Cześć,
z tej strony Naree. Nietrudno zauważyć, że aktywność z naszej strony spadła i raczej wątpię, by to się zmieniło. Moje pisanie na razie trafia do zeszyciku i nie wiem, kiedy znów zacznę cokolwiek publikować. Na pewno w końcu do tego dojdzie. Kiedyśtam. Na pewno nie tu.
Chwilowo odsyłam do Wattpada Pandy -> *klik*
A to jest moje konto. Kiedy wrócę do pisania, będę publikować tam. Być może nawet niedługo.
Przepraszam.
Kim Naree
cmentarz wstydu bishes
sobota, 7 stycznia 2017
czwartek, 1 września 2016
Opętany- cz. 17
Cisza robiła się coraz bardziej nieznośna. Kyungsoo uśmiechnął się lekko.
-Ja to zrobiłem.
Oczy Kibuma ciskały gromy. Minho zaczął się cicho modlić, by Jjong wrócił już z pracy. Tylko on umiał uspokoić divę.
-Ty... CO?! JAK ŚMIAŁEŚ RUSZAĆ...
-No, i posprzątałem w lodówce. I w szafkach. Jesteś strasznie niezorganizowany.
-O matko- wyszeptał Minho. Taemin szybko się za nim schował. Oczy miał wielkie z przerażenia.
Nie wiadomo, kiedy dokładnie rzucono pierwszy talerz, ale gdy Jinki i Jonghyun wrócili z pracy, kuchnia była pobojowiskiem, pośrodku którego wrzeszczało na siebie dwóch chłopaków.
-Hyung, proszę...- zaczął Jongin, trzymając Kyungsoo za łokieć.
-Odsuń się, to nie twoja sprawa.
Jjong pierwszy zrozumiał, co się dzieje i bezceremonialnie wyniósł Kibuma z pokoju.
-Wrzaski za trzy... dwa... jeden...- Minho przewrócił oczami.
-PUŚĆ MNIE, GŁUPI DINOZAURZE!!! CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ?!
Jongin zaśmiał się cicho.
-Chodź, hyung- powiedział do Kyungsoo.-Położysz się, dobrze? Musisz się wyspać, żeby odzyskać siły.
-W porządku- wyburczał chłopak i razem opuścili kuchnię. Minho spojrzał na Taemina, trochę zaskoczony.
-Lepiej idź do pokoju, Minnie. Ja tu posprzątam.
-Nie, hyung. Pomogę ci- uśmiechnął się chłopak, poprawiając włosy. Starszy skinął głową i zabrali się za ogarnianie "pola bitwy".
Gdy skończyli sprzątać, było już po dwudziestej drugiej.
-Hyung, jestem zmęczony...
-Wiem, Minnie. Musisz się wyspać.
-A mogę spać u ciebie?- rudzielec zrobił słodką minkę. Minho westchnął cicho, zbity z tropu. Miał ochotę złapać te policzki i wycisnąć z nich całe szczęście. Nieważne, jak dziwnie to zabrzmiało.
-Oczywiście, że możesz- uśmiechnął się w końcu.-No to chodź.
Weszli do pokoju Minho w ciszy.
-Idę się kąpać pierwszy!- zawołał Taemin i pobiegł do łazienki. Starszy zaśmiał się pod nosem i usiadł na łóżku.
Po chwili położył się i spojrzał w sufit. Niby nic niezwykłego. Biała, chropowata powierzchnia, gdzieniegdzie poplamiona innym kolorem farby. W kąciku jakiś sympatyczny pająk uprządł sieć. Choi uśmiechnął się lekko. Nie przeszkadzały mu pająki, a wręcz przeciwnie. Łapały w końcu komary i muchy.
Wędrował wzrokiem dalej. Szafa. To była ta szafa, na której Taemin siedział w duchowej formie. Była chyba ulubionym meblem Minho. Mała, ale solidna, wykonana z mocnego, ciemnego drewna. W drzwiach miała lustra, dookoła których czyjaś sprawna dłoń wyrzeźbiła liście i kwiaty. No i pachniała jak prawdziwy las.
Obok stało biurko. Nic specjalnego, ale spełniało swoje zadanie, czyli utrzymywanie całego bałaganu. Kartki, dokumenty, teczki i obrazki.
Po lewej stronie biurka znajdowały się drzwi, a w nich...
Taemin, świeżo po kąpieli, jedynie w krótkim ręczniku na biodrach.
Minho zakrztusił się własną śliną. Rude włosy młodszego były wciąż mokre i lepiły się do twarzy. Wyglądało to... seksownie.
Taemin uśmiechnął się niepewnie, poprawiając ręcznik.
-Hej, hyung, mam sprawę.
--------------------------------------------------------------------------
YEOGI BUTEORA
Hehe, wróciłam :33 Wiem, że nie jest zbyt długi, ale to pierwsze moje pisanie od dłuższego czasu, kek. Jak tam początek roku szkolnego?
-Kim Naree
-Ja to zrobiłem.
Oczy Kibuma ciskały gromy. Minho zaczął się cicho modlić, by Jjong wrócił już z pracy. Tylko on umiał uspokoić divę.
-Ty... CO?! JAK ŚMIAŁEŚ RUSZAĆ...
-No, i posprzątałem w lodówce. I w szafkach. Jesteś strasznie niezorganizowany.
-O matko- wyszeptał Minho. Taemin szybko się za nim schował. Oczy miał wielkie z przerażenia.
Nie wiadomo, kiedy dokładnie rzucono pierwszy talerz, ale gdy Jinki i Jonghyun wrócili z pracy, kuchnia była pobojowiskiem, pośrodku którego wrzeszczało na siebie dwóch chłopaków.
-Hyung, proszę...- zaczął Jongin, trzymając Kyungsoo za łokieć.
-Odsuń się, to nie twoja sprawa.
Jjong pierwszy zrozumiał, co się dzieje i bezceremonialnie wyniósł Kibuma z pokoju.
-Wrzaski za trzy... dwa... jeden...- Minho przewrócił oczami.
-PUŚĆ MNIE, GŁUPI DINOZAURZE!!! CO TY SOBIE WYOBRAŻASZ?!
Jongin zaśmiał się cicho.
-Chodź, hyung- powiedział do Kyungsoo.-Położysz się, dobrze? Musisz się wyspać, żeby odzyskać siły.
-W porządku- wyburczał chłopak i razem opuścili kuchnię. Minho spojrzał na Taemina, trochę zaskoczony.
-Lepiej idź do pokoju, Minnie. Ja tu posprzątam.
-Nie, hyung. Pomogę ci- uśmiechnął się chłopak, poprawiając włosy. Starszy skinął głową i zabrali się za ogarnianie "pola bitwy".
Gdy skończyli sprzątać, było już po dwudziestej drugiej.
-Hyung, jestem zmęczony...
-Wiem, Minnie. Musisz się wyspać.
-A mogę spać u ciebie?- rudzielec zrobił słodką minkę. Minho westchnął cicho, zbity z tropu. Miał ochotę złapać te policzki i wycisnąć z nich całe szczęście. Nieważne, jak dziwnie to zabrzmiało.
-Oczywiście, że możesz- uśmiechnął się w końcu.-No to chodź.
Weszli do pokoju Minho w ciszy.
-Idę się kąpać pierwszy!- zawołał Taemin i pobiegł do łazienki. Starszy zaśmiał się pod nosem i usiadł na łóżku.
Po chwili położył się i spojrzał w sufit. Niby nic niezwykłego. Biała, chropowata powierzchnia, gdzieniegdzie poplamiona innym kolorem farby. W kąciku jakiś sympatyczny pająk uprządł sieć. Choi uśmiechnął się lekko. Nie przeszkadzały mu pająki, a wręcz przeciwnie. Łapały w końcu komary i muchy.
Wędrował wzrokiem dalej. Szafa. To była ta szafa, na której Taemin siedział w duchowej formie. Była chyba ulubionym meblem Minho. Mała, ale solidna, wykonana z mocnego, ciemnego drewna. W drzwiach miała lustra, dookoła których czyjaś sprawna dłoń wyrzeźbiła liście i kwiaty. No i pachniała jak prawdziwy las.
Obok stało biurko. Nic specjalnego, ale spełniało swoje zadanie, czyli utrzymywanie całego bałaganu. Kartki, dokumenty, teczki i obrazki.
Po lewej stronie biurka znajdowały się drzwi, a w nich...
Taemin, świeżo po kąpieli, jedynie w krótkim ręczniku na biodrach.
Minho zakrztusił się własną śliną. Rude włosy młodszego były wciąż mokre i lepiły się do twarzy. Wyglądało to... seksownie.
Taemin uśmiechnął się niepewnie, poprawiając ręcznik.
-Hej, hyung, mam sprawę.
--------------------------------------------------------------------------
YEOGI BUTEORA
Hehe, wróciłam :33 Wiem, że nie jest zbyt długi, ale to pierwsze moje pisanie od dłuższego czasu, kek. Jak tam początek roku szkolnego?
-Kim Naree
poniedziałek, 1 sierpnia 2016
INFO
Hej miśki, tu Ree~
Niezbyt fajne wieści, ze względu na wyjazdy i brak weny, BLOG ZAWIESZONY DO KOŃCA WAKACJI.
Ale wrócimy z hukiem c=
Miłych wakacji~
Niezbyt fajne wieści, ze względu na wyjazdy i brak weny, BLOG ZAWIESZONY DO KOŃCA WAKACJI.
Ale wrócimy z hukiem c=
Miłych wakacji~
poniedziałek, 18 lipca 2016
Wonderland Exists- rozdział drugi
W dół i w bok
Miał
pecha. I to ogromnego.
Bo
jak inaczej można wytłumaczyć to, że obudziło go zimno i plusk?
Nijak. Był w wodzie. Pech i
tyle.
Szczęście
w tym wszystkim wyglądało tak, że ojciec nauczył go pływać w
rzekach i morzach. Zwalczył
prąd i dopłynął do
brzegu. Jakoś.
-Daehyun,
obudź się!- zawołał z dołu. Było mu cholernie zimno i dziękował
swojemu zdrowemu rozsądkowi za
zostawienie swojej kurtki temu prawie nieznajomemu. Inaczej
straciłby telefon, słuchawki, dokumenty… Wszystko.
-Co
się dzieje? Dlaczego jesteś cały mokry?- wymamrotał blondyn,
patrząc na niego nieprzytomnym wzrokiem.
-Miau?-
dodał Youngjae, przeciągając
się i strosząc lekko sierść.
-Spadłem…-
burknął Yongguk, patrząc gdzieś w bok. Nie czuł się zbyt
komfortowo z tym, że tak się stało.-Rzucisz mi plecak?
-Oczywiście…
Oh, to twoja kurtka – Jung uśmiechnął się lekko,
widząc okrywający go materiał.-Dziękuję,
hyung. Trzymaj plecak.
Bang
szybko wydobył jakieś suche rzeczy. Uznał, że warto być zawsze
gotowym na różne rzeczy. Powiesił swoje mokre ubrania na gałęzi.
-Pranie
samo się zrobiło- uznał, ubrany już w ciepłe
ciuchy. Daehyun roześmiał
się, wyciągając ze swojej magicznej walizki kilka wspaniałych
rzeczy. Ciastka, chleb, ser,
czekoladę…
-Musimy
znaleźć jakieś miejsce, gdzie zjemy obiad.
-Albo
coś upolujemy- Yongguk uśmiechnął się pod nosem, jedząc
kanapkę. Coraz bardziej
podobała mu się ta idea „przygody”. Chyba tego mu brakowało w
życiu. Czuł się, jakby znów wędrował po górach z bratem. Tylko
tym razem znalazł się w takiej sytuacji z dziwnym kolesiem i jego
kotem.
Czym
jest życie bez takich sytuacji?
-Myślę,
że musimy wejść do lasu- stwierdził blondyn, bawiąc się
szalikiem. -Będziemy iść
cały czas nad rzeką, aż znajdziemy jakąś leśniczówkę czy coś.
Powiedz mi, hyung, nie musisz
wracać do pracy, rodziny czy coś?
-Nie.
Ostatnio zrezygnowałem z pracy. Wiesz,
zarobiłem naprawdę ogromną ilość pieniędzy w wielkiej
korporacji… Ale tam nie było miejsca na życie. A rodzina…-
Yongguk przechylił głowę.-Mieszkam sam.
-Nie
masz dziewczyny, żony, nic?
-Jakoś
nigdy się nie złożyło- przyznał z rozbawieniem. Nie potrzebował
kobiety. Właściwie nie potrzebował nikogo oprócz Yongnama i
Natashy. No, technicznie
rzecz biorąc, Natasha była kobietą. Nieważne.-A ty, Daehyun-ssi?
-Nie.
Zawsze byłem tylko ja. No, i Jae- blondyn uśmiechnął się do
kota.
-No
to się dobraliśmy. Trzeba opracować plan działania. Czyli
idziemy wzdłuż rzeki i czekamy na szczęście?
-To
brzmi jak zabawa.
Wędrówka
lasem okazała się być trudniejsza, niż myśleli. Brak
ścieżek skutkował
błądzeniem
po brzegu rzeki. Youngjae szedł grzecznie u boku swojego opiekuna,
co niezwykle zadziwiało Banga. W końcu rzadko widuje się kota
posłusznego jak pies, prawda?
-Fuj,
pająk. Jae, zostaw- Daehyun skrzywił się.-Nie wolno.
-Koty
polują na pająki- zauważył Yongguk.
-Nie
chcę, żeby ruszał to obrzydlistwo. Ewwww.
-Boisz
się pająków?
-Brzydzę
się.
Pokiwał
głową, starając się zapamiętać tę informację. Westchnął
ciężko. Szli już jakieś dwie godziny i nic.
-Zróbmy
postój, proszę. Zaraz
padnę- zatrzymał się pod drzewem.
-Racja.
Stop, kocie, gdzie ty lecisz?- Jung przysiadł na powalonym pniu.
-Miau-
brzmiała odpowiedź.
-Nie,
żadnych lisów. Chodź tu.
Hyung, wody?
Bang
pokiwał głową i z wdzięcznością przyjął butelkę. Przymknął
oczy, wsłuchując się w śpiew ptaków, szmer liści i chlupanie
wody. Do tego wszystkiego
dołączył melodyjny głos, śpiewający razem z ptakami tę
magiczną melodię. Mężczyzna otworzył oczy i spojrzał z
zaskoczeniem na Daehyuna, który siedział na swoim pniu.
-Pięknie-
powiedział w końcu, uśmiechając
się.
-Dziękuję,
hyung. Gotowy do dalszej
wędrówki?
-Nigdy
nie będę gotowy. Ruszajmy.
Była
już czwarta po południu, a oni wciąż byli w lesie. Dosłownie i w
przenośni.
-Boli
mnie brzuch. Umieram z głodu- narzekał Jung, wlokąc się powoli.
-Patrz,
jesteśmy uratowani- mruknął Yongguk, uciszając go. Youngjae
najeżył sierść, wpatrując się w ten sam punkt.
Ogromny,
czarny królik kicał spokojnie przez las.
-Jedzenie!-
zawołał z ulgą blondyn.
-Cicho
bądź, bo nam odkica.
Królik
spojrzał na nich i Bang mógłby przysiąc, że widział w tym
spojrzeniu niesamowitą pogardę. Zacisnął
zęby i zaczął powoli iść za tym wrednym stworzeniem. Postawił
sobie za cel złapanie go i
zrobienie pysznej potrawki. I
wszystko było pięknie, dopóki ten głupi futrzak nie skoczył do
jakiejś nory.
-Zaczekajmy
na niego. Nie ma wyjścia- stwierdził czarnowłosy mężczyzna,
przeklinając w duchu swoją
powolność.
-Co
tam czekać. Musimy wskoczyć za nim. Osaczę go- Daehyun zmarszczył
groźnie brwi.
-Miau,
miau, miaaaau!- brązowy kot
nastroszył sierść.
-Nie,
Youngjae. Przestań narzekać. Mój
plan jest genialny.
Yongguk
zanotował sobie w głowie, żeby nie odbierać temu chłopakowi
jedzenia.
-Nie
wiem, czy to jest bezpieczne…- zaczął.
-Spoko.
To tylko dziura w ziemi. Jak coś, to cię zawołam. Chodź, Jae-
blondyn usadził sobie kota
na ramionach i skoczył do nory, zanim
Bang zdążył zaprotestować.
Minęło
pięć minut i uznał, że powinien się upewnić, czy wszystko okay.
-Daehyun-ssi?
Daehyun?- zawołał. Cisza.
Zmarszczył brwi. Wziął
plecak i przepakował kilka najważniejszych rzeczy z walizki
znajomego. Powoli zajrzał do ciemnego miejsca.-Jung Daehyun?
Youngjae? Dae….- i tyle
zdążył powiedzieć, zanim spadł.
Zamknął
oczy, gotowy na bolesne spotkanie z podłożem, ale nie nastąpiło.
Nic nie nastąpiło. Znalazł
się
w
próżni, w każdym razie tak mu się na początku wydawało. Dopiero
potem uświadomił sobie, że spada. Przypomniało
mu się, jak wybrał się w góry z rodzeństwem. Natasha poszła
wtedy szukać drewna, a on
i Yongnam zostali sami. Szept
brata na nowo rozbrzmiał mu w głowie. „Wiesz, znalazłem fajną
jaskinię. Chcesz zobaczyć?”.
Szczęście,
że Natasha ich znalazła i wyciągnęła spomiędzy skał. Wtedy
też spadali dość długo… Właśnie, spadali razem. Nierozłączne
bliźnięta. Zawsze jeden
miał oparcie w drugim.
Teraz
Yongguk spadał sam. Nie było nikogo, kto by mu powiedział, że
będzie dobrze, że nie roztrzaskają się o
podłoże.
Sam musiał tak myśleć. W
końcu był już dorosłym facetem. Zastanawiał
się, ile poniżej jest Daehyun. Niepokojące.
-HYUNG!
Otworzył
oczy i popatrzył na znajomą, jasnowłosą postać.
-Dae…?- zapytał. Chłopak zaśmiał się z niedowierzaniem i złapał go za rękę. Spadanie ustało.
-No hej.
-Dae…?- zapytał. Chłopak zaśmiał się z niedowierzaniem i złapał go za rękę. Spadanie ustało.
-No hej.
-Miau-
dodał Youngjae, strosząc sierść z niezadowoleniem.
-Dlaczego
jest cię tylko pół?- zmarszczył brwi Bang. Jego znajomy
uśmiechnął się.
-Bo
drugie pół jest tam. Królik tam wskoczył, a ja za nim. Czy to nie
zabawne? Chodź, hyung. Złapiemy tego wrednego królika.
Mężczyzna
pozwolił się wciągnąć do niewidzialnego tunelu. Otoczyła ich
jeszcze ciemniejsza czerń.
-Czy
tylko mi się wydaje, że to się przechyliło?- mruknął Jung,
łapiąc Yongguka za ramię. Miał rację. W jednej chwili tunel
zamienił się w zjeżdżalnię. Podróżnicy zamknęli mocno oczy.
-Zostaniemy
krwawą miazgą na czyjejś posadzce?- zapytał młodszy nieco
drżącym głosem.
-Nie
sądzę… Będzie dobrze. Nie przejmuj się…
-Tak
jest, hyung. Byłeś wspaniałym towarzyszem.
-Yah!
Nikt nie planuje umierać, prawda, Jae?
-Miau-
kot uniósł głowę, machając
lekko ogonem. Daehyun chciał coś odpowiedzieć, ale w tej samej
chwili pociemniało im przed oczami i stracili przytomność.
--------------------------------------------------------------------
Wróciłam <jak zawsze XD> byłam u rodziny więc ten ;;
Poprawię się!
xoxo
Ree
sobota, 4 czerwca 2016
Wonderland Exists- rozdział pierwszy
Dwóch samotników i kot
Pociąg
zatrzymał się w połowie piosenki. Mężczyzna zdjął słuchawki i
rozejrzał się uważnie.
To
nie była jego stacja.
Westchnął
ciężko i wyjrzał przez okno. Wszędzie dookoła pola, łąki… A
daleko rzeka i jakiś las. Jak poetycko, pomyślał ironicznie. Miał
dojechać na czas do miasteczka i zobaczyć się z ojcem. Tymczasem
jak widać utknął na jakimś zadupiu.
Drzwi
od przedziału otworzyły się powoli i do środka zajrzał szczupły
blondyn. Uśmiechnął się
niepewnie.
-Można?-
zapytał cicho. Mężczyzna pokiwał głową. Blondyn wszedł do
środka, tachając niewielką walizeczkę i tajemniczy, wiklinowy
kosz. Położył ów kosz na
siedzeniu, a drugi bagaż zaczął upychać na półeczce. Dłuższą
chwilę średnio mu to wychodziło, ale w końcu wygrał
wyimaginowaną bitwę z walizką i spokojnie usiadł obok swojego
kosza.
-Stoimy,
bo ktoś umarł w pierwszym
wagonie- powiedział wesołym, beztroskim tonem.-Zapanowała
sztywna atmosfera.
-Po
prostu przyszła na niego kolej…- powiedział mężczyzna
filozoficznie. Nie było mu dane zamyślić się nad tym biedakiem,
bo blondyn wybuchnął śmiechem.
-Nie…
Haha… Nie wierzę, że powiedziałeś „kolej”! Przyszła na
niego KOLEJ… Bo zmarł w POCIĄGU!
-Umm…
Nie miałem na myśli…
-Jesteś
naprawdę zabawny. A ja jestem Daehyun. Jung Daehyun- chłopak
odgarnął jasną grzywkę.
-Umm…
Bang Yongguk- mężczyzna uśmiechnął się nerwowo.
-Miau?-
kosz zadrżał lekko.
-Ah,
prawie zapomniałem!- blondyn podniósł wiklinową pokrywę. Od razu
wychyliła się brązowa, kocia główka. Stworzonko
spojrzało na nich inteligentnymi oczami.
-To
jest Youngjae.
-Dałeś
tak kotu
na imię?
-Tak.
Przyszedł do mnie tydzień temu, w ulewny wieczór. Nie mogłem go
zostawić- Daehyun pogłaskał zwierzątko za uszkiem. Yongguk
przechylił nieco głowę, oczarowany tą sceną. Doskonale
widział więź istniejącą między tą dwójką.
-Youngjae,
chyba musimy stąd uciekać, co? Ten pociąg będzie
tak stał wieczność…- blondyn popatrzył kotu w oczy.
-Miau.
-Tak,
weźmiemy go ze sobą.
-Miau,
miau, miau.
-Oczywiście,
że dostaniesz jedzenie. Ale chyba nie chcesz jeść w jednym
pojeździe z trupem?
-Miauuuu.
Bang
poprawił nerwowo swoje ciemne włosy. Nie za bardzo rozumiał ich
konwersację, ale brzmiała trochę… niepokojąco.
-Daehyun-ssi?
O co chodzi?- zapytał niepewnie.
-Youngjae
i ja doszliśmy do wniosku, że musisz z nami stąd wyjść- oznajmił
Jung, zamykając pokrywkę kosza.
-Wyjść…
gdzie?
-Gdziekolwiek.
Z tego pociągu. Chyba, że nie chcesz…
-Dla
mnie okay. Już i tak jestem spóźniony… A mój brat nie należy
do cierpliwych osób- westchnął Yongguk, bawiąc się nerwowo swoim
łańcuszkiem.
-No
to chodźmy- blondyn wstał i poprawił szary szalik. Z trudem zdjął
walizkę z półki i wyciągnął kota z koszyka.
-Czy
nie powinieneś go schować?
-Nie.
Nie lubi podróżować w koszu. Jechał w nim, bo tak kazał jakiś
ważny dupek na dworcu. Ale teraz jesteśmy wolni.
Youngjae miauknął cicho, wdrapując się swojemu opiekunowi na ramiona.
Youngjae miauknął cicho, wdrapując się swojemu opiekunowi na ramiona.
-No,
zbieraj się- Daehyun wyszczerzył radośnie zęby, obserwując
Yongguka. Ten westchnął ciężko, wstając z miejsca. Nie miał
bagażu oprócz podręcznego plecaczka. Spakował jeszcze słuchawki
do kieszeni wojskowej kurtki i otworzył drzwi.
-Ruszajmy-
mruknął. Wyszedł z przedziału, a następnie z pociągu. Daehyun
wyskoczył za nim, lądując na trawie z gracją.
-Nadchodzimy,
przygodo!
-Miau~
-To
się źle skończy- mruknął Bang, wpatrując się w horyzont.
Szli
już dość długo. Youngjae spał na ramionach blondyna, a Yongguk
mrużył oczy od słońca.
-Zróbmy
postój- poprosił w końcu.
-Tak,
to dobry pomysł- Daehyun usiadł na trawie. Po chwili jego towarzysz
zajął miejsce obok. Wyjął z plecaka termos z kawą.
-Poczęstujesz
się?- zapytał z lekkim uśmiechem.
-Chętnie.
Przeurocze to- blondyn wskazał na termos z Tygryskiem.
-Dziękuję-
mruknął Bang. Poczuł się nieco zakłopotany. Wiedział, że jest
już dorosłym mężczyzną. Mimo tego Tygrysek zawsze przypominał
mu wesołe lata dzieciństwa i wywoływał pewną nostalgię. Może
właśnie dlatego trzymał ten termos. Poza tym, dostał go od brata.
Kawa,
przypomniał sobie. Szybko nalał
blondynowi napoju.
-Wybacz,
zamyśliłem się.
-Nic
nie szkodzi. Masz ochotę na coś słodkiego?- Jung
otworzył walizeczkę, oblizując usta. W
środku były paczki ze słodyczami. Ogromna
ilość paczek.
-Woah.
Mogę żelki?
-Oczywiście.
Trzymaj- rzucił w mężczyznę odpowiednią rzeczą. Zapadła
komfortowa cisza. Daehyun popijał kawę i jadł ciastko, Yongguk
pochłaniał miśki
bezlitośnie, a brązowy kot spał.
-Robi
się późno. Już szósta- mruknął
w pewnym momencie ten pierwszy.-Co
zrobimy? Gdzie będziemy spać?
Yongguk
wzruszył ramionami. Pociąg już odjechał, a żaden inny nie
zatrzyma się przecież w
szczerym polu. Zresztą do torów było za daleko.
-Dojdźmy
nad rzekę. Może będzie tam jakiś budynek. Poza tym drzewa
wyglądają solidnie.
-To
brzmi jak prawdziwa przygoda- blondyn wstał i znów oblizał usta.
Był to jeden z nawyków, których
nie umiał się pozbyć, nieważne, jak bardzo próbował.
-Tak.
No to chodźmy.
Szli
tak jeszcze około godziny, zanim dotarli nad rzekę. Słońce
powoli wędrowało do horyzontu,
by
złączyć się z nim jak z dawno utraconym kochankiem. Łagodny
blask delikatnie ozłacał łąkę, która powoli wchodziła w las.
Yongguk westchnął cicho,
ciesząc się widokiem.
-Od
dawna nie widziałem czegoś tak pięknego- mruknął w końcu, a
jego głęboki głos rozszedł się po całej rzece, komponując z
grą świerszczy idealną muzykę. Daehyun posłał mu uśmiech.
-Słyszysz
to? To jest prawdziwa
melodia- szepnął, po czym wsłuchał się w delikatny szum wody.
-Musimy
znaleźć dobre drzewo- Bang w końcu wybudził się ze swoistego
transu wywołanego klimatem tego miejsca.
-Tamto
się nada?- blondyn wskazał nieco przechylone, ogromne drzewo z
rozłożystymi gałęziami. Wisiało lekko nad wodą.-Wygląda na
dość silne, by nas utrzymać.
-Ale…
Można stąd spaść…- zauważył
jego towarzysz.
-Oj
tam. A ty co sądzisz, Jae?
-Miau.
-Przegłosowane!-
zawołał śpiewnie Jung i podbiegł do drzewa. Nie
bez trudu wdrapał się na nie, by ułożyć się między
gałęziami.-Hej, tu jest super.
Yongguk
westchnął, wskakując obok.
-No
to co teraz robimy?- spojrzał na powoli zachodzące słońce.
-Śpimy.
Musimy wstać wcześnie, żeby wymyślić, co dalej.
Skinął
głową, patrząc, jak Daehyun zasypia powoli z Youngjae w ramionach.
Uroczy obrazek.
Przeleżał
jeszcze dwie godziny, wspominając wędrówki z Yongnamem. Podziwiał
gwiazdozbiory, których nie rozróżniałby, gdyby nie on. Zrobiło
się chłodno. Uświadomił sobie, że Jung ma tylko cienką bluzę.
Okrył towarzysza wędrówki swoją kurtką, a następnie zapadł w
sen.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemanko!
W końcu wstawiam rozdzialik, będąc w biegu. Jestem ciut śpiąca, bo mam za sobą wizytę nad jeziorem, no i wczorajszy koncert.
Przy okazji, dzięki, The Cranberries!!! To było cudo, naprawdę! <3 <3 <3
Przyjmijcie ten rozdział cieplutko,
-Ree
poniedziałek, 30 maja 2016
Hello
Teoretycznie nie poszło mi z matmą, ale hej, zdałam! <3 I być może nawet będę pisała~ Chociaż idzie mi powoli, bo dopiero wróciłam ze spływu i jestem jeszcze ciut rozkojarzona, postaram się, żeby do końca tego tygodnia coś tu się pojawiło. Może nawet 1 rozdział WE? Co wy na to?
XOXO,
YOON NAREE
Tak, ja i Jeonghan jesteśmy małżeństwem, nie ma co dłużej się z tym ukrywać XDDDD
XOXO,
YOON NAREE
Tak, ja i Jeonghan jesteśmy małżeństwem, nie ma co dłużej się z tym ukrywać XDDDD
środa, 11 maja 2016
Wieści~
Hej~
Tu Naree (czego można się domyślić po oczojebnej, różowej czcionce), niestety nie mam do końca dobrych wieści. Ze względu na moje złe oceny z matematyki być może będę musiała zawiesić pisanie do wakacji, ehhh ;-; Wszystko zależy od wyniku dzisiejszego testu, więc trzymajcie za mnie kciuki ;___;
Druga wiadomość jest nieco bardziej pozytywna, wcześniej czy później zaczynam wyzwanie 30 one-shotów, więc bądźcie gotowi >:3
Bye byeeee <3
Ree
Tu Naree (czego można się domyślić po oczojebnej, różowej czcionce), niestety nie mam do końca dobrych wieści. Ze względu na moje złe oceny z matematyki być może będę musiała zawiesić pisanie do wakacji, ehhh ;-; Wszystko zależy od wyniku dzisiejszego testu, więc trzymajcie za mnie kciuki ;___;
Druga wiadomość jest nieco bardziej pozytywna, wcześniej czy później zaczynam wyzwanie 30 one-shotów, więc bądźcie gotowi >:3
Bye byeeee <3
Ree
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)