poniedziałek, 18 lipca 2016

Wonderland Exists- rozdział drugi

W dół i w bok
Miał pecha. I to ogromnego.
Bo jak inaczej można wytłumaczyć to, że obudziło go zimno i plusk? Nijak. Był w wodzie. Pech i tyle.
Szczęście w tym wszystkim wyglądało tak, że ojciec nauczył go pływać w rzekach i morzach. Zwalczył prąd i dopłynął do brzegu. Jakoś.
-Daehyun, obudź się!- zawołał z dołu. Było mu cholernie zimno i dziękował swojemu zdrowemu rozsądkowi za zostawienie swojej kurtki temu prawie nieznajomemu. Inaczej straciłby telefon, słuchawki, dokumenty… Wszystko.
-Co się dzieje? Dlaczego jesteś cały mokry?- wymamrotał blondyn, patrząc na niego nieprzytomnym wzrokiem.
-Miau?- dodał Youngjae, przeciągając się i strosząc lekko sierść.
-Spadłem…- burknął Yongguk, patrząc gdzieś w bok. Nie czuł się zbyt komfortowo z tym, że tak się stało.-Rzucisz mi plecak?
-Oczywiście… Oh, to twoja kurtka – Jung uśmiechnął się lekko, widząc okrywający go materiał.-Dziękuję, hyung. Trzymaj plecak.
Bang szybko wydobył jakieś suche rzeczy. Uznał, że warto być zawsze gotowym na różne rzeczy. Powiesił swoje mokre ubrania na gałęzi.
-Pranie samo się zrobiło- uznał, ubrany już w ciepłe ciuchy. Daehyun roześmiał się, wyciągając ze swojej magicznej walizki kilka wspaniałych rzeczy. Ciastka, chleb, ser, czekoladę…
-Musimy znaleźć jakieś miejsce, gdzie zjemy obiad.
-Albo coś upolujemy- Yongguk uśmiechnął się pod nosem, jedząc kanapkę. Coraz bardziej podobała mu się ta idea „przygody”. Chyba tego mu brakowało w życiu. Czuł się, jakby znów wędrował po górach z bratem. Tylko tym razem znalazł się w takiej sytuacji z dziwnym kolesiem i jego kotem.
Czym jest życie bez takich sytuacji?
-Myślę, że musimy wejść do lasu- stwierdził blondyn, bawiąc się szalikiem. -Będziemy iść cały czas nad rzeką, aż znajdziemy jakąś leśniczówkę czy coś. Powiedz mi, hyung, nie musisz wracać do pracy, rodziny czy coś?
-Nie. Ostatnio zrezygnowałem z pracy. Wiesz, zarobiłem naprawdę ogromną ilość pieniędzy w wielkiej korporacji… Ale tam nie było miejsca na życie. A rodzina…- Yongguk przechylił głowę.-Mieszkam sam.
-Nie masz dziewczyny, żony, nic?
-Jakoś nigdy się nie złożyło- przyznał z rozbawieniem. Nie potrzebował kobiety. Właściwie nie potrzebował nikogo oprócz Yongnama i Natashy. No, technicznie rzecz biorąc, Natasha była kobietą. Nieważne.-A ty, Daehyun-ssi?
-Nie. Zawsze byłem tylko ja. No, i Jae- blondyn uśmiechnął się do kota.
-No to się dobraliśmy. Trzeba opracować plan działania. Czyli idziemy wzdłuż rzeki i czekamy na szczęście?
-To brzmi jak zabawa.
Wędrówka lasem okazała się być trudniejsza, niż myśleli. Brak ścieżek skutkował
błądzeniem po brzegu rzeki. Youngjae szedł grzecznie u boku swojego opiekuna, co niezwykle zadziwiało Banga. W końcu rzadko widuje się kota posłusznego jak pies, prawda?
-Fuj, pająk. Jae, zostaw- Daehyun skrzywił się.-Nie wolno.
-Koty polują na pająki- zauważył Yongguk.
-Nie chcę, żeby ruszał to obrzydlistwo. Ewwww.
-Boisz się pająków?
-Brzydzę się.
Pokiwał głową, starając się zapamiętać tę informację. Westchnął ciężko. Szli już jakieś dwie godziny i nic.
-Zróbmy postój, proszę. Zaraz padnę- zatrzymał się pod drzewem.
-Racja. Stop, kocie, gdzie ty lecisz?- Jung przysiadł na powalonym pniu.
-Miau- brzmiała odpowiedź.
-Nie, żadnych lisów. Chodź tu. Hyung, wody?
Bang pokiwał głową i z wdzięcznością przyjął butelkę. Przymknął oczy, wsłuchując się w śpiew ptaków, szmer liści i chlupanie wody. Do tego wszystkiego dołączył melodyjny głos, śpiewający razem z ptakami tę magiczną melodię. Mężczyzna otworzył oczy i spojrzał z zaskoczeniem na Daehyuna, który siedział na swoim pniu.
-Pięknie- powiedział w końcu, uśmiechając się.
-Dziękuję, hyung. Gotowy do dalszej wędrówki?
-Nigdy nie będę gotowy. Ruszajmy.
Była już czwarta po południu, a oni wciąż byli w lesie. Dosłownie i w przenośni.
-Boli mnie brzuch. Umieram z głodu- narzekał Jung, wlokąc się powoli.
-Patrz, jesteśmy uratowani- mruknął Yongguk, uciszając go. Youngjae najeżył sierść, wpatrując się w ten sam punkt.
Ogromny, czarny królik kicał spokojnie przez las.
-Jedzenie!- zawołał z ulgą blondyn.
-Cicho bądź, bo nam odkica.
Królik spojrzał na nich i Bang mógłby przysiąc, że widział w tym spojrzeniu niesamowitą pogardę. Zacisnął zęby i zaczął powoli iść za tym wrednym stworzeniem. Postawił sobie za cel złapanie go i zrobienie pysznej potrawki. I wszystko było pięknie, dopóki ten głupi futrzak nie skoczył do jakiejś nory.
-Zaczekajmy na niego. Nie ma wyjścia- stwierdził czarnowłosy mężczyzna, przeklinając w duchu swoją powolność.
-Co tam czekać. Musimy wskoczyć za nim. Osaczę go- Daehyun zmarszczył groźnie brwi.
-Miau, miau, miaaaau!- brązowy kot nastroszył sierść.
-Nie, Youngjae. Przestań narzekać. Mój plan jest genialny.
Yongguk zanotował sobie w głowie, żeby nie odbierać temu chłopakowi jedzenia.
-Nie wiem, czy to jest bezpieczne…- zaczął.
-Spoko. To tylko dziura w ziemi. Jak coś, to cię zawołam. Chodź, Jae- blondyn usadził sobie kota na ramionach i skoczył do nory, zanim Bang zdążył zaprotestować.
Minęło pięć minut i uznał, że powinien się upewnić, czy wszystko okay.
-Daehyun-ssi? Daehyun?- zawołał. Cisza. Zmarszczył brwi. Wziął plecak i przepakował kilka najważniejszych rzeczy z walizki znajomego. Powoli zajrzał do ciemnego miejsca.-Jung Daehyun? Youngjae? Dae….- i tyle zdążył powiedzieć, zanim spadł.
Zamknął oczy, gotowy na bolesne spotkanie z podłożem, ale nie nastąpiło. Nic nie nastąpiło. Znalazł się
w próżni, w każdym razie tak mu się na początku wydawało. Dopiero potem uświadomił sobie, że spada. Przypomniało mu się, jak wybrał się w góry z rodzeństwem. Natasha poszła wtedy szukać drewna, a on i Yongnam zostali sami. Szept brata na nowo rozbrzmiał mu w głowie. „Wiesz, znalazłem fajną jaskinię. Chcesz zobaczyć?”.
Szczęście, że Natasha ich znalazła i wyciągnęła spomiędzy skał. Wtedy też spadali dość długo… Właśnie, spadali razem. Nierozłączne bliźnięta. Zawsze jeden miał oparcie w drugim.
Teraz Yongguk spadał sam. Nie było nikogo, kto by mu powiedział, że będzie dobrze, że nie roztrzaskają się o
podłoże. Sam musiał tak myśleć. W końcu był już dorosłym facetem. Zastanawiał się, ile poniżej jest Daehyun. Niepokojące.
-HYUNG!
Otworzył oczy i popatrzył na znajomą, jasnowłosą postać.
-Dae…?- zapytał. Chłopak zaśmiał się z niedowierzaniem i złapał go za rękę. Spadanie ustało.
-No hej.
-Miau- dodał Youngjae, strosząc sierść z niezadowoleniem.
-Dlaczego jest cię tylko pół?- zmarszczył brwi Bang. Jego znajomy uśmiechnął się.
-Bo drugie pół jest tam. Królik tam wskoczył, a ja za nim. Czy to nie zabawne? Chodź, hyung. Złapiemy tego wrednego królika.
Mężczyzna pozwolił się wciągnąć do niewidzialnego tunelu. Otoczyła ich jeszcze ciemniejsza czerń.
-Czy tylko mi się wydaje, że to się przechyliło?- mruknął Jung, łapiąc Yongguka za ramię. Miał rację. W jednej chwili tunel zamienił się w zjeżdżalnię. Podróżnicy zamknęli mocno oczy.
-Zostaniemy krwawą miazgą na czyjejś posadzce?- zapytał młodszy nieco drżącym głosem.
-Nie sądzę… Będzie dobrze. Nie przejmuj się…
-Tak jest, hyung. Byłeś wspaniałym towarzyszem.
-Yah! Nikt nie planuje umierać, prawda, Jae?

-Miau- kot uniósł głowę, machając lekko ogonem. Daehyun chciał coś odpowiedzieć, ale w tej samej chwili pociemniało im przed oczami i stracili przytomność.

--------------------------------------------------------------------
 Wróciłam <jak zawsze XD> byłam u rodziny więc ten ;;
Poprawię się!
xoxo
Ree 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz