sobota, 28 listopada 2015

,,Kto się czubi, ten się lubi" Rozdział 4

,,Kto się czubi, ten się lubi"
Rozdział 4
Sezon 1
01.04
====================
Kiedy tylko dotarł do domu, padł na łóżko zmęczony całym tym dniem. Jest w zespole. Muszą wymyślić układ i całą piosenkę od podstaw, od zera. Nie miał pojęcia jak sobie z tym poradzą, ale coś mu mówiło, że nie powinien się tak tym przejmować, dlatego uśmiechnął się tak jakby do siebie i uniósł, dopiero zdejmując z siebie torbę z zeszytami i podręcznikami. Była dość ciężka, ale musiał przyznać, że nigdy nie była lżejsza, tak więc powinien się raczej przyzwyczaić.
Westchnął głęboko i rozejrzał po swoim pokoju, z zaskoczeniem rejestrując iż w ostatnim czasie nie narobił zbyt wielkiego bałaganu. Praktycznie żadnego. Mimo wszystko był z tego powodu też zadowolony. W tej radości nabrał ochoty na porozmawianie z kimś. Najlepiej z tym, z kim zawsze czyli albo Kibum'em, albo Jinki'm. Jinki był dla niego trochę jak starszy brat. Co prawda Kibum również był kimś takim, ale że względu na swoje częste matkowanie musiał zostać jego drugą matką. To było nawet zabawne.
Dobra.
Wziął się w garść i podszedł do biurka, przy którym stał komputer. Było to dość wygodne rozwiązanie, komunikatory miały do siebie to, że nie zabierały pieniędzy jak telefony. Dzwoniąc do kogoś można było zachować swoje zarobki.
Odpalił urządzenie i czekał, aż się włączy oraz załaduje. Nie musiał czekać długo. Już po chwili włączył Skype i gg, sprawdzając czy któryś z jego przyjaciół jest obecny. Byli obaj. Już miał tworzyć rozmowę grupową, gdy ktoś zadzwonił przez Skype. Odebrał, zszokowany. 
~ROZMOWA~
-Hej, Minnie!
-No cześć, młody!
-Pff..
~~~
Głos Kibum'a, który usłyszał dał mu do zrozumienia, że nie musiał się martwić sytuacja. Mimo wszystko zmartwił go fakt, że w konwersacji biorą udział jeszcze dwie osoby. Nie przejmował się Jonghyun'em, był w porządku. Mimo wszystko Minho wydawał się być ciągle nie w humorze i negatywnie do niego nastawiony. Westchnął. Musiał zachowywać się normalnie. Nie mógł pozwolić, by ta Żaba źle wpłynęła na jego samopoczucie. No, bardziej niż zwykle.
~ROZMOWA~
-Dzień Dobry wszystkim.
-Hej, odpowiada Ci spotkanie się jutro w tej kawiarni co zwykle, tylko tak całą grupą?
-No wiesz, Minnie, tak dla integracji i zorganizowania spotkań, prób. 
~~~
Spotkanie w kawiarni, w cztery osoby. W sumie nie miał nic przeciwko. A raczej nie widział praktycznie żadnych przeciwwskazań by iść, a spotkanie faktycznie by się przydało. Westchnął jak najciszej mógł. 
~ROZMOWA~
T-Jasne, czemu nie.
J-Wiedziałem, że się zgodzi!
K-Tak, tak. Spotykamy się jakoś o 13 czy może później?
T-Wydaje mi się, że ta 13 będzie w porządku.
K- A wam odpowiada?
J- Oczywiście, że tak, inaczej nie wyskoczył bym z propozycją spotkania *śmiech*
M-...
T- Minho?
M- Obojętnie.
K- Czyli uzgodnione! Jutro o 13 w kawiarni. A spróbuje tylko któryś się spóźnić!
~~~
I tym akcentem skończyli umawiać się na spotkanie. Później wymienili się numerami i kontynuowali rozmowę. Minho wydawał się być wciągnięty w rozmowę. Co chwila komentował słowa Jonghyun'a w sposób wredny, ale i zabawny. Nie było to specjalne docinanie, a raczej nie po to, by go jakoś zranić czy poniżyć. Prędzej były to drobne, przyjacielskie słowne przepychanki i docinki.
Z jakiegoś powodu nie mógł powstrzymać się przed uśmiechem. Minho był blisko z tym kolesiem, no i pozwoli zbliżał się do Kibum'a. Nawet jeśli odpowiadał na pytania albo po prostu mówił w swoim stylu, nie było to jakieś negatywne.
Trochę mu zazdrościł. Sam przez praktycznie całą rozmowę odpowiadał monosylabami albo siedział cicho. Nigdy nie czuł się za dobrze w większych grupach. Musiał jednak pogodzić się z faktem, iż tak szybko nie ucieknie. Teraz był członkiem niepełnego, ale jednak zespołu. Brakowało tylko jednej osoby. Cóż.. Musiał dać radę, przyzwyczaić się do tylu ludzi i pozwolić sobie otworzyć na większy kontakt. Wyszło dość psychologicznie.
A, właśnie..
Trzeba ogarnąć ostatniego, 5 członka.. 
-------------------------------------------------
Tym sposobem następnego dnia, równo o 12:30 był już w drodze do kawiarni. Dzień był jednym z pozytywniejszych. On miał przyjemny sen o tańcu, który skomentował jedynie dwoma krótkimi słowami - ,,No cóż..".. Poza tym załapał się na 2 ostatnie naleśniki, a jego mama kupiła mleko bananowe, które zniknęło szybciej niż przypuszczała. Mimo wszystko uśmiech nie schodził z jego ust, więc i ona czuła pewnego rodzaju szczęście.
Sama pogoda również dopisywała. Słońce co prawda chowało się za chmurami, które tworzyły istny, szary mur, ale co jakiś czas wyglądało zza nich. Taemin'owi skojarzyło się to z zabawianiem małych dzieci. Kiedy ktoś chował swoją twarz za dłoniami i nagle je odsuwał krzycząc ,,AKUKU!". No cóż.. To było pod pewnym względem zabawne.
Poza tym było ciepło, a chłodny wiatr delikatnie muskał skórę, dając przyjemne odczucie. Miło. Nawet bardziej.
Z uśmiechem szedł przed siebie, co jakiś czas patrząc na mijających go ludzi albo machając do kogoś znajomego. Mimo wszystko lubił ludzi. Wiedział też, że jego nastrój potrafi się bardzo komuś udzielić. Dlatego w takich momentach nie zdejmował z twarzy uśmiechu, który nawet gdy bardzo się starał, musiał na nowo się pojawić. Lepiej było po prosu go zostawić w spokoju.
W momencie, gdy zauważył skrót, którym zawsze chodził z Kibum'em, gdy urządzali sobie spacer do kawiarni, postanowił z niego skorzystać. Była to ciemna, wąska uliczka, dająca jednak pewną swobodę ruchu dla 2-3 osób, które stałyby obok siebie. Poza tym, posiadała kilka zakrętów, przez co mało kto ważył się wkraczać na jej teren. Ledwo kto zaglądał i sprawdzał dokąd prowadzi, gdzie jest jej koniec. On jednak doskonale ją znał. Wkroczył więc w ciemniejszą przestrzeń miasta i nucąc pod nosem jakiś usłyszany przypadkiem utworu, szedł dalej. Kiedy jednak skręcił po raz drugi, pożałował decyzji pójścia na skróty. Dwóch kolesi popchnęło go w kierunku ściany budynku, z którą zderzył się tak mocno, aż usłyszał dziwny chrupot w ramieniu. Poza tym chyba łupnął w nią głową, ponieważ poczuł na jej tyle ból. Jęknął z bólu.
-Niezła sztuka, hm?
-Taa. Jesteś pewny, że on nie jest kobietą?- spytał z głosem, który wyraźnie zapowiadał coś negatywnego, strasznego. Spróbował odejść. Za to tym razem został dosłownie przyszpilony. Nie widział drogi ucieczki. Próba odepchnięcia kolesia również zakończyła się klęską. Był za silny. Tego się nie spodziewał..
-Puść mnie- powiedział, siląc się na spokój. Nie szło mu to zbyt dobrze. Co jak co, ale znajdował się w sytuacji, która kojarzyła mu się z filmami oglądanymi przez jego siostrę. Nieodpowiedzialna kobieta wkracza tam gdzie nie powinna, przez co później gorzko żałuje swojej decyzji. Mimo wszystko, zanim zacznie robić się dosłownie koszmarnie, jakimś cudem ratuje się z opresji i w późniejszym czasie żyje długo i szczęśliwie, opowiadając o swojej przygodzie własnym dzieciom lub po prostu bliskim osobom. Strach idzie w niepamięć, pozostawiając po sobie jedynie jego słabsze wspomnienie.
Mężczyźni zaśmiali się nieprzyjemnie. Wręcz obleśnie. Pod pewnym względem przerażała go sytuacja, ale.. Z drugiej strony czuł się co najmniej dziwnie. Wręcz rozbawiony tym, co wyprawiali. Musiał jednak przyznać, że nadal nie wiedział co robić, by się wyratować albo nie pogorszyć sytuacji. Pustka ogarnęła jego głowę. Stał i wpatrywał się przerażonym wzrokiem w napastników. Obaj pozbawieni włosów na głowie, z twarzami, które przypominały kogoś po przejściach.. Typowi przestępcy.
Obleśny wzrok obu przesuwał się po jego ciele i zatrzymywał się w jednym miejscu. Przełknął ślinę, gdy mężczyzna, który go przyszpilił przysunął się do niego jeszcze bardziej niż powinien, przy tym naruszając dosłownie całą jego przestrzeń. Kiedy poczuł dłoń między swoimi nogami, szarpnął się i jeszcze raz spróbował odepchnąć kolesia. Ten warknął zirytowany.
-Kurwa, przestań się szarpać!- uderzył go w policzek, a dłoń na jego kroczu boleśnie zacisnęła się. Nie zauważył, kiedy dokładnie jedną ręką uderzył jednego z nich w nos, powodując jego krwawienie. Zszokowany patrzył na minę, która całkowicie się zmieniła. Teraz wyrażała jedynie furię.
-Trzymaj go mocniej, kretynie!- warknął do wspólnika, wycierając rękawem bluzy krew, po czym plując mu w twarz- Taki sprytny jesteś? Silny? Myślisz, że będzie lepiej, gdy spróbujesz się obronić? Jesteś praktycznie sam. W tej chwili jesteś naszą dziwką więc przestań się szarpać i zaakceptuj to, szmato!
Zacisnął powieki, gdy zauważył pięść mknącą ku jego twarzy. Spodziewał się, że zaraz ogarnie go ból, jednak tak się nie stało.
-Co? Kim Ty kurwa jesteś?!- usłyszał pytanie tego, który się zamachnął. Otworzył powoli oczy i zamarł. Znajoma twarz, ciemne włosy, wysportowana sylwetka i niewyobrażalny chłód w czekoladowych oczach. Minho..?
-Zostaw go w spokoju- warknął, uderzając go w twarz i kopiąc w miejsce, które na ogół powinno być chronione. Skrzywił się, gdy zauważył jak tamten pada, kuląc się na brudnej ziemi. Poczuł jak uścisk trzymającego go faceta się rozluźnia i wyszarpnął się, przy tym potykając się i w ostatniej chwili łapiąc równowagę. Minho zadał kolejny cios, tym razem drugiemu. Po chwili i on leżał na ziemi, zdążywszy przedtem uderzyć Choi w policzek.
Obrońca wpatrywał się w rudzielca przez chwilę, po czym złapał go za nadgarstek i pociągnął go ku wyjściu z uliczki.
Niebezpieczeństwo minęło. Już po wszystkim..
Tuż przy wyjściu zatrzymał się i puścił jego nadgarstek. Spojrzał na niego.
Taemin miał pewność, że w tej chwili całą swoją postawą wyrażał przerażenie połączone z wszechogarniającą go ulgą. Nie potrafił wykrztusić słowa. Nogi ugięły się pod nim, przez co po chwili siedział na ziemi. Spojrzał na swoje dłonie. Drżały.
-Wszystko w porządku?- Choi przykucnął przy nim i choć chciał powiedzieć, że tak, jego gardło było ściśnięte. Kiwnął w odpowiedzi głową. Chwilę później poczuł jak jego dłoń unosi delikatnie jego głowę w ten sposób, że jego twarz skierowana była w jego stronę. Drugą dłoń ukrył w rękawie, którym wytarł jego policzek.
No tak.. Jeden plunął mu w twarz..
-Na pewno?- spytał raz jeszcze, patrząc mu prosto w oczy. W tamtej chwili Taemin stracił jakąkolwiek kontrolę nad sobą i sekundę później wtulał się w ciało człowieka, które choć nie było mu bliskie, nagle zaczęło stanowić jego azyl. Jedna dłoń Żabola wylądowała na jego plecach, a druga na głowie. Obiema zaczął głaskać go uspokajająco, a jednocześnie mocniej do siebie tulić. I ludzie, którzy zaglądający z ciekawości w uliczkę, widzący ich postacie, byli nieważni. Liczyły się tylko silne ramiona i ciepłe ciało, które po prostu dawały mu poczucie bezpieczeństwa.
-Dziękuję..- i kiedy w końcu wykrztusił te słowo, telefon obwieścił nadejście SMS'a. Odsunął się od Choi nieco skrępowany i odblokował telefon, by zaraz przeczytać jak Kibum ponagla go do tego, żeby się pospieszył. Podobną wiadomość Minho dostał kilka sekund później.
-Chodź- Żabol podał mu dłoń, chcąc pomóc przy wstaniu, jednak widząc grymas na jego twarzy, postanowił, że jednak jego pomoc niekoniecznie była aż tak potrzebna. Wycofał się i Taemin wstał o własnych siłach. Później ruszyli w dalszą drogę do kawiarni, przy tym nie odzywając się ani słowem.
-------------------------------------------------
Siedzieli od dobrej minuty w przytulnej sali, wypełnionej niewielką liczbą ludności, aczkolwiek spowodowane to było wyłącznie tym, że kawiarnia położona była w miejscu, które na ogół z wyglądu zewnętrznego niezbyt zachwycało czy przyciągało. Mimo wszystko desery były pyszne, a samo wnętrze dosłownie milutkie.
-Jak to go napadli?!- Kibum przygarnął mocno do siebie rudzielca, nie przejmując się faktem, że chwilę wcześniej skierował na nich uwagę wszystkich zebranych w kawiarni. Sporo osób szepnęło coś do osób towarzyszących, wskazując na nich palcami.
Haaa.. Dziwne uczucie..
-Młody, już więcej nie łazisz jakimkolwiek skrótem samotnie, rozumiemy się? Dobrze, że Minho się zjawił- westchnął Jonghyun, patrząc na wspomnianego wybawcę, który wodził wzrokiem po towarzyszach. Potem tylko kiwnął głową, ostatecznie zatrzymując go na Taemin'ie.
-Skoro już wszyscy tu jesteśmy..- zaczął Kibum.
Minho obserwował kartkę, którą któryś z nich wcześniej położył na stole, w tym samym czasie mówiąc nieco zniecierpliwionym tonem:
-To może weźmiemy się za organizację czasu i miejsc prób?
~~~

================================================

=================================================

Udało się, jest kolejny rozdział. Ulga jak cholera, że w końcu dałam radę napisać coś ponad te 3 wcześniejsze rozdziały.. 
Dokładnie - 4 rozdział ujrzał światło dzienne. Chociaż nie wiem czy się nie pospieszyłam z pewnymi sprawami. 
Ale patrzcie! Minho powoli dojrzewa! Albo raczej pokazuje więcej człowieczeństwa bądź zainteresowania innymi ludźmi..?
.
.
Ummm.. To brzmi co najmniej dziwnie, prawda? No cóż.. Bywa ^^'
~
Bardzo dziękuję za uwagę i pokornie proszę o komentarze *ukłonik*

~Draconetta Malfoy a.k.a Panda a.k.a Kilmi Fortress
Yo~!

sobota, 21 listopada 2015

Opętany cz. 7

Tak długo mi to zajęło, mianhae...
Sorry, że słabe, ale nie umiem pisać :c
Miłego czytania. 
~Kim Ree
-Taemin? Minnie? Wszystko w porządku?
Popatrzył na niego. Obraz się rozdwajał.
~Hyung... Nie dotrę do domu w takim stanie... 
-Nawet nie próbuj tak mówić. Poradzisz sobie. Mogę ci pomóc w każdy możliwy sposób.
Nieduch popatrzył na niego.
~Jest jedno wyjście... Ale jest bardzo bolesne dla ciebie. 
-Zrobię wszystko- Minho przykucnął przy nim. Miał ochotę krzyczeć z frustracji.
~Musiałbyś... Przyjąć mnie w siebie. Jezu, dziwnie to brzmi. Chodzi o to, że nie mógłbyś widzieć mnie jak teraz, moja fizyczna forma zniknęłaby na jakiś czas. Siedziałbym całkiem w twojej głowie. Ale ty... Musiałbyś przyjąć mój ból na siebie. 
-Zrobię wszystko- powtórzył.
~Więc musisz... Uhhh. Po prostu zobaczysz- nieduch zamknął oczy i nachylił się do przodu, mocno przyciskając widmowe wargi do ust starszego. Choi nie poczuł zupełnie nic, aż nagle uderzył w niego ból o nieprzeciętnej sile.
Widmowy widok nieducha zniknął, ale Minho wciąż czuł jego obecność w swoim umyśle.
~Hyung, przepraszam...~ szepnął słaby głos w jego głowie.
-Minnie, dotrzemy do domu. Będziesz w stanie się przespać, a ja...- syknął, czując bolesne pieczenie. Odsłonił przedramię i ujrzał jaskrawoczerwone znamie, jakby się poparzył.
~Hyung, będziesz za bardzo cierpiał, żałuję, że w ogóle zasugerowałem coś takiego... 
-Nie gadaj głupot. Key opatrzy moje rany, a ty odzyskasz siły. A potem znajdziemy twoje ciało. Obiecuję. Będzie dobrze.
~Hyung... Jesteś taki...
Minho przymknął oczy. Dzielił uczucia z młodszym, więc zalała go fala wdzięczności i ciepła. Zapomniał na chwilę o kolejnych ranach, które szybko tworzyły się na jego ciele. Pomyślał o tej małej istocie, która w ciągu dwudziestu czterech godzin wywróciła jego życie o 180 stopni. To dodało mu siły. Musiał go uratować. Ruszył powoli w kierunku swojego domu.
Taemin nie czuł prawie bólu. Wszystkie fizyczne odczucia przejmował Minho. Czuł się zrelaksowany, niemalże przysypiający. Ostatnim, co zarejestrował, zanim kompletnie zapadł się w błogiej nieświadomości, były przerażone oczy Kibuma wpatrzone zapewne w Minho.
             *************
Kiedy Taemin odzyskał swoją bezcielesną świadomość, siedział sobie i z głowy Minho obserwował naradę.
~Dzień dobry~ "powiedział".
-Chłopaki, obudził się. Cześć, Minnie- Choi ziewnął cicho.
-Jezu, w końcu. Tydzień, cholera, Taemin- Key zerwał się z krzesła. Nieduch przymknął oczy i zwrócił się do niego bezpośrednio.
~Tydzień? 
-Tyle spałeś.
-Całe szczęście, że wpadłeś na ten pomysł. Moje ciało to zniosło, a ciebie nie moglibyśmy opatrzyć... A tak mamy obraz stanu ciebie, tego materialnego, i wiemy, jak to wyleczyć. Teraz musimy tylko znaleźć...- Minho urwał, by uspokoić oddech.
~Hyung, mam sprawę. Zeszyt. W pokoju Rena jest gruby, różowy notes. Muszę go zobaczyć. Będę musiał wyjść z twojego ciała i...
-O, nie. Zabiorę ten notes na wyprawę i dostaniesz go w ręce.
~Wyprawę?
-Key ma kilka potencjalnych miejsc przechowywania twojego ciała. Pojedziemy w nie i poszukamy.
~Gdzie zaczynamy?
-Las, koło którego znaleziono Minkiego.
Taemin był zaskoczony.
~Przecież policja przeszukała teren?
-Wydaje mi się, że działa tu siła, która rozproszyła funkcjonariuszy. Nie, żeby to było trudne- Kibum ziewnął.- Mają strasznie słabe umysły. Minho, jesteś gotowy, żeby jechać?
-Głupie pytanie- Żabcia wstała.-Jong, skoczysz po ten notes?
-Nie zrób krzywdy mojemu skarbowi- wspomniany wyszedł z pomieszczenia. Jego chłopak ukrył za dłońmi zarumienione policzki.
~Awww, eomma.
-Ciii, Taeminnie, przestań...
-Młody ma rację, jesteście taaacy słodcyyy...
-Choi, zaraz ci przypierdolę.
-Wróciłem- Jonghyun pojawił się w drzwiach.-Chyba powinniśmy jechać. 
-Tak- Key skinął głową. 
-No, to w drogę- oznajmił Choi radośnie. Taemin zamknął oczy, przeklinając swoją niematerialność. Tak bardzo chciał teraz ścisnąć czyjąś dłoń. Bał się jak jasna cholera. A co, jeśli się nie obudzi? A co, jeśli nie znajdzie ciała i umrze, nie pamiętając swojej przeszłości? 
~Minnie, spokojnie. 
Minho znów mówił do niego mentalnie? Wow. 
~Hyung, ja po prostu... 
~Rozumiem, będzie dobrze. Zadbamy o ciebie, ok? Znajdziemy rodzinę i... 
~Zostawicie mnie?
Choi zamarł, przystając na schodach. 
~Głupku, jak mogłeś tak pomyśleć? 
~Ja... Po prostu... 
~Nie zostawimy cię. Key uważa się za twoją matkę, więc jakby mógł? Jonghyun zrobi wszystko, co on mu każe... A ja nie wiem, co bym zrobił, gdyby teraz ciebie całkowicie zabrakło w moim życiu. Pomijając już fakt, że zapomniałem, jak to jest myśleć samodzielnie. 
-Idziesz, żabolu?- ziewnął Kibum. Brunet skinął głową i wsiadł do samochodu. 

                                  *********************************
Trzecie miejsce. Objechali ten las kilkakrotnie i Tae powoli tracił nadzieję. Do czasu, aż wjechali w jakąś polankę. Zaatakowało go jakieś chore przeczucie. Ból głowy, tak samo silny jak wtedy, gdy ujrzał symbol rogu. Mimo to wiedział, że to tego szukają i szybko poinformował o tym Minho.
-Key, to tutaj. 
-Wysiadamy- westchnął blondyn. Ręce lekko drżały mu ze stresu.- Cholera, tyle tu negatywnej energii. 
Szli szybko, przedzierając się przez chaszcze. Jonghyun został w aucie na wszelki wypadek. Taemin kierował ich drogą z głowy Minho. 
-O. Ja. Pierdolę- mruknął brunet, zatrzymując się. Stali przed zamszonym, czarnym budynkiem, którego dach był w niektórych miejscach załamany. 
~Hyung... To tutaj. 
-Skąd ja wiedziałem- mruknął Kibum.- No to chodźmy. Może być słabo. Trzymajcie się mocno. 
     Weszli do środka ostrożnie. Na pierwszy rzut oka było tu pusto i ciemno. 
-Ta atmosfera kiedyś mnie wykończy- wymamrotał Minho, próbując jakoś poprawić sobie humor. Absolutna czerń, jaka ich spowijała, nagle rozjaśniła się delikatnym, migotliwym światełkiem. 
-Po cholerę tu wracałeś?
Obydwoje materialni mężczyźni odwrócili się jednocześnie. Drzwi się zatrzasnęły. A właściwie zatrzasnął je jakiś chłopak. Miał dość ciemną cerę i sińce pod oczami, jakby nie spał od kilku dni. 
-Ja?- zdziwił się Key. Postać pokręciła głową. 
-Ja?- powtórzył głucho Minho. 
-Nie. On.
Taemin pisnął w głowie bruneta, gdy ogarnęła go fala okropnego lęku. 
-Po co tu wracałeś? Zdajesz sobie sprawę z tego, jak bardzo są wściekli? I to jeszcze dziś... Nie wiesz, że skazałeś swoich towarzyszy na śmierć? Pewnie i tak umarłbyś wcześniej czy później... Ale jeśli jesteś tu, to możesz cię spotkać coś gorszego od śmierci. 
-Kim ty do cholery jesteś, co?- warknął Choi, zaciskając dłonie w pięści. 
-Ofiarą. Oddźwiernym. Tym, który ostrzega. Wiernym sługą wbrew swej woli.
-Nie wiesz, gdzie jest ciało...?- Kibum zrobił krok w stronę chłopaka. 
-Wiem. Mogę wam nawet pokazać- zaśmiał się ten bez radości, po czym pstryknął palcami. Zapalił się rząd świeczek. Minho zmarszczył brwi. 
-Koniec korytarza, drzwi po lewej. Taemin, uważaj na siebie. Proszę. 
~Kai. 
Minho drgnął. Pan Głos w Głowie dotąd milczał. 
~Co, Minnie? 
~On... To Kai. Jestem pewien, że dużo z nim rozmawiałem, ale nigdy nie wychodził stąd. Powiedz mu, żeby...~ Tae nie musiał dokańczać, bo starszy świetnie zrozumiał jego uczucia.
-Uważaj na siebie, Kai- po czym wraz z Kibumem ruszył we wskazanym kierunku. Ich oczom ukazały się wielkie wrota. Otworzyły się bezszelestnie, ukazując dziwny widok. 
W pomieszczeniu panował półmrok, bo oświetlały go jedynie trzy duże świece. Na ogromnym podeście w centrum leżało coś. Choi jak zahipnotyzowany podszedł bliżej i wyciągnął dłoń.
-O kurwa...- szepnął cicho, wpatrując się w zmasakrowane i ledwo oddychające ciało. 
-M-Minho...- wyjąkał Key, cofając się. Brunet podniósł głowę. 
Na parapecie ogromnego okna ukazującego księżyc w pełni beztrosko siedział drobny chłopak. Miał krótkie, czarne włosy i urocze dołeczki w policzkach. Uśmiechnął się szeroko. 
-No, proszę, proszę. Mój mały Taeminnie przyprowadził do domu kolegów. Czyli zabawę można zacząć, hm? 
I nagle Key padł na kolana, wydając z siebie straszliwy wrzask. 

czwartek, 19 listopada 2015

Koty Łączą Ludzi - ONE SHOT

Siedziałem w kuchni przyglądając się puchatej istotce. Czarna kulka o jadowicie zielonych oczach postawiła sobie za cel wskoczenie na parapet okna, ale nie miała pojęcia jak się za to zabrać. Musiałem przyznać, że znalazłem się w zabawnej i uroczej sytuacji.
Wstałem od stołu z zamiarem opuszczenia kuchni. Pozwoliłem, by stworzenie zaciekawione celem mojej "podróży" ruszyło za mną. Kiedy przechodziłem obok lustra nie mogłem powstrzymać się przed przyjrzeniem się swojemu lustrzanemu odbiciu.
Jak na mężczyznę miałem dziewczęcą urodę. Potargane, rude włosy sięgały mi praktycznie do ramion, co momentami mi przeszkadzało jednak nie miałem serca ich ściąć. Oczy w kolorze czekolady, w których praktycznie zawsze czaiły się iskierki mojego optymizmu. Wiedziałem, że dzięki nim mogłem wiele zdziałać. Wystarczyło nieco się skupić, by wyglądały jak oczka szczeniaka, a serduszka najzimniejszych osób mogły pęknąć, a oni sami zgodzić się na praktycznie wszystko o co prosiłem. 
Szczupła sylwetka z delikatnym zarysem mięśni. Nigdy nie ciągnęło mnie zbytnio do sportów, jednakże taniec wynagradzał mi wszystko. Potrafiłem godzinami poruszać się w rytm muzyki, wykonując przy tym różne skomplikowane ruchy. Oczywiście wszyscy, którzy mnie znają zdają sobie sprawę z faktu, że żyje muzyką.
Dzisiaj wyjątkowo mój zespół miał wolne przez co nie przyszło mi do głowy to, że mógłbym wyjść z domu. Miałem wielką ochotę na odpoczynek, a ten dzień był do niego idealny. Przez to nie zawracałem sobie głowy doborem ubrań. Narzuciłem na siebie jedynie luźny, biały podkoszulek i krótkie spodenki, które znalazłem w głębi szafki, zapomniane przez mijający czas. Albo i mnie.
Tak więc pokrótce wyglądałem byle jak, a swój wolny dzień spędzałem na kreatywnym lenistwie.
Uśmiechnąłem się z niedowierzaniem do swojego lustrzanego odbicia i ruszyłem ku salonowi. Tam padłem na kanapę i włączyłem pierwszy lepszy program muzyczny. Przyzwyczaiłem się do faktu iż z biegiem czasu kanały muzyczne tracą na ilości puszczanej muzyki. Coraz częściej pojawiały się na nich wystąpienia rozrywkowe zabierające jedynie czas bez możliwości posłuchania różnorakich utworów.
Tak było i tym razem. Zająłem się oglądaniem tych głupot, co jakiś czas uśmiechając się do siebie. 
Mój czas mijał w tej sposób jakoś do 13, a przerwał to dzwonek dzwoniącej komórki.
Zaskoczony sięgnąłem po nią, wyłapując zaciekawione spojrzenie drobnej istotki, która jeszcze chwilę temu spała tuż przy moim brzuchu. 
Odebrałem połączenie, nie sprawdzając nawet kto postanowił się ze mną skontaktować.
-Tak?
-Taemin, jesteś w domu, prawda?- I już po zniekształconej barwie głosu poznałem dzwoniącą do niego osobę. Pan Charyzmatyczny Choi Minho, który już spory czas temu wtargnął w moje życie z butami i skradł mi serce. Bajkowo, czyż nie? Nie.
-Tak, coś się stało?- spytałem, przenosząc się z pozycji leżącej do siedzącej. -Mam coś sprawdzić? Nagle wypadła jakaś robota? Komuś coś się stało? Błagam, niech to nie będzie coś przez co będę zmuszony wyjść z domu..- autentycznie jęknąłem, chwilowo przerażony myślą, że jednak  mój dzień nie będzie dniem całkowicie wolnym. 
W słuchawce rozległ się rozbawiony śmiech. Zrobiło mi się cieplej na sercu. 
-Chcę sprawdzić jak się miewa kot. Będę za jakieś 5 minut. I spróbuj tylko nie otworzyć drzwi- znowu się zaśmiał. Wyglądało na to, że humor mu dopisywał. 
-W porządku.
I się rozłączył, a ja spojrzałem znowu na nadal obserwującą mnie kulkę z czarnego futerka. A raczej sierści. Ważne, że puszysta kulka w tej chwili otarła się o moją rękę i zajęła honorowe miejsce na moich kolanach, a ja odłożyłem komórkę na bok. Podrapałem kota za uchem, zastanawiając się nad imieniem dla tego malucha. 
I nagle sobie przypomniałem. Choi zapowiedział, że będzie lada chwila i nic nie miałbym przeciwko, gdyby nie mój stan. W tej samej chwili, gdy popadłem w drobny przestrach z tego idiotycznego powodu, rozległo się pukanie do drzwi.
Mogłem albo kazać mu poczekać, ale zdawałem sobie sprawę, że jednak mnie uprzedził. Czemu czasem tak wolno pojmuję niektóre sprawy..?
Wziąłem kotka na ręce i ruszyłem otworzyć drzwi z miną jak na ścięcie. Chwilę później stałem przed samym Choi Minho, który lustrował mnie wzrokiem z uniesionymi brwiami. 
-Cz.. Cześć, Minho- wkroczył w głąb mieszkania, a ja zamknąłem drzwi przeklinając to, że się zająknąłem na początku zdania. Przy zwykłym powiedzeniu cześć. 
-Hej, Tae- uśmiechnął się jakby nigdy nic i poczochrał mnie po włosach. Zaraz potem pogłaskał kotka, z jakiegoś powodu nie biorąc go jak zwykle na ręce.
Pozbył się obuwia i cienkiej kurtki, wieszając ją przy lustrze i udał się za mną do kuchni.
-Kawa, herbata, woda, sok?- spytałem, jednak doskonale zdawałem sobie sprawę co wybierze. 
-Kawa- uśmiechnął się. Postawiłem kota na podłodze, a on zaraz pobiegł do gościa. Z głośnym mruczeniem otarł się o jego nogi w celu zwrócenia uwagi. Chwilę później siedział na jego nogach. Albo raczej leżał, śpiąc jak gdyby nigdy nic. Poczułem się nieco zazdrosny. Ta malutka puchata kuleczka jest częścią mojej rodziny od zaledwie 5 dni, a już zdobyła serca praktycznie wszystkich, którzy ją widzieli. Sprytne stworzenie. 
Po jakimś czasie kawa była gotowa. Postawiłem ją przed Minho, po czym usiadłem obok niego, zachowując pewną odległość. Nie czułem się luźno siedząc bliżej, ponieważ jestem beznadziejnie i bez wzajemności zakochany. Bliżej niego nie dałbym rady powstrzymać rumieńców wstępujących na moje policzki. W takiej odległości świetnie panowałem nad sobą. 
Minho zerkał po kryjomu w moją stronę, a ja żałowałem, że nie ogarnąłem się i wyglądałem jak wyglądałem. Westchnąłem. 
Minho napił się kawy, unosząc nieco podbródek. Zauważyłem jak jego Jabłko Adama porusza się w tym samym momencie co przełknął ciecz. I znowu. Później oblizał wargi i pochwalił jej smak, uśmiechając się do mnie szeroko. Odwzajemniłem uniesienie kącik ust z uczuciem piekących policzków. 
Rozpocząłem pierwszy lepszy temat, który zaciekawił go na tyle, że wdał się w dyskusję. Poczułem ulgę. Moje policzki przestały piec. 
W tym momencie kot obudził się spoglądając to na mnie to na Żabola. Sięgnąłem ku jego pyszczku w celu podrapania za uchem. W tej samej chwili otarłem nią o tę, która należała do niego. Najwyraźniej w tym samym czasie wpadliśmy na ten sam pomysł. Moje ciało jednak zesztywniało, a ja zalałem się purpurą, co byłem pewien, że zauważył. Spuściłem głowę. 
Sekunde później poczułem jak wokół mojego nadgarstka zaciskają się palce jego zazwyczaj chłodnej dłoni. W tej chwili były one jednak ciepłe. Otworzyłem szerzej oczy, a moje policzki zapiekły bardziej. 
-Minnie. Spójrz na mnie.
Jego głos był mocny i nie znoszący sprzeciwu. Jednocześnie, gdy zdrobnił moje imię, powiedział je niezwykle.. czułe? Wydawało mi się, prawda? Tak. Na pewno. Chociaż byłbym szczęśliwy, gdyby było inaczej. 
Podniosłem wzrok i spojrzałem na niego, tak jak kazał. Moja twarz była prawdopodobnie niesamowicie czerwona. Kiedy którąś sekundę obserwował mnie w milczeniu, spróbowałem wyszarpnąć rękę. Nie udało mi się. Zamiast tego pociągnął mnie bliżej siebie, zmniejszając niebezpiecznie dzielącą nas odległość. Patrzył mi w oczy. Miałem ochotę bardziej zmniejszyć tę odległość, najlepiej całkowicie, ale wiedziałem, że nie mogłem. Nie chciałem nic wymuszać tylko po to, by spełnić swoje chore fantazje.
-Dlaczego?- spytał z dziwnym wyrazem twarzy.
-Umm?
-Dlaczego się tak czerwienisz? Dlaczego w mojej obecności wyglądasz na tak rozdartego, przygnębionego? Dlaczego nie śmiejesz się przy mnie tak jak przy innych? Dlaczego nie przepadasz za moim dotykiem? Myślałem, że udało mi się do Ciebie zbliżyć, że może zauważyłeś te drobne gesty i sygnały, że choć trochę odwzajemniłeś moich uczuć..?- nie zauważył. Ja też nie. Ale zaraz.. Uczuć? -Tak, uczuć. Kocham Cię, Minnie. 
Oparł się czołem o moje ramię, a ja patrzyłem w ścianę przed sobą. Włosy laskotaly mnie w policzek. Puścił moją rękę, oddając mi możliwość swobody ruchu. 
Choi Minho mnie kocha. Choi Minho. Choi. Minho. Minho. Choi. Mnie. Pan Charyzmatyczny, który dotąd tylko kilka osób wpuścił do swojego serca właśnie wyznał mi miłość. 
Sądziłem, że w takiej chwili uśmiechałbym się szeroko i odpowiedział, że jego uczucia są odwzajemnione. Teraz jednak, gdy ten spojrzał na moją twarz, nie widział uśmiechu. Jedynie łzy zbierające się w oczach. Później całe ich pokłady, które spływały po policzkach. 
-Ej, nie płacz..- zmieszał się. Zaszlochałem- Chusteczki! Gdzie są chusteczki?- zaczął się podnosić, by znaleźć jakieś pudełko z chusteczkami. W ostatniej chwili złapałem jego rękaw bluzy, co zmusiło go do zatrzymania. 
Spojrzał na mnie zbity z tropu. Zapewnił, że zaraz wróci i spróbował wydostać rękaw z mojej dłoni, ale zacisnąłem ją jedynie mocniej. Pokręciłem głową. 
Czułem się niewiarygodnie szczęśliwy. Nie rozumiałem więc, dlaczego płaczę. Czemu moja klatka piersiowa aż tak boleśnie się ścisnęła. Gardło też. Chciałem powiedzieć, że go kocham. Mój głos odmówił jednak posłuszeństwa. 
-Zo..Zostań..-wykrztusiłem jedynie. Minęła dobra chwila, zanim usiadł z powrotem obok mnie. Przyciągnął mnie jak najbliżej siebie, ciasno obejmując ramionami. Wtuliłem się, dając upust łzom. Po kilkunastu minutach zacząłem się uspokajać. Nie byłem pewien, kiedy zaczął gładzić mnie po plecach i ramionach w celu pocieszenia. Nie wiedział pewnie nawet co spowodowało mój wybuch płaczu. Jego bluza była mokra od łez, gdy odsunąłem nieco głowę. Kot gdzieś zniknął, ale w tej chwili musiałem zrobić jedną rzecz. 
Wziąłem głęboki oddech. 
-Ko..m.. ię.. 
-Słucham?- odsunął się tak, by spojrzeć na moją twarz. 
Jeszcze raz. Głośniej. 
-Kocha.. Cię.. Kocham Cię.
Patrzył na mnie uważnie. Szczęście, które zauważyłem w jego oczach mieszało się z niedowierzaniem. 
-Naprawdę?
-T..Tak..- pokiwałem jednocześnie głową.
-Minnie.. Ja Ciebie też kocham.
Na chwilę przed tym, jak złączył nasze wargi w czułym pocałunku, za jego plecami zauważyłem kota. Wyglądał.. Tak jakby w ciągu krótkiego odstępu czasu złapał kanarka i wypił mleczko.
~~~

================================================

=================================================

No i... Chyba jestem, nie?
 Długa nieobecność, mało weny, szkoła, choroby, problemy. Nie będę się tym tłumaczyć, nawet jeśli serio były. Ani przepraszać, bo znając życie niejeden raz może się coś takiego przytrafić. Mogę jedynie się kopnąć w cztery litery i próbować pisać, jak dzisiaj. 
 Rozdział taki.. No. Taki.
Pokornie proszę o komentarze *ukłonik*

~Draconetta Malfoy a.k.a Panda a.k.a Kilmi Fortress
Yo~!

środa, 4 listopada 2015

Opętany- cz. 6

A walnę wstęp tutaj. Krótko i mało akcji, więcej płaczu (Jezu, byłam pewna, że wypłakałam wszystko w związku z pewną sytuacją, a tu niespodzianka)
W każdym razie nowy rozdział zaczyna się optymistycznie i słodko, a kończy... 

Huh, sami ocenicie. 
Miłegooo...
UWAGA: Autorka potrzebowała paczki chusteczek. Oceń swoją wytrzymałość emocjonalną.
-Kim Nareeeeeeeeeee




-KIM. KIBUM.
Wywołany upuścił kubek z kawą i tylko fakt, że Taemin był w stanie lewitować przedmioty (kolejna przydatna moc "ducha") uratował naczynie od rozbicia.
~No, eomma, twoja wielka chwila. Hwaiting~ nieduch uśmiechnął się i przysiadł na blacie kuchennym.~Hej, hyung, powinieneś stąd wyjść. Jonghyun jest wnerwiony i może się to skończyć bójką, a nie o to chodzi. 
Minho wymamrotał coś pod nosem, ale posłusznie opuścił kuchnię.
-Kibum- odezwała się osoba, która akurat weszła drugimi drzwiami. Tae posłał blondynowi uśmiech i wyszedł swoim niematerialnym krokiem z pomieszczenia.
-N-no hej- medium zarumieniło się lekko, cofając się aż pod ścianę. 
-Hej?- prychnął Jonghyun i stanął przed nim, ręce opierając po bokach chłopaka. Nie chciał pozwolić mu uciec.-Może mi wyjaśnisz co się stało rano?
-Ja... Chciałem tylko... 
-Nie mam zamiaru tego słuchać.
-Ale przed chwilą sam... 
Jong warknął. Denerwowało go to. Niedomyślność tej księżniczki. Nachylił się do przodu i delikatnie musnął jego usta swoimi. Nie czując sprzeciwu zamienił to na bardziej nachalny pocałunek, a Key splótł mu ręce na karku, wzdychając cicho. Za długo czekał na to, aż Dino się ogarnie, żeby teraz się z nim wykłócać.
                                             ********************************
Taemin spojrzał na Minho z rozbawieniem.
~Oni szybko stamtąd nie wyjdą. Masz jakiś pomysł? Na zajęcie czasu? 
-W sumie... Chciałem iść na grób brata.
~Mam tu zostać?~ nieduch przysiadł na łóżku.~Pewnie musisz pobyć sam... 
-Dlaczego miałbym cię nie zabierać?- zdziwił się Choi.-Wyjdziemy oknem. To dość prosta droga, często uciekaliśmy tędy z Minkim.
Młodszy skinął głową, starając się zahamować chociaż trochę emocje przejmowane z głowy bruneta. Był zbyt zajęty własnymi rozterkami.
Chwilę później byli już przy bramie cmentarza. Taemin poczuł nieprzyjemny, niematerialny dreszcz. A co, jeśli jego ciało też miało się tu znaleźć, i to niedługo? Ból nie ustawał.
-To tutaj- powiedział Minho nieco schrypniętym głosem. Drobny, biały nagrobek, na którym leżały świeże różowe róże.
~On... Kochał te kolory~ westchnął nieduch, obserwując grób. Nagle drgnął, zobaczył bowiem postać podobną do siebie. Chłopak mniej więcej w jego wieku siedział na ławeczce, bawiąc się blond włosami. Świecił się lekko.
~Hyung, widzisz go?~ Tae zachwiał się lekko. Blondyn uśmiechnął się i pokręcił głową.
~Niestety, on mnie nie zobaczy... Tylko ty możesz. Ty jesteś na pograniczu naszych światów, hyung. 
-Minnie? Co się stało?
Rudzielec machnął dłonią, każąc Minho się uciszyć.
~Rennie...~ podszedł i delikatnie pogłaskał go po platynowej grzywce. O dziwo czuł fakturę włosów bardzo dokładnie.
~Nie dotykaj moich... Hyung, czujesz?~ Choi Minki zrobił wielkie oczy.
~Twoje włosy? Tak, mięciusie. 
~Jest źle, hyung... Jeśli nie czujesz przedmiotów materialnych, a czujesz mnie... 
Taemin nie potrzebował więcej. Wymieniał się myślami z duchem swojego starego tanecznego partnera.
~Jestem bliski śmierci, prawda? 
~Każdy los może się odmienić. Ty i hyung musicie znaleźć twoje ciało... Masz o co walczyć. 
-Czy... on tu jest?- Minho ostrożnie usiadł na samym brzegu ławki. Duch jego brata popatrzył na niego ze smutnym uśmiechem.
~Tak, hyung~ odpowiedział Taemin, odwracając wzrok.
~Ah, hyung w końcu zapuścił włosy tak, jak go prosiłem~ Minki przesunął palcami po brązowych kosmykach, które poruszyły się lekko. Jego oczy zalśniły od łez.~Nigdy nie myślałem... Że to się tak skończy. Że się z nim nie pożegnam. 
~Przestań, Rennie...~ Lee popatrzył na młodszego. Sam miał w oczach łzy. Prawie nie pamiętał tego chłopaka, ale on był ważny. To wiedział.
~Hyung, nic nie pamiętasz? Z tego, co się działo... 
Pokręcił głową. Blondyn uśmiechnął się smutno.
~Opowiem ci... Albo pokażę. 
Sala taneczna przypominała tą ze snu, który Taemin zesłał Minho. Tym razem jednak widział siebie i Rena. Ten drugi kręcił się nerwowo w miejscu.
-O co chodzi, Rennie? Czym się tak denerwujesz? 

-Hyung... Bo ja... Chciałem ci coś powiedzieć... Pokazać... Ummm...- Minki westchnął, czerwieniąc się lekko.- Ułożyłem choreografię... Dla ciebie... 
W tym momencie wspomnienie urwało się nagle.
~Gdzie... Reszta? 
~Straciłem przytomność. Ty też. Trafiliśmy gdzieś... Wspólnie... A potem...~ Minki skrzywił się, jakby coś go zabolało.~Hyung, jakaś siła wyższa mnie powstrzymuje. Nie mogę ci powiedzieć. Znajdźcie ciało... Ja muszę już iść. Powiedz mojemu bratu, że go kocham i przyjdź tu jeszcze kiedyś. 
~Ale...~ rudzielec złapał powoli rozmywającą się dłoń młodszego.~Rennie, ja się boję... Jeśli nie zdążę...  
~W moim pokoju w domu jest zeszyt z choreografiami. Zatańczysz chociaż jedną z nich. Wierzę w to. I... dbaj o Minho hyunga. Coś czuję, że on nie wplątał się w to przypadkowo.~ blondyn spojrzał na swojego brata i cmoknął go w policzek w uroczym, dziecinnym geście. Następnie wyszeptał do jego ucha kilka słów i zniknął.
-On... Był tu, prawda?
Dolna warga Taemina zadrżała.
~Tak. Kazał przekazać, że cię kocha.~ i w tej chwili rudzielec zwinął się z bólu, a na jego plecach pojawiła się krwawa plama. 

poniedziałek, 2 listopada 2015

Khhh

Miał być Halloween Special i nowy Opętany, ale zapomniałam o jednej rzeczy.
W miejscu, w którym byłam w weekend nie ma internetu.
Przepraszam, niedługo coś napiszę.
-Ree.