sobota, 4 czerwca 2016

Wonderland Exists- rozdział pierwszy

                Dwóch samotników i kot

Pociąg zatrzymał się w połowie piosenki. Mężczyzna zdjął słuchawki i rozejrzał się uważnie.
To nie była jego stacja.
Westchnął ciężko i wyjrzał przez okno. Wszędzie dookoła pola, łąki… A daleko rzeka i jakiś las. Jak poetycko, pomyślał ironicznie. Miał dojechać na czas do miasteczka i zobaczyć się z ojcem. Tymczasem jak widać utknął na jakimś zadupiu.
Drzwi od przedziału otworzyły się powoli i do środka zajrzał szczupły blondyn. Uśmiechnął się niepewnie.
-Można?- zapytał cicho. Mężczyzna pokiwał głową. Blondyn wszedł do środka, tachając niewielką walizeczkę i tajemniczy, wiklinowy kosz. Położył ów kosz na siedzeniu, a drugi bagaż zaczął upychać na półeczce. Dłuższą chwilę średnio mu to wychodziło, ale w końcu wygrał wyimaginowaną bitwę z walizką i spokojnie usiadł obok swojego kosza.
-Stoimy, bo ktoś umarł w pierwszym wagonie- powiedział wesołym, beztroskim tonem.-Zapanowała sztywna atmosfera.
-Po prostu przyszła na niego kolej…- powiedział mężczyzna filozoficznie. Nie było mu dane zamyślić się nad tym biedakiem, bo blondyn wybuchnął śmiechem.
-Nie… Haha… Nie wierzę, że powiedziałeś „kolej”! Przyszła na niego KOLEJ… Bo zmarł w POCIĄGU!
-Umm… Nie miałem na myśli…
-Jesteś naprawdę zabawny. A ja jestem Daehyun. Jung Daehyun- chłopak odgarnął jasną grzywkę.
-Umm… Bang Yongguk- mężczyzna uśmiechnął się nerwowo.
-Miau?- kosz zadrżał lekko.
-Ah, prawie zapomniałem!- blondyn podniósł wiklinową pokrywę. Od razu wychyliła się brązowa, kocia główka. Stworzonko spojrzało na nich inteligentnymi oczami.
-To jest Youngjae.
-Dałeś tak kotu na imię?
-Tak. Przyszedł do mnie tydzień temu, w ulewny wieczór. Nie mogłem go zostawić- Daehyun pogłaskał zwierzątko za uszkiem. Yongguk przechylił nieco głowę, oczarowany tą sceną. Doskonale widział więź istniejącą między tą dwójką.
-Youngjae, chyba musimy stąd uciekać, co? Ten pociąg będzie tak stał wieczność…- blondyn popatrzył kotu w oczy.
-Miau.
-Tak, weźmiemy go ze sobą.
-Miau, miau, miau.
-Oczywiście, że dostaniesz jedzenie. Ale chyba nie chcesz jeść w jednym pojeździe z trupem?
-Miauuuu.
Bang poprawił nerwowo swoje ciemne włosy. Nie za bardzo rozumiał ich konwersację, ale brzmiała trochę… niepokojąco.
-Daehyun-ssi? O co chodzi?- zapytał niepewnie.
-Youngjae i ja doszliśmy do wniosku, że musisz z nami stąd wyjść- oznajmił Jung, zamykając pokrywkę kosza.
-Wyjść… gdzie?
-Gdziekolwiek. Z tego pociągu. Chyba, że nie chcesz…
-Dla mnie okay. Już i tak jestem spóźniony… A mój brat nie należy do cierpliwych osób- westchnął Yongguk, bawiąc się nerwowo swoim łańcuszkiem.
-No to chodźmy- blondyn wstał i poprawił szary szalik. Z trudem zdjął walizkę z półki i wyciągnął kota z koszyka.
-Czy nie powinieneś go schować?
-Nie. Nie lubi podróżować w koszu. Jechał w nim, bo tak kazał jakiś ważny dupek na dworcu. Ale teraz jesteśmy wolni.
Youngjae miauknął cicho, wdrapując się swojemu opiekunowi na ramiona.
-No, zbieraj się- Daehyun wyszczerzył radośnie zęby, obserwując Yongguka. Ten westchnął ciężko, wstając z miejsca. Nie miał bagażu oprócz podręcznego plecaczka. Spakował jeszcze słuchawki do kieszeni wojskowej kurtki i otworzył drzwi.
-Ruszajmy- mruknął. Wyszedł z przedziału, a następnie z pociągu. Daehyun wyskoczył za nim, lądując na trawie z gracją.
-Nadchodzimy, przygodo!
-Miau~
-To się źle skończy- mruknął Bang, wpatrując się w horyzont.
Szli już dość długo. Youngjae spał na ramionach blondyna, a Yongguk mrużył oczy od słońca.
-Zróbmy postój- poprosił w końcu.
-Tak, to dobry pomysł- Daehyun usiadł na trawie. Po chwili jego towarzysz zajął miejsce obok. Wyjął z plecaka termos z kawą.
-Poczęstujesz się?- zapytał z lekkim uśmiechem.
-Chętnie. Przeurocze to- blondyn wskazał na termos z Tygryskiem.
-Dziękuję- mruknął Bang. Poczuł się nieco zakłopotany. Wiedział, że jest już dorosłym mężczyzną. Mimo tego Tygrysek zawsze przypominał mu wesołe lata dzieciństwa i wywoływał pewną nostalgię. Może właśnie dlatego trzymał ten termos. Poza tym, dostał go od brata.
Kawa, przypomniał sobie. Szybko nalał blondynowi napoju.
-Wybacz, zamyśliłem się.
-Nic nie szkodzi. Masz ochotę na coś słodkiego?- Jung otworzył walizeczkę, oblizując usta. W środku były paczki ze słodyczami. Ogromna ilość paczek.
-Woah. Mogę żelki?
-Oczywiście. Trzymaj- rzucił w mężczyznę odpowiednią rzeczą. Zapadła komfortowa cisza. Daehyun popijał kawę i jadł ciastko, Yongguk pochłaniał miśki bezlitośnie, a brązowy kot spał.
-Robi się późno. Już szósta- mruknął w pewnym momencie ten pierwszy.-Co zrobimy? Gdzie będziemy spać?
Yongguk wzruszył ramionami. Pociąg już odjechał, a żaden inny nie zatrzyma się przecież w szczerym polu. Zresztą do torów było za daleko.
-Dojdźmy nad rzekę. Może będzie tam jakiś budynek. Poza tym drzewa wyglądają solidnie.
-To brzmi jak prawdziwa przygoda- blondyn wstał i znów oblizał usta. Był to jeden z nawyków, których nie umiał się pozbyć, nieważne, jak bardzo próbował.
-Tak. No to chodźmy.
Szli tak jeszcze około godziny, zanim dotarli nad rzekę. Słońce powoli wędrowało do horyzontu,
by złączyć się z nim jak z dawno utraconym kochankiem. Łagodny blask delikatnie ozłacał łąkę, która powoli wchodziła w las. Yongguk westchnął cicho, ciesząc się widokiem.
-Od dawna nie widziałem czegoś tak pięknego- mruknął w końcu, a jego głęboki głos rozszedł się po całej rzece, komponując z grą świerszczy idealną muzykę. Daehyun posłał mu uśmiech.
-Słyszysz to? To jest prawdziwa melodia- szepnął, po czym wsłuchał się w delikatny szum wody.
-Musimy znaleźć dobre drzewo- Bang w końcu wybudził się ze swoistego transu wywołanego klimatem tego miejsca.
-Tamto się nada?- blondyn wskazał nieco przechylone, ogromne drzewo z rozłożystymi gałęziami. Wisiało lekko nad wodą.-Wygląda na dość silne, by nas utrzymać.
-Ale… Można stąd spaść…- zauważył jego towarzysz.
-Oj tam. A ty co sądzisz, Jae?
-Miau.
-Przegłosowane!- zawołał śpiewnie Jung i podbiegł do drzewa. Nie bez trudu wdrapał się na nie, by ułożyć się między gałęziami.-Hej, tu jest super.
Yongguk westchnął, wskakując obok.
-No to co teraz robimy?- spojrzał na powoli zachodzące słońce.
-Śpimy. Musimy wstać wcześnie, żeby wymyślić, co dalej.
Skinął głową, patrząc, jak Daehyun zasypia powoli z Youngjae w ramionach. Uroczy obrazek.
Przeleżał jeszcze dwie godziny, wspominając wędrówki z Yongnamem. Podziwiał gwiazdozbiory, których nie rozróżniałby, gdyby nie on. Zrobiło się chłodno. Uświadomił sobie, że Jung ma tylko cienką bluzę. Okrył towarzysza wędrówki swoją kurtką, a następnie zapadł w sen. 



--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemanko!
W końcu wstawiam rozdzialik, będąc w biegu. Jestem ciut śpiąca, bo mam za sobą wizytę nad jeziorem, no i wczorajszy koncert. 
Przy okazji, dzięki, The Cranberries!!! To było cudo, naprawdę! <3 <3 <3 
Przyjmijcie ten rozdział cieplutko,
-Ree