wtorek, 29 września 2015

Opętany cz. 3

Minho ostrożnie otworzył drzwi swojego mieszkania. Taemin "wślizgnął się" do środka i zmarszczył nos.
~Hyung, twój dom jest przesiąknięty zapachem śmierci. Kto...~ umilkł nagle, zdając sobie sprawę, jak bardzo mogło to zranić bruneta. ~Przepraszam...
~Nic się nie stało, Minnie~ Choi przymknął oczy, opierając się o ścianę. Przed jego oczami stanęli rodzice i jego młodszy brat, Minki. Na samo wspomnienie rodziny poczuł bolesne ukłucie w sercu.
~Ten chłopak...~ szepnął młodszy, delikatnie marszcząc brwi. 
~O co chodzi? 
~Znam go. Tańczy. Nie lubi, gdy się go porównuje do kobiety, chociaż sam to często robi. Nie znosi tykania jego grzywki. 
-Nie żyje- powiedział brunet cichym, zachrypniętym głosem. Nieduch zamarł. Gdyby tylko mógł położyć mu dłoń na ramieniu, delikatnie go przytulić... Jedyne, co mógł zrobić, to zachować milczenie, pozwolić mu walczyć ze zmorą przeszłości. 
-Ciała moich rodziców znaleziono w mieszkaniu. Praktycznie nie było krwi. Minki został uznany za zaginionego, a po miesiącu znaleziono go przy drodze. On... on...- głos mężczyzny załamał się. Nie miał potrzeby opowiadać, bo rudzielec został w tej chwili zalany falą wspomnień i emocji. Zacisnął niematerialne palce na niematerialnej bluzce, próbując nie dać się im ponieść. Nagle zobaczył ciało porzucone przy asfalcie. Górna połowa jego twarzy była kompletnie zmasakrowana, w sumie tworzyła wielką, krwawą papkę. Usta trupa były w całości, kształtne i zaróżowione. Platynowe włosy w nieładzie. Ręce i nogi skute łańcuchami, a ciało wyglądało jak wielokrotnie dźgane czymś ostrym i przypalane.
Długie szpikulce stojące w rzędach, przed nimi niezapalone świece. 
Martwy chłopak ze wspomnienia pozbawiony był koszulki. Na jego klatce piersiowej widniał symbol rogu jednorożca.
Taemin zamarł, czując, jak jego głowę przeszywa ból. Upadł na kolana. Czuł podłogę pod sobą. Czuł tak wszystkie przedmioty martwe. Istot żywych nie mógł dotykać. Z wyjątkiem samego siebie. Ale czy zaliczał się do kategorii "żywi"? Zacisnął powieki, chcąc wypędzić z głowy ten tajemniczy symbol. On coś znaczył dla niego. Ten znak. Chłopak był pewien, że spotkał się z nim w trakcie  życia, ale nie znaczył nic strasznego. Że miał znaczenie domu.
Więc skąd ten ból? 
-Minnie?
Podniósł głowę. Dopiero teraz zwrócił uwagę na to, że odkąd weszli do środka, Choi mówił do niego na głos. Nie przeszkadzało mu to. Ten "zewnętrzny" głos był bardziej melodyjny, zachrypnięty... W innych okolicznościach może określiłby go jako pociągający, ale teraz jedynym, o czym myślał, był ból. I ten chłopak... Zacisnął mocno powieki.
~Mówiliśmy na niego Ren. 
Minho zamarł. Nie było wątpliwości, że chodziło o jego brata. Ale skąd nieduch mógł go znać? Spojrzał na niego. Czy istoty bez ciała mogą czuć ból?
-Wszystko w porządku?- zapytał cicho. Rudowłosy skinął głową i wstał ostrożnie.
~To ten symbol. Znam go skądś. 
-To znak jakiejś sekty. Policja próbowała ich namierzyć, ale nie udało się. Przemieszczają się zbyt szybko, są za bardzo anonimowi.
Taemin znów skinął głową i usiadł sobie na kanapie, łapiąc jakąś poduszkę i ściskając ją w dłoniach. Dla postronnego obserwatora wyglądało to jak latająca poducha. Takim postronnym obserwatorem okazała się być stercząca w oknie pani Kwon, starsza sąsiadka, mająca mówiący sam za siebie pseudonim "pani Monitoring".
-Dobry Boże!- krzyknęła tak, że na pewno usłyszało ją pół miasta.-Lewitująca poduszka! Ten Choi musi być jakiś opętany!!!
Minho i jego niematerialny kolega wymienili spojrzenia i parsknęli śmiechem. Brunet usiadł obok i przejął poduszkę. O dziwo, były na niej odciski rąk.
~Działam tak na przedmioty martwe. Mogę rozbić szklankę czy nawet ściągnąć z kogoś ubranie, ale samo dotknięcie istoty żywej kończy się tak~ Tae wyciągnął dłoń i wykonał gest, jakby chciał dźgnąć mężczyznę w ramię. Ręka przeszła na wylot. Starszy uniósł brwi. We wszystkich opowieściach o duchach ich dotyk był jak zimny podmuch, tymczasem on nie czuł nic. Rudzielec nie skończył eksperymentować, zamiast tego pociągnął go za koszulkę. Materiał poruszył się.
-Niesamowite- mruknął mężczyzna.-A jak jest z wytworami skóry?
~Huh? 
-No wiesz, paznokcie, włosy i tak dalej.
Młodszy przekrzywił głowę, po czym na próbę pociągnął kosmyk brązowych włosów.
-Aish!- jęknął Choi.-Mogłeś ostrzec.
~Ooo. Nowe odkrycie. Ale i tak chcę wracać do swojego ciała. 
-Jakoś to załatwimy. Pomogę ci.
~A jeszcze przed chwilą byłem "to coś". 
Minho zachichotał.
-Jesteś "to coś". Ale z jakiegoś powodu chcę się tobą zaopiekować. Poza tym, jakbym cię teraz zostawił, to Key by mnie wykastrował. Uznał się chyba za twoją matkę. Mogę iść spać?
~Jasne, hyung. 
-Jeszcze jedno. Ty śpisz?
~Tak, śpię. Czasami. Dzisiaj nie będę. 
-Okay. Obudź mnie rano, Minnie.
~Już jest rano. 
-Później rano.
~Śpij dobrze, hyung. 
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wróciłam C:
Rozdział wcześniej, aby uczcić urodziny pewnej osoby, w takim razie...
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, YUU NOONA!!!! <333
Kiedyś pojedziemy na koncert EXO. I SHINee. I kiedyś na INFINITE też nam się uda c':
Życzę Ci więcej kurczaków, pizzy, żebyś nie musiała szukać Sehuna (SEEEHUUUN, WHERE ARE YOUU???) i mniej nożyczkofobii C: 
Sto lat ^^
-Kim Naree

czwartek, 17 września 2015

Opętany cz. 2

Obserwował, jak Onew przewracał się i próbował dopełznąć do wyjścia. Jonghyun kręcił się niespokojnie, a Key ukrył twarz w dłoniach i mamrotał do siebie.
~Zabawne...
Drgnął, słysząc rozbawiony głos jakby... w swojej głowie?
~Zachowują się jak debile. Chociaż może po prostu są debilami?
Spojrzał w bok i zobaczył jego. Karmelowe włosy wpadały nieco w rude, a ciepłobrązowe oczy błyszczały w półmroku. Minho uchylił usta, wpatrując się w perfekcyjną istotę.
~Nikt ci nie mówił, że niegrzecznie się tak gapić? 
Zignorował głos. Chłopak wyglądał tak samo jak w jego śnie. I on go opętał?
~Tak się składa, że nie chciałem. W sensie chciałem, ale... Nieważne. Wszystko ok, hyung?
To coś miało czelność nazywać go swoim hyungiem!
~Ej. Nie jestem coś. Jestem Taemin, Lee Taemin.
~Super. Dlaczego mnie opętałeś?~ brunet odważył się zadać pierwsze pytanie „na głos”.
~Bo wyglądałeś na godnego zaufania~ czyżby duch się... zarumienił? Choi posłał mu rozbawione spojrzenie.
~A tak w ogóle nie jestem duchem! Ja żyję, tylko... No w tym problem, zgubiłem swoje ciało. 
Chłopak wyglądał w tej chwili tak żałośnie, jak mały, słodki, bezdomny szczeniaczek samotny w deszczu. Minho miał ochotę mocno go przytulić i zapewnić, że wszystko będzie dobrze. Stłumił to uczucie w sobie, to byłoby dziwne, poza tym Lee nie miał ciała.
~Taemin, tak?
~Mhmm...
~Strasznie długie~ chwilę się zastanawiał, po czym posłał „duchowi” uśmiech.
~O co chodzi, hyung?
~Mi bardziej pasuje Minnie. Co ty na to? 
~MINNIE? Jak dziewczyna Myszki Miki? Poza tym to brzmi jak imię jakiejś dziwki~ skrzywił się młodszy. Brunet nie mógł powstrzymać śmiechu.
-Minho? Wszystko w porządku?
Z zaskoczeniem uniósł wzrok na zmartwionych przyjaciół. Kibum stał najbliżej i to on się odezwał.
-Jasne. Zagadałem się, sorry.
-ZAGADAŁEŚ SIĘ? ROZMAWIASZ z tym czymś, co cię opętało?!
-Hmmm, on nie jest czymś. Nazywa się Taemin i wydaje się być miły.
-Miłe duchy nie zamieszkują twojego ciała!
-To nie duch. To dzieciak, który zgubił ciało.
-Dzieciak?- powtórzyli chórem trzej przyjaciele.
~Dzieciak?~ odezwał się jednocześnie głos w jego głowie ~Mam 17 lat!
-No przecież mówię: dzieciak- mruknął Choi w stronę urażonego „ducha”.
-Wyglądasz, jakbyś mówił do siebie- poinformował Onew.
-Bo ktoś tu się dąsa- brunet posłał nadprzyrodzonej istocie nieco rozbawione spojrzenie.
-Ale on na pewno nie ześwirował?- szepnął Jonghyun.
-Możesz poprosić swojego nieducha, by pogadał ze mną?- zapytał Kibum.
~Minnie? Słyszałeś? 
~Właściwie to mogę się dla niego stać widzialny i słyszalny. Pod warunkiem, że będziecie się trzymali za ręce. 
~CO?!
~To konieczne. Musi zachować z tobą kontakt fizyczny. Cóż, mógłbyś go jeszcze pocałować, wtedy nie musielibyście się dotykać non-stop. 
~Nie ma opcji. 
~To wyjaśnij mu. I tyle, Jezu, to banalne. 
-Musisz mnie złapać za rękę- poinstruował przyjaciela Minho. Młodszy Kim po chwili niepewności ujął dużą dłoń i zamrugał kilka razy. Nagle zobaczył drobnego chłopaka siedzącego na materacu i przyglądającego się mu z zainteresowaniem.
~Witaj wśród słyszących nie do końca żywych~ „powiedział” obserwator, uśmiechając się ironicznie ~Jak już wiesz jestem Taemin i nie mam zamiaru zrobić twojemu przyjacielowi krzywdy. 
~Aha. Miło mi poznać czy coś. Wybacz, że nie skoczę ci na szyję, ale nie mam zwyczaju ufać duchom. 
~NIE JESTEM DUCHEM! Ranisz mnie!
~Spokojnie, Minnie~ „odezwał się” Minho, posyłając dzieciakowi łagodny uśmiech.
~Głupia żabo!!! Nie można tak ufać...
~Wyluzuj trochę. Nie można też naskakiwać na nowopoznane osoby. Minnie nic ci nie zrobił, więc po co się tak spinasz?  
~Dzięki, hyung~ nie-do-końca-duch uśmiechnął się do starszego słodko. Key uniósł brwi. Czyżby między ofiarą a napastnikiem nawiązała się nić porozumienia? Chociaż w sumie nazwałby to bardziej sznurem porozumienia. Albo stalową liną.
~Czemu zachowujecie się jak jakaś zakochana para? Coś mnie ominęło? 
~Zamknij się, Kibum~ w mentalnym głosie Choi brzmiała irytacja. Jego przyjazny nieduch milczał, ale widmowe policzki pokryło coś na kształt rumieńca.
~Awww, mina pana Nie Jestem Duchem wyraża więcej, niż ci się wydaje, żabo.
~Key, jak ja cię zaraz...
~Chcę być świadkiem na waszym ślubie!
~Uh, spieprzaj~ Minho przewrócił oczami.
~Milutki jesteś. 
~Może... podyskutujemy o tym później, co?~ Taemin przekrzywił głowę w bok.
~Dobra. Jest jakiś sposób, żebyś wylazł z ciała mojego przyjaciela? 
~Muszę znaleźć własne. 
-Kurwa- mruknął głośno Kibum.
~Jak możemy ci pomóc?~ zapytał Choi.
~Gdybym tylko wiedział... Moje ciało jest gdzieś ukryte. Nie potrafię go znaleźć sam. Pamiętam tylko jakieś straszne głosy sprzed tego wszystkiego i swoje nazwisko. Nie wiem nic innego~ nieduch posmutniał. Kim popatrzył na niego ze współczuciem. Nagle zrozumiał przyjazne nastawienie bruneta. W tym chłopaku było coś takiego, że nie dało się go nie polubić.
~Dobra, jeszcze pogadamy~ obiecał i puścił dłoń Minho. Ten ciągle patrzył na widmową postać.
~Jeny. Jak się czujesz? On potrafi być trochę... Przytłaczający. 
~Nie jest źle. Wiesz, jest doświadczony w kontaktach z siłami nadprzyrodzonymi. Bałem się raczej, że zacznie wrzeszczeć i wezwie egzorcystę. 
~To nie ten typ człowieka.
Taemin w odpowiedzi uśmiechnął się.
-Hej, Żabciu, zabieraj się z widmowym do domu. Wpadnę jutro i zbadamy zagadnienie dokładniej.
-CZEMU TO ZABRZMIAŁO JAK ALUZJA EROTYCZNA?- Jonghyun spojrzał na Key wielkimi oczami.- Ty? Z nim? FUJ!
-NIE!- skrzywił się Kibum.- Masz chorą wyobraźnię, Dino.
Choi zaśmiał się tylko i spojrzał na nieducha, który obserwował wszystko z uprzejmym uśmiechem.
~Hyung, mogę zamieszkać u ciebie? 
~I tak mnie opętałeś. Po co pytasz? 
~Uznałem, że będzie uprzejmiej. 
Minho prychnął cicho i wstał.
-To my lecimy.
-Serio jesteś creepy, jak z nim gadasz- mruknął Onew.
-Pozwól mi się pożegnać z Taeminem- Key złapał bruneta za rękę i szybko rozejrzał się po pokoju.
~Tu jestem~ "odezwał się" widmowy chłopak, stając obok.
~Nie bój się, Żabol nie gryzie. Jutro pogadamy, ok? 
~Jasne, eomma. 
Choi zaśmiał się cicho, za to mina Key wyrażała czysty zachwyt.
-Zostałem matką chłopca bez ciała!
-Nara, ludzie.
I Minho razem z ubawionym nieduchem wyszli z mieszkania samozwańczego medium.

                        ----------------------------------------------------------------------------

Tak, wiem, dużo czasu minęło. Musiałam się zebrać  i napisałam. Witamy Yuu wśród czytelników! 
Dzięki Twojej prośbie to w ogóle powstało. Do napisania, ludziki. 
-Naree.