Wstałem od stołu z zamiarem opuszczenia kuchni. Pozwoliłem, by stworzenie zaciekawione celem mojej "podróży" ruszyło za mną. Kiedy przechodziłem obok lustra nie mogłem powstrzymać się przed przyjrzeniem się swojemu lustrzanemu odbiciu.
Jak na mężczyznę miałem dziewczęcą urodę. Potargane, rude włosy sięgały mi praktycznie do ramion, co momentami mi przeszkadzało jednak nie miałem serca ich ściąć. Oczy w kolorze czekolady, w których praktycznie zawsze czaiły się iskierki mojego optymizmu. Wiedziałem, że dzięki nim mogłem wiele zdziałać. Wystarczyło nieco się skupić, by wyglądały jak oczka szczeniaka, a serduszka najzimniejszych osób mogły pęknąć, a oni sami zgodzić się na praktycznie wszystko o co prosiłem.
Szczupła sylwetka z delikatnym zarysem mięśni. Nigdy nie ciągnęło mnie zbytnio do sportów, jednakże taniec wynagradzał mi wszystko. Potrafiłem godzinami poruszać się w rytm muzyki, wykonując przy tym różne skomplikowane ruchy. Oczywiście wszyscy, którzy mnie znają zdają sobie sprawę z faktu, że żyje muzyką.
Dzisiaj wyjątkowo mój zespół miał wolne przez co nie przyszło mi do głowy to, że mógłbym wyjść z domu. Miałem wielką ochotę na odpoczynek, a ten dzień był do niego idealny. Przez to nie zawracałem sobie głowy doborem ubrań. Narzuciłem na siebie jedynie luźny, biały podkoszulek i krótkie spodenki, które znalazłem w głębi szafki, zapomniane przez mijający czas. Albo i mnie.
Tak więc pokrótce wyglądałem byle jak, a swój wolny dzień spędzałem na kreatywnym lenistwie.
Uśmiechnąłem się z niedowierzaniem do swojego lustrzanego odbicia i ruszyłem ku salonowi. Tam padłem na kanapę i włączyłem pierwszy lepszy program muzyczny. Przyzwyczaiłem się do faktu iż z biegiem czasu kanały muzyczne tracą na ilości puszczanej muzyki. Coraz częściej pojawiały się na nich wystąpienia rozrywkowe zabierające jedynie czas bez możliwości posłuchania różnorakich utworów.
Tak było i tym razem. Zająłem się oglądaniem tych głupot, co jakiś czas uśmiechając się do siebie.
Mój czas mijał w tej sposób jakoś do 13, a przerwał to dzwonek dzwoniącej komórki.
Zaskoczony sięgnąłem po nią, wyłapując zaciekawione spojrzenie drobnej istotki, która jeszcze chwilę temu spała tuż przy moim brzuchu.
Odebrałem połączenie, nie sprawdzając nawet kto postanowił się ze mną skontaktować.
-Tak?
-Taemin, jesteś w domu, prawda?- I już po zniekształconej barwie głosu poznałem dzwoniącą do niego osobę. Pan Charyzmatyczny Choi Minho, który już spory czas temu wtargnął w moje życie z butami i skradł mi serce. Bajkowo, czyż nie? Nie.
-Tak, coś się stało?- spytałem, przenosząc się z pozycji leżącej do siedzącej. -Mam coś sprawdzić? Nagle wypadła jakaś robota? Komuś coś się stało? Błagam, niech to nie będzie coś przez co będę zmuszony wyjść z domu..- autentycznie jęknąłem, chwilowo przerażony myślą, że jednak mój dzień nie będzie dniem całkowicie wolnym.
W słuchawce rozległ się rozbawiony śmiech. Zrobiło mi się cieplej na sercu.
-Chcę sprawdzić jak się miewa kot. Będę za jakieś 5 minut. I spróbuj tylko nie otworzyć drzwi- znowu się zaśmiał. Wyglądało na to, że humor mu dopisywał.
-W porządku.
I się rozłączył, a ja spojrzałem znowu na nadal obserwującą mnie kulkę z czarnego futerka. A raczej sierści. Ważne, że puszysta kulka w tej chwili otarła się o moją rękę i zajęła honorowe miejsce na moich kolanach, a ja odłożyłem komórkę na bok. Podrapałem kota za uchem, zastanawiając się nad imieniem dla tego malucha.
I nagle sobie przypomniałem. Choi zapowiedział, że będzie lada chwila i nic nie miałbym przeciwko, gdyby nie mój stan. W tej samej chwili, gdy popadłem w drobny przestrach z tego idiotycznego powodu, rozległo się pukanie do drzwi.
Mogłem albo kazać mu poczekać, ale zdawałem sobie sprawę, że jednak mnie uprzedził. Czemu czasem tak wolno pojmuję niektóre sprawy..?
Wziąłem kotka na ręce i ruszyłem otworzyć drzwi z miną jak na ścięcie. Chwilę później stałem przed samym Choi Minho, który lustrował mnie wzrokiem z uniesionymi brwiami.
-Cz.. Cześć, Minho- wkroczył w głąb mieszkania, a ja zamknąłem drzwi przeklinając to, że się zająknąłem na początku zdania. Przy zwykłym powiedzeniu cześć.
-Hej, Tae- uśmiechnął się jakby nigdy nic i poczochrał mnie po włosach. Zaraz potem pogłaskał kotka, z jakiegoś powodu nie biorąc go jak zwykle na ręce.
Pozbył się obuwia i cienkiej kurtki, wieszając ją przy lustrze i udał się za mną do kuchni.
-Kawa, herbata, woda, sok?- spytałem, jednak doskonale zdawałem sobie sprawę co wybierze.
-Kawa- uśmiechnął się. Postawiłem kota na podłodze, a on zaraz pobiegł do gościa. Z głośnym mruczeniem otarł się o jego nogi w celu zwrócenia uwagi. Chwilę później siedział na jego nogach. Albo raczej leżał, śpiąc jak gdyby nigdy nic. Poczułem się nieco zazdrosny. Ta malutka puchata kuleczka jest częścią mojej rodziny od zaledwie 5 dni, a już zdobyła serca praktycznie wszystkich, którzy ją widzieli. Sprytne stworzenie.
Po jakimś czasie kawa była gotowa. Postawiłem ją przed Minho, po czym usiadłem obok niego, zachowując pewną odległość. Nie czułem się luźno siedząc bliżej, ponieważ jestem beznadziejnie i bez wzajemności zakochany. Bliżej niego nie dałbym rady powstrzymać rumieńców wstępujących na moje policzki. W takiej odległości świetnie panowałem nad sobą.
Minho zerkał po kryjomu w moją stronę, a ja żałowałem, że nie ogarnąłem się i wyglądałem jak wyglądałem. Westchnąłem.
Minho napił się kawy, unosząc nieco podbródek. Zauważyłem jak jego Jabłko Adama porusza się w tym samym momencie co przełknął ciecz. I znowu. Później oblizał wargi i pochwalił jej smak, uśmiechając się do mnie szeroko. Odwzajemniłem uniesienie kącik ust z uczuciem piekących policzków.
Rozpocząłem pierwszy lepszy temat, który zaciekawił go na tyle, że wdał się w dyskusję. Poczułem ulgę. Moje policzki przestały piec.
W tym momencie kot obudził się spoglądając to na mnie to na Żabola. Sięgnąłem ku jego pyszczku w celu podrapania za uchem. W tej samej chwili otarłem nią o tę, która należała do niego. Najwyraźniej w tym samym czasie wpadliśmy na ten sam pomysł. Moje ciało jednak zesztywniało, a ja zalałem się purpurą, co byłem pewien, że zauważył. Spuściłem głowę.
Sekunde później poczułem jak wokół mojego nadgarstka zaciskają się palce jego zazwyczaj chłodnej dłoni. W tej chwili były one jednak ciepłe. Otworzyłem szerzej oczy, a moje policzki zapiekły bardziej.
-Minnie. Spójrz na mnie.
Jego głos był mocny i nie znoszący sprzeciwu. Jednocześnie, gdy zdrobnił moje imię, powiedział je niezwykle.. czułe? Wydawało mi się, prawda? Tak. Na pewno. Chociaż byłbym szczęśliwy, gdyby było inaczej.
Podniosłem wzrok i spojrzałem na niego, tak jak kazał. Moja twarz była prawdopodobnie niesamowicie czerwona. Kiedy którąś sekundę obserwował mnie w milczeniu, spróbowałem wyszarpnąć rękę. Nie udało mi się. Zamiast tego pociągnął mnie bliżej siebie, zmniejszając niebezpiecznie dzielącą nas odległość. Patrzył mi w oczy. Miałem ochotę bardziej zmniejszyć tę odległość, najlepiej całkowicie, ale wiedziałem, że nie mogłem. Nie chciałem nic wymuszać tylko po to, by spełnić swoje chore fantazje.
-Dlaczego?- spytał z dziwnym wyrazem twarzy.
-Umm?
-Dlaczego się tak czerwienisz? Dlaczego w mojej obecności wyglądasz na tak rozdartego, przygnębionego? Dlaczego nie śmiejesz się przy mnie tak jak przy innych? Dlaczego nie przepadasz za moim dotykiem? Myślałem, że udało mi się do Ciebie zbliżyć, że może zauważyłeś te drobne gesty i sygnały, że choć trochę odwzajemniłeś moich uczuć..?- nie zauważył. Ja też nie. Ale zaraz.. Uczuć? -Tak, uczuć. Kocham Cię, Minnie.
Oparł się czołem o moje ramię, a ja patrzyłem w ścianę przed sobą. Włosy laskotaly mnie w policzek. Puścił moją rękę, oddając mi możliwość swobody ruchu.
Choi Minho mnie kocha. Choi Minho. Choi. Minho. Minho. Choi. Mnie. Pan Charyzmatyczny, który dotąd tylko kilka osób wpuścił do swojego serca właśnie wyznał mi miłość.
Sądziłem, że w takiej chwili uśmiechałbym się szeroko i odpowiedział, że jego uczucia są odwzajemnione. Teraz jednak, gdy ten spojrzał na moją twarz, nie widział uśmiechu. Jedynie łzy zbierające się w oczach. Później całe ich pokłady, które spływały po policzkach.
-Ej, nie płacz..- zmieszał się. Zaszlochałem- Chusteczki! Gdzie są chusteczki?- zaczął się podnosić, by znaleźć jakieś pudełko z chusteczkami. W ostatniej chwili złapałem jego rękaw bluzy, co zmusiło go do zatrzymania.
Spojrzał na mnie zbity z tropu. Zapewnił, że zaraz wróci i spróbował wydostać rękaw z mojej dłoni, ale zacisnąłem ją jedynie mocniej. Pokręciłem głową.
Czułem się niewiarygodnie szczęśliwy. Nie rozumiałem więc, dlaczego płaczę. Czemu moja klatka piersiowa aż tak boleśnie się ścisnęła. Gardło też. Chciałem powiedzieć, że go kocham. Mój głos odmówił jednak posłuszeństwa.
-Zo..Zostań..-wykrztusiłem jedynie. Minęła dobra chwila, zanim usiadł z powrotem obok mnie. Przyciągnął mnie jak najbliżej siebie, ciasno obejmując ramionami. Wtuliłem się, dając upust łzom. Po kilkunastu minutach zacząłem się uspokajać. Nie byłem pewien, kiedy zaczął gładzić mnie po plecach i ramionach w celu pocieszenia. Nie wiedział pewnie nawet co spowodowało mój wybuch płaczu. Jego bluza była mokra od łez, gdy odsunąłem nieco głowę. Kot gdzieś zniknął, ale w tej chwili musiałem zrobić jedną rzecz.
Wziąłem głęboki oddech.
-Ko..m.. ię..
-Słucham?- odsunął się tak, by spojrzeć na moją twarz.
Jeszcze raz. Głośniej.
-Kocha.. Cię.. Kocham Cię.
Patrzył na mnie uważnie. Szczęście, które zauważyłem w jego oczach mieszało się z niedowierzaniem.
-Naprawdę?
-T..Tak..- pokiwałem jednocześnie głową.
-Minnie.. Ja Ciebie też kocham.
Na chwilę przed tym, jak złączył nasze wargi w czułym pocałunku, za jego plecami zauważyłem kota. Wyglądał.. Tak jakby w ciągu krótkiego odstępu czasu złapał kanarka i wypił mleczko.
~Draconetta Malfoy a.k.a Panda a.k.a Kilmi Fortress
~~~
================================================
☣☣☣
=================================================
No i... Chyba jestem, nie?
Długa nieobecność, mało weny, szkoła, choroby, problemy. Nie będę się tym tłumaczyć, nawet jeśli serio były. Ani przepraszać, bo znając życie niejeden raz może się coś takiego przytrafić. Mogę jedynie się kopnąć w cztery litery i próbować pisać, jak dzisiaj.
Rozdział taki.. No. Taki.
Pokornie proszę o komentarze *ukłonik*
Awww awww awwww~
OdpowiedzUsuńTo było takie... Takie...
Ten kot. *Lol wcale nie trzymam akurat swojej czarnofutrej zielonookiej kulki na kolanach*
Wgl tak bardzo opis Taemina przypomina mi mnie XDDDDDDD
Oprócz tej dziewczęcej urody. Ja przecież jestem męska, bbuing bbuing XD
Ogólnie to kochane to bardzo <3333333333
Łiłułiłułiłu! AWWWW C: Takie kawaii c: Cukry, cukry, cukry :') Taemin idealny c: Konstruktywność poszła się... No ekhem XD
OdpowiedzUsuń~Shinigami
Tak bardzo awwww <3333
OdpowiedzUsuńI ten cudowny styl pisania ^-^
Bardzo kochany shocik, tylko nie rozumiem Taesia :""D wyjec pospolity XDDD
Życzę weny~!
~ Saewon/Samara - jak kto woli