Tytuł: Czerwony Kapturek
Pairing: KaiSoo (Kkk XD)
Gatunek: Fluff, komedia [? W każdym razie ja się uśmiałam, pisząc XD]
Znacie może bajkę o Czerwonym Kapturku? Na pewno, zna ją każde dziecko, w takiej czy innej wersji. Cóż... To jest bardzo inna wersja.
Dawno, dawno temu był sobie chłopiec. Wszyscy nazywali go Czerwonym Kapturkiem ze względu na jego szkarłatne włosy. Jego prawdziwe imię znane było tylko mamie i babci.
-Soo! Babcia jest chora, zaniesiesz jej coś?
-Boże, znowu?
-Dobrze wiesz, że ja nie mogę iść- Suho wskazał na nogę w gipsie.
-Ale maaaamooo...
-Nie daj się prosić!
-No już dobrze- warknął chłopak.
-To masz koszyk, nie rozmawiaj z obcymi i pilnuj ścieżki...
-Nie możemy się wyprowadzić z tej wiochy?- to mówiąc, Czerwony Kapturek złapał debilny koszyk i wyszedł z domu, trzaskając drzwiami.
Kopnął patyk z irytacją. Ktoś inny zachwycałby się przyrodą, ale on znał tę trasę na pamięć i mu obrzydła. Kiedyś kochał las, małe zwierzątka i wszystko inne. Ale teraz miał 18 lat, ciągnęło go do rówieśników, chciał znaleźć swoją drugą połówkę, a nie biegać do babci i nie rozmawiać z obcymi.
-Jakby na tym zadupiu było więcej takich świrów jak my- prychnął.
-Przepraszam cię bardzo, mówiłeś coś?
Czerwonowłosy wzdrygnął się i spojrzał w bok. Na powalonym pniu drzewa siedział sobie drobny chłopak. Nie byłoby w nim nic szczególnego, gdyby nie jelenie poroże wyrastające mu z czaszki.
-AAAAA!
-Nazywam się Lu Han i w żadnym wypadku nie jestem świrem.
-Yyyyyy...
-Co?- chłopak/jeleń zrobił obrażoną minę.
-Masz rogi.
-Wiem. Nikt ci nigdy nie mówił, że ten las jest zaczarowany?
Czerwony Kapturek uniósł brwi sceptycznie. Przecież od dwóch lat nie podbierał mamie nalewki. Więc skąd takie dziwne halucynacje?
-Serio? Mieszkasz tu od urodzenia i nikt ci nie powiedział? Biedaku...
Nie miał zielonego pojęcia, co na to odpowiedzieć. Na szczęście Lu Han pociągnął nosem i zrobił przestraszoną minę.
-Uważaj na siebie, Czerwony Kapturku- powiedział i odbiegł.
Chłopak kontynuował swoją drogę, odrobinę mniej spokojny.
-Przecież Czarnobyl nie w tę stronę...- mruknął, przypominając sobie rogi dziwnej postaci. Postanowił pomyśleć o czymś innym. Wypadło na jego życie. Nigdy się nie uskarżał (no może trochę), ale nie czuł się zbyt szczęśliwy. W końcu był sam, nie znał nikogo oprócz mamy i babci, no i jeszcze leśniczego Chena. A chciał poznać kogoś w swoim wieku, kogoś, kto powodowałby szybkie bicie serca, tą jedyną osobę. Oczywiście miał swój ideał, ten ktoś musiał być wysoki, ciemnej karnacji i...
-Co tam niesiesz?
Czerwony Kapturek podniósł głowę i spojrzał prosto w ciemne, błyszczące oczy. Stał przed nim chłopak, trochę wyższy. Miał ciemne włosy, z których wystawały jakby... psie uszy?
-Jesteś psem?
-Zero szacunku... Wilkiem, idioto- ciemnowłosy pokręcił głową z rezygnacją, opierając się o drzewo.
-Super. Taaak...
-Podzielisz się jedzeniem albo zjem ciebie. Dobry układ?
-Nie zjadłbyś mnie. A poza tym nie mogę schodzić ze ścieżki.
-A to czemu?- wilk uniósł brwi.
-Bo mama...
-Zawsze słuchasz mamusi? Ojeeej, ile ty masz lat? Dorośnij- prychnął.
-Jestem dorosły!
-To udowodnij.
Czerwony Kapturek nie mógł tego już dłużej słuchać. Zeskoczył ze ścieżki na mech. Wilk posłał mu rozbawione spojrzenie.
-Grzeczny chłopczyk- powiedział cicho, podchodząc bliżej.
-Jak właściwie masz na imię?
-Jestem Kai. Albo Jongin. Jak chcesz. A ty?
-Kyungsoo- czerwonowłosy uśmiechnął się lekko.
-Więc, Kyung, dokąd zmierzasz?
-Do babci- westchnął chłopak.
-Serio? Mieszka w lesie?
-Niestety- mruknął, machając debilnym koszykiem.
-Uroczo wyglądasz.
Soo uniósł brwi. Przyjrzał się wilkowi. Odruchowo sięgnął podrapać do za uchem. Odpowiedziało mu radosne machanie ogonem.
-Zawsze chciałem mieć pieska~
-Jestem wilkiem, do jasnej cholery.
-I co z tego?
-Jestem niebezpieczny. Powinieneś się mnie bać- jęknął ciemnowłosy.
-O, ho, ho. A co taki zwykły chłopak z wilczymi uszkami może mi zrobić?- zachichotał Kyungsoo, głaszcząc go. Odpowiedziało mu zirytowane westchnienie.
-Babcia na ciebie czeka.
-Ale mi się nieee chceeee~
-Podprowadzę cię.
Tak oto minął dzień. Gdy Soo wyszedł od babci, Kai czekał już na niego, zdecydowany odprowadzić go do domu. Szli lasem, rozmawiając. W pewnym momencie czerwonowłosy potknął się o patyk i poleciał do przodu.
- Uważaj- zaśmiał się wilk, w ostatniej chwili łapiąc go za rękę i powstrzymując przed upadkiem. Nie miał zamiaru puszczać jego dłoni, szedł po prostu dalej.
-To już tutaj- mruknął Czerwony Kapturek, z żalem patrząc na chłopaka.
-Wyjdź jutro do ogrodu, Kyung- brunet niechętnie rozłączył ich ręce i posłał mu uśmiech.
-Pa...
-Do zobaczenia- zawahał się, po czym szybko cmoknął niższego w policzek. Nie czekając na reakcję zniknął między drzewami. Kyungsoo został przed swoim domem, z dłonią przy swoim zarumienionym policzku.
-Właśnie... On... Aigoo- wymamrotał, uśmiechając się.
Minął miesiąc. Soo prawie codziennie widywał się z Kai'em. Stali się świetnymi przyjaciółmi, choć momentami miał wrażenie, że chciałby czegoś więcej. Aż pewnego dnia...
-Hej! Czerwony Kapturku!
Chłopak uniósł głowę znad zeszytu. Siedział w ogrodzie.
-Ojej. Lu Han?- zdziwił się, patrząc na chłopaka z jelenim porożem.
-Uważałeś? Tak jak ci powiedziałem?
-Jasne.
-Ooo, jeleń- powiedział Jongin, wchodząc do ogrodu.
-Miałeś uważać! Co tu robi ten przebrzydły wilk?- pisnął Lu.
-To mój przyjaciel- powiedział nieco urażony czerwonowłosy.
-Tylko? Wiesz, że on ma zamiar cię zostawić i wykorzystać?
Nagle Kai stanął tuż za chłopakiem i wyszczerzył na jelonka zęby.
-Daj mu spokój. Nikt cię tutaj nie potrzebuje.
Han szybko uciekł, pozostawiając za sobą ciszę. Kyungsoo obrócił głowę i wpatrzył się w horyzont. Jego przyjaciel stanął za nim i ostrożnie go przytulił.
-Wiesz, że on wygadywał głupoty, prawda?
-Wyglądał na przekonanego.
-Spójrz na mnie.
-Boję się, Kai. Boję się, że teraz znikniesz, zostawisz mnie, znowu będę sam i będzie jeszcze gorzej... Boję się tego uczucia, boję się... Co ja wygaduję.
Jongin zamarł. Tego uczucia. On też się bał. Tej potrzeby opieki nad człowiekiem, bliskości...
To mu wyglądało na całą tą osławioną "miłość".
Uśmiechnął się, przyciskając usta do czubka głowy niższego.
-To przestań się bać. Nie mam zamiaru nigdzie znikać. Nie bez ciebie- szepnął w jego włosy. Nieważne, jak wielki strach odczuwał, miał zamiar spróbować.
A już niedługo wszystkie jego najbardziej ukryte marzenia związane z czerwonowłosym człowiekiem miały się spełnić.
~~~~~~~~~~~~
Dwa miesiące pisania tego czegoś. Nawet nie wiecie, jak trudno się z weną, która drze się "WŁAŚNIE WYMYŚLIŁAM CI NOWEGO ROZDZIAŁOWCA!!!"
Między mną a moją weną jest relacja love-hate XD
W każdym razie jestem dumna z tego króciutkiego tworu. Mam nadzieję, że się podobało. Heh.
-N.
Śmiechowe, urocze i PROMIENNE *khy khy, Czarnobyl* xDD kkkk ^^
OdpowiedzUsuń"-Przecież Czarnobyl nie w tę stronę...- mruknął" jebłam, serio xD
OdpowiedzUsuńgenialne *.* bardzo sympatyczny one shocik <3
życzę weny ;D