Dwóch samotników i kot
Pociąg
zatrzymał się w połowie piosenki. Mężczyzna zdjął słuchawki i
rozejrzał się uważnie.
To
nie była jego stacja.
Westchnął
ciężko i wyjrzał przez okno. Wszędzie dookoła pola, łąki… A
daleko rzeka i jakiś las. Jak poetycko, pomyślał ironicznie. Miał
dojechać na czas do miasteczka i zobaczyć się z ojcem. Tymczasem
jak widać utknął na jakimś zadupiu.
Drzwi
od przedziału otworzyły się powoli i do środka zajrzał szczupły
blondyn. Uśmiechnął się
niepewnie.
-Można?-
zapytał cicho. Mężczyzna pokiwał głową. Blondyn wszedł do
środka, tachając niewielką walizeczkę i tajemniczy, wiklinowy
kosz. Położył ów kosz na
siedzeniu, a drugi bagaż zaczął upychać na półeczce. Dłuższą
chwilę średnio mu to wychodziło, ale w końcu wygrał
wyimaginowaną bitwę z walizką i spokojnie usiadł obok swojego
kosza.
-Stoimy,
bo ktoś umarł w pierwszym
wagonie- powiedział wesołym, beztroskim tonem.-Zapanowała
sztywna atmosfera.
-Po
prostu przyszła na niego kolej…- powiedział mężczyzna
filozoficznie. Nie było mu dane zamyślić się nad tym biedakiem,
bo blondyn wybuchnął śmiechem.
-Nie…
Haha… Nie wierzę, że powiedziałeś „kolej”! Przyszła na
niego KOLEJ… Bo zmarł w POCIĄGU!
-Umm…
Nie miałem na myśli…
-Jesteś
naprawdę zabawny. A ja jestem Daehyun. Jung Daehyun- chłopak
odgarnął jasną grzywkę.
-Umm…
Bang Yongguk- mężczyzna uśmiechnął się nerwowo.
-Miau?-
kosz zadrżał lekko.
-Ah,
prawie zapomniałem!- blondyn podniósł wiklinową pokrywę. Od razu
wychyliła się brązowa, kocia główka. Stworzonko
spojrzało na nich inteligentnymi oczami.
-To
jest Youngjae.
-Dałeś
tak kotu
na imię?
-Tak.
Przyszedł do mnie tydzień temu, w ulewny wieczór. Nie mogłem go
zostawić- Daehyun pogłaskał zwierzątko za uszkiem. Yongguk
przechylił nieco głowę, oczarowany tą sceną. Doskonale
widział więź istniejącą między tą dwójką.
-Youngjae,
chyba musimy stąd uciekać, co? Ten pociąg będzie
tak stał wieczność…- blondyn popatrzył kotu w oczy.
-Miau.
-Tak,
weźmiemy go ze sobą.
-Miau,
miau, miau.
-Oczywiście,
że dostaniesz jedzenie. Ale chyba nie chcesz jeść w jednym
pojeździe z trupem?
-Miauuuu.
Bang
poprawił nerwowo swoje ciemne włosy. Nie za bardzo rozumiał ich
konwersację, ale brzmiała trochę… niepokojąco.
-Daehyun-ssi?
O co chodzi?- zapytał niepewnie.
-Youngjae
i ja doszliśmy do wniosku, że musisz z nami stąd wyjść- oznajmił
Jung, zamykając pokrywkę kosza.
-Wyjść…
gdzie?
-Gdziekolwiek.
Z tego pociągu. Chyba, że nie chcesz…
-Dla
mnie okay. Już i tak jestem spóźniony… A mój brat nie należy
do cierpliwych osób- westchnął Yongguk, bawiąc się nerwowo swoim
łańcuszkiem.
-No
to chodźmy- blondyn wstał i poprawił szary szalik. Z trudem zdjął
walizkę z półki i wyciągnął kota z koszyka.
-Czy
nie powinieneś go schować?
-Nie.
Nie lubi podróżować w koszu. Jechał w nim, bo tak kazał jakiś
ważny dupek na dworcu. Ale teraz jesteśmy wolni.
Youngjae miauknął cicho, wdrapując się swojemu opiekunowi na ramiona.
Youngjae miauknął cicho, wdrapując się swojemu opiekunowi na ramiona.
-No,
zbieraj się- Daehyun wyszczerzył radośnie zęby, obserwując
Yongguka. Ten westchnął ciężko, wstając z miejsca. Nie miał
bagażu oprócz podręcznego plecaczka. Spakował jeszcze słuchawki
do kieszeni wojskowej kurtki i otworzył drzwi.
-Ruszajmy-
mruknął. Wyszedł z przedziału, a następnie z pociągu. Daehyun
wyskoczył za nim, lądując na trawie z gracją.
-Nadchodzimy,
przygodo!
-Miau~
-To
się źle skończy- mruknął Bang, wpatrując się w horyzont.
Szli
już dość długo. Youngjae spał na ramionach blondyna, a Yongguk
mrużył oczy od słońca.
-Zróbmy
postój- poprosił w końcu.
-Tak,
to dobry pomysł- Daehyun usiadł na trawie. Po chwili jego towarzysz
zajął miejsce obok. Wyjął z plecaka termos z kawą.
-Poczęstujesz
się?- zapytał z lekkim uśmiechem.
-Chętnie.
Przeurocze to- blondyn wskazał na termos z Tygryskiem.
-Dziękuję-
mruknął Bang. Poczuł się nieco zakłopotany. Wiedział, że jest
już dorosłym mężczyzną. Mimo tego Tygrysek zawsze przypominał
mu wesołe lata dzieciństwa i wywoływał pewną nostalgię. Może
właśnie dlatego trzymał ten termos. Poza tym, dostał go od brata.
Kawa,
przypomniał sobie. Szybko nalał
blondynowi napoju.
-Wybacz,
zamyśliłem się.
-Nic
nie szkodzi. Masz ochotę na coś słodkiego?- Jung
otworzył walizeczkę, oblizując usta. W
środku były paczki ze słodyczami. Ogromna
ilość paczek.
-Woah.
Mogę żelki?
-Oczywiście.
Trzymaj- rzucił w mężczyznę odpowiednią rzeczą. Zapadła
komfortowa cisza. Daehyun popijał kawę i jadł ciastko, Yongguk
pochłaniał miśki
bezlitośnie, a brązowy kot spał.
-Robi
się późno. Już szósta- mruknął
w pewnym momencie ten pierwszy.-Co
zrobimy? Gdzie będziemy spać?
Yongguk
wzruszył ramionami. Pociąg już odjechał, a żaden inny nie
zatrzyma się przecież w
szczerym polu. Zresztą do torów było za daleko.
-Dojdźmy
nad rzekę. Może będzie tam jakiś budynek. Poza tym drzewa
wyglądają solidnie.
-To
brzmi jak prawdziwa przygoda- blondyn wstał i znów oblizał usta.
Był to jeden z nawyków, których
nie umiał się pozbyć, nieważne, jak bardzo próbował.
-Tak.
No to chodźmy.
Szli
tak jeszcze około godziny, zanim dotarli nad rzekę. Słońce
powoli wędrowało do horyzontu,
by
złączyć się z nim jak z dawno utraconym kochankiem. Łagodny
blask delikatnie ozłacał łąkę, która powoli wchodziła w las.
Yongguk westchnął cicho,
ciesząc się widokiem.
-Od
dawna nie widziałem czegoś tak pięknego- mruknął w końcu, a
jego głęboki głos rozszedł się po całej rzece, komponując z
grą świerszczy idealną muzykę. Daehyun posłał mu uśmiech.
-Słyszysz
to? To jest prawdziwa
melodia- szepnął, po czym wsłuchał się w delikatny szum wody.
-Musimy
znaleźć dobre drzewo- Bang w końcu wybudził się ze swoistego
transu wywołanego klimatem tego miejsca.
-Tamto
się nada?- blondyn wskazał nieco przechylone, ogromne drzewo z
rozłożystymi gałęziami. Wisiało lekko nad wodą.-Wygląda na
dość silne, by nas utrzymać.
-Ale…
Można stąd spaść…- zauważył
jego towarzysz.
-Oj
tam. A ty co sądzisz, Jae?
-Miau.
-Przegłosowane!-
zawołał śpiewnie Jung i podbiegł do drzewa. Nie
bez trudu wdrapał się na nie, by ułożyć się między
gałęziami.-Hej, tu jest super.
Yongguk
westchnął, wskakując obok.
-No
to co teraz robimy?- spojrzał na powoli zachodzące słońce.
-Śpimy.
Musimy wstać wcześnie, żeby wymyślić, co dalej.
Skinął
głową, patrząc, jak Daehyun zasypia powoli z Youngjae w ramionach.
Uroczy obrazek.
Przeleżał
jeszcze dwie godziny, wspominając wędrówki z Yongnamem. Podziwiał
gwiazdozbiory, których nie rozróżniałby, gdyby nie on. Zrobiło
się chłodno. Uświadomił sobie, że Jung ma tylko cienką bluzę.
Okrył towarzysza wędrówki swoją kurtką, a następnie zapadł w
sen.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemanko!
W końcu wstawiam rozdzialik, będąc w biegu. Jestem ciut śpiąca, bo mam za sobą wizytę nad jeziorem, no i wczorajszy koncert.
Przy okazji, dzięki, The Cranberries!!! To było cudo, naprawdę! <3 <3 <3
Przyjmijcie ten rozdział cieplutko,
-Ree
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz