poniedziałek, 29 czerwca 2015

One shot- Bardzo zwykła rozmowa telefoniczna

Halo c: 
One shot pojawia się szybciej niż wiatr. Za tło wszyscy ślicznie dziękują Dragon Alice, nie dość że świetna beta, to jeszcze artysta i nie wywaliła mnie dzisiaj z żaglówki. Chociaż chyba chciała XD
No to co? Miłego czytania c:
Tytuł: "Bardzo zwykła rozmowa telefoniczna"
Pairing: 2Min
Autor: Kim Naree
Gatunek: Fluff, miniaturka
Ostrzeżenia: Fluffiastość lvl Naree, czyli wylewa się uszami XD
-Halo?
-Hyung? T-to ja...
-Nie powinieneś już spać?
-Nie mogłem zasnąć... Kibum puścił jakiś film o katastrofach lotniczych i...
-Minnie, ja już doleciałem. Tydzień temu.
-Ale, hyung, będziesz jeszcze wracał. 
Minho zaśmiał się, siadając na łóżku. Był w swoim pokoju tokijskiego hotelu i właśnie odechciało mu się spać.
-Powiedz mi, słonko, ile razy już latałem samolotem i nic się nie działo?
-Miałeś tak do mnie nie mówić. Boję się o ciebie, hyung...
-Wiesz, jak wszyscy się wściekną, jeśli nie będziesz wypoczęty?
-A ty to niby co? 
-Ja nie jestem molestowanym przez fanki na całym świecie Lee Taeminem, który...
-Bardzo zabawne, hyung. 
Uśmiechnął się, słysząc udawaną urazę w jego głosie.
-Naprawdę, idź już spać. Gdy się obudzisz, będę już w Seulu.
-Obiecujesz? 
-Obiecuję.
-Hyung?
-Tak?- zacisnął palce na obudowie telefonu, jakby to była dłoń młodszego. 
-Kocham cię i strasznie tęsknię.
Na jego twarzy znowu pojawił się ogromny uśmiech. Dobrze wiedział, ile musiało kosztować maknae to wyznanie.
-Ja też cię kocham. Bardziej, niż ktokolwiek jest w stanie pojąć.
-Masz być jutro obok, gdy otworzę oczy. 
-Będę. Słodkich snów.
-Uważaj jutro w samolocie, hyung. 

Pierwszym, co Lee Taemin zobaczył, gdy tylko się obudził, były duże, brązowe i przepełnione miłością oczy.
-Dzień dobry, kochanie.


Hehe. Wiem, krótkie i dziwnie to wyszło. Proszę o komentarze <3
Kim Naree 


niedziela, 28 czerwca 2015

Chance- Operacja: HunHan, cz. 7

WOOHOOO
Wakacje: START! Obiecuję, że będzie jakiś miły, wakacyjny łanszot <3
Na moje piękne niebieskie rzęsy obiecuję <333
Miłego czytania. Ps. Nie wiem, kocham ten rozdział tak mocno. Tak dużo się dzieje. XD
~Naree

                                      POV LUHAN


Było zwyczajne, piątkowe popołudnie. Nie, wróć, nie zwyczajne. W końcu był to dzień imprezy u gangu, na którą byliśmy zaproszeni. Dyo dziękował niebiosom, że nie będzie musiał zajmować się „gośćmi”. Yixing cały tydzień chodził zamyślony. Właściwie nie odzywał się do mnie i do Baekhyuna. Chanyeol dalej był wkurzający. Nic się nie zmieniło. Może oprócz Sehuna codziennie witającego mnie zagadkowym uśmiechem w pracy.
            Staliśmy przed mieszkaniem. Lay sprytnie unikał mojego wzroku i jakiegokolwiek kontaktu. Ok, należało mi się. Ale mimo wszystko to nie było fajne.
-Gotowi?- uśmiechnął się Kyungsoo. Prychnąłem.
-Ja urodziłem się gotowy.
-Xing?
-Wejdźmy w końcu- mruknął jednorożec. Tak zrobiliśmy.
            Nasi „kumple” nawet posprzątali. Przywitała nas jakaś dziewczyna. Chyba dziewczyna. Dyo przywitał się z nią jak ze starą znajomą. Przedstawiła się jako Amber i powiedziała, gdzie możemy znaleźć Kai’a. Jongin rozmawiał akurat z jakimś chłopakiem, ale widząc nas olał go i przykleił się do swojego ukochanego.
-Ślicznie wyglądasz, skarbie.
Soo zarumienił się na te słowa. Fuj, nie wytrzymam z nimi.
-Lu Han?
Drgnąłem. Chłopak, który wcześniej rozmawiał z „murzynem”, podszedł do mnie.
-Ummm… Suho- mruknąłem. Cholera, miałem go umówić z Chenem. Teraz mnie zabije.
-Pamiętasz o swojej obietnicy?
-Mhm… O, patrz, to chyba Jongdae!- wskazałem gdzieś na drugi koniec wielkiego pokoju. Gdy tylko się odwrócił, pobiegłem jak najdalej. Byłem uratowany.
            Było ciemno, alkohol lał się litrami, a część chłopaków (i Amber) urządziła sobie zawody taneczne. W końcu zostały dwie osoby. Jongin, któremu kibicował Dyo i… Zmrużyłem oczy. Chyba mam przywidzenia. Bo przecież nie piłem przez to, co ostatnio…
-Dobra, dzieciaki, koniec zabawy!- krzyknął Baekhyun. Zachichotałem. Kai zszedł ze „sceny”.
-Hyung, przegrałeś walkowerem!- zawołał radośnie drugi tancerz.
-Cicho, Sehun, gramy w butelkę- prychnął Baek. Zapanowało ogólne zamieszanie, ale uformowaliśmy jako takie kółko.
-Chyba wszyscy znacie zasady. Jakieś pytania?
-Gramy na całowanie?- wydarła się Amber.
-Tak. A jak inaczej?
-Nie może być prawda lub wyzwanie?- Kris zmarszczył brwi. Chyba wypił najmniej z nich wszystkich. Yixing walnął go łokciem.
-Tak grają przedszkolaki. Tchórzysz?
Oki, chyba zapomniałem, że Lay po alkoholu robi się taki… inny.
-Kręcę pierwszy!- zawołał Wufan, nagle zupełnie zmieniając zdanie. Prychnąłem. No ja przepraszam. Jak wszyscy mogą się domyślić butelka wskazała naszego kochanego jednorożca, który zarumienił się nagle. Ku niezadowoleniu podpitej (ale nie pijanej) publiczności wymienili tylko cmoknięcia w policzek.
-BUUUU! Moja babcia umie się lepiej całować!- zawołał Sehun, rzucając w swojego współlokatora pustym plastikowym kubkiem.
-Może sam kogoś pocałuj, co?
-Jasne. Kogo?
-Niech wskaże butelka.
Najmłodszy bez oporu zakręcił. Zapadła cisza, gdy szyjka wskazała…
Mnie.
-Uuuuuu- powiedział Kyungsoo, siadając na kolanach swojego chłopaka. Przeniosłem wzrok na tęczowowłosego, który uśmiechnął się złowieszczo.
-Aha, jeszcze jedna rzecz. Hyung, ty i Lay będziecie musieli zrobić to samo, co oni- przypomniał Baekhyun. Proste i logiczne.
-Nie! Moment! Cofam to!- przestraszył się Kris.
-Za późno- zaśmiał się Sehun. Sekundę później nic nie było proste czy logiczne. Nasze języki zawzięcie walczyły o dominację. Objął mnie mocno, wskutek czego byłem jeszcze bliżej. Zupełnie zignorowałem baekhyunowe „Ewww, gejoza” i dałem się porwać cudownie znajomemu uczuciu całowania się z młodszym.
Znajomemu?
Xiao... Lu?
Wspomnienia zalały mój mózg jednocześnie. Klub. Obrzydliwy facet. Ratunek. Piwo. Dom. „Kocham cię, kocham cię, kocham cię”.
            Oderwaliśmy się od siebie, by zaczerpnąć oddech.
-Czuję się zdemoralizowana- jęknęła Amber, przewracając oczami.
-Wasza kolej- uśmiechnął się Sehun do Krisa i Lay’a. Ten ostatni zaczerwienił się jeszcze bardziej. Z jednej strony chciałem odciągnąć szanownego pana Oh na bok i poważnie z nim porozmawiać (chociaż ta rozmowa mogłaby przejść do kontaktu... niewerbalnego), ale pokusa zobaczenia biednego nieśmiałego Yixinga i zakłopotanego Wufana w takiej sytuacji... No po prostu nie mogłem się oprzeć.
-STOP!- krzyknął Chanyeol. Zgromiłem go wzrokiem.
-Co?
-Baekhyun gdzieś się ulotnił!
No i zapanowała ogólna panika i nawoływanie Tego, Który Psuje Najlepszą Zabawę. Westchnąłem z rozczarowaniem i ruszyłem za Sehunem.
-Luhan?- ktoś postukał mnie w ramię. No nie.
-Suho, nie mogę gadać.
-Ale miałeś...
Szybko uciekłem. Znalazłem się w pokoju najmłodszego. Mieszkaniec stał przed szafą. Bez zastanowienia schowałem się w niej, ciągnąc zaskoczonego chłopaka za sobą i zamykając drzwi.
-Co ty robisz?
-Kim Junmyeon chce mnie zabić.
-Czemu?
-Nieważne- mruknąłem. Ktoś wszedł do pokoju. Próbował otworzyć szafę, ale się nie udało. Kroki ucichły w oddali.
-Ufff, drzwi się zatrzasnęły. Oż cholera- szarpnąłem. Nic. Umrzemy, zagłodujemy się, zostaną tylko kości i włosy...
-Masz klaustrofobię, Xiao Lu?
Skinąłem głową, nie ufając swojemu głosowi.
-Pomóc ci się wyleczyć?
-N-niby jak... mmm- nie było mi dane dokończyć, zostałem skutecznie uciszony miękkimi wargami młodszego. Oplotłem ramionami jego szyję. Chyba zostanę zwolennikiem tej terapii...

                            POV KRIS

            Baekhyun znalazł się po pięciu minutach. Okazało się, że po prostu poszedł do łazienki, a jego nadopiekuńczy facet spanikował. Nie, żebym nie zamartwiał się na śmierć za każdym razem, gdy Yixinga nie było obok mnie. No i proszę. Znowu wszystko sprowadza się do niego. Aish.
            Nie mogliśmy za to znaleźć HunHanów. Baekhyun przyszedł i z obrzydzeniem oznajmił, że w szafie Sehuna ktoś się pieprzy. Nie wnikałem. Dyo i Lay musieli się zbierać, bo podjechała po nich noona tego pierwszego. Odprowadziłem ich do wyjścia.
-Czekaj na mnie na dole- powiedział nagle brunet. Młodszy skinął głową i wyszedł, zostawiając mnie samego z pijanym Yixingiem. Pijanym, ale słodkim.
-Kris geee...- powiedział, wieszając mi się na szyi.
-Tak?- uniosłem brwi.
-Jesteś mi coś winien, prawdaaa?
-N-nie wiem o czym mówisz- skłamałem. Nie było to zbyt wiarygodne, jego bliskość zdecydowanie pozbawiała mnie talentów aktorskich.
-Och, przestań ściemniać.
-Maluchu, potem będziesz tego żałował.
-Nie ma potem.
-Xing, ja...
-Tchórzysz?
Świetnie, on doskonale zdaje sobie sprawę, że tym słowem można mnie zmusić do wszystkiego. Wpatrzyłem się w błyszczące wyzywająco ciemne oczy. „Nie ma potem”? Dobrze. Jak sobie panicz życzy.
            Objąłem Lay’a w pasie i ostrożnie musnąłem jego wargi, by po chwili czule go pocałować. Co z tego, że pewnie potem mieliśmy żałować. Co z tego, że to mogło spieprzyć całą naszą relację. Całowałem mojego Yixinga, a on to odwzajemniał. I to było cholernie właściwe. Jego usta były miękkie i słodkie. Starałem się jak najwięcej zapamiętać i poczuć.
-Jednorożcu, musimy... Yyyy...- w drzwiach stanął Dyo. Nie za bardzo go zauważyliśmy, mógł być jakąś gadającą paprotką. W tej chwili liczył się tylko drobny chłopak w moich ramionach.
-A może... Eeeee... Bo noona czeka... Taaak... Może hyung cię podwiezie. Tak, to na razie.
Znowu zostaliśmy sami. W końcu niechętnie odsunąłem się od niego.
-Pan Matka Wszystkich miał rację. Musisz jechać do domu.
-Ale ja nie chcę...
-Ja też nie chcę.
-To po co mnie namawiasz? To nielogiczne.
-Zamknij się- mruknąłem z uśmiechem, z powrotem łącząc nasze usta.
            Pół godziny później w końcu znaleźliśmy się przed jego domem.
-Pa- powiedziałem, unikając jego wzroku. Już żałowałem, że dałem się skusić szansie posmakowania najcudowniejszych ust wszechświata. Jak w poniedziałek mam normalnie prowadzić korepetycje? Jak w ogóle cokolwiek zrobię, opętany myślami o pewnej osobie?
-Do poniedziałku- powiedział i już miał wysiadać, gdy złapałem go za nadgarstek. Nie wiem, co mną kierowało, ale pociągnąłem go do siebie i znów pocałowałem. Westchnął z zadowoleniem. Minęły kolejne trzy minuty, zanim zdołaliśmy się od siebie oderwać.
-Nie pozwól mi zapomnieć- szepnął. Patrzyłem, jak znika w ogromnym domu.
Kilka lekcji z życia Wu Yi Fana:
1.       Korepetycje nie przynoszą niczego dobrego.
2.       Podobnie jak imprezy z alkoholem.
3.       I śliczni, słodcy przyjaciele.
4.       I gra w butelkę.
5.       I Byun Baekhyun.
6.       Zhang Yixing jest narkotykiem.
7.       Jestem narkomanem.
Oparłem głowę o kierownicę, wzdychając ciężko. Poniedziałek szykował się ciężko. Megaciężko.

wtorek, 23 czerwca 2015

Chance- Operacja: HunHan, cz. 6

Tak, wiem. Tak, jestem okropna. Tak, nienawidzę sama siebie ;-;
Ale wstawiam nowy rozdział. W końcu. Ostatnio do mnie dotarło, że bardzo dużo moich znajomych ma mnie za chamską biczę. Haha.
To tyle moich żali po zwyciu do zdjęcia Taemina z czasów debiutu. Mój UB, więc ;-;
Miłego czytania
Naree

 POV LUHAN


Uśmiechnąłem się, słysząc ciche wzdychanie Yixinga.
-Jak się udała randka?
-To nie była randka- burknął. Zaśmiałem się.
-Nie wmówisz mi, że nic nie czujesz do Krisa. Widziałem, jak na niego patrzysz.
-...
Spojrzałem na swojego przyjaciela. Zacisnął usta w wąską linię i uparcie gapił się na swoje dłonie, za to jego policzki nabrały różowego koloru.
-Oj, Xingie, Xingie. Przede mną nic się nie ukryje- zaparkowałem pod kawiarenką.
-Mówiłeś, że skończyłeś pracę.
-Tak, ale wszyscy chcą usłyszeć jak ci poszła randka.
Nie odpowiedział, zamknięty we własnym świecie.
            W Luhanlandzie było niewielu gości, w końcu było już późno. Podszedłem do chłopaków za ladą. Tao właśnie kończył szkolić nowego pracownika.
-Cześć, Xiao Lu- uśmiechnął się Sehun, a mnie znów przeszedł dreszcz. Kiedy się tak do mnie zwracał, miałem wrażenie, że coś mi umknęło. O czymś zapomniałem. Nazwał mnie jelonkiem.
Zamarłem, bo przez chwilę coś mignęło mi przed oczami. Deja vú.
-Chodźcie, wysłuchacie relacji z randki- uśmiechnąłem się do niego i Dyo.
            Kiedy zebraliśmy się wszyscy w prywatnym pokoju, spojrzałem na swojego przyjaciela wyczekująco.
-No mów.
-No co mam mówić? Byliśmy w kinie, obejrzeliśmy film, koniec bajki- prychnął.
-Pocałowałeś go w policzek- przypomniałem. Zarumienił się. Ohoho, czuły punkt.
-Serio? Przecież Kris hyung unika wszelkiego kontaktu fizycznego. Jakim cudem?- zdziwił się Baekhyun.
-AISH!- wrzasnął Yixing i wyszedł, trzaskając drzwiami. Uniosłem brwi.
-Kiepsko rozegrane, idioci- mruknął Kyungsoo, opierając głowę o ramię swojego chłopaka.
-Co?- zapytaliśmy jednocześnie z Baekiem.
-Wiedzieliście, że strasznie się stresował, a i tak po powrocie wzięliście go w krzyżowy ogień pytań. Słaby pomysł- oznajmił, po czym wyszedł, dodając jeszcze- Muszę z nim porozmawiać.
Westchnąłem bezsilnie. Znów czułem na sobie palące spojrzenie Sehuna. Najpierw dziwni kuzyni Dyo. Potem zachowanie tego dzieciaka, też nie do końca normalne. A teraz jeszcze Yixing-gej. Cholera, co się tutaj porobiło?
-Hun, możemy porozmawiać? Podpisać formalności i tak dalej?- powiedziałem cicho, stając za nim. Skinął głową i dyskretnie wyszliśmy na zaplecze.
            Przysiadłem na różowym stołku i spojrzałem uważnie na tęczowowłosego.
-A gdzie masz papiery?- zapytał. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Musisz się nauczyć odróżniać kłamstwo od prawdy, dzieciaku.
-Ok. To po co mnie tu przyprowadziłeś?
-Chciałem się dowiedzieć o co chodzi. Cały dzień dziwnie się zachowujesz, gapisz się na mnie jak kompletny psychopata... Nie rozumiem nic i jestem nieogarnięty odkąd rano...- zamarłem, za to na jego twarzy pojawił się nieco przerażający uśmiech.
-Odkąd rano?- zachęcił, siadając naprzeciw mnie.
-Ummm…
-Myślę, że masz na myśli to, że obudziłeś się w moim łóżku.
Zapiekły mnie policzki. Wyglądał na rozbawionego tą reakcją. Nachylił się do mnie i owionął moją twarz ciepłym oddechem.
-Cóż, ja ci nic nie powiem, ale kiedy już sobie przypomnisz, daj mi znać… szefie.
Obserwowałem jego zgrabną sylwetkę znikającą w drzwiach. Cholera jasna.
♥♥♥♥♥♥
-Luhan?
Podniosłem głowę i obrzuciłem „gościa” zmęczonym spojrzeniem.
-O co chodzi, idioto?
-Chciałem tylko sprawdzić, czy żyjesz- prychnął Baekhyun.
-Nie jesteś moją matką.
-Sehun wyglądał na dziwnie rozbawionego i miałem nadzieję, że w końcu cię zamordował.
-Gdzie on jest?
-Poszedł do domu, a co?
-Nic- mruknąłem, wstając z krzesełka.
-Kiepsko wyglądasz.
-Chyba ty.
-Dorosła odzywka.
-Jak z Yixingiem?- zaniepokoiłem się. Opuścił wzrok.
-Jeszcze nie wyszli z łazienki. Tak mi głupio…
-Myślisz, że mi nie?- westchnąłem. Xing był moim najlepszym przyjacielem. Zawsze trzymaliśmy się razem, i chociaż to ja byłem od niego starszy, właściwie on się mną opiekował. A teraz, kiedy czuł się zagubiony ze względu na swoją orientację i cały ten cyrk z Krisem, musiałem go jeszcze bardziej zestresować. Bystre, Luhan.
-Może ja już pójdę…- mruknął.
-Pa- odpowiedziałem bezmyślnie. Cholera, może my faktycznie jesteśmy zbyt podobni.

                            POV D.O.

            Westchnąłem, pukając do kabiny chyba po raz setny.
-I tak wiem, że tam jesteś. Możesz wyjść i porozmawiać ze mną normalnie?- westchnąłem. Odpowiedziało mi ciężkie westchnienie, a po chwili drzwi otworzyły się, ukazując twarz Yixinga. Miał zaczerwienione oczy, czyli płakał. Uspokajająco poklepałem go po ramieniu.
-Będzie dobrze. Baekhyun i Luhan to idioci, ale będzie dobrze- powiedziałem cicho. Ukrył twarz w dłoniach.
-Chcesz wyjść na dwór i odetchnąć świeżym powietrzem?- zapytałem. Pokiwał głową, więc wyprowadziłem go poza kawiarenkę, do obrzeży parkolasu. Ja i Jongin znaliśmy go na pamięć. Przysiadłem na „swoim” kamieniu, uśmiechając się mimowolnie. Zawsze mówił, że wyglądam na nim jak jakaś nimfa.
-Dyo?
-Tak?- spojrzałem pytająco na przyjaciela.
-Jak to było, kiedy… Kiedy uświadomiłeś sobie, co czujesz do Kai’a?- zapytał niepewnie. Uśmiechnąłem się na samo wspomnienie tamtej sytuacji, rozbawionego Baekhyuna i tego wszystkiego.
-Na początku byłem strasznie zagubiony. Myślałem, że to dziwne, w końcu Lulu karmił mnie masą strasznych opowieści. Ale ja znałem takiego Jongina, jakiego nie znał nikt. Takiego prawdziwego. I nie rozumiałem tego, jak mogłem pokochać takiego idiotę ale… tak wyszło. Nie narzekam- zaśmiałem się. Uśmiechnął się słabo.
-Skąd mam wiedzieć, że… Że kogoś pokochałem?
Zamknąłem oczy.
-Czy kiedy go widzisz, myślisz o nim, cokolwiek, serce ci przyśpiesza? Kiedy cię dotyka, czujesz ciepło w tym miejscu?- zapytałem i zaatakowała mnie fala wzruszenia. W końcu identyczne pytania zadał mi Baekhyun ponad trzy miesiące temu, gdy zabrałem Kai’a na bubble tea. Ach, wspomnienia…
-A jeśli tak?- wyglądał na lekko spanikowanego.
-To miłość, Xing. Możesz się z tym pogodzić albo zaprzeczać, ale prawda jest brutalna. Znaczy, jak dla kogo- posłałem mu pokrzepiający uśmiech. Oparł się o jakieś drzewo.
-Super. Mógłbyś… Mnie zostawić? Muszę przemyśleć parę spraw i w ogóle. Powiedz Luhanowi… Albo nie, nic mu nie mów. Niech się debil męczy.
Zaśmiałem się cicho.
-Jasne. Ale na pewno? Nie boisz się zostać sam?
-Poradzę sobie. Nara~
            Szedłem w stronę kawiarenki, gdy wpadłem na znajomą wysoką postać.
-Kris hyung?- zdziwiłem się. Chłopak spojrzał na mnie, jakbym był jego wybawieniem.
-Dyo! Nie ma w okolicy Yixinga?
-Nieee… A co?
-Potrzebuję twojej porady w sprawie uczuć!
-Czemu mojej?
-Bo Kai się nie nadaje, Sehun nie ogarnia, a Baekhyun wszystko rozpowiada.
Uśmiechnąłem się pod nosem na to przedstawienie sytuacji. Usiadłem na ławce.
-No o co chodzi?
-O tego głupiego, małego, ślepego…
-Co zrobił Lay?- stłumiłem w sobie chęć zaśmiania się.
-Nie wiem!- Wufan usiadł obok mnie, załamany.
-To w czym problem?
-Nie mogę się na niczym skupić, kiedy on jest w pobliżu! Nie wiem, może to sprawa sposobu, w jaki się ubiera, albo jego zapachu, bo przecież ja jestem hetero i na pewno się w nim nie zakochałem, to tylko uzależnienie od jego bliskości i głosu i ja tylko mam ochotę go złapać i wycałować i już nigdy nie puszczać i żeby był tylko mój i błagam nie mów, że powiedziałem to na głos- wypalił, po czym ukrył twarz w dłoniach. Znowu zachciało mi się śmiać.
-Hyung, dlaczego mu po prostu nie powiesz o swoich uczuciach?
-A jeśli on nie…
-Jeśli cię nie kocha, to spraw, by pokochał- przerwałem mu, uśmiechając się szerzej.
-Masz rację! Nie wiesz, gdzie on…- zerwał się z ławki.
-Powoli, hyung. W piątek impreza u was. Wyciągnę Xinga ze sobą i będziesz działał. Poza tym masz jeszcze korepetycje do dyspozycji. A piątek będzie zwieńczeniem twoich starań.
-Dzięki, Dyo, jesteś boski!- zawołał i odbiegł w niewiadomym kierunku.
No proszę. Czyżbym uformował własny plan? Najwyraźniej. Panie i panowie, Do Kyungsoo przedstawia „Operację: Kray”. Oh, jestem tak genialny.