sobota, 7 stycznia 2017

Cześć,
z tej strony Naree. Nietrudno zauważyć, że aktywność z naszej strony spadła i raczej wątpię, by to się zmieniło. Moje pisanie na razie trafia do zeszyciku i nie wiem, kiedy znów zacznę cokolwiek publikować. Na pewno w końcu do tego dojdzie. Kiedyśtam. Na pewno nie tu.
Chwilowo odsyłam do Wattpada Pandy -> *klik*
A to jest moje konto. Kiedy wrócę do pisania, będę publikować tam. Być może nawet niedługo.
Przepraszam.
Kim Naree

czwartek, 1 września 2016

Opętany- cz. 17

Cisza robiła się coraz bardziej nieznośna. Kyungsoo uśmiechnął się lekko.
-Ja to zrobiłem.
Oczy Kibuma ciskały gromy. Minho zaczął się cicho modlić, by Jjong wrócił już z pracy. Tylko on umiał uspokoić divę.
-Ty... CO?! JAK ŚMIAŁEŚ RUSZAĆ...
-No, i posprzątałem w lodówce. I w szafkach. Jesteś strasznie niezorganizowany.
-O matko- wyszeptał Minho. Taemin szybko się za nim schował. Oczy miał wielkie z przerażenia.

Nie wiadomo, kiedy dokładnie rzucono pierwszy talerz, ale gdy Jinki i Jonghyun wrócili z pracy, kuchnia była pobojowiskiem, pośrodku którego wrzeszczało na siebie dwóch chłopaków.
-Hyung, proszę...- zaczął Jongin, trzymając Kyungsoo za łokieć.
-Odsuń się, to nie twoja sprawa.
Jjong pierwszy zrozumiał, co się dzieje i bezceremonialnie wyniósł Kibuma z pokoju.
-Wrzaski za trzy... dwa... jeden...- Minho przewrócił oczami.
-PUŚĆ MNIE, GŁUPI DINOZAURZE!!! CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ?!
Jongin zaśmiał się cicho.
-Chodź, hyung- powiedział do Kyungsoo.-Położysz się, dobrze? Musisz się wyspać, żeby odzyskać siły.
-W porządku- wyburczał chłopak i razem opuścili kuchnię. Minho spojrzał na Taemina, trochę zaskoczony.
-Lepiej idź do pokoju, Minnie. Ja tu posprzątam.
-Nie, hyung. Pomogę ci- uśmiechnął się chłopak, poprawiając włosy. Starszy skinął głową i zabrali się za ogarnianie "pola bitwy".

Gdy skończyli sprzątać, było już po dwudziestej drugiej.
-Hyung, jestem zmęczony...
-Wiem, Minnie. Musisz się wyspać.
-A mogę spać u ciebie?- rudzielec zrobił słodką minkę. Minho westchnął cicho, zbity z tropu. Miał ochotę złapać te policzki i wycisnąć z nich całe szczęście. Nieważne, jak dziwnie to zabrzmiało.
-Oczywiście, że możesz- uśmiechnął się w końcu.-No to chodź.
Weszli do pokoju Minho w ciszy.
-Idę się kąpać pierwszy!- zawołał Taemin i pobiegł do łazienki. Starszy zaśmiał się pod nosem i usiadł na łóżku.
Po chwili położył się i spojrzał w sufit. Niby nic niezwykłego. Biała, chropowata powierzchnia, gdzieniegdzie poplamiona innym kolorem farby. W kąciku jakiś sympatyczny pająk uprządł sieć. Choi uśmiechnął się lekko. Nie przeszkadzały mu pająki, a wręcz przeciwnie. Łapały w końcu komary i muchy.
Wędrował wzrokiem dalej. Szafa. To była ta szafa, na której Taemin siedział w duchowej formie. Była chyba ulubionym meblem Minho. Mała, ale solidna, wykonana z mocnego, ciemnego drewna. W drzwiach miała lustra, dookoła których czyjaś sprawna dłoń wyrzeźbiła liście i kwiaty. No i pachniała jak prawdziwy las.
Obok stało biurko. Nic specjalnego, ale spełniało swoje zadanie, czyli utrzymywanie całego bałaganu. Kartki, dokumenty, teczki i obrazki.
Po lewej stronie biurka znajdowały się drzwi, a w nich...
Taemin, świeżo po kąpieli, jedynie w krótkim ręczniku na biodrach.
Minho zakrztusił się własną śliną. Rude włosy młodszego były wciąż mokre i lepiły się do twarzy. Wyglądało to... seksownie.
Taemin uśmiechnął się niepewnie, poprawiając ręcznik.
-Hej, hyung, mam sprawę.





--------------------------------------------------------------------------

YEOGI BUTEORA
Hehe, wróciłam :33 Wiem, że nie jest zbyt długi, ale to pierwsze moje pisanie od dłuższego czasu, kek. Jak tam początek roku szkolnego? 
-Kim Naree

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

INFO

Hej miśki, tu Ree~
Niezbyt fajne wieści, ze względu na wyjazdy i brak weny, BLOG ZAWIESZONY DO KOŃCA WAKACJI.
Ale wrócimy z hukiem c=
Miłych wakacji~

poniedziałek, 18 lipca 2016

Wonderland Exists- rozdział drugi

W dół i w bok
Miał pecha. I to ogromnego.
Bo jak inaczej można wytłumaczyć to, że obudziło go zimno i plusk? Nijak. Był w wodzie. Pech i tyle.
Szczęście w tym wszystkim wyglądało tak, że ojciec nauczył go pływać w rzekach i morzach. Zwalczył prąd i dopłynął do brzegu. Jakoś.
-Daehyun, obudź się!- zawołał z dołu. Było mu cholernie zimno i dziękował swojemu zdrowemu rozsądkowi za zostawienie swojej kurtki temu prawie nieznajomemu. Inaczej straciłby telefon, słuchawki, dokumenty… Wszystko.
-Co się dzieje? Dlaczego jesteś cały mokry?- wymamrotał blondyn, patrząc na niego nieprzytomnym wzrokiem.
-Miau?- dodał Youngjae, przeciągając się i strosząc lekko sierść.
-Spadłem…- burknął Yongguk, patrząc gdzieś w bok. Nie czuł się zbyt komfortowo z tym, że tak się stało.-Rzucisz mi plecak?
-Oczywiście… Oh, to twoja kurtka – Jung uśmiechnął się lekko, widząc okrywający go materiał.-Dziękuję, hyung. Trzymaj plecak.
Bang szybko wydobył jakieś suche rzeczy. Uznał, że warto być zawsze gotowym na różne rzeczy. Powiesił swoje mokre ubrania na gałęzi.
-Pranie samo się zrobiło- uznał, ubrany już w ciepłe ciuchy. Daehyun roześmiał się, wyciągając ze swojej magicznej walizki kilka wspaniałych rzeczy. Ciastka, chleb, ser, czekoladę…
-Musimy znaleźć jakieś miejsce, gdzie zjemy obiad.
-Albo coś upolujemy- Yongguk uśmiechnął się pod nosem, jedząc kanapkę. Coraz bardziej podobała mu się ta idea „przygody”. Chyba tego mu brakowało w życiu. Czuł się, jakby znów wędrował po górach z bratem. Tylko tym razem znalazł się w takiej sytuacji z dziwnym kolesiem i jego kotem.
Czym jest życie bez takich sytuacji?
-Myślę, że musimy wejść do lasu- stwierdził blondyn, bawiąc się szalikiem. -Będziemy iść cały czas nad rzeką, aż znajdziemy jakąś leśniczówkę czy coś. Powiedz mi, hyung, nie musisz wracać do pracy, rodziny czy coś?
-Nie. Ostatnio zrezygnowałem z pracy. Wiesz, zarobiłem naprawdę ogromną ilość pieniędzy w wielkiej korporacji… Ale tam nie było miejsca na życie. A rodzina…- Yongguk przechylił głowę.-Mieszkam sam.
-Nie masz dziewczyny, żony, nic?
-Jakoś nigdy się nie złożyło- przyznał z rozbawieniem. Nie potrzebował kobiety. Właściwie nie potrzebował nikogo oprócz Yongnama i Natashy. No, technicznie rzecz biorąc, Natasha była kobietą. Nieważne.-A ty, Daehyun-ssi?
-Nie. Zawsze byłem tylko ja. No, i Jae- blondyn uśmiechnął się do kota.
-No to się dobraliśmy. Trzeba opracować plan działania. Czyli idziemy wzdłuż rzeki i czekamy na szczęście?
-To brzmi jak zabawa.
Wędrówka lasem okazała się być trudniejsza, niż myśleli. Brak ścieżek skutkował
błądzeniem po brzegu rzeki. Youngjae szedł grzecznie u boku swojego opiekuna, co niezwykle zadziwiało Banga. W końcu rzadko widuje się kota posłusznego jak pies, prawda?
-Fuj, pająk. Jae, zostaw- Daehyun skrzywił się.-Nie wolno.
-Koty polują na pająki- zauważył Yongguk.
-Nie chcę, żeby ruszał to obrzydlistwo. Ewwww.
-Boisz się pająków?
-Brzydzę się.
Pokiwał głową, starając się zapamiętać tę informację. Westchnął ciężko. Szli już jakieś dwie godziny i nic.
-Zróbmy postój, proszę. Zaraz padnę- zatrzymał się pod drzewem.
-Racja. Stop, kocie, gdzie ty lecisz?- Jung przysiadł na powalonym pniu.
-Miau- brzmiała odpowiedź.
-Nie, żadnych lisów. Chodź tu. Hyung, wody?
Bang pokiwał głową i z wdzięcznością przyjął butelkę. Przymknął oczy, wsłuchując się w śpiew ptaków, szmer liści i chlupanie wody. Do tego wszystkiego dołączył melodyjny głos, śpiewający razem z ptakami tę magiczną melodię. Mężczyzna otworzył oczy i spojrzał z zaskoczeniem na Daehyuna, który siedział na swoim pniu.
-Pięknie- powiedział w końcu, uśmiechając się.
-Dziękuję, hyung. Gotowy do dalszej wędrówki?
-Nigdy nie będę gotowy. Ruszajmy.
Była już czwarta po południu, a oni wciąż byli w lesie. Dosłownie i w przenośni.
-Boli mnie brzuch. Umieram z głodu- narzekał Jung, wlokąc się powoli.
-Patrz, jesteśmy uratowani- mruknął Yongguk, uciszając go. Youngjae najeżył sierść, wpatrując się w ten sam punkt.
Ogromny, czarny królik kicał spokojnie przez las.
-Jedzenie!- zawołał z ulgą blondyn.
-Cicho bądź, bo nam odkica.
Królik spojrzał na nich i Bang mógłby przysiąc, że widział w tym spojrzeniu niesamowitą pogardę. Zacisnął zęby i zaczął powoli iść za tym wrednym stworzeniem. Postawił sobie za cel złapanie go i zrobienie pysznej potrawki. I wszystko było pięknie, dopóki ten głupi futrzak nie skoczył do jakiejś nory.
-Zaczekajmy na niego. Nie ma wyjścia- stwierdził czarnowłosy mężczyzna, przeklinając w duchu swoją powolność.
-Co tam czekać. Musimy wskoczyć za nim. Osaczę go- Daehyun zmarszczył groźnie brwi.
-Miau, miau, miaaaau!- brązowy kot nastroszył sierść.
-Nie, Youngjae. Przestań narzekać. Mój plan jest genialny.
Yongguk zanotował sobie w głowie, żeby nie odbierać temu chłopakowi jedzenia.
-Nie wiem, czy to jest bezpieczne…- zaczął.
-Spoko. To tylko dziura w ziemi. Jak coś, to cię zawołam. Chodź, Jae- blondyn usadził sobie kota na ramionach i skoczył do nory, zanim Bang zdążył zaprotestować.
Minęło pięć minut i uznał, że powinien się upewnić, czy wszystko okay.
-Daehyun-ssi? Daehyun?- zawołał. Cisza. Zmarszczył brwi. Wziął plecak i przepakował kilka najważniejszych rzeczy z walizki znajomego. Powoli zajrzał do ciemnego miejsca.-Jung Daehyun? Youngjae? Dae….- i tyle zdążył powiedzieć, zanim spadł.
Zamknął oczy, gotowy na bolesne spotkanie z podłożem, ale nie nastąpiło. Nic nie nastąpiło. Znalazł się
w próżni, w każdym razie tak mu się na początku wydawało. Dopiero potem uświadomił sobie, że spada. Przypomniało mu się, jak wybrał się w góry z rodzeństwem. Natasha poszła wtedy szukać drewna, a on i Yongnam zostali sami. Szept brata na nowo rozbrzmiał mu w głowie. „Wiesz, znalazłem fajną jaskinię. Chcesz zobaczyć?”.
Szczęście, że Natasha ich znalazła i wyciągnęła spomiędzy skał. Wtedy też spadali dość długo… Właśnie, spadali razem. Nierozłączne bliźnięta. Zawsze jeden miał oparcie w drugim.
Teraz Yongguk spadał sam. Nie było nikogo, kto by mu powiedział, że będzie dobrze, że nie roztrzaskają się o
podłoże. Sam musiał tak myśleć. W końcu był już dorosłym facetem. Zastanawiał się, ile poniżej jest Daehyun. Niepokojące.
-HYUNG!
Otworzył oczy i popatrzył na znajomą, jasnowłosą postać.
-Dae…?- zapytał. Chłopak zaśmiał się z niedowierzaniem i złapał go za rękę. Spadanie ustało.
-No hej.
-Miau- dodał Youngjae, strosząc sierść z niezadowoleniem.
-Dlaczego jest cię tylko pół?- zmarszczył brwi Bang. Jego znajomy uśmiechnął się.
-Bo drugie pół jest tam. Królik tam wskoczył, a ja za nim. Czy to nie zabawne? Chodź, hyung. Złapiemy tego wrednego królika.
Mężczyzna pozwolił się wciągnąć do niewidzialnego tunelu. Otoczyła ich jeszcze ciemniejsza czerń.
-Czy tylko mi się wydaje, że to się przechyliło?- mruknął Jung, łapiąc Yongguka za ramię. Miał rację. W jednej chwili tunel zamienił się w zjeżdżalnię. Podróżnicy zamknęli mocno oczy.
-Zostaniemy krwawą miazgą na czyjejś posadzce?- zapytał młodszy nieco drżącym głosem.
-Nie sądzę… Będzie dobrze. Nie przejmuj się…
-Tak jest, hyung. Byłeś wspaniałym towarzyszem.
-Yah! Nikt nie planuje umierać, prawda, Jae?

-Miau- kot uniósł głowę, machając lekko ogonem. Daehyun chciał coś odpowiedzieć, ale w tej samej chwili pociemniało im przed oczami i stracili przytomność.

--------------------------------------------------------------------
 Wróciłam <jak zawsze XD> byłam u rodziny więc ten ;;
Poprawię się!
xoxo
Ree 

sobota, 4 czerwca 2016

Wonderland Exists- rozdział pierwszy

                Dwóch samotników i kot

Pociąg zatrzymał się w połowie piosenki. Mężczyzna zdjął słuchawki i rozejrzał się uważnie.
To nie była jego stacja.
Westchnął ciężko i wyjrzał przez okno. Wszędzie dookoła pola, łąki… A daleko rzeka i jakiś las. Jak poetycko, pomyślał ironicznie. Miał dojechać na czas do miasteczka i zobaczyć się z ojcem. Tymczasem jak widać utknął na jakimś zadupiu.
Drzwi od przedziału otworzyły się powoli i do środka zajrzał szczupły blondyn. Uśmiechnął się niepewnie.
-Można?- zapytał cicho. Mężczyzna pokiwał głową. Blondyn wszedł do środka, tachając niewielką walizeczkę i tajemniczy, wiklinowy kosz. Położył ów kosz na siedzeniu, a drugi bagaż zaczął upychać na półeczce. Dłuższą chwilę średnio mu to wychodziło, ale w końcu wygrał wyimaginowaną bitwę z walizką i spokojnie usiadł obok swojego kosza.
-Stoimy, bo ktoś umarł w pierwszym wagonie- powiedział wesołym, beztroskim tonem.-Zapanowała sztywna atmosfera.
-Po prostu przyszła na niego kolej…- powiedział mężczyzna filozoficznie. Nie było mu dane zamyślić się nad tym biedakiem, bo blondyn wybuchnął śmiechem.
-Nie… Haha… Nie wierzę, że powiedziałeś „kolej”! Przyszła na niego KOLEJ… Bo zmarł w POCIĄGU!
-Umm… Nie miałem na myśli…
-Jesteś naprawdę zabawny. A ja jestem Daehyun. Jung Daehyun- chłopak odgarnął jasną grzywkę.
-Umm… Bang Yongguk- mężczyzna uśmiechnął się nerwowo.
-Miau?- kosz zadrżał lekko.
-Ah, prawie zapomniałem!- blondyn podniósł wiklinową pokrywę. Od razu wychyliła się brązowa, kocia główka. Stworzonko spojrzało na nich inteligentnymi oczami.
-To jest Youngjae.
-Dałeś tak kotu na imię?
-Tak. Przyszedł do mnie tydzień temu, w ulewny wieczór. Nie mogłem go zostawić- Daehyun pogłaskał zwierzątko za uszkiem. Yongguk przechylił nieco głowę, oczarowany tą sceną. Doskonale widział więź istniejącą między tą dwójką.
-Youngjae, chyba musimy stąd uciekać, co? Ten pociąg będzie tak stał wieczność…- blondyn popatrzył kotu w oczy.
-Miau.
-Tak, weźmiemy go ze sobą.
-Miau, miau, miau.
-Oczywiście, że dostaniesz jedzenie. Ale chyba nie chcesz jeść w jednym pojeździe z trupem?
-Miauuuu.
Bang poprawił nerwowo swoje ciemne włosy. Nie za bardzo rozumiał ich konwersację, ale brzmiała trochę… niepokojąco.
-Daehyun-ssi? O co chodzi?- zapytał niepewnie.
-Youngjae i ja doszliśmy do wniosku, że musisz z nami stąd wyjść- oznajmił Jung, zamykając pokrywkę kosza.
-Wyjść… gdzie?
-Gdziekolwiek. Z tego pociągu. Chyba, że nie chcesz…
-Dla mnie okay. Już i tak jestem spóźniony… A mój brat nie należy do cierpliwych osób- westchnął Yongguk, bawiąc się nerwowo swoim łańcuszkiem.
-No to chodźmy- blondyn wstał i poprawił szary szalik. Z trudem zdjął walizkę z półki i wyciągnął kota z koszyka.
-Czy nie powinieneś go schować?
-Nie. Nie lubi podróżować w koszu. Jechał w nim, bo tak kazał jakiś ważny dupek na dworcu. Ale teraz jesteśmy wolni.
Youngjae miauknął cicho, wdrapując się swojemu opiekunowi na ramiona.
-No, zbieraj się- Daehyun wyszczerzył radośnie zęby, obserwując Yongguka. Ten westchnął ciężko, wstając z miejsca. Nie miał bagażu oprócz podręcznego plecaczka. Spakował jeszcze słuchawki do kieszeni wojskowej kurtki i otworzył drzwi.
-Ruszajmy- mruknął. Wyszedł z przedziału, a następnie z pociągu. Daehyun wyskoczył za nim, lądując na trawie z gracją.
-Nadchodzimy, przygodo!
-Miau~
-To się źle skończy- mruknął Bang, wpatrując się w horyzont.
Szli już dość długo. Youngjae spał na ramionach blondyna, a Yongguk mrużył oczy od słońca.
-Zróbmy postój- poprosił w końcu.
-Tak, to dobry pomysł- Daehyun usiadł na trawie. Po chwili jego towarzysz zajął miejsce obok. Wyjął z plecaka termos z kawą.
-Poczęstujesz się?- zapytał z lekkim uśmiechem.
-Chętnie. Przeurocze to- blondyn wskazał na termos z Tygryskiem.
-Dziękuję- mruknął Bang. Poczuł się nieco zakłopotany. Wiedział, że jest już dorosłym mężczyzną. Mimo tego Tygrysek zawsze przypominał mu wesołe lata dzieciństwa i wywoływał pewną nostalgię. Może właśnie dlatego trzymał ten termos. Poza tym, dostał go od brata.
Kawa, przypomniał sobie. Szybko nalał blondynowi napoju.
-Wybacz, zamyśliłem się.
-Nic nie szkodzi. Masz ochotę na coś słodkiego?- Jung otworzył walizeczkę, oblizując usta. W środku były paczki ze słodyczami. Ogromna ilość paczek.
-Woah. Mogę żelki?
-Oczywiście. Trzymaj- rzucił w mężczyznę odpowiednią rzeczą. Zapadła komfortowa cisza. Daehyun popijał kawę i jadł ciastko, Yongguk pochłaniał miśki bezlitośnie, a brązowy kot spał.
-Robi się późno. Już szósta- mruknął w pewnym momencie ten pierwszy.-Co zrobimy? Gdzie będziemy spać?
Yongguk wzruszył ramionami. Pociąg już odjechał, a żaden inny nie zatrzyma się przecież w szczerym polu. Zresztą do torów było za daleko.
-Dojdźmy nad rzekę. Może będzie tam jakiś budynek. Poza tym drzewa wyglądają solidnie.
-To brzmi jak prawdziwa przygoda- blondyn wstał i znów oblizał usta. Był to jeden z nawyków, których nie umiał się pozbyć, nieważne, jak bardzo próbował.
-Tak. No to chodźmy.
Szli tak jeszcze około godziny, zanim dotarli nad rzekę. Słońce powoli wędrowało do horyzontu,
by złączyć się z nim jak z dawno utraconym kochankiem. Łagodny blask delikatnie ozłacał łąkę, która powoli wchodziła w las. Yongguk westchnął cicho, ciesząc się widokiem.
-Od dawna nie widziałem czegoś tak pięknego- mruknął w końcu, a jego głęboki głos rozszedł się po całej rzece, komponując z grą świerszczy idealną muzykę. Daehyun posłał mu uśmiech.
-Słyszysz to? To jest prawdziwa melodia- szepnął, po czym wsłuchał się w delikatny szum wody.
-Musimy znaleźć dobre drzewo- Bang w końcu wybudził się ze swoistego transu wywołanego klimatem tego miejsca.
-Tamto się nada?- blondyn wskazał nieco przechylone, ogromne drzewo z rozłożystymi gałęziami. Wisiało lekko nad wodą.-Wygląda na dość silne, by nas utrzymać.
-Ale… Można stąd spaść…- zauważył jego towarzysz.
-Oj tam. A ty co sądzisz, Jae?
-Miau.
-Przegłosowane!- zawołał śpiewnie Jung i podbiegł do drzewa. Nie bez trudu wdrapał się na nie, by ułożyć się między gałęziami.-Hej, tu jest super.
Yongguk westchnął, wskakując obok.
-No to co teraz robimy?- spojrzał na powoli zachodzące słońce.
-Śpimy. Musimy wstać wcześnie, żeby wymyślić, co dalej.
Skinął głową, patrząc, jak Daehyun zasypia powoli z Youngjae w ramionach. Uroczy obrazek.
Przeleżał jeszcze dwie godziny, wspominając wędrówki z Yongnamem. Podziwiał gwiazdozbiory, których nie rozróżniałby, gdyby nie on. Zrobiło się chłodno. Uświadomił sobie, że Jung ma tylko cienką bluzę. Okrył towarzysza wędrówki swoją kurtką, a następnie zapadł w sen. 



--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemanko!
W końcu wstawiam rozdzialik, będąc w biegu. Jestem ciut śpiąca, bo mam za sobą wizytę nad jeziorem, no i wczorajszy koncert. 
Przy okazji, dzięki, The Cranberries!!! To było cudo, naprawdę! <3 <3 <3 
Przyjmijcie ten rozdział cieplutko,
-Ree

poniedziałek, 30 maja 2016

Hello

Teoretycznie nie poszło mi z matmą, ale hej, zdałam! <3 I być może nawet będę pisała~ Chociaż idzie mi powoli, bo dopiero wróciłam ze spływu i jestem jeszcze ciut rozkojarzona, postaram się, żeby do końca tego tygodnia coś tu się pojawiło. Może nawet 1 rozdział WE? Co wy na to?
XOXO,
YOON NAREE 
Tak, ja i Jeonghan jesteśmy małżeństwem, nie ma co dłużej się z tym ukrywać XDDDD

środa, 11 maja 2016

Wieści~

Hej~ 
Tu Naree (czego można się domyślić po oczojebnej, różowej czcionce), niestety nie mam do końca dobrych wieści. Ze względu na moje złe oceny z matematyki być może będę musiała zawiesić pisanie do wakacji, ehhh ;-; Wszystko zależy od wyniku dzisiejszego testu, więc trzymajcie za mnie kciuki ;___; 
Druga wiadomość jest nieco bardziej pozytywna, wcześniej czy później zaczynam wyzwanie 30 one-shotów, więc bądźcie gotowi >:3 
Bye byeeee <3
Ree