W dół i w bok
Miał
pecha. I to ogromnego.
Bo
jak inaczej można wytłumaczyć to, że obudziło go zimno i plusk?
Nijak. Był w wodzie. Pech i
tyle.
Szczęście
w tym wszystkim wyglądało tak, że ojciec nauczył go pływać w
rzekach i morzach. Zwalczył
prąd i dopłynął do
brzegu. Jakoś.
-Daehyun,
obudź się!- zawołał z dołu. Było mu cholernie zimno i dziękował
swojemu zdrowemu rozsądkowi za
zostawienie swojej kurtki temu prawie nieznajomemu. Inaczej
straciłby telefon, słuchawki, dokumenty… Wszystko.
-Co
się dzieje? Dlaczego jesteś cały mokry?- wymamrotał blondyn,
patrząc na niego nieprzytomnym wzrokiem.
-Miau?-
dodał Youngjae, przeciągając
się i strosząc lekko sierść.
-Spadłem…-
burknął Yongguk, patrząc gdzieś w bok. Nie czuł się zbyt
komfortowo z tym, że tak się stało.-Rzucisz mi plecak?
-Oczywiście…
Oh, to twoja kurtka – Jung uśmiechnął się lekko,
widząc okrywający go materiał.-Dziękuję,
hyung. Trzymaj plecak.
Bang
szybko wydobył jakieś suche rzeczy. Uznał, że warto być zawsze
gotowym na różne rzeczy. Powiesił swoje mokre ubrania na gałęzi.
-Pranie
samo się zrobiło- uznał, ubrany już w ciepłe
ciuchy. Daehyun roześmiał
się, wyciągając ze swojej magicznej walizki kilka wspaniałych
rzeczy. Ciastka, chleb, ser,
czekoladę…
-Musimy
znaleźć jakieś miejsce, gdzie zjemy obiad.
-Albo
coś upolujemy- Yongguk uśmiechnął się pod nosem, jedząc
kanapkę. Coraz bardziej
podobała mu się ta idea „przygody”. Chyba tego mu brakowało w
życiu. Czuł się, jakby znów wędrował po górach z bratem. Tylko
tym razem znalazł się w takiej sytuacji z dziwnym kolesiem i jego
kotem.
Czym
jest życie bez takich sytuacji?
-Myślę,
że musimy wejść do lasu- stwierdził blondyn, bawiąc się
szalikiem. -Będziemy iść
cały czas nad rzeką, aż znajdziemy jakąś leśniczówkę czy coś.
Powiedz mi, hyung, nie musisz
wracać do pracy, rodziny czy coś?
-Nie.
Ostatnio zrezygnowałem z pracy. Wiesz,
zarobiłem naprawdę ogromną ilość pieniędzy w wielkiej
korporacji… Ale tam nie było miejsca na życie. A rodzina…-
Yongguk przechylił głowę.-Mieszkam sam.
-Nie
masz dziewczyny, żony, nic?
-Jakoś
nigdy się nie złożyło- przyznał z rozbawieniem. Nie potrzebował
kobiety. Właściwie nie potrzebował nikogo oprócz Yongnama i
Natashy. No, technicznie
rzecz biorąc, Natasha była kobietą. Nieważne.-A ty, Daehyun-ssi?
-Nie.
Zawsze byłem tylko ja. No, i Jae- blondyn uśmiechnął się do
kota.
-No
to się dobraliśmy. Trzeba opracować plan działania. Czyli
idziemy wzdłuż rzeki i czekamy na szczęście?
-To
brzmi jak zabawa.
Wędrówka
lasem okazała się być trudniejsza, niż myśleli. Brak
ścieżek skutkował
błądzeniem
po brzegu rzeki. Youngjae szedł grzecznie u boku swojego opiekuna,
co niezwykle zadziwiało Banga. W końcu rzadko widuje się kota
posłusznego jak pies, prawda?
-Fuj,
pająk. Jae, zostaw- Daehyun skrzywił się.-Nie wolno.
-Koty
polują na pająki- zauważył Yongguk.
-Nie
chcę, żeby ruszał to obrzydlistwo. Ewwww.
-Boisz
się pająków?
-Brzydzę
się.
Pokiwał
głową, starając się zapamiętać tę informację. Westchnął
ciężko. Szli już jakieś dwie godziny i nic.
-Zróbmy
postój, proszę. Zaraz
padnę- zatrzymał się pod drzewem.
-Racja.
Stop, kocie, gdzie ty lecisz?- Jung przysiadł na powalonym pniu.
-Miau-
brzmiała odpowiedź.
-Nie,
żadnych lisów. Chodź tu.
Hyung, wody?
Bang
pokiwał głową i z wdzięcznością przyjął butelkę. Przymknął
oczy, wsłuchując się w śpiew ptaków, szmer liści i chlupanie
wody. Do tego wszystkiego
dołączył melodyjny głos, śpiewający razem z ptakami tę
magiczną melodię. Mężczyzna otworzył oczy i spojrzał z
zaskoczeniem na Daehyuna, który siedział na swoim pniu.
-Pięknie-
powiedział w końcu, uśmiechając
się.
-Dziękuję,
hyung. Gotowy do dalszej
wędrówki?
-Nigdy
nie będę gotowy. Ruszajmy.
Była
już czwarta po południu, a oni wciąż byli w lesie. Dosłownie i w
przenośni.
-Boli
mnie brzuch. Umieram z głodu- narzekał Jung, wlokąc się powoli.
-Patrz,
jesteśmy uratowani- mruknął Yongguk, uciszając go. Youngjae
najeżył sierść, wpatrując się w ten sam punkt.
Ogromny,
czarny królik kicał spokojnie przez las.
-Jedzenie!-
zawołał z ulgą blondyn.
-Cicho
bądź, bo nam odkica.
Królik
spojrzał na nich i Bang mógłby przysiąc, że widział w tym
spojrzeniu niesamowitą pogardę. Zacisnął
zęby i zaczął powoli iść za tym wrednym stworzeniem. Postawił
sobie za cel złapanie go i
zrobienie pysznej potrawki. I
wszystko było pięknie, dopóki ten głupi futrzak nie skoczył do
jakiejś nory.
-Zaczekajmy
na niego. Nie ma wyjścia- stwierdził czarnowłosy mężczyzna,
przeklinając w duchu swoją
powolność.
-Co
tam czekać. Musimy wskoczyć za nim. Osaczę go- Daehyun zmarszczył
groźnie brwi.
-Miau,
miau, miaaaau!- brązowy kot
nastroszył sierść.
-Nie,
Youngjae. Przestań narzekać. Mój
plan jest genialny.
Yongguk
zanotował sobie w głowie, żeby nie odbierać temu chłopakowi
jedzenia.
-Nie
wiem, czy to jest bezpieczne…- zaczął.
-Spoko.
To tylko dziura w ziemi. Jak coś, to cię zawołam. Chodź, Jae-
blondyn usadził sobie kota
na ramionach i skoczył do nory, zanim
Bang zdążył zaprotestować.
Minęło
pięć minut i uznał, że powinien się upewnić, czy wszystko okay.
-Daehyun-ssi?
Daehyun?- zawołał. Cisza.
Zmarszczył brwi. Wziął
plecak i przepakował kilka najważniejszych rzeczy z walizki
znajomego. Powoli zajrzał do ciemnego miejsca.-Jung Daehyun?
Youngjae? Dae….- i tyle
zdążył powiedzieć, zanim spadł.
Zamknął
oczy, gotowy na bolesne spotkanie z podłożem, ale nie nastąpiło.
Nic nie nastąpiło. Znalazł
się
w
próżni, w każdym razie tak mu się na początku wydawało. Dopiero
potem uświadomił sobie, że spada. Przypomniało
mu się, jak wybrał się w góry z rodzeństwem. Natasha poszła
wtedy szukać drewna, a on
i Yongnam zostali sami. Szept
brata na nowo rozbrzmiał mu w głowie. „Wiesz, znalazłem fajną
jaskinię. Chcesz zobaczyć?”.
Szczęście,
że Natasha ich znalazła i wyciągnęła spomiędzy skał. Wtedy
też spadali dość długo… Właśnie, spadali razem. Nierozłączne
bliźnięta. Zawsze jeden
miał oparcie w drugim.
Teraz
Yongguk spadał sam. Nie było nikogo, kto by mu powiedział, że
będzie dobrze, że nie roztrzaskają się o
podłoże.
Sam musiał tak myśleć. W
końcu był już dorosłym facetem. Zastanawiał
się, ile poniżej jest Daehyun. Niepokojące.
-HYUNG!
Otworzył
oczy i popatrzył na znajomą, jasnowłosą postać.
-Dae…?- zapytał. Chłopak zaśmiał się z niedowierzaniem i złapał go za rękę. Spadanie ustało.
-No hej.
-Dae…?- zapytał. Chłopak zaśmiał się z niedowierzaniem i złapał go za rękę. Spadanie ustało.
-No hej.
-Miau-
dodał Youngjae, strosząc sierść z niezadowoleniem.
-Dlaczego
jest cię tylko pół?- zmarszczył brwi Bang. Jego znajomy
uśmiechnął się.
-Bo
drugie pół jest tam. Królik tam wskoczył, a ja za nim. Czy to nie
zabawne? Chodź, hyung. Złapiemy tego wrednego królika.
Mężczyzna
pozwolił się wciągnąć do niewidzialnego tunelu. Otoczyła ich
jeszcze ciemniejsza czerń.
-Czy
tylko mi się wydaje, że to się przechyliło?- mruknął Jung,
łapiąc Yongguka za ramię. Miał rację. W jednej chwili tunel
zamienił się w zjeżdżalnię. Podróżnicy zamknęli mocno oczy.
-Zostaniemy
krwawą miazgą na czyjejś posadzce?- zapytał młodszy nieco
drżącym głosem.
-Nie
sądzę… Będzie dobrze. Nie przejmuj się…
-Tak
jest, hyung. Byłeś wspaniałym towarzyszem.
-Yah!
Nikt nie planuje umierać, prawda, Jae?
-Miau-
kot uniósł głowę, machając
lekko ogonem. Daehyun chciał coś odpowiedzieć, ale w tej samej
chwili pociemniało im przed oczami i stracili przytomność.
--------------------------------------------------------------------
Wróciłam <jak zawsze XD> byłam u rodziny więc ten ;;
Poprawię się!
xoxo
Ree