niedziela, 30 sierpnia 2015

piątek, 28 sierpnia 2015

Chance- Operacja: HunHan cz. 8

Ojej... Tak długo, ale zebrałam się i napisałam to C:
W ramach przeprosin połączyłam dwa rozdziały. Nie przedłużam, miłego czytania <3
~Ree

POV LUHAN

Obudził mnie głos dochodzący z mojej kuchni. Znajomy głos. Westchnąłem i zszedłem na dół, starając się poprawić włosy. Muszę w końcu nauczyć swojego przyjaciela, by zapowiadał wizyty rano.
-Xing, co...- urwałem, gapiąc się na niego. Po twarzy spływały mu łzy, ciemna grzywka była w nieładzie, makijaż niedomyty. Wyglądał jak cień człowieka.
-Luluuu- zawył, ukrywając twarz w dłoniach. A jeśli to jakiś kosmita w biokombinezonie? Odłożyłem na bok myśl o złapaniu patelni i podszedłem bliżej.
-Co się stało?- zapytałem miękko.
-Bo... Kris i ja...- zaczął się dławić płaczem. Pogłaskałem go po głowie.
-Nie musisz mi mówić, jeśli nie chcesz, ale domyślam się, że musisz z nim poważnie porozmawiać.
            Dwie paczki chusteczek i dwie tabletki na uspokojenie później Yixing spał sobie spokojnie na kanapie. Uśmiechnąłem się pod nosem, łapiąc komórkę. 17 nieodebranych połączeń. Trzy od Dyo, dwa od Xiumina, pięć od Baekhyuna (!), reszta od Sehuna. 50 wiadomości. Wszystkie od Sehuna.
Dzień dobry :)
Czemu nie ma cię w pracy? Czekam.
Spóźniasz się!
Wpadłeś pod samochód?
Xiao Lu?
Lulu? Jesteś tam?
LU HAN, W TEJ CHWILI ODPISZ
I tak dalej. Ostatnia wiadomość od niego brzmiała:
Za 10 minut będę w twoim domu z Krisem. Lepiej dla ciebie, żebyś był w środku.
Najmłodszy wysłał ją jakieś 8 minut temu. Jęknąłem pod nosem. Umyłem szybko zęby i poprawiłem włosy. Rozległo się łomotanie do drzwi. Spojrzałem w tamtą stronę wielkimi oczami akurat wtedy, gdy ktoś brutalnie je otworzył. Zamrugałem trzykrotnie.
-LUHAN, KURWA MAĆ!- wrzasnął Sehun, podbiegając do mnie i z całej siły przyciągając do siebie. Stojący w wejściu Wufan uśmiechnął się pod nosem.
-Annyeong...- mruknąłem, patrząc na Koreańczyka. Odnalazł wzrokiem moje oczy i jego spojrzenie nieco złagodniało.
-Czy ty sobie wyobrażasz, jak bardzo się martwiłem? Myślałem, że już nie żyjesz, miałeś wypadek, porwali cię, zgwałcili, porzucili ciało w lesie...
Zachichotałem cicho. Pufnął z irytacją.
-To nie jest śmieszne, Xiao Lu. Przestraszyłem się.
-Wiem- mruknąłem, kryjąc uśmiech. Westchnął głośno.
-I co ja mam z tobą zrobić?- zapytał, po czym musnął moje usta swoimi. Serce zatłukło mi się w piersi, to był chyba pierwszy nasz „pocałunek” na trzeźwo.
-Nigdy więcej nie rób takich rzeczy- zastrzegł, opierając brodę na czubku mojej głowy.
-Okay.
-Obiecujesz, Lulu?
-Obiecuję, Sehunnie- mruknąłem, starając się nie zarumienić. Kris wydał z siebie dźwięk sugerujący, że nieźle się bawi, chociaż jest mu trochę niedobrze. Skąd znałem ten dźwięk? Wystarczy się wybrać z Lay’em na przejażdżkę rollercoasterem.
            Lay...
-Sorry, że przerywam wasze romantyczne pojednanie, ale czemu Yixing śpi na kanapie?  
-Bo nikt nie dotyka mojego łóżka- odpowiedziałem, na co Wufan przewrócił oczami.
-Miałem na myśli raczej... Dlaczego nie jest u siebie?
-Przyszedł rano.
-Wygląda, jakby płakał- Chińczyk przysiadł na podłodze przy sofie i wpatrzył się w śpiące oblicze mojego przyjaciela.
-Bo płakał. Ogólnie wpadł w taką histerię, musiałem mu podawać leki, poza tym wisi mi dwie paczki chusteczek. Aha, i stłukł kubek, próbując napić się herbaty- wyliczyłem, patrząc, jak spokojna dotychczas twarz chłopaka nabiera zmartwionego wyrazu. Powoli, jakby z namaszczeniem wyciągnął rękę i odgarnął włosy z twarzy śpiącego. W jego spojrzeniu było tyle czułości, że aż miałem ochotę pisnąć jak jakaś fangirl. Zamiast tego posłałem porozumiewawczy uśmiech Sehunowi. Skinął głową na znak, że się ze mną zgadza. Wu Yi Fan był oczywisty jak jasna cholera. Ścisnąłem dłoń swojego chłopaka - powinienem go tak nazywać? Jak mówi się po koreańsku na osobę, z którą się całowało i uprawiało seks, ale nic nie zostało powiedziane?- komunikując tym samym, że powinniśmy się ulotnić do czasu, aż Xing się obudzi. Po chwili zastanowienia pociągnąłem go do kuchni.
-Omo!- podskoczyłem, gdy tylko znaleźliśmy się poza zasięgiem słuchu strasznego człowieka. Tęczowowłosy prychnął pod nosem.
-Nie mów, że ty też.
-Ja też co?- uniosłem brwi niewinnie.
-Kai opowiadał, że Dyo hyung ostatnio nawija tylko o tej dwójce i każdym możliwym sposobie na ich zeswatanie.
-Co?! Sówka swatała ich BEZE MNIE?!- krzyknąłem z oburzeniem. Jak on śmiał...
-Biedny Kyungsoo hyung. Teraz pewnie ma przerąbane.
-Oczywiście, że ma- zmrużyłem oczy, już obmyślając zemstę na tej czerwonowłosej wredocie. Sehun zachichotał i przyciągnął mnie do siebie, obejmując przy tym w pasie. Prawdopodobnie moje serce miało zamiar wyrwać mi się z piersi, bo zaczęło bić szybko jak nigdy dotąd.
-Naprawdę się dzisiaj wystraszyłem- powiedział miękko, na co zaśmiałem się pod nosem. Kochany głupek.
-Oczywiście teraz już wiesz, że nie było czego?
-Ale i tak zabraniam ci tak robić. Chyba bym nie przeżył tego stresu.
-Moja wina, że Zhang Yixing wybrał sobie taki moment na depresję?
-Ciekawe, o co chodzi- zamyślił się.
-Prawdopodobnie Do Kyungsoo świetnie wie- burknąłem z urazą. Teraz to on się zaśmiał, obracając mnie przodem do siebie i patrząc w oczy.
-Xiao Lu...
-Ja ciebie też kocham- powiedziałem cicho, natychmiast opuszczając wzrok. Usłyszałem zaskoczone westchnienie. Tęczowowłosy przytulił mnie mocno.
-I co ty zrobiłeś z moją reputacją bad boya?- zapytał nieco nadąsanym tonem, ale w jego głosie usłyszałem, że się uśmiechał.
-Przepraszam- odparłem niepewnie. Natychmiast pociągnął mój podbródek w górę, zmuszając do spojrzenia mu w twarz. Delikatnie mnie pocałował, a ja zrozumiałem, o czym mówili Dyo i Chanyeol, kiedy opisywali te motylki w brzuchu.
-Nigdy w życiu nie przepraszaj za takie rzeczy. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak bardzo szczęśliwy jestem.
 Popatrzyłem na niego z niedowierzaniem. Czy to w ogóle możliwe, żeby ta historia miała szczęśliwe zakończenie?
Jego usta po raz kolejny stykające się z moimi były wystarczającą odpowiedzią.
                            POV YIXING
            Poniedziałek. Niegdyś mój ulubiony dzień. Tym razem jednak wizja korepetycji nie cieszyła jak zwykle, a wręcz przeciwnie, napawała mnie strachem. Co ja mu powiem? Co się w ogóle mówi w takich sytuacjach?
Im bliżej było do końca lekcji, tym bardziej panikowałem. Ostatni dzwonek zadzwonił, a ja z wnętrznościami ściśniętymi w supeł ruszyłem na nasze stałe miejsce spotkań, czyli do KFC. Czekał już na mnie, bawiąc się nerwowo telefonem. Nie zauważył mojego nadejścia, musiałem lekko szturchnąć go w ramię, na co obdarzył mnie nieco zmęczonym uśmiechem.
-Cześć- wymamrotał. Uniosłem brwi, widząc spore wory pod jego oczami.
-Coś się stało?- zapytałem. Pokręcił tylko głową.
-To nic takiego. Nie przejmuj się.
Cały Kris. Nigdy nie da sobie pomóc.
-Jesteś gotowy do nauki?- w jego głosie nie było zwykłego entuzjazmu. Skinąłem głową i wypakowałem podręcznik. Uniosłem głowę, czując na sobie czyjś wzrok.
-Wyglądasz na podirytowanego- powiedział mój korepetytor.
-Też byłbyś podirytowany, gdybyś musiał cały dzień słuchać, jak Luhan rozpływa się nad Sehunem. Cieszę się ich szczęściem i tak dalej, kocham Lulu jak brata, ale ta dwójka razem jest bardziej męcząca niż wszystkie inne pary razem wzięte- westchnąłem, przeczesując palcami włosy. Zaśmiał się cicho.
-Życzę im szczęścia.
-Ja też! Ale gdyby mogli konsumować swoje szczęście z daleka ode mnie...
Znów się zaśmiał, po czym płynnie przeszedł do tłumaczenia mi kolejnego historycznego zagadnienia. Niby taka sama lekcja, jak wszystkie inne, ale tym razem coś było inaczej. Unikaliśmy kontaktu wzrokowego, a każdy, nawet najdelikatniejszy dotyk sprawiał, że przechodził mnie prąd i znów czuliśmy się niezręcznie.
I to tylko z mojej cholernej winy.

Dwa tygodnie później w środku nocy obudził mnie dzwonek telefonu. Odebrałem, nawet nie patrząc na nazwę kontaktu.
-Halooo?- mruknąłem nieprzytomnie.
-Xing? Jestem na lotnisku, mógłbyś przyjechać?
Głos Krisa obudził mnie na dobre.
-Na lotnisku? Co ty do kurwy nędzy robisz na lotnisku?
-Wszystko ci wyjaśnię, błagam, przyjedź szybko...
-Już jadę- zapewniłem, szybko wciągając na siebie jakiekolwiek ubranie. Na szczęście z mojego domu na lotnisko było pięć minut jazdy. Od razu dostrzegłem znajomą sylwetkę, wyróżniającą się wśród  nielicznych podróżnych.
-Nareszcie- wymamrotał, przytulając mnie pierwszy raz od tamtego zdarzenia.
-Czy teraz łaskawie wytłumaczysz mi, dlaczego lotnisko?- warknąłem, wcale nie uspokojony faktem,  że miał na sobie strój jakby... na podróż?
-Muszę lecieć natychmiast do Kanady, moja matka miała wypadek, cholernie poważny wypadek- mówił szybko i mieszał chiński z koreańskim.
-Ale przecież niedługo wrócisz?- zapytałem niepewnie, patrząc mu w twarz.
-Mój ojciec zajmuje się firmą, więc prawdopodobnie będę musiał zostać i zająć się mamą... Nie wiem, co sobie zrobiła, ale wrócę, obiecuję.
-Kiedy?
Zobaczyłem w jego oczach kompletną niepewność i... strach?
Więc jest aż tak źle.
-Nie wiem. To może potrwać miesiąc, rok...
Opuściłem głowę. Tak to się skończy. Wyjedzie tam, pozna dziewczynę, ożeni się, zapomni. Usiłowałem powstrzymać łzy cisnące mi się do oczu.
-Zaraz odleci ci samolot- zauważyłem, próbując skupić się na czymkolwiek innym. Próby spełzły na niczym, gdy złapał moją twarz w dłonie.
-Kiedy wrócę, będę musiał ci powiedzieć dużo ważnych rzeczy. Ogromną ilość ważnych rzeczy- powiedział cichym, łagodnym głosem, po czym jedną ręką przyciągnął mnie do siebie i mocno pocałował. Bez zastanowienia splotłem mu dłonie na karku, odwzajemniając pocałunek równie mocno. W końcu odsunęliśmy się od siebie. Spojrzał mi w oczy.
-Do zobaczenia, maluchu- powiedział i odszedł w stronę bramek. Śledziłem go wzrokiem, aż zniknął gdzieś w tłumie. Dopiero wówczas ruszyłem do samochodu i pojechałem prosto do domu Luhana. Otworzył mi w piżamie, niezmiernie zdziwiony, gdy po prostu wybuchnąłem płaczem.
Miało przyjść jeszcze wiele takich nocy, gdy chroniłem się w jego domu przed samotnością.

wtorek, 25 sierpnia 2015

My Little Everything

"My little everything"

Pairing: JongHo, gdzieś tam przewija się TaeKai i OnChicken 

Gatunek: Fluff

Autor: Kim Naree

piątek, 14 sierpnia 2015

T.T

Niedobra Ree wróciła...
Ten uczuć, kiedy mam kilka napisanych na kartkach oneshotów, ale przepisywanie tego to zuoooo...
Mianhae. Niedługo coś napiszę. Cokolwiek. Jak się trochę pozbieram.
Bo ryby nie powinny chodzić do wojska.