gadać.
-Ale miałeś...
Szybko uciekłem. Znalazłem się w pokoju najmłodszego. Mieszkaniec stał przed szafą. Bez zastanowienia schowałem się w niej, ciągnąc zaskoczonego chłopaka za sobą i zamykając drzwi.
-Co ty robisz?
-Kim Junmyeon chce mnie zabić.
-Czemu?
-Nieważne- mruknąłem. Ktoś wszedł do pokoju. Próbował otworzyć szafę, ale się nie udało. Kroki ucichły w oddali.
-Ufff, drzwi się zatrzasnęły. Oż cholera- szarpnąłem. Nic. Umrzemy, zagłodujemy się, zostaną tylko kości i włosy...
-Masz klaustrofobię, Xiao Lu?
Skinąłem głową, nie ufając swojemu głosowi.
-Pomóc ci się wyleczyć?
-N-niby jak... mmm- nie było mi dane dokończyć, zostałem skutecznie uciszony miękkimi wargami młodszego. Oplotłem ramionami jego szyję. Chyba zostanę zwolennikiem tej terapii...

                            POV KRIS

            Baekhyun znalazł się po pięciu minutach. Okazało się, że po prostu poszedł do łazienki, a jego nadopiekuńczy facet spanikował. Nie, żebym nie zamartwiał się na śmierć za każdym razem, gdy Yixinga nie było obok mnie. No i proszę. Znowu wszystko sprowadza się do niego. Aish.
            Nie mogliśmy za to znaleźć HunHanów. Baekhyun przyszedł i z obrzydzeniem oznajmił, że w szafie Sehuna ktoś się pieprzy. Nie wnikałem. Dyo i Lay musieli się zbierać, bo podjechała po nich noona tego pierwszego. Odprowadziłem ich do wyjścia.
-Czekaj na mnie na dole- powiedział nagle brunet. Młodszy skinął głową i wyszedł, zostawiając mnie samego z pijanym Yixingiem. Pijanym, ale słodkim.
-Kris geee...- powiedział, wieszając mi się na szyi.
-Tak?- uniosłem brwi.
-Jesteś mi coś winien, prawdaaa?
-N-nie wiem o czym mówisz- skłamałem. Nie było to zbyt wiarygodne, jego bliskość zdecydowanie pozbawiała mnie talentów aktorskich.
-Och, przestań ściemniać.
-Maluchu, potem będziesz tego żałował.
-Nie ma potem.
-Xing, ja...
-Tchórzysz?
Świetnie, on doskonale zdaje sobie sprawę, że tym słowem można mnie zmusić do wszystkiego. Wpatrzyłem się w błyszczące wyzywająco ciemne oczy. „Nie ma potem”? Dobrze. Jak sobie panicz życzy.
            Objąłem Lay’a w pasie i ostrożnie musnąłem jego wargi, by po chwili czule go pocałować. Co z tego, że pewnie potem mieliśmy żałować. Co z tego, że to mogło spieprzyć całą naszą relację. Całowałem mojego Yixinga, a on to odwzajemniał. I to było cholernie właściwe. Jego usta były miękkie i słodkie. Starałem się jak najwięcej zapamiętać i poczuć.
-Jednorożcu, musimy... Yyyy...- w drzwiach stanął Dyo. Nie za bardzo go zauważyliśmy, mógł być jakąś gadającą paprotką. W tej chwili liczył się tylko drobny chłopak w moich ramionach.
-A może... Eeeee... Bo noona czeka... Taaak... Może hyung cię podwiezie. Tak, to na razie.
Znowu zostaliśmy sami. W końcu niechętnie odsunąłem się od niego.
-Pan Matka Wszystkich miał rację. Musisz jechać do domu.
-Ale ja nie chcę...
-Ja też nie chcę.
-To po co mnie namawiasz? To nielogiczne.
-Zamknij się- mruknąłem z uśmiechem, z powrotem łącząc nasze usta.
            Pół godziny później w końcu znaleźliśmy się przed jego domem.
-Pa- powiedziałem, unikając jego wzroku. Już żałowałem, że dałem się skusić szansie posmakowania najcudowniejszych ust wszechświata. Jak w poniedziałek mam normalnie prowadzić korepetycje? Jak w ogóle cokolwiek zrobię, opętany myślami o pewnej osobie?
-Do poniedziałku- powiedział i już miał wysiadać, gdy złapałem go za nadgarstek. Nie wiem, co mną kierowało, ale pociągnąłem go do siebie i znów pocałowałem. Westchnął z zadowoleniem. Minęły kolejne trzy minuty, zanim zdołaliśmy się od siebie oderwać.
-Nie pozwól mi zapomnieć- szepnął. Patrzyłem, jak znika w ogromnym domu.
Kilka lekcji z życia Wu Yi Fana:
1.       Korepetycje nie przynoszą niczego dobrego.
2.       Podobnie jak imprezy z alkoholem.
3.       I śliczni, słodcy przyjaciele.
4.       I gra w butelkę.
5.       I Byun Baekhyun.
6.       Zhang Yixing jest narkotykiem.
7.       Jestem narkomanem.
Oparłem głowę o kierownicę, wzdychając ciężko. Poniedziałek szykował się ciężko. Megaciężko.

1 komentarz:

  1. Śliczne jest to nowe tło *_*
    Kray'owy kiss zawsze spoko (WRESZCIE <3)
    I scenka w szafie, uuuu, perwersyjnie ^w^ >:3
    Ogólnie zajebioszcze, pozdrawiam *u*
    ~Sae ^-^

    OdpowiedzUsuń