wtorek, 23 czerwca 2015

Chance- Operacja: HunHan, cz. 6

Tak, wiem. Tak, jestem okropna. Tak, nienawidzę sama siebie ;-;
Ale wstawiam nowy rozdział. W końcu. Ostatnio do mnie dotarło, że bardzo dużo moich znajomych ma mnie za chamską biczę. Haha.
To tyle moich żali po zwyciu do zdjęcia Taemina z czasów debiutu. Mój UB, więc ;-;
Miłego czytania
Naree

 POV LUHAN


Uśmiechnąłem się, słysząc ciche wzdychanie Yixinga.
-Jak się udała randka?
-To nie była randka- burknął. Zaśmiałem się.
-Nie wmówisz mi, że nic nie czujesz do Krisa. Widziałem, jak na niego patrzysz.
-...
Spojrzałem na swojego przyjaciela. Zacisnął usta w wąską linię i uparcie gapił się na swoje dłonie, za to jego policzki nabrały różowego koloru.
-Oj, Xingie, Xingie. Przede mną nic się nie ukryje- zaparkowałem pod kawiarenką.
-Mówiłeś, że skończyłeś pracę.
-Tak, ale wszyscy chcą usłyszeć jak ci poszła randka.
Nie odpowiedział, zamknięty we własnym świecie.
            W Luhanlandzie było niewielu gości, w końcu było już późno. Podszedłem do chłopaków za ladą. Tao właśnie kończył szkolić nowego pracownika.
-Cześć, Xiao Lu- uśmiechnął się Sehun, a mnie znów przeszedł dreszcz. Kiedy się tak do mnie zwracał, miałem wrażenie, że coś mi umknęło. O czymś zapomniałem. Nazwał mnie jelonkiem.
Zamarłem, bo przez chwilę coś mignęło mi przed oczami. Deja vú.
-Chodźcie, wysłuchacie relacji z randki- uśmiechnąłem się do niego i Dyo.
            Kiedy zebraliśmy się wszyscy w prywatnym pokoju, spojrzałem na swojego przyjaciela wyczekująco.
-No mów.
-No co mam mówić? Byliśmy w kinie, obejrzeliśmy film, koniec bajki- prychnął.
-Pocałowałeś go w policzek- przypomniałem. Zarumienił się. Ohoho, czuły punkt.
-Serio? Przecież Kris hyung unika wszelkiego kontaktu fizycznego. Jakim cudem?- zdziwił się Baekhyun.
-AISH!- wrzasnął Yixing i wyszedł, trzaskając drzwiami. Uniosłem brwi.
-Kiepsko rozegrane, idioci- mruknął Kyungsoo, opierając głowę o ramię swojego chłopaka.
-Co?- zapytaliśmy jednocześnie z Baekiem.
-Wiedzieliście, że strasznie się stresował, a i tak po powrocie wzięliście go w krzyżowy ogień pytań. Słaby pomysł- oznajmił, po czym wyszedł, dodając jeszcze- Muszę z nim porozmawiać.
Westchnąłem bezsilnie. Znów czułem na sobie palące spojrzenie Sehuna. Najpierw dziwni kuzyni Dyo. Potem zachowanie tego dzieciaka, też nie do końca normalne. A teraz jeszcze Yixing-gej. Cholera, co się tutaj porobiło?
-Hun, możemy porozmawiać? Podpisać formalności i tak dalej?- powiedziałem cicho, stając za nim. Skinął głową i dyskretnie wyszliśmy na zaplecze.
            Przysiadłem na różowym stołku i spojrzałem uważnie na tęczowowłosego.
-A gdzie masz papiery?- zapytał. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Musisz się nauczyć odróżniać kłamstwo od prawdy, dzieciaku.
-Ok. To po co mnie tu przyprowadziłeś?
-Chciałem się dowiedzieć o co chodzi. Cały dzień dziwnie się zachowujesz, gapisz się na mnie jak kompletny psychopata... Nie rozumiem nic i jestem nieogarnięty odkąd rano...- zamarłem, za to na jego twarzy pojawił się nieco przerażający uśmiech.
-Odkąd rano?- zachęcił, siadając naprzeciw mnie.
-Ummm…
-Myślę, że masz na myśli to, że obudziłeś się w moim łóżku.
Zapiekły mnie policzki. Wyglądał na rozbawionego tą reakcją. Nachylił się do mnie i owionął moją twarz ciepłym oddechem.
-Cóż, ja ci nic nie powiem, ale kiedy już sobie przypomnisz, daj mi znać… szefie.
Obserwowałem jego zgrabną sylwetkę znikającą w drzwiach. Cholera jasna.
♥♥♥♥♥♥
-Luhan?
Podniosłem głowę i obrzuciłem „gościa” zmęczonym spojrzeniem.
-O co chodzi, idioto?
-Chciałem tylko sprawdzić, czy żyjesz- prychnął Baekhyun.
-Nie jesteś moją matką.
-Sehun wyglądał na dziwnie rozbawionego i miałem nadzieję, że w końcu cię zamordował.
-Gdzie on jest?
-Poszedł do domu, a co?
-Nic- mruknąłem, wstając z krzesełka.
-Kiepsko wyglądasz.
-Chyba ty.
-Dorosła odzywka.
-Jak z Yixingiem?- zaniepokoiłem się. Opuścił wzrok.
-Jeszcze nie wyszli z łazienki. Tak mi głupio…
-Myślisz, że mi nie?- westchnąłem. Xing był moim najlepszym przyjacielem. Zawsze trzymaliśmy się razem, i chociaż to ja byłem od niego starszy, właściwie on się mną opiekował. A teraz, kiedy czuł się zagubiony ze względu na swoją orientację i cały ten cyrk z Krisem, musiałem go jeszcze bardziej zestresować. Bystre, Luhan.
-Może ja już pójdę…- mruknął.
-Pa- odpowiedziałem bezmyślnie. Cholera, może my faktycznie jesteśmy zbyt podobni.

                            POV D.O.

            Westchnąłem, pukając do kabiny chyba po raz setny.
-I tak wiem, że tam jesteś. Możesz wyjść i porozmawiać ze mną normalnie?- westchnąłem. Odpowiedziało mi ciężkie westchnienie, a po chwili drzwi otworzyły się, ukazując twarz Yixinga. Miał zaczerwienione oczy, czyli płakał. Uspokajająco poklepałem go po ramieniu.
-Będzie dobrze. Baekhyun i Luhan to idioci, ale będzie dobrze- powiedziałem cicho. Ukrył twarz w dłoniach.
-Chcesz wyjść na dwór i odetchnąć świeżym powietrzem?- zapytałem. Pokiwał głową, więc wyprowadziłem go poza kawiarenkę, do obrzeży parkolasu. Ja i Jongin znaliśmy go na pamięć. Przysiadłem na „swoim” kamieniu, uśmiechając się mimowolnie. Zawsze mówił, że wyglądam na nim jak jakaś nimfa.
-Dyo?
-Tak?- spojrzałem pytająco na przyjaciela.
-Jak to było, kiedy… Kiedy uświadomiłeś sobie, co czujesz do Kai’a?- zapytał niepewnie. Uśmiechnąłem się na samo wspomnienie tamtej sytuacji, rozbawionego Baekhyuna i tego wszystkiego.
-Na początku byłem strasznie zagubiony. Myślałem, że to dziwne, w końcu Lulu karmił mnie masą strasznych opowieści. Ale ja znałem takiego Jongina, jakiego nie znał nikt. Takiego prawdziwego. I nie rozumiałem tego, jak mogłem pokochać takiego idiotę ale… tak wyszło. Nie narzekam- zaśmiałem się. Uśmiechnął się słabo.
-Skąd mam wiedzieć, że… Że kogoś pokochałem?
Zamknąłem oczy.
-Czy kiedy go widzisz, myślisz o nim, cokolwiek, serce ci przyśpiesza? Kiedy cię dotyka, czujesz ciepło w tym miejscu?- zapytałem i zaatakowała mnie fala wzruszenia. W końcu identyczne pytania zadał mi Baekhyun ponad trzy miesiące temu, gdy zabrałem Kai’a na bubble tea. Ach, wspomnienia…
-A jeśli tak?- wyglądał na lekko spanikowanego.
-To miłość, Xing. Możesz się z tym pogodzić albo zaprzeczać, ale prawda jest brutalna. Znaczy, jak dla kogo- posłałem mu pokrzepiający uśmiech. Oparł się o jakieś drzewo.
-Super. Mógłbyś… Mnie zostawić? Muszę przemyśleć parę spraw i w ogóle. Powiedz Luhanowi… Albo nie, nic mu nie mów. Niech się debil męczy.
Zaśmiałem się cicho.
-Jasne. Ale na pewno? Nie boisz się zostać sam?
-Poradzę sobie. Nara~
            Szedłem w stronę kawiarenki, gdy wpadłem na znajomą wysoką postać.
-Kris hyung?- zdziwiłem się. Chłopak spojrzał na mnie, jakbym był jego wybawieniem.
-Dyo! Nie ma w okolicy Yixinga?
-Nieee… A co?
-Potrzebuję twojej porady w sprawie uczuć!
-Czemu mojej?
-Bo Kai się nie nadaje, Sehun nie ogarnia, a Baekhyun wszystko rozpowiada.
Uśmiechnąłem się pod nosem na to przedstawienie sytuacji. Usiadłem na ławce.
-No o co chodzi?
-O tego głupiego, małego, ślepego…
-Co zrobił Lay?- stłumiłem w sobie chęć zaśmiania się.
-Nie wiem!- Wufan usiadł obok mnie, załamany.
-To w czym problem?
-Nie mogę się na niczym skupić, kiedy on jest w pobliżu! Nie wiem, może to sprawa sposobu, w jaki się ubiera, albo jego zapachu, bo przecież ja jestem hetero i na pewno się w nim nie zakochałem, to tylko uzależnienie od jego bliskości i głosu i ja tylko mam ochotę go złapać i wycałować i już nigdy nie puszczać i żeby był tylko mój i błagam nie mów, że powiedziałem to na głos- wypalił, po czym ukrył twarz w dłoniach. Znowu zachciało mi się śmiać.
-Hyung, dlaczego mu po prostu nie powiesz o swoich uczuciach?
-A jeśli on nie…
-Jeśli cię nie kocha, to spraw, by pokochał- przerwałem mu, uśmiechając się szerzej.
-Masz rację! Nie wiesz, gdzie on…- zerwał się z ławki.
-Powoli, hyung. W piątek impreza u was. Wyciągnę Xinga ze sobą i będziesz działał. Poza tym masz jeszcze korepetycje do dyspozycji. A piątek będzie zwieńczeniem twoich starań.
-Dzięki, Dyo, jesteś boski!- zawołał i odbiegł w niewiadomym kierunku.
No proszę. Czyżbym uformował własny plan? Najwyraźniej. Panie i panowie, Do Kyungsoo przedstawia „Operację: Kray”. Oh, jestem tak genialny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz