niedziela, 24 maja 2015

Chance- Operacja: HunHan cz. 4



Naree's back! XD
W tym rozdziale strasznie dużo Kraya. Wróciłam z wycieczki i możecie się spodziewać kilku inspirowanych wycieczką oneshotów. Więc czekajcie <333
PS. czy tylko ja tak umieram sobie do View? 
~Ree
                POV YIXING
Wskoczyłem do metra, pocierając ręce o siebie. Niby marzec, niby ciepło, wiosna i te sprawy, a dzisiaj było równe zero stopni. Jeszcze się spóźnię do tego głupiego KFC, a Zhang Yixing nigdy się nie spóźnia...    
Wyszedłem, pozwalając chłodnemu powietrzu owiać moją twarz. 
-Hej! Mały!
Uniosłem głowę, patrząc na wysoką postać machającą do mnie. Uśmiechnąłem się szeroko i podbiegłem.
-Ge! Jak dobrze, że wróciłeś! Jak było w Kanadzie? Co tam u rodziny? Lot minął spokojnie?- dopytywałem, podskakując w miejscu. Wufan dłuższą chwilę po prostu się na mnie gapił, po czym z całej siły przytulił. Moje serce jakby... podskoczyło? Nieee, na pewno nie. To po prostu efekt tego, że tak szybko do niego przybiegłem. Wszystko przez brak kondycji.  
-Stęskniłem się, Xing- wymamrotał, wciąż trzymając mnie w ramionach. Zwrócił się do mnie po imieniu.
-Ja też- powiedziałem cicho. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech, a może tylko mi się wydawało? Aish, ten człowiek jest jedną wielką zagadką.
-Jest taki problem... Nie wziąłem podręczników- przyznał. Zamarłem. Podręczniki. Brawo, Yixing.
-Heh...- mruknąłem nerwowo. Zaśmiał się.
-Nie mów, że ty też. To w takim razie idziemy na kurczaki- zadecydował, puszczając mnie i kierując się w stronę KFC. Z trudem dotrzymywałem mu kroku.
-Powiesz mi w końcu jak było w Kanadzie?- zapytałem.
-Nic szczególnego. Szczerze mówiąc nudziło mi się. Dlatego wróciłem wcześniej. A co dzieje się tutaj?
-Hmmm... Do Soo przyjechał kuzyn z ciocią i dziewczyną, cała trójka cierpi na poważną homofobię, więc KaiSoo mają spore trudności... Ale dalej są do porzygu słodcy. Taemin nauczył się już połowy choreografii, wczoraj była impreza, po której Luhan miał strasznego kaca i załamanie nerwowe...
-Co?- Kris uniósł brwi pytająco.
-Oj, bo nic nie pamięta, a obudził się w łóżku Sehuna, bez ubrań i z bólem tyłka. Nie dociera do niego moje tłumaczenie, co najprawdopodobniej tam robili- uśmiechnąłem się pod nosem.
-Serio? Hun w końcu zdecydował się zrobić krok w stronę... Nie wierzę- pokręcił głową. Weszliśmy do KFC i zajęliśmy nasz stolik.
-Uwierz mi, ge, Luhan rano poprawił mi humor. Budzę się, a tu on: rozczochrany, blady, załamany... Wiem, że to niemiłe cieszyć się cudzym nieszczęściem, ale on ze swoją ślepotą w pełni na to zasłużył- zaśmiałem się. Pokiwał głową.
-I on naprawdę nic nie pamięta?
-Naprawdę. Gadałem z barmanem. Ponoć wypili z Sehunem tyle, że przyszedł sam właściciel i ich wyprosił.
-No i wypili sake ze zbiorów Kai’a i Amber. Jeszcze nigdy nie widziałem jej tak wkurzonej.
-A Sehun wygląda, jakby wszystko pamiętał.
-Pewnie tak jest. To ewenement na skalę światową, bo nigdy nie urywa mu się film. I rzadko ma kaca. A jest z nas najmłodszy...
-Ma chłopak talent- zaśmiałem się. Zawtórował mi, po czym poszedł odebrać nasze zamówienie. Obserwowałem jego wysoką sylwetkę. Zawsze wydawało mi się, że jest „tym złym”. Był jeszcze straszniejszy od Kai’a i nawet Baekhyun wyrażał się o nim z szacunkiem. Słowem: wszyscy się go bali. Teraz, po trzech miesiącach nauki z nim, naprawdę nie rozumiałem dlaczego. Owszem, czasami robił straszną minę, ale był zupełnie normalny…
-Hej, maluchu, żyjesz?
Drgnąłem na te słowa wypowiedziane prawie bezpośrednio do mojego ucha.
-Wufan ge! Miałeś tak do mnie nie mówić! To jest jawna dyskryminacja, poza tym mówiłem tysiąc razy i jeszcze powtórzę: to TY jesteś wielkoludem, nie ja liliputem- nadąsałem się. Mój przyjaciel spojrzał na mnie z rozbawieniem.
-Porównując ciebie ze mną albo z Chanyeolem, to jednak ty jesteś mały- zauważył. Prychnąłem.
-Lepiej jedzmy, bo wystygnie- powiedziałem i zabrałem się za kurczaki. Przytaknął.
            Spojrzałem na kubełek.
-Ile żeś tego wziął?- zapytałem ze zdziwieniem.
-Trochę więcej niż normalnie.
-Zauważyłem… Ja już nie mogę…- wymamrotałem. Chłopak wzruszył ramionami i szybko dokończył swoją porcję.
-Jeszcze tylko dwa kawałki. No spróbuj- zachęcał mnie.
-Nie ma opcji…
-Powiedz „aaa”- uśmiechnął się, łapiąc kawałek kurczaka. Pozwoliłem mu się nakarmić.
-Jezu… Przez najbliższy tydzień nie tknę mięsa- westchnąłem, gdy w końcu zjadłem swoją porcję. Patrzył na mnie w milczeniu- No co?
-Ubrudziłeś się- powiedział w końcu, uśmiechając się pod nosem.
-Bardzo zabawne. Gdzie?- zacząłem pocierać swój policzek. Zaśmiał się.
-Czekaj- powiedział, zabierając moją dłoń i muskając kciukiem moją dolną wargę. No tak, ubrudziłem się sosem. Gratulacje, Yixing. Rozbawiony zlizał sos ze swojego palca.
-Dzięki- uśmiechnąłem się. Nie wiedzieć czemu moje serce znowu dudniło jak szalone.
-Miałeś ostatnio test z historii, co nie?- przypomniał sobie. Niepewnie skinąłem głową.
-Co dostałeś?
-Sprawdzę- szybko zalogowałem się do e-dziennika, dziękując w duchu za ten wynalazek. Właśnie, zapomniałem, że dzisiaj mieli ogłosić wyniki!
-I co?
Nie, nie wierzę, to niemożliwe…
-Pokaż to- Kris zabrał mi telefon. Jego twarz rozjaśnił uśmiech- Gratulacje. Zasłużyłeś na tą piątkę. Trzeba to jakoś uczcić!
-Właściwie to przede wszystkim twoja zasługa, ge…
-Ciężko pracowałeś. Jestem z ciebie naprawdę dumny- chwilę się zastanawiał- Teraz muszę się zwijać, bo Chanyeol potrzebuje pomocy w malowaniu mieszkania, ale o dziewiętnastej przyjadę po ciebie do Luhanlandu i idziemy do kina, ok?
Skinąłem głową w milczeniu. Oddał mi szybko telefon i przytulił na pożegnanie.
-To do zobaczenia.
-Pa…- wymamrotałem i patrzyłem, jak wychodzi i znika wśród tłumu na zewnątrz.
            W prywatnym pokoju nie było ani Luhana, ani Sehuna. Dyo wyjaśnił mi, że poszli po bubble tea.
-Ale mogę liczyć na ciebie i na Baekhyuna, nie?
-O co chodzi?- zainteresował się Byun. Kai też uniósł brwi, zaciekawiony.
-Oj, bo nie mam w co się ubraaać…
-Przecież jesteś ubrany- zauważył inteligentnie Jongin.
-Wieczorem, idioto- prychnąłem.
-A co się dzieje wieczorem?- spytał jego chłopak, uśmiechając się uspokajająco.
-Oj, nic takiego, po prostu idę do kina, by uczcić sukces osiągnięty przez korepetycje…
-Domyślam się, że twój korepetytor także idzie?
-Tak, a jakżeby inaczej- starałem się inteligentnymi słowami ukryć swoje zakłopotanie.
-LAY I KRIS W KOŃCU SIĘ UMÓWILI!- wrzasnął Baek, podskakując na krześle.
-Wcale nie! To zwykłe przyjacielskie wyjście…
-We dwójkę?
-Tak…
-Wieczorem?
-No tak.
-Do kina?
-I CO Z TEGO?
-To takie romantyczneeee…- zachichotał Soo.        
-Przecież to nic takiego! To żadna randka!- zawołałem ze złością.
-No oficjalnie nie- wtrącił Kai, uśmiechając się. Czemu moi przyjaciele są takimi idiotami?
-W każdym razie Xing musi dobrze wyglądać. A nawet lepiej niż dobrze. Myślę, że do tego przyda się pomóc zaufanych doradców modowych, nie sądzisz, Kyungsoo?- uśmiechnął się Baekhyun. Cofam to. Oni są zajebiści.  

niedziela, 10 maja 2015

Chance- Operacja: HunHan cz. 3

Bonusowo długa część, bo Samara unnie miała urodziny, a ja nie złożyłam życzeń. W każdym razie WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! XD
Miłego czytania~

                               POV LUHAN


Cholera, moja głowa. Zamrugałem niepewnie. Światło bolało. Wszystko bolało. Nie miałem takiego kaca od swojej pierwszej imprezy. A wtedy było naprawdę ostro. Jakim cudem znowu tyle wypiłem?
            Obróciłem twarz w stronę przeciwną od okna i… o kurwa. To nie było moje łóżko. Ani mój pokój. A co do tożsamości właściciela... Przeniosłem wzrok na postać obok i otrzymałem odpowiedź. Patrzyłem na twarz śpiącego Sehuna. Cóż, nie ma lepszego sposobu na pozbycie się kaca niż obudzenie się w cudzym łóżku. Bez ubrań. Wstałem szybko i od razu tego pożałowałem, bo tyłek strasznie mnie bolał. Nie, to niemożliwe. Na pewno da się to jakoś racjonalnie wyjaśnić. Szybko ubrałem swoje wczorajsze ubrania. Już miałem wyjść, kiedy moje oczy znów zatrzymały się na chłopaku w łóżku. To mogła być moja jedyna szansa… Przykucnąłem obok niego. Uśmiechał się przez sen. Dziwne, zawsze w szkole jest poważny, ma wiecznie tą samą minę. A ten lekki uśmiech dodawał mu uroku. Westchnąłem. Żebyś tu przypadkiem nie został, Luhan. Ostrożnie wyciągnąłem dłoń i pogłaskałem go po policzku. Zebrało mi się na romantyzmy. Prychnąłem w duchu, ale nachyliłem się i musnąłem ustami jego czoło.
            Wyszedłem z pokoju, nie patrząc już na niego. Mieszkanie było duże i zabałaganione.
-O, śpiąca królewna się obudziła- Kai spojrzał na mnie z kuchennego krzesła.
-Ciiiiszej… wody- powiedziałem, łapiąc się za głowę.
-Jak tam nocka?
-Czarna plama. Nic nie pamiętam- z wdzięcznością przyjąłem szklankę.
-Z tego co słyszałem, daliście czadu.
-Co?
-A jak sądzisz, co się dzieje, gdy dwóch gejów się upije i przez przypadek znajdą się sami w domu jednego z nich?- zaśmiał się.
-Bardzo zabawne, Jongin. Przestań ze mnie żartować.
-Mówię serio! Odwiozłem Soo i jego popieprzonego kuzyna z lalą do domu, a potem wróciłem tutaj i co słyszę? Dźwięki, jakie wydają z siebie ruchający się ludzie!
-Nie krzycz tak- syknąłem. Nawet nie zrozumiałem jego słów, za głośno je wypowiedział.
-Może odwiozę cię do domu, co? Powiem Xiuminowi, że jesteś niedysponowany…
-Luhanland w rękach Minseoka? Po moim trupie. Wezmę od Xinga boski lek na kaca i tyle. Absolutnie. Baozi nie może się opiekować moim jedynym dzieciątkiem- wpadłem w panikę. Kai uśmiechnął się pod nosem. Dwadzieścia minut później byłem już u Lay’a.

                            POV KAI

            Uśmiechnąłem się, widząc wchodzącego do kuchni Sehuna. Wyglądał na nieco bardziej ogarniętego niż Lu.
-Dzień dobry, szaleńcze! Jak było na górze?- zapytałem, szczerząc się do niego.
-Zamknij twarz. Gdzie Luhan?
-Teraz pewnie w swojej krainie. W kawiarence. Pracuje. A ty nie masz przypadkiem kaca?
-Nie pamiętasz? Dzieciak z mocną głową- prychnął. W jego oczach dostrzegłem jakieś zagubienie.
-Wszystko w porządku, młody?
-Czy Luhan…
-Nic nie pamiętał.
Na jego twarzy pojawił się smutek. Usiadł na krześle i zamknął oczy.
            W ciszy rozbrzmiał dzwonek telefonu. Odebrałem szybko.
-Tak?
-Oppa, mógłbyś zgarnąć Sehuna i przyjechać do mnie do pracy? Luhan ma jakieś załamanie nerwowe, a Uija i Jo nie są najlepszymi towarzyszami.
-Oczywiście, już się zbieramy- uśmiechnąłem się.
-Wyspałeś się?
Przygryzłem wargę. Jeny, był uroczy w tym martwieniu się wszystkim.
-Tak. A ty?
-Średnio… Noona zrobiła awanturę za upijanie gości. Sami pili, ja ich nie zmuszałem.
Zaśmiałem się cicho.
-Do zobaczenia zaraz, kochanie.
-Pa…
Niemal usłyszałem, jak się rumieni.
-Jedziemy do Luhanlandu, więc ubieraj się- rzuciłem chłopakowi przy stole.
            Weszliśmy do kawiarenki. Dzień wolny, więc dużo gości. Tym razem głośniki grały „Genie”. Muszę kiedyś poprosić jelenia o inny dobór piosenek.
-Cześć, Tao- powiedzieliśmy jednocześnie ja i Sehun. Panda skinęła nam głową i wróciła do obsługiwania jakiejś nastolatki.
-Kai, wszyscy są przy prywatnym- powiedział Minseok, machając do nas.
-Dzięki- pociągnąłem młodszego do „tajnej” części lokalu. Przy już niemal legendarnym stoliku siedzieli: Luhan, Kyungsoo, Jo, Uija, Yixing, a także Nei.
-Heeej…- ziewnął mój chłopak, przymykając oczy. Uśmiechnąłem się, a po moim ciele rozeszła się fala ciepła.
-Co jesteście tacy padnięci?- udałem zdziwienie.
-Uwierz mi, też byś był padnięty, jakbyś cały wieczór obsługiwał kawiarenkę i od rana słuchał bezsensownych narzekań skacowanego debila- burknęła różowowłosa. Lu posłał jej zabójcze spojrzenie, nie mając nawet siły jej uderzyć. Podniosłem Soo na chwilę, by usiąść na jego miejscu i posadzić go sobie na kolanach. Zadowolony z takiego obrotu spraw mruknął coś i wtulił twarz w moją szyję.
-Ej, to nie fair! Też chcę mieć poduszkę w wersji Kai’a!- w progu stanął Baekhyun.
-A tknij go tylko- czerwonowłosy pokazał mu środkowy palec. Zaśmiałem się.
-Gdzie zgubiłeś giganta?
-Musiał gdzieś jechać z ojcem… Byun Baekhyun, miło mi- wyciągnął dłoń do kuzyna Dyo.
-Choi Uija. A to Jo, moja dziewczyna. Kyungsoo, co ty właściwie robisz?
-Śpię- chłopak objął moją szyję ramionami. Uśmiechnąłem się pod nosem.
-Ale w taki sposób?
-To KaiSoo. Czego się spodziewałeś?- prychnął Baek, opierając się o ścianę.
-Kaico?
-KaiSoo- powtórzyłem, zanurzając nos w czerwonych włosach. Przeniosłem wzrok na Sehuna, który świdrował zdenerwowanego Luhana wzrokiem.
-Nie gap się tak- burknął w końcu jeleń.
-Ja? A co ja robię?
-Gapisz się. Każdy ma prawo mieć zły dzień- blondyn poprawił szal. Szal?
-Lu, może zdejmij to coś z szyj, będzie ci wygodniej- zasugerowałem niewinnie.
-Jasne- mruknął nieprzytomnie. Dopiero, gdy materiał znalazł się w jego rękach, uświadomił sobie, po co mu on był. Reszta była pogrążona w jakiejś rozmowie, ale ja zobaczyłem. Chłopak miał na szyi wzór z malinek. Znów spojrzałem na Sehuna, który uśmiechał się triumfalnie.
-A tobie o co znowu chodzi?- Luhan znów zwrócił się do niego. Odpowiedział mu cichy śmiech.
-Bardzo śmieszne. Czemu tak na mnie patrzysz?!
-Można powiedzieć, że mam swoje powody.
No, on jest prawie tak bezczelny, jak ja. Dobrze go wychowaliśmy.
-Lecz się- burknął blondynek, na powrót zawijając szyję w szal. Co chwila jednak zerkał pytająco na mojego rozbawionego przyjaciela.
-Oooo, Luhaaan! Jak się udała wczorajsza impreza?- zapytał entuzjastycznie Baekhyun. Oczywiście dosłyszałem w tym nutkę fałszu, ale cóż… Nie wszyscy na świecie mogą się przyjaźnić, co nie?
-Nie wiem. Nie pamiętam.
-A ty, Sehunnie? Podobało ci się? Wybierałem lokal specjalnie pod ciebie- Byun zamrugał niewinnie. Tęczowowłosy wyglądał na zamyślonego.
-Nie spodziewałem się czegoś takiego, ale przyznaję, że wczorajszy wieczór wywarł na mnie ogromne wrażenie.
-On tak mówi, gdy się cieszy- przetłumaczyłem na prosty język.
-Właśnie, Kai, dzięki za pomoc w doborze klubu- uśmiechnął się diva.
-Tobie też pomógł?- ucieszył się Yixing. Zarówno Baek, Kyungsoo, jak i ja spiorunowaliśmy go wzrokiem. Kretyn…
-Zaraz… Lay, czy ty przypadkiem nie szedłeś na imprezę z Luhanem?- Sehun nerwowo poruszył się na krześle.
-Taaak, a co?
Kretyn, kretyn, kretyn do sześcianu…
-Jongin- głos mojego młodszego przyjaciela zabrzmiał złowrogo.
-Tak?
-Porozmawiasz ze mną w cztery oczy?
No świetnie, jęknąłem w duchu. Z żalem wstałem.
-Sorry, skarbie- mruknąłem do swojego chłopaka, który wydął dolną wargę w wyrazie niezadowolenia. Westchnąłem i podążyłem za zirytowanym „dzieciakiem”.

                            POV SEHUN

            Gdy tylko znaleźliśmy się w łazience, przyparłem Kai’a do ściany.
-Czy mi się wydaje, czy ty się znowu wcinasz w moje życie prywatne?- warknąłem.
-Ej, młody, wyluzuj… Gdyby nie ja, pewnie nie spędziłbyś cudownej nocki z Luhanem… Trochę wdzięczności, co?
Przymknąłem oczy, starając się nie zacząć na niego krzyczeć.
-Słuchaj mnie. Rozumiem, że chciałeś mi pomóc, ale nie…
-Powiedziałeś mu?
Skinąłem głową, mimo woli przypominając sobie moje wyznanie, Luhana wijącego się pode mną i błagającego o więcej, Luhana w moich ramionach…
-Ale co z tego, skoro był tak pijany, że nic nie pamięta?- warknąłem, zaciskając dłonie w pięści. Wiedziałem, że Jongin patrzył na mnie współczująco.
-Hun, naprawdę mi przykro…
-Wyobraź sobie, że Kyungsoo hyung zapomina, że wyznałeś mu miłość. Zapomina wszystko, przychodzi i traktuje cię nawet nie jak kumpla, tylko ledwo poznanego znajomego. Jakbyś się poczuł?
Mój przykład chyba zadziałał, bo chłopak zamarł.
-No to mnie przekonałeś. Uwierz mi, zrobię wszystko, żeby ci pomóc- powiedział w końcu.
-To chodźmy, bo na nas czekają- powiedziałem, kierując się w stronę wyjścia.
            Minęliśmy stojącego za ladą… Luhana?
-Hej, głupku, co ty tu robisz?- zagadnął Kai.
-Nie wytrzymam z tym głupim Baekhyunem w jednym pomieszczeniu- burknął blondyn, marszcząc brwi. Uroczy…
-Sehun, zamów sobie bubble tea i wyciągnij tego idiotę do nas.
-Zamówić sobie…?- spojrzałem na niego pytająco.
-Tak, ja stawiam- westchnął, na co z piskiem rzuciłem mu się na szyję.
-Jeju, hyung, jesteś najnajnajlepszy!- wołałem, podskakując.
-Lepiej go puść, bo jeszcze Soo zrobi się zazdrosny- powiedział do mnie Lu, unosząc jedną brew. Wyglądał na trochę… rozeźlonego?
-Kto tu jest zazdrosny- mruknął mi do ucha uśmiechnięty Jongin, po czym oddalił się. Oparłem się o ladę i spojrzałem na jelonka.
-No i co się na mnie gapisz? Mam coś na twarzy?- zdenerwował się. Nie mogłem powstrzymać cichego śmiechu. Coś nowego, rzadko śmieję się w miejscach publicznych, a dzisiaj zdarzyło mi się już dwa razy.
-Zrobię ci bubble tea. Jaką chcesz?
-Zdaję się na twój gust- powiedziałem, po czym zająłem się obserwowaniu go przy pracy. Był w pełni skupiony, chociaż kilkakrotnie spoglądał na mnie niepewnie. W końcu postawił przede mną kubeczek i podał słomkę. Zmierzyłem napój uważnym spojrzeniem.
-Skąd wiedziałeś?- zapytałem zaskoczony.
-Co wiedziałem?
-To moje ulubione zestawienie.
Jego usteczka ułożyły się w piękne, okrągłe „o”.
-Przygotowałem moje ulubione zestawienie- powiedział niepewnie.
-Nawet kolor słomki się zgadza- uśmiechnąłem się do niego. Znowu. Zabłyszczały mu oczy.
-Niesamowite, że lubimy dokładnie to samo!- pisnął, podskakując w miejscu. Okay, oficjalnie umarłem. On jest zbyt słodki.
-Chodź do reszty- powiedziałem, łapiąc kubek.
-Ale Baekhyun jest taki…
-Tao hyung! Zajmij się klientami!- zawołałem w stronę roześmianego Chińczyka, po czym pociągnąłem Luhana za rękę do prywatnego stolika.
-Mam deja vú- mruknął. Chciałem mu powiedzieć, że słusznie, bo zaledwie wczoraj też prowadziłem go za rękę, tyle że do swojego mieszkania. Zamiast tego nachyliłem się do niego i szepnąłem:
-Nie mam pojęcia, o czym mówisz, Xiao Lu.
A potem weszliśmy do pokoju prywatnego, ja zająłem swoje miejsce koło Kai’a, zaś on swoje obok Nei. Popijałem cały czas bubble tea.
-O. Sehun. Gdzie byłeś?- zapytał rozespany Kyungsoo, patrząc na mnie z kolan Jongina. Resztę ciała położył na drugim krześle, a głowę umieścił na nogach swojego chłopaka, który czule gładził go po włosach. Uśmiechnąłem się lekko, bo razem stanowili idealną parę.
-Przywlokłem Luhana. I przy okazji wydoiłem swojego hyunga z kasy- posłałem „murzynowi” uśmiech.
-To taki mały doping- powiedział mój tylko trochę starszy współlokator.
-Wow, młody, ty się uśmiechasz- zauważył Baekhyun. W odpowiedzi uśmiechnąłem się jeszcze szerzej.
-Luhan, co jest w tej bubble tea?
Blondyn posłał mu znudzone spojrzenie.
-Tylko to, co ja piję.
-AAA!!! MÓJ BIEDNY MAŁY HUNNIE ZAMIENI SIĘ W KOPIĘ TEGO GŁUPIEGO JELENIA!!!- zawołał spanikowany Baek. Zachichotałem, na co aż podskoczył.
-Osobiście nie mam nic przeciwko- powiedziałem słodko.
-Ej, Dyo, a gdzie twój kuzyn, cycki i reszta Jo?- zapytał Lu.
-KaRya noona zabrała ich przed chwilą na jakieś zwiedzanie miasta. Na szczęście- czerwonowłosy uśmiechnął się.
-Lay, z kim tak piszesz?- jelonek wychylił się do swojego przyjaciela.
-Pytam Wufana-ge kiedy wraca.
-Od trzydziestu minut?
-Przeszkadza ci to?- burknął jednorożec, odwracając głowę.
-Kiedy piszesz z zupełnie obojętnym ci korepetytorem, uczącym znienawidzonego przez ciebie przedmiotu, nie powinieneś chichotać, szczerzyć się i rumienić jak jakaś gimnazjalistka na widok piosenkarza. To taka drobna uwaga. 
-Zamknij się- warknął Yixing, po czym nagle jego twarz rozjaśnił uśmiech.
-Co jest?- zapytał Dyo ze śmiechem.
-Idę na korepetycje z korepetycji. W trybie natychmiastowym. Nara!- zawołał i cały w skowronkach wybiegł z pokoju, a potem z kawiarenki.
 -Jeśli on nie jest zakochany w tym Krisie, to rogi mi wyrosną- prychnął Luhan, wywołując śmiech.
-Podpisuję się pod tym!- dodał Kai. Pokręciłem głową. I podobno ja jestem w tym gronie najmłodszy...
-A ty, Lu, skąd niby wiesz?- zainteresował się Baekhyun.
-Znam się na ludzkich uczuciach. Potrafię w 10 sekund rozpoznać zakochanych.
Kyungsoo, Jongin i Baek jednocześnie prychnęli, wymieniając spojrzenia. Znów pokręciłem głową. Oni wszyscy wiedzą? Niemożliwe...
-Jesteś pewny?- zapytał Byun, unosząc brwi.
-Oczywiście. Śmiesz w to wątpić?
-Hmmmm...- zachichotał chłopak, puszczając mi oczko. Westchnąłem, przenosząc wzrok na blondyna, który słał mu zabójcze spojrzenia. Awwww... Jaki on jest prześliczny...
-ZNOWU SIĘ NA MNIE GAPISZ! JESTEŚ PSYCHOPATĄ CZY JAK?
Podskoczyłem, słysząc krzyk Luhana. Wszyscy ryknęli śmiechem.
-Jezu... Sehun... Twoja mina jest bezcenna...- rechotał Kai.
-Ha, ha, ha. Śmieszne- wycedziłem, łapiąc kubek z bubble tea i biorąc parę łyków. Lu momentalnie znalazł się obok mnie. Uniosłem głowę ze zdziwieniem.
-Uśmiechnij się- powiedział słodko.
-Nie- zrobiłem najbardziej niezadowoloną minę, jaką umiem. Nie miałem zamiaru poddawać się temu jelonkowi, jakkolwiek uroczy by nie był w swoich prośbach.
-No weeeź…- dźgnął mnie palcem w policzek. Zignorowałem to.
-Tak go do niczego nie przekonasz- zapowiedział Jongin.
-Sehunnie~
-Zrobisz mi dziurę w policzku- burknąłem, na co zachichotał.
-Dobra, ostatnia próba. Bubble tea na koszt firmy?
Podskoczyłem na krześle.
-Naprawdę?- zapytałem, robiąc wielkie oczy.
-Jeden warunek. Musisz się uśmiechnąć.
Bez słowa sprzeciwu obdarzyłem go najsłodszym uśmiechem, na jaki było mnie stać.
-O fuj- jęknął Baekhyun.
-To chodź- blondynek odwzajemnił mój uśmiech i poprowadził za sobą.
            Tym razem znalazłem się po drugiej stronie lady.
-Chcesz mi pomóc?- zapytał. Pokiwałem szybko głową. Zawsze chciałem przygotować swój przysmak samodzielnie, a teraz nadarzyła się okazja i nie miałem zamiaru jej zmarnować.
-Tylko rób, co ci powiem, bo inaczej może się to źle skończyć- poinstruował mnie chłopak, marszcząc brwi, jakby zdradzał mi tajemnice państwowe.
-Oczywiście, Xiao Lu- powiedziałem słodko. Jego źrenice gwałtownie się rozszerzyły, ale tego nie skomentował.
-To do roboty.